Interstellar (2014)
(04-04-2015, 00:08)patyczak napisał(a): A sprowadzenie miłości do poziomu fizycznie oddziałującej siły analogicznej do grawitacji nie jest dla mnie pretensjonalną i gotową formułką, bo nie traktuję tej kwestii jako metafory.
Spróbuj przeczytać to bez wybuchania śmiechem, come on... Poza tym naprawdę, mam to traktować poważnie w filmie, który jest tak osadzony w nauce, że do jego zrozumienia trzeba ponoć przeczytać książkę i obejrzeć go co najmniej 2-3 razy? patyczaku, NAPRAWDĘ?

Przecież sam napisałem, że Coopera w czasie nie przeniosła miłość, tylko technologia przyszłości. Pojmuj ja więc sobie dosłownie, traktuj tezę jako szaloną lub nie, ale powtarzam: to o czym mówi się w tym filmie nie ma związku z przedstawionymi wydarzeniami, i nie zgadzam się, że Interstellar jest filmem o miłości z bardzo prostej przyczyny: bo to nie interpretacja i słowa twoje, tylko Nolana, a ja Nolanowi nie wierzę, bo to, jak się okazało, zwykły oszust, a nie czarodziej kina.

Reżyser, który traktuje widza jak debila zasługuje na pokazanie środkowego palca, a nie stawianie pomników, tak więc fuck off, Nolan, i marsz do konta stać obok Baya.

Odpowiedz
Niby czemu miałbym przestać?

Jeśli Ty nie dostrzegasz w tym filmie paradoksów to albo jesteś ślepy albo sobie robisz jaja.

McConaughey dostaje sygnały od samego siebie z przyszłości prowadzące go do NASA gdzie już wcześniej trafił w ten sam sposób, rusza do tunelu czasoprzestrzennego szukać nowych planet ale są do kitu. Leci do czarnej dziury gdzie wysyła znowu do NASA siebie z przeszłości, dorzucając zza szafy swojej córce wzór na zbudowanie kosmicznej arki noego. Dzięki temu ludzkość jest uratowana i w przyszłości w podzięce ratuje sama siebie wysyłając McConaugheya by wysłał siebie samego... itd... a potem go ratuje z czarnej dziury by. pogadał w ostatnich chwilach ze starą już córką i wrócił do Anne Hathaway poprzez czasoprzestrzeń.

Pominąłem inne wątki, opisując samą główną oś fabularną. Jak tu nie widzisz paradoksów i przesadnego skomplikowania to znaczy, że nie chcesz widzieć. Prostszą wersję napisałem powyżej.

Odpowiedz
Cytat:Spróbuj przeczytać to bez wybuchania śmiechem, come on...

Co więcej, napisałem to bez wybuchania śmiechem Oczko

Cytat:Przecież sam napisałem, że Coopera w czasie nie przeniosła miłość, tylko technologia przyszłości.

Może przeniosła go technologia przyszłości, ale skoro dzięki tej technologii istoty pięcio-wymiarowe nie mogły bezpośrednio skontaktować się z ludźmi, to może kontakt z córką wymagał czegoś więcej?

Cytat:Niby czemu miałbym przestać?

Bo sobie przeczysz?

Jeśli tego nie dostrzegasz to albo jesteś ślepy albo sobie robisz jaja. Jak można jednocześnie zarzucać filmowi, że korzysta z utartych schematów, a z drugiej strony ich wymagać?

I ok, masz rację, są paradoksy. Po prostu bezsensownie uprościłem sobie je w głowie do postaci jednego czasoprzestrzennego paradoksu w różnych wariacjach.

Odpowiedz
Spójność i nie przekombinowywanie fabuły to nie są utarte schematy.

Odpowiedz
(04-04-2015, 00:01)Capt. Nascimento napisał(a): Siedzi sobie Christopher Nolan i wymyśla fabułę.
"No dobra, no to będą podróże w kosmosie, zaginanie czasoprzestrzeni i takie bajery, co dalej?"
"Hmm temat przewodni miłość ojca do córki. O już wiem, miłość zagina czasoprzestrzeń."
"Dobra czyli Matthew poleci za daleko w kosmos i przez relatywizm czasu jego córka już nie będzie żyła, ale wykorzysta siłę miłości, żeby mimo to do niej wrócić. O, tak będzie najprościej..."

Oj, wiesz dobrze, że to nie tak było. I tak na początku (jak w Inception) była idea, o filmie z tunelami czasoprzestrzennymi i czarnymi dziurami.
Zaś sam motyw miłości ojca do córki nie wziął się znikąd. Zresztą jak po raz pierwszy Nolan rozmawiał z Zimmerem o najnowszym filmie (nie mówił nic o kosmosie itd.) to poprosił o temat miłości rodzica, gdyż to ma być serce jego filmu.
Dla mnie nie ma problemu w łączeniu metafizyki z fizyką.

Plus mam co prawda parę książek o tym jak napisać scenariusz i na parę szkoleń ze scenopisarstwa chodziłem, (wiem, wiem to tak naprawdę nic), ale takich podstawowych zasad scenopisarstwa nie kojarzę. Ale naturalnie jak zawsze mogę się mylić.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Cytat:Spójność i nie przekombinowywanie fabuły to nie są utarte schematy.

Jak to nie?

No i widzisz, dla mnie fabuła jest spójna (wątek miłości wszystko ładnie spaja) i wcale nie przekombinowana, bo paradoksy w Interstellar nie ryją mózgu nawet w ćwierci tak jak te w Predestination. Nie musiałem ich sobie tłumaczyć po seansie, bo w sumie prosto prześledzić ich chronologię w czasie jego trwania. A ty zaczynasz przywoływać jakieś w zasadzie abstrakcyjne (bo sama spójność i przekombinowanie to nie są jakieś sztywno i obiektywnie zdefiniowane pojęcia) zasady scenopisarstwa jak gdybyś poznał prawdę absolutną, której koniecznie trzeba się trzymać. Ja nie przeczę, że w kinie istnieją pewne reguły, których nie należy łamać, ale jak czytam:

Cytat:Z Nolanem jest ten problem, że miesza iskrę geniuszu z najbardziej podstawowymi błędami scenopisarstwa.

Cytat:Problem w tym, że Ty pomijasz zasady scenopisarstwa

To myślę sobie - czy to na pewno może dotyczyć kina? Czy można wydestylować tutaj jakieś podstawowe błędy jakie może popełnić twórca albo rozpoznać pewne rozwiązania, które są obiektywnie złe i w każdej sytuacji szkodzą filmowi? Może to niepotrzebna pokora w stosunku do kina i jakiś idealizm, ale zawsze irytuje mnie takie takie zamykanie filmu w jakichś ramach i pewność sądu taka jak gdybyśmy rozmawiali o matematyce. Zwłaszcza, że mówimy o kimś, kto według Ciebie posiada malutką iskierkę geniuszu.

Odpowiedz




BTW, film oceniam podobnie jak zachowanie kobiety w tym klipie. Nieco żenujące.

Odpowiedz
patyczak napisał(a):może kontakt z córką wymagał czegoś więcej?
[Obrazek: YdjYplm.png]
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
No ale nie nazywajmy cech dobrego scenariusza utartymi schematami.
Zaraz się dowiem, że dobre dialogi to utarty schemat i złe dialogi świadczą o oryginalności i dobrym podejściu. Uśmiech

Można czasem zrobić film niespójny i przekombinowany ale to raczej w kinie artystycznym niż space operze z prostym przesłaniem. I powinien być powód na to całe gmatwanie.

Rozumiem, że niektórym to nie przeszkadzało ale jednak większość widzów się pod koniec lapała za głowę.
I to mimo tego, że znajdowało się tam parę ciekawych treści. Wystarczyło wywalić parę niepotrzebnych wątków, by skupić emocje na tym głównym, uprościć cały masterplan by nie miał takiego zagnieżdżwnia paradoksów i skończyć w odpowiednim momencie.

Nolan na siłę komplikuje swoje filmy by potem ludzie doszukiwali się układanki którą rozwikłać można po kilku latach ciężkiego myślenia i przeczytaniu kilku książek a nic takiego nie ma miejsca.
Jak z Incepcją gdzie jeden gostek napisał o Incepcji całą książkę a na yt 50 minut tłumaczy sens tego filmu, kto kiedy śni, co się dzieje w końcówce. A na sam koniec pokazuje że nie da się na to odpowiedzieć bo scenariusz sam sobie zaprzecza, noo ale jak wiele filozoficznych pytań można zadać.

Lawrence napisał(a):Oj, wiesz dobrze, że to nie tak było. I tak na początku (jak w Inception) była idea, o filmie z tunelami czasoprzestrzennymi i czarnymi dziurami.
Zaś sam motyw miłości ojca do córki nie wziął się znikąd. Zresztą jak po raz pierwszy Nolan rozmawiał z Zimmerem o najnowszym filmie (nie mówił nic o kosmosie itd.) to poprosił o temat miłości rodzica, gdyż to ma być serce jego filmu.
Dla mnie nie ma problemu w łączeniu metafizyki z fizyką.

Napisałem żartobliwie, ale zaczęło się zapewne od dwóch idei - podróż kosmiczna z czarnymi dziurami i tunelami czasoprzestrzennymi plus miłość ojca do córki. Naprawdę zdaje mi się, że można było znaleźć dużo prostszą drogę między tymi dwoma ideami, niż ta z pierdyliardem wątków i paradoksów w paradoksach. Uśmiech

Co do łączenia metafizyki z fizyką - ja akurat o tym nie pisałem, tylko Mierzwiak. Traktowanie miłości jako fizyczna wielkość w filmie głęboko osadzonym w nauce jest... mocno dyskusyjna. Dla mnie pół na pół, bo to cholernie naciągane (z czysto naukowego punktu widzenia wydaje się absurdalne), a z drugiej dość interesujące.

O czym poza tym Mierzwiak pisał, to że niby film jest o miłości, ale w praktyce McConaugheya ratuje technologia. Nie ma tu jednej spójnej pochwały miłości, jest taki miszmasz z technologią. To już jest podzielenie osi fabularnej na dwie osobne, więc ze scenopisarskiego punktu widzenia te paradoksy, megaskomplikowany plan (jeden z bardziej skomplikowanych jakie kojarzę w historii kinematografii), zbędne wątki - to już jest błąd. A tym gorzej, że nie zamyka się w finale w jedną spójną całość.

Po oczywistych błędach jakie wcześniej popełnił Nolan w Incepcji, albo w trzecim a nawet (choć w mniejszym stopniu) drugim Batmanie, sprawa jest dla mnie oczywista. Nolan albo jest savantem i nie widzi swoich błędów, albo nie dopracowuje scenariusza.

Lawrence napisał(a):Plus mam co prawda parę książek o tym jak napisać scenariusz i na parę szkoleń ze scenopisarstwa chodziłem, (wiem, wiem to tak naprawdę nic), ale takich podstawowych zasad scenopisarstwa nie kojarzę. Ale naturalnie jak zawsze mogę się mylić.

Nie kojarzysz zasady KIS i spójności? Uśmiech

Odpowiedz
(05-04-2015, 18:53)Phil napisał(a): 6/10
Najpierw było 5. Widziałem! Uśmiech


Odpowiedz
Lawrence'a rozkmina o geniuszu Nolana Uśmiech

DLACZEGO INTERSTELLAR TO NAJLEPSZY FILM ZESZŁEGO ROKU? AMBITNA PODRÓŻ MIĘDZY FIZYKĄ A METAFIZYKĄ.

Wczoraj film zobaczyłem po raz 3 i bez bólu przyznam, że mimo kilku scenariuszowych potknięć, mimo irytującego odpowiadania na wszelkie pytania, to jednak klawy kawałek kina, budzący emocje, jakieś dyskusje, nie pozostawiający w obojętności.

Odpowiedz
Wymęczyłem w końcu to wiekopomne dzieło i muszę powiedzieć, że nie jest tak zły jak ludzie piszą i nie aż tak zły jak się spodziewałem.

Wizualnie film leży i kwiczy. Jak dla mnie to wszystkie patenty są zerżnięte z Battlestar Galactica. Ta cała live cam przyklejona do statków i pokazująca w zasadzie w 90% kadru randomowe fragmenty kadłuba to fatalny pomysł w tym konkretnym filmie. To miało sens w BSG, gdzie mogliśmy sądzić, że te kamery naprawdę istnieją i są umieszczone w tych miejscach. Są one przede wszystkim fabularnie uzasadnienie, jest jakieś dowodzenie, które monitoruje sytuację, zapisy z nich są wykorzystywane jako zapis tego co się wydarzyło, w śledztwach, do szkolenia pilotów itd. W końcu serial ma ograniczony budżet i sprytnie omija to sporo problemów. U nolana to nic więcej jak bezsenowny wybór artystyczny i tylko i wyłącznie irytuje, bo chciałoby się zobaczyć coś ciekawego, ale nie, oglądaj nasz zajebisty tekturowy model żebyś przypadkiem nie zobaczył czegoś interesującego. Ostateczny efekt jest taki, że film wygląda na nakręcony za 1/4 tej kasy, którą się chwalą. Planety jak było pisane, nuda do kwadratu, czarna dziura jest może przez 20 sekund na ekranie i w zasadzie jest to świecące się sfera, jak dla mnie 10 minut roboty w paincie - zwłaszcza, że na jej tle nie dzieje się kompletnie nic, poza ewentualnie przesuwającą się kropką. Scena dokowania w tej ogólnym maraźmie to prawdziwy majstersztyk, szkoda, że w gravity było takich z 5 i każda jedna bardziej spektakularna (i bez strat w "realizmie").

Fabuła jakoś tam leci do przodu i w sumie ma ten plus, że nie zasnąłem podczas oglądania. W trakcie najbardziej irytuje przeskok z farmy do startującej rakiety co skutkuje totalnie bezsensownymi gadkami elity naukowców o podstawach fizyki czy kosmologii. Misja ostatniej szansy dla ludzkości, ale sorry, o jej podstawowych założeniach opowiemy ci dopiero na miejscu, lol. Problemy zaczynają się na koniec kiedy poznajemy całość pętli i dowiadujemy się, że nolan oparł cały film na najbardziej wkurwiającym paradoksie podróży w czasie. Przyszłość stwarza przeszłości, żeby w przyszłości mogła stworzyć przeszłość. Słabe aż zęby bolą. Często obecne w każdym filmie o podróżach w czasie, ale zwykle jako nieunikniony skutek uboczny, a tutaj jak główny motyw... Sam wątek miłości akurat wchodzi całkiem gładko, bo oglądając film nie zauważyłem, żeby była to jakaś siła sprawcza na poziomie grawitacji, po prostu jest to siła, która motywuje bohaterów do działania i ewentualnie pozwala im dokonać słusznych wyborów, kiedy sucha logika prowadzi do złych. Naciągane, ale spokojnie mogę to łyknąć.

Mogę tez w końcu stwierdzić, że Nolan koncertowo spierdolił co się dało w tym filmie w porównaniu z dostępnym wcześniej scenariuszem. Wcześniej było tak, że jakieś wyższe istoty podstawiają nam czasoprzestrzenny tunel pod nos. Ludzie wylatują szukać nowej planety, ale znajdują tylko planetę - symulację rozwoju AI - planetę ze stworkami, które się mnożą, rozłażą, napotykają na przeszkody, a następnego dnia sprawdzają, czy lepiej uda im się je pokonać z dodatkową nogą na czole. Tej planecie grozi zagłada, i główny bohater ucieka z niej zabierając ze sobą stworka w słoiku. Przy okazji okazuje się, że uwięziona w grawitacji czarnej dziury ekipa chińska i jakieś tam roboty popchnęły ludzką naukę o setki lat, więc bohater może wrócić do domu z antygrawitacją i stworkiem w słoiku. Konkluzja jest taka, że zostaliśmy uratowani przez obcą superzawansowaną cywilizację manipulującą grawitacją, ale możliwe, że nie chodziło o nas tylko o te stworki i nowy dom dla nich. Główny bohater przybija piątkę z córką i odlatuje sobie dalej eksplorować kosmos - bo bardzo lubi eksplorować kosmos. Nolan wywalił cały ten wątek, i zamiast zaawansowanej cywilizacji wcisnął ludzi. Stworzył bezsensowny paradoks i wyciapał w zasadzie jedyny oryginalny motyw ze scenariusza - stworki. W zamian paradox w paradoxie i odkrywcze tezy o wyższości miłości nad logiką. Oczywiście tamten scenariusz zawierał równie dużo facepalmowych motywów, ale liczyłem właśnie, że zostanie poprawione to co było w nim złe, a nie akurat to co było w nim fajne. Było tam też dużo więcej spektakularnych scen, kamera podróżująca przez kosmos, zaginanie przestrzeni opisane 10 razy bardziej widowiskowo, niż jakiś zwykły rozmaz robiony jednym filtrem z photoshopa.

(04-04-2015, 11:03)Capt. Nascimento napisał(a): Jak z Incepcją gdzie jeden gostek napisał o Incepcji całą książkę a na yt 50 minut tłumaczy sens tego filmu, kto kiedy śni, co się dzieje w końcówce. A na sam koniec pokazuje że nie da się na to odpowiedzieć bo scenariusz sam sobie zaprzecza, noo ale jak wiele filozoficznych pytań można zadać.

Powiedziałbym klasyczny Nolan. Co u normalnego reżysera zostałoby wypunktowane jako błędy logiczne, niespójności, motywy z dupy, tak u Nolana to zawsze jest "dawanie do myślenia" i wspaniały temat do rozważań i powód, żeby jeszcze film obejrzeć 5 razy, żeby się w tych bzdurach doszukać sensu i trzeciego dna Uśmiech

Śmiać mi się chce z całej super naukowej podbudówki jaką nakręcano marketing tego filmu. Tyle tęgich głów zaangażowano żeby móc zaserwować widzowi "realistyczny" obraz wormhola jako sfery, soczewkującej czarnej dziury, albo obracającego się modułu statku kosmicznego - 3 motyw na piątym planie filmu, których mniej lub bardziej realistyczne przedstawienie sprowadza się do wizualnej kosmetyki i nie ma w zasadzie żadnego znaczenia dla fabuły. Nie wiem czym tu się chwalić, bo większy reaserch robili dla jednego odcinka star-trek, nie mówiąc już o tym, że poruszali tam 3 razy bardziej skomplikowane zagadnienia. U Nolana tymczasem 3 najbardziej zgrane motywy sci-fi, ale klękajcie i całujcie geniusza po rękach. Dodatkowo jednak ciągle męczy mnie to soczewkowanie czarnej dziury widziane z bliskiej orbity, gdzie chyba powinien to być efekt obserwowany z odległości setek lat świetlnych. Tymczasem światło skręca pod kątem prostym a nad nim swobodnie blaszaną puszką zasuwa Cooper na manewrowych silnikach o mocy starej pralki - i nie odczuwa żadnego dyskomfortu. Realizm my ass.
A, i roboty w tym filmie to dla mnie dramat. Nie dość, że wygląda to wszystko niczym pomysł z lat 50tych (i tanio), to niech mi ktoś wytłumaczy, skoro mają roboty zdolne w każdej chwili zastąpić każdego członka załogi, to po co wysyłają na śmierć ludzi? Już w tym momencie mamy roboty, które sporo lepiej nadają się do pozyskiwania podstawowych danych o planetach niż ludzie.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
No i te roboty nie podejmowałyby ważnych dla przetrwania ludzkości decyzji o wyborze planety, na podstawie tego że na jednej z tych planet jest koleś w którym się zakochały, albo że druga planeta jest bliżej więc zdążą wrócić na czas na urodziny córeczki.

Odpowiedz
(09-04-2015, 10:07)Negatywny napisał(a): Wymęczyłem w końcu to wiekopomne dzieło i muszę powiedzieć, że nie jest tak zły jak ludzie piszą i nie aż tak zły jak się spodziewałem.
Gdybym nie oglądał filmu i miał wnioskować po tym, co napisałeś, to powiedziałbym, że to zły film musiał być Uśmiech Zaraz... on był zły. Ale oglądalny, tyle.

Słówko o aktorach?


Odpowiedz
(09-04-2015, 11:54)Mierzwiak napisał(a): Słówko o aktorach?

są bo są, co tu pisać. Postacie papierowe, nie ma specjalnie co grać, robią co mogą... Ja osobiście dałbym główną rolę Tomowi Cruisowi a zamiast Damona - Vin Dizel, byłaby emocjonalna scena biegania i dobry pojedynek na lodowej planecie Oczko Zamiast catwoman Megan Fox seksownie nachylająca się nad kokpitem - uwiarygadniałaby końcowy reunion...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(09-04-2015, 11:36)Vesper Lynd napisał(a): No i te roboty nie podejmowałyby ważnych dla przetrwania ludzkości decyzji o wyborze planety, na podstawie tego że na jednej z tych planet jest koleś w którym się zakochały, albo że druga planeta jest bliżej więc zdążą wrócić na czas na urodziny córeczki.

Duży uśmiech

Ale ten... gdyby nie miłość to... hmmm.... to by ten...

(09-04-2015, 12:04)Phil napisał(a): Swoją drogą - kiedy projekt był jeszcze u Spielberga też miał ten motyw? Bo śmierdzi mi to zagraniem "Ale fajne przygodówka sf! Ale musimy dodać jakąś głębię, bo ja reżyseruję głębokie kino!" Nolana.

W sensie z książkami? Nie. Tam na koniec ni z tego ni z owego bohater odkrywał laboratorium przy czarnej dziurze dla którego czas biegł pińcet razy wolniej i, nie pamiętam już dokładnie, jakieś roboty z nudów przez setki lat naprodukowały hitekowych zabawek - między innymi urządzenie antygrawitacyjne którego plany Cooper przesyła córce. Ogólnie film był kosmiczną przygodówką, o wesołej ekipie co leci przez tuneli po czym generalnie ucieka przed różnymi rzeczami. Największa bolączka, to że nic od nich w zasadzie tam nie zależało. A to lądują gdzieś, coś się wali, to uciekają, uciekają do dziury, w dziurze jest jakaś baza, coś tam znajdują, coś się wali, uciekają gdzie indziej, tam jest coś innego. Ogólnie wymowa była taka, że ludzie mają naturalny pęd do odkrywania i że to super sprawa tak sobie odkrywać nieznane. Typowo hollywoodzki scenariusz, nolan wsadził mu kija w dupę, zastąpił obcą cywilizację paradoxem ludzi z przyszłości, odkrywanie - miłością - i całkiem wyciapał kluczowy motyw ze stworkami i chińskim laboratorium w czasowej dylatacji.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(09-04-2015, 12:04)Negatywny napisał(a): jakieś roboty z nudów przez setki lat naprodukowały hitekowych zabawek - między innymi urządzenie antygrawitacyjne którego plany Cooper przesyła córce
Aliens ex machina. Jaki wygodny zbieg okoliczności, aż dziwne że Nolan pozbył się czegoś takiego Uśmiech

@Phil:

Jaka wizja przyszłości? Wizję przyszłości to masz w Children of Men czy idąc jeszcze dalej w Blade Runnerze, gdzie stworzono konkretną rzeczywistość. Pierdolenie o kukurydzy i chmurach pyłu to żadna wizja.


Odpowiedz
(09-04-2015, 12:23)Mierzwiak napisał(a): Jaki wygodny zbieg okoliczności, aż dziwne że Nolan pozbył się czegoś takiego Uśmiech

no ten scenariusz to był jeden wielki wygodny zbieg okoliczności, taki rolecoaster gdzie bohaterowie co przestaną przed czymś uciekać, to trafiają gdzieś, gdzie akurat ktoś zostawił gotowe rozwiązanie problemu. Tylko wziąć i biec dalej.
Ale czym Nolan to zastąpił? Robotem czekającym z gotowym wzorem we wnętrzu trójwymiarowego konstruktu ludzi z przyszłości we wnętrzu czarnej dziury? Wygodność conajmniej podobna, ale jednak koncepcja laboratorium dokonującego przełomowych odkryć dzięki pracy w dylatacji czasu jest waaaaaay cooler! (na tym możnaby nakręcić oddzielny film... tzn, Nolan na swoim pomyśle też nakręcił, tylko po co...?)

(09-04-2015, 12:23)Mierzwiak napisał(a): Pierdolenie o kukurydzy i chmurach pyłu to żadna wizja.

lol

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(09-04-2015, 12:04)Phil napisał(a): Z drugiej strony "Grawitacja" to dość wg mnie dość podobny film i tam w sumie nic mi nie przeszkadzało, a od premiery nie poczułem potrzeby powtórki. "Apollo 13" też zresztą widziany raz i mimo 8/10 od czterech lat wciąż bez powtórki.

A może po prostu wolisz inny typ kina jeżeli chodzi o kosmos np. space opery, czy space fantasty? I nie żeby było coś w tym złego, gdyż sam takie filmu lubię oglądać. Albo masz coś do NASA Oczko
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości