Interstellar (2014)
Zdjęcia w "Interstellar" są dobre i nic ponadto.

Nolan nie wykorzystał nawet 1% potencjału jaki w sobie kryje kosmos (nie mówiąc o wyobraźni), a "Grawitacja" miała zdecydowanie lepsze zdjęcia.

Odpowiedz
Że Nolan nie wykorzystał potencjału to wiadomo, ale ja odnoszę wrażenie, że on w ogóle "pokazuje" ten kosmos bo musi, bo kręci film z akcja w kosmosie. Te ujęcia kosmosu w "Interstellar" to jest na moje jakieś minimum, które on musiał pokazać. 3/4 filmu to zbliżenia twarzy i inne "super" ujęcia - oczywiście nie mówię, ze musi być efekciarsko bo kosmos, ale styl Nolana, nudziarza, mnie osobiście akurat do tego typu filmu nie pasuje zupełnie. Kosmos to jest kosmos, pokazać można dosłownie wszystko, nie ma praktycznie żadnych ograniczeń jeśli chodzi o jakąś plastyczną wyobraźnię - w "Interstellar" tym ograniczeniem był jak na moje sam reżyser.

Zresztą - skoro dyskusja jest o zdjęciach, to nawet w tych momentach na Ziemi to wszystko jest nakręcone po prostu poprawnie - wielkie bańki budżetu to wiadomo, dajemy kilka ujęć z lotu ptaka śledzących bohaterów ze zbliżającą się kamerą itp. - wszystko to co typowe u Nolana, nic ponad to, co już wcześniej w jego blockbusterach widzieliśmy. Typu - Wayne idzie po górach = ujęcie z lotu ptaka ze zbliżającą się i gdzieś tam krążącą kamerą, bo było nas stać na śmigłowiec. Tutaj jest to samo - ja nie mówię, że to jest złe (chociaż ja już tych, nic nie wnoszących ujęć z lotu ptaka mam dość) ale jest takie typowe, nic, co jest warte jakichkolwiek nagród.

No chyba, że ktoś chce dać panu operatorowi z "Interstellar" nagrodę za to, że mając do "dyspozycji" KOSMOS, pokazał go tak, że pół nieciekawego ujęcia zasłania skrzydło wahadłowca/statku kosmicznego i z tej frapującej perspektywy obserwujemy akcję Oczko
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
"Dream a little bigger, darling" to coś, co Nolan powinien zdecydowanie wziąć sobie do serca Uśmiech

Odpowiedz
Cytat:patyczaku, byłeś kiedyś na stronie NASA? Widziałeś zdjęcia z teleskopu Hubble'a? Uważasz że są... efekciarskie? Uśmiech

Są efekciarskie i zachwycają na najbardziej podstawowym poziomie. I choć taki Orzeł jest cudowny i mógłbym na to zdjęcie spoglądać przez kilka godzin, to nie wyczerpuje ono zawartości mojego pojęcia o pięknie.

Z tego co piszesz można by wywnioskować, że kosmos można by pokazać tylko w jeden sposób - zaatakować gałki oczne feerią migoczących mgławic i zajebiście wykreowanymi planetami, które trudno sobie wyobrazić. Nie zgadzam się z tym, ale rozumiem, bo nie po to idzie się przecież do kina na wysokobudżetowy film o locie do innej galaktyki, żeby oglądać dość przeciętne (jeżeli chodzi o rzeźbę terenu) pejzaże znane z Ziemi i to sfilmowane nolanowo sterylny sposób. Podobnie było z Incepcją, bo ludzie spodziewali się zachwycającego oniryzmu i popuszczenia wodzy wyobraźni, a dostali jakieś niedookreślone współczesne miasto.

Jaram się Pandorą z Avatara, kosmosem z Grawitacji. I jaram się tym, jak pokazano go w Interstellar. Taka surowa scenografia i zdjęcia pozwoliły mi poczuć obcość, jakiej jeszcze w kinie nie uświadczyłem. Obdarcie planet z jakiegoś mistycyzmu jak w Prometeuszu, z niesamowitości jak w Avatarze czy po prostu - z tego piękna wylewającego się ze zdjęć NASA sprawiło, że paradoksalnie to wszystko poczułem. Ludzie pragną kosmosu, żeby doświadczyć jakiejś transcendencji - może gdzieś tam jest coś więcej? Bóg? Rzeczy tak piękne i dziwne, że można by tego nie wytrzymać? Wrota Tannhausera? I w tak przedstawionym kosmosie w Interstellar czułbym się jak u siebie w domu, bo do tego przyzwyczaiła mnie popkultura i tego oczekuję. Ale w tym "nudnym" i zbyt zwyczajnym kosmosie Nolana jest coś oczyszczającego i obcego; czuć samotność ludzkości i jej marność, bo kosmos nie skrywa tego, co sobie wymarzyliśmy. To tylko skały, trochę lodu i wody. Zdjęcia w pewien sposób podkreślają zawód astronautów - oni tez spodziewali się czegoś więcej, stary dziad Caine okazał się kłamcą, a planety nie sprzyjają kolonizacji.

Liczyłem, że doświadczę atmosfery wielkiej międzygalaktycznej wyprawy do innego świata i właśnie tak było - między innymi dzięki zdjęciom.

Więc co z tego, że nie mam wielkiej ochoty powiesić sobie na ścianie kadrów z filmu Nolana, bo chyba nie o to tylko chodzi? Nie mam nic przeciwko krytyce wyglądu Interstellar, bo jak sam napisałem, tych kadrów nie uważam za genialne, ale czy naprawdę powinniśmy ograniczać wartość zdjęć do tego, czy potrafią wzbudzić taki najprostszy estetyczny zachwyt i czy można je sobie wrzucić jako tapetę na pulpit?

Odpowiedz
Patyczak jednym solidnym postem osiagnal wiecej w obronie Interstellar, niz Lawrence przez 30 stron Uśmiech
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
patyczaku, bardzo podoba mi się twoja argumentacja i sprzedajesz mi ją tak dobrze, że prawie to kupuję. Prawie, bo potrafię się z nią zgodzić wyłącznie teoretycznie. Ja tego nie czuję, bo scenariusz/reżyser/mniejsza o to nie pozwala mi się przejąć ani powodami tej wyprawy, ani samą wyprawą, ani jej uczestnikami, a co za tym idzie trudno mi dostrzec to powiązanie między scenariuszem a pomysłem na wygląd tego filmu.

No i czy kosmos, który niczym nie różni się od tego co widać z ziemskiej orbity naprawdę wydaje ci się taki obcy i odległy? Bo mi wręcz przeciwnie.

(17-01-2015, 02:00)patyczak napisał(a): czy naprawdę powinniśmy ograniczać wartość zdjęć do tego, czy potrafią wzbudzić taki najprostszy estetyczny zachwyt i czy można je sobie wrzucić jako tapetę na pulpit?
W przypadku gatunku, który jednak w głównej mierze przemawia do widza obrazami? Oczywiście że tak, tym bardziej, że - przynajmniej dla mnie - nie oferuje nic w zamian. Wiedziałem, że Nolan wyłoży się na scenariuszu, dlatego szedłem do kina wyłącznie, by sobie na ten film popatrzeć. Skoro nie ma tu nawet kadrów, które zapadłyby mi w pamięć, obrazów kosmosu na jakie liczyłem, to co pozostaje? Nic: trzy litery będące podsumowaniem tego filmu.

Odpowiedz
Dokładnie Mierzwiak - piąteczka Oczko

Kosmos wydaje się obcy, bo jakaś tam planeta wygląda jak Islandia = nie rozumiem tego kompletnie. Kosmos mógłby wydawać się obcy, gdyby był POKAZANY. U Nolana kosmos jest pokazany tak, że jak ktoś zmruży na chwilę oczy, to tego kosmosu w ogóle nie zobaczy - a zwyczajne planety też można jakoś ciekawiej pokazać na ekranie niż to co każdy z nas zobaczył w "Interstellar".

Zresztą jak pisałem wcześniej - "Interstellar" to nie tylko kosmos, ale i scenki na Ziemi, które wyglądają jak w każdym kolejnym filmie Nolana - te same najazdy kamery, te same ujęcia z lotu ptaka, to samo nudziarstwo jednym słowem.

W ogóle czytając pierwsze posty w tym temacie, gdy ludzie opisywali scenariusz "Interstellar", wyobrażałem sobie film typu "Fantastic Voyage" tyle, że o kosmosie i nakręcony za grube bańki - to by było coś. Zresztą co tu dużo gadać, tamten film, choć ma już na "karku" prawie 50 lat, wyobraźnią i plastycznością kasuje cały dotychczasowy dorobek Nolana Uśmiech
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Mnie tam kosmos ani planet jakos specjalnie nie przeszkadzaly, najbardziej mnie wkuzwialy ujecia skrzydel tych wahadlowcow na tle kosmosu - nyndza Uśmiech
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
No mnie też nie przeszkadzały - były ok i tyle. Ale tutaj "ktoś" pisze, że to warte nominacji do jakiejś ciężkiej nagrody Oczko
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Zasadniczym problemem Nolana jest jego NIEKONSEKWENCJA i Interstellar jest jej kolejnym przykładem.

Gdyby to było surowe, realistyczne sci-fi, to ja naprawdę kupiłbym te zwyczajne planety. Ale patrzę na ten film przez pryzmat jego finału z hipersześcianem, pokonywaniem czasu i totalną fantastyką. Abstrahując od tego jak oceniamy trzeci akt, to - uwaga! - jako jedyny z całego filmu prezentuje on jakieś pomysły, jakąś wizję, koncept, tak wizualny, jak i fabularny. Pytanie - jaki obraz kosmosu bardziej pasuje do finału tego filmu: nolanowski, czy może ten drugi, który widać na stronach NASA?

To samo tyczy się Incepcji, której odwróconą wersją jest Interstellar - tam najpierw mieliśmy zachwyt nad zwijanym miastem i możliwościami, jakie przedstawia nam film, po czym - z wyjątkiem bójki w hotelowym korytarzu - dostaliśmy najbardziej banalne, do tego nakręcone bez werwy strzelaniny i pościgi. I znowu ta sama sytuacja co w Interstellar - większość filmu jest nudna i surowa, a jednak większość widzów najbardziej pamięta te fantastyczne, odjechane sekwencje i to ich chciałoby więcej. Hmm, ciekawe dlaczego?

Czy nie o tym rozmawialiśmy kilka lat temu przy okazji Mrocznego Rycerza? O otoczce rodem z filmu Michaela Manna i kryjących się pod nią bzdurach, dziurach fabularnych i - o zgrozo dla Nolana! - komiksie, który chciał zdusić do tego stopnia, że ostatecznie zamiast Gotham po prostu zaczął pokazywać nam Nowy Jork udając, że wcale nie robi filmu komiksowego?

To już kolejny obraz, w którym Nolan celowo ucieka przed potencjałem swojego własnego filmu, stara się ukryć to, co w nim potencjalnie najciekawsze, na pierwszym planie stawiając to, co niektórzy nazywają stylem, a co coraz więcej ludzi określa po prostu nudą. Co ten facet chce przez to osiągnąć?

Odpowiedz
(17-01-2015, 02:09)Bucho napisał(a): Patyczak jednym solidnym postem osiagnal wiecej w obronie Interstellar, niz Lawrence przez 30 stron Uśmiech

I nie mam Patyczakowi temu za złe, a wręcz jestem mu wdzięczny, gdyż bardzo ładnie napisał i w połowie też przekazał to co ja czuję.

Wy zarzucacie mi, że nie piszę nic poza "imponujące", ale Wy moi drodzy, tak naprawdę piszecie tylko, że "nuda".

Mnie się właśnie ten chłód w zdjęciach do filmów Nolana zawsze szalenie podobał. Może i to mało profesjonalne, ale przez nie wydawały mi się one takie krystalicznie czyste i ja czuję w tym specyficzny klimat.

Plus tutaj widzę parę pięknych zdjęć z kosmosu i naturalnie są one piękno, ale też nie bądźmy naiwni, że kosmos składa się wyłącznie z pięknych mgławic i wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
Przypomnę tylko (chyba) z "Pirxa" Lema, gdzie mieliśmy przykłady opisu podróży kosmicznych jako nudnych i zmuszały one pilotów, do zabierania kart, czy w ogóle dbanie sobie o jakieś rozrywki.

Uwielbiam "Gravity", ale bardzo mi się podoba, że jeżeli chodzi o zdjęcia, to "Interstellar" podąża zupełnie inną drogą. Już nie wspominając, że "Gravity" rozgrywa się cały czas wokół Ziemii, ale mniejsza oto.

Oczywiście niektórzy mają prawo oczekiwać, że jak mają film w kosmosie to będzie się on świecił jak choinka. Ale czy ta "magiczna" "romantyczna" wizja kosmosu to jest tylko jedna możliwość jak możemy na niego patrzeć?

I znowu nie przesadzajmy: mamy piękne ujęcie na Saturn, z ukazaniem jego pierścieni, mamy tunel czasoprzestrzenny, mamy czarną dziurę i to z ujęciami bardzo, bardzo z bliska, jakich jeszcze w kinie nie widzieliśmy. Tylko właśnie to co film pokazuje, że takie cuda nie znajdują się zaraz obok siebie jak w Disneylandzie.

Bucho nabija się z kamery umieszczonej na statku. Mnie tam się podobała, podobnie jak to, że właśnie dzięki takim, a nie innym zdjęciom, wszelkie momenty dramatyczne, napięcia z falami i dokowaniem, jeszcze lepiej się prezentują. Kamera nie trzęsie się na wszystkie strony. Nie ma wygibasów, tylko właśnie krystaliczne ukazanie tego co się dzieje.
I znowu szukacie pięknych ujęć: Wirujący Endurance na tle planety Manna.
Tak samo jak jeżeli chodzi o zdjęcia, podoba mi się ukazywanie właśnie Endurance'a, jako małego punkcika na tle pierścieni Saturna.

Ale wiadomo wszystko to kwestie subiektywne i dla jednych coś może być piękne, a dla innych nudne.
Tak samo jak dla jednych przykładem wyobraźni może być np. tesseract stworzony przez pięciowymiarowe istoty, ukryty w czarnej dziurze. A dla innych przykładem wyobraźni może być pomalowanie faceta na niebiesko i powiedzenia, że to kosmita.

Dzisiaj wieczorem, popatrzyłem w niebo: Piękne pełne gwiazd, ale nie widziałem, ani tunelu czasoprzestrzennengo, ani pierścieni Saturna, ani czarnej dziury. Tak też i nie przesadzajmy, że taki kosmos jaki mamy w Interstellar możemy widzieć z Ziemii. Przy czym zaznaczam, że bardzo bym chciał.

Dziękuję za uwagę, choć wątpię, że taka będzie.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Ja sie nie nabijam, ja stwierdzam fakt (ok)


Lawrence, ciebie ciezko nie lubic, naprawde Uśmiech
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(17-01-2015, 02:49)Lawrence napisał(a): Dzisiaj wieczorem, popatrzyłem w niebo: Piękne pełne gwiazd, ale nie widziałem, ani tunelu czasoprzestrzennengo, ani pierścieni Saturna, ani czarnej dziury. Tak też i nie przesadzajmy, że taki kosmos jaki mamy w Interstellar możemy widzieć z Ziemii.
Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło, prawda? Uśmiech

(17-01-2015, 02:49)Lawrence napisał(a): Ale czy ta "magiczna" "romantyczna" wizja kosmosu to jest tylko jedna możliwość jak możemy na niego patrzeć?
W filmie, który opowiada o tym jak miłość pokonuje czas i przestrzeń? No skądże. Ale fajnie że w końcu włączyłeś się do dyskusji, bo do tej pory byłeś tylko jak duch zza regału, do tego taki nieśmiały który nawet książek nie chce zrzucać :*

Odpowiedz
Lawrence napisał(a):Dzisiaj wieczorem, popatrzyłem w niebo: Piękne pełne gwiazd, ale nie widziałem, ani tunelu czasoprzestrzennengo, ani pierścieni Saturna, ani czarnej dziury.

A popatrz, Nolan w to niebo poleciał i też nic ciekawego tam nie zobaczył. A wszyscy inni "latający" w niebo się nim zachwycali i opowiadali, jakie to "niebo" jest super itd. A oni nawet w 1/1000 nie byli tam, gdzie z kamerą poleciał Nolan i ten jego spec od zdjęć Oczko

I powtarzam po raz wtóry - zdjęcia na Ziemi też są, nie lubię tego słowa, generyczne - ot, typowe ujęcia kamery w blockbusterach Nolana. Tłumaczyłem to zresztą, dlatego bania mi siada jak czytam Twoje:

Lawrence napisał(a):Wy zarzucacie mi, że nie piszę nic poza "imponujące", ale Wy moi drodzy, tak naprawdę piszecie tylko, że "nuda".

Mam ci to narysować, żebyś zrozumiał o czym piszę? Dziurę ołówkiem w złożonej kartce zrobić? Oczko
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Patyczak - nie zgadzam się do końca z tym, co napisałeś (bo ja tej pustki nie czułem; dla mnie zdjęcia w Interstellar to nie efekt przemyślanej decyzji artystycznej, a po prostu efekt braku jakichkolwiek decyzji), ale Twój post to bodaj najmądrzejsza obrona filmu Nolana, na jaką miałem okazję trafić. Zupełnie szczerze - szacun Uśmiech

slepy51 napisał(a):Że Nolan nie wykorzystał potencjału to wiadomo, ale ja odnoszę wrażenie, że on w ogóle "pokazuje" ten kosmos bo musi, bo kręci film z akcja w kosmosie.

Tu się zgadzam w stu procentach. Ja w ogóle często mam wrażenie, że Nolan nie wie, po co kręci filmy. To znaczy - jest dobrym storytellerem (choć okropnym scenarzystą), ale kompletnie nie rozumie medium, którego używa, nie robi żadnego użytku ze zdjęć, z możliwości ustawienia kamery w konkretnym miejscu czy z możliwości pokazania czegoś za pomocą obrazu. A "Interstellar" to chyba najbardziej dobitny przykład Uśmiech.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Motoduf napisał(a):Ja w ogóle często mam wrażenie, że Nolan nie wie, po co kręci filmy.

Też. Jak nie ma wciągającego czy po prostu dobrego scenariusza (ponoć sam pisze, tak?) to wali dechą w te same miejsca - czy kręci Batmana, czy film o snach, czy kino o podróżach kosmicznych. Zero wyobraźni, zero życia, zero ogólnie - niektórzy piszą, że to asceza, że on "tak mało pokazuje, bo tak dużo chce przekazać", ale dla mnie z niego żaden Kubrick, a bardziej taki właśnie "typowy Nolan" - czyli facet, który dostaje wszystko pod nos, wciąga dwie kreski, a widzom zostawia do obejrzenia tylko ślad tego, co wciągał Uśmiech

Mówię, film zupełnie o czym innym, ale jak czytałem te rozkminy scenariusza to właśnie to miałem przed oczami:

[Obrazek: full_viaggio_allucinante_3.JPG]
[Obrazek: full_viaggio_allucinante_4.JPG]
[Obrazek: fantastic%2Bvoyage.png]

tylko za grubsze bańki. Przygoda, poznawanie nowego, jakaś ekscytacja - Nolan sprowadził to wszystko do wywrotki na rowerze - niby coś nowego, ale ból taki sam, o ile nie większy niż wcześniej, jak przez przypadek jebnęliśmy głową w mur podczas lunatykowania ("Incepcja").

Ale jak ktoś chce dać panu od zdjęć ciężką nagrodę, proszę bardzo:

[Obrazek: E7eBbz0.jpg]



z ręką na sercu, było tam coś lepszego niż to powyżej z '66? Uśmiech
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Cytat:Kosmos wydaje się obcy, bo jakaś tam planeta wygląda jak Islandia = nie rozumiem tego kompletnie.

Kosmos w Avatarze wydaje się całkiem przyjazny - w końcu gdzieś tam daleko mamy planetę, która mocno przypomina Ziemię i cała porośnięta jest dżunglą, w której tętni życie. W Interstellar naukowcy chcieli by znaleźć podobny glob, a dostają się na jałową, nie zachwycającą nawet rzeźbą terenu planetę i w tym momencie czuję tą wyjątkowość Ziemi i naszego gatunku, a zarazem - obcość tej galaktyki. W innych filmach S-F kosmos jest oswojony i nawet gdy trafia się na ksenomorfa, to dzieje się to w uniwersum pełnym ludzkich kolonii. W Star Treku czy Star Wars przygoda czeka na każdym kroku, ale kosmos w Interstellar niczego nie proponuje, niczego w nim nie ma. Mniejsza o kosmitów, ale w tym kosmosie nie ma nawet tych zachwycających widoków, których można by oczekiwać. Przebyło się tyle lat świetlnych, żeby trafić na planetę, która przypomina Islandię i która nie różni się bardzo od wyobrażeń na temat planet, które znamy z naszego układu słonecznego. Czy to nie jest dołujące - uświadomienie sobie, że tam tak naprawdę nie ma nic więcej i jesteśmy całkiem sami i to tak daleko od domu? A wszechświat skąpi nam nawet piękna ze zdjęć NASA, które mogłoby uczynić to osamotnienie bardziej znośnym.

Cytat:Zasadniczym problemem Nolana jest jego NIEKONSEKWENCJA i Interstellar jest jej kolejnym przykładem.

Gdyby to było surowe, realistyczne sci-fi, to ja naprawdę kupiłbym te zwyczajne planety. Ale patrzę na ten film przez pryzmat jego finału z hipersześcianem, pokonywaniem czasu i totalną fantastyką. Abstrahując od tego jak oceniamy trzeci akt, to - uwaga! - jako jedyny z całego filmu prezentuje on jakieś pomysły, jakąś wizję, koncept, tak wizualny, jak i fabularny. Pytanie - jaki obraz kosmosu bardziej pasuje do finału tego filmu: nolanowski, czy może ten drugi, który widać na stronach NASA?

Ja nie widzę tam niekonsekwencji, bo nawet ten totalnie fantastyczny finał służy temu, żeby Cooper uświadomił sobie, że w kosmosie nie czekają na niego żadne boskie istoty i mieszkańcy Ziemi mogą liczyć tylko na siebie. Więc na poziomie obrazu mamy tu sporą zmianę, ale treść sprawia, że odbieram ją nie jako niekonsekwencję, tylko raczej dobrze umotywowany twist.

Cytat:Czy nie o tym rozmawialiśmy kilka lat temu przy okazji Mrocznego Rycerza? O otoczce rodem z filmu Michaela Manna i kryjących się pod nią bzdurach, dziurach fabularnych i - o zgrozo dla Nolana! - komiksie, który chciał zdusić do tego stopnia, że ostatecznie zamiast Gotham po prostu zaczął pokazywać nam Nowy Jork udając, że wcale nie robi filmu komiksowego?

To już kolejny obraz, w którym Nolan celowo ucieka przed potencjałem swojego własnego filmu, stara się ukryć to, co w nim potencjalnie najciekawsze, na pierwszym planie stawiając to, co niektórzy nazywają stylem, a co coraz więcej ludzi określa po prostu nudą. Co ten facet chce przez to osiągnąć?

Tu też mam bardzo ciekawe, dziwne teorie i aż napisałem o tym cały rozdział w pracy magisterskiej, więc może kiedyś go zademonstrujęJęzyk

Odpowiedz
Nolana cenię za to, że nie stara się upchnąć jak najwięcej gówna na ekranie "bo można" (jak to zrobił Cameron w mega tandetnym Avatarze). Nolan nie epatuje niczym, po prostu pokazuje planety. Jedna z nich wygląda jak jakiś przypadkowo wybrany kawałek Islandii. Nie ma tu mega pamiętnych, dziwacznych formacji skalnych, widoków wyjątkowych w skali obcej planety - bo czemu miałyby być? Jakie są szanse, że wylądowaliby akurat blisko jakiejś dziwacznej miejscówki? Po prostu jest obca planeta, ta jest cała pokryta wodą i nic więcej nie widać; tamta ma zlodowaciałe chmury. Jeśli to wam nie wystarcza, to sorry, ale pewnie szukacie w filmach o eksploracji kosmosu wizualnej tandety na miarę tego:

[Obrazek: A-scene-from-James-Camerons-Avatar.jpg]
[Obrazek: attack41920x1080.jpg]

Na to nie da się patrzeć, to jest syf rodem z prequeli SW.

[Obrazek: Aayla_Secura_Order_66.jpg]

Odpowiedz
Avatar przynajmniej jest "jakis". Druga sprawa, moge zrozumiec wrzucenie fotki pierwszej (choc domyslam sie, ze nurkujac olejesz rafe koralowa i bedziesz zamiatac goglami dno oceanu i cieszyc sie widokiem piasku), tak przy drugiej, gdzie ty do jasnej cholery widzisz tandete? Szybko starzejacy sie render komputerowy, ok, to rozumiem, ale tandeta? Cos masz z lewym okiem chyba Uśmiech

Nie zrozum mnie zle, w Avatarze tandety sporo ( niektore wizuale, historia, przeslanie), ale nie przesadzaj.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(17-01-2015, 10:31)military napisał(a): Nolan nie epatuje niczym, po prostu pokazuje planety.
A nie było tam Islandii?

Cytat:Jedna z nich wygląda jak jakiś przypadkowo wybrany kawałek Islandii.
Była, ale nie w pierwszej trójce, panie prezesie!

*ukłon* Dziękuje. Dobranoc. Duży uśmiech

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości