JCVD (reż. jakiś El Mechri)
#1
dzisiaj nietypowo i refleksyjnie.

JCVD to nie żaden nowy format zapisu video na CD-kach. JCVD to nowy film Van Damme'a - tego samego Van Damme'a, który od niepamiętnych czasów kasował łobuzerie z karata, z okrętką i z wyskoka. czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach odważyłby się pomyśleć, że cyborg z wilczym apetytem z Universal Soldiera może zagrać w czymś, co będzie podobało się mainstreamowym krytykom? nie sądzę. a jednak. Van Damme powraca i to bez kitu w stylu, jakiego się po nim nie spodziewałem.

rzecz tu prezentowana stanowi odejście od kina kopanego w stronę bardzo osobistego (rzekłbym, że wręcz intymnego) filmu, w którym Jean zagrał... samego siebie. fabuła jest dość ciekawa i nie polega tylko i wyłącznie na autoironii, ale ociera się miejscami o dramat niemalże psychologiczny: Van Damme, przegrany i zdegradowany aktor kina klasy D, borykający się z osobistymi problemami (walka z eksżoną o prawo do córki, podatki, dragi) decyduje się wrócić na łono macierzy, tj. do ojczystej Belgii... więcej nie zdradzę.

[Obrazek: 134403_jcvd02.jpg]
od młodego boga...

jeśli konwersja z niezniszczalnego karate-mana na jak najbardziej zniszczalnego bohatera dramatycznego nadal budzi u co niektórych odruchy pobłażliwego wzruszenia ramion, to pozwólcie, że zapodam fragmenty dwóch wywiadów. w tym całkiem jeszcze świeżym, udzielonym stacji mtv (która jakimś cudem w usa potrafi być od czasu do czasu skarbnica filmowej wiedzy, a nie tylko świecidełkiem dla dresów) Jean przyznał się, iż odrzucił propozycję dołączenia do obsady nowego Street Fightera. z otwartą przyłbicą mówił:

Dobrze by mi zapłacono ale nie chcę tego robić. Zarobiłem juz kupę kasy. Nie chcę nakręcić filmu a potem wrócić do chaty i być nieszczęśliwy, bo film okazał się miernotą. Życie jest krótkie. Mam 47 lat. Pozostało mi 10 lat aby jeszcze dokonać czegoś wielkiego. Nie chcę zmarnować tych lat na zrobienie 2-3 marnych filmów rocznie. Nakręciłem mnóstwo filmów. I co z tego? Nadszedł czas abym zaczął robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, aby moja żona była szczęśliwa, aby przyjaciele byli szczęśliwi. Chcę po prostu zrobić coś z czego będę dumny. Nadszedł czas zmian. Mógłbym podpisać kontrakt z jakąś wytwórnią, machnąć z 10 filmów, zostać królem video i co z tego?"

człowiek z guzem na czole ponoć odrzucił również rolę w najnowszej odsłonie Rush Hour. tak oto rzekł: Nie chcę już kręcić karate. Nie wierzę już w to. Ciężko mi się przyznać ale nie dałbym rady 3 saltom. Czułbym się jak małpa.

Sensei Seagal (aktualnie siekający hordy wampirów w filmie Against the Dark) powinien się uczyć PR od Van Damme'a. czyżby na starość JCVD postanowił zostać prawdziwym aktorem? ja tam mu życzę powodzenia. autobiografia wyszła mu naprawdę super. szczerze i bezpretensjonalnie. nie jest to jakieś wybitnie przenikliwe studium ludzkiej duszy ala Milosz Forman. po prostu bardzo miła niespodzianka na zakończenie roku i, co ważne, nie tylko dla fanów. oby tak dalej VD!

[Obrazek: jcvdla8.jpg]
...do strapionego człowieka.

Odpowiedz
#2
Kilka razy mignąl mi przed oczami ten tytuł, ale pomyślałem sobie, że będzie to jeszcze jedna próba odcięcia kuponu od dawnej świetności, ubrana w skórkę niby to autoironii. Przyznaję, że mam lekkie uprzedzenie do tych gwiazd kina kopanego, które ostatnio "parodiują" same siebie, pokazując jaki to oni dystans do siebie mają a tak naprawdę chodzi o wydojenie jeszcze trochę kasy, póki można.

Nasuwają mi się tu dwa negatywne przykłady - to wspomniany przez Mentala Steven Seagal, i jego Cock Puncher w "The Onion Movie" i żenujący występ Davida Carradine w "Big Stan".

Całe szczęśćie, że JCVD podążył inną ścieżką...
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
#3
Moim zdaniem jedyną naprawdę wartą uwagi rzeczą w tym filmie jest Van Damme. Zagrał całkiem sprawnie. Reszta filmu jest po prostu w porządku, a najlepsze oczywiście są quasibiograficzne kawałki. Sam motyw napadu na bank średnio przejujący, choć ma przyjemny zwrot.

Pozostaje pytanie czy przejmujący monolog mojego imiennika to prawdziwa refleksja nad karierą czy jedynie próba pokazania, że nie tylko umie kopać? Ciężko powiedzieć zważywszy na fakt, że Jean ma na przyszły rok zapowiedziane dwa filmy - jeden to nowy "Universal Soldier", a drugi to akcyjniak "Full Love" (aka "The Eagle Path") napisany i wyreżyserowany w całości przez niego. Chociaż szkoda, że nie wystąpi w nowym filmie Stallone'a.

Odpowiedz
#4
a mnie w JCVD najbardziej urzekło wszystko, co działo sie w banku właśnie (czyli jakieś 80% fabuły). Van Damme obrywający po ryju i zaliczający glebe, Van Damme niepotrafiący uporać się z trzema napastnikami, w tym jednym skretyniałym, Van Damme bezradny w obliczu zagrożenia (jak to się ma do jego kaskaderskich wyczynów z Nagłej śmierci?), Van Damme demonstrujący firmowe sztuczki karate i strącający z wykopa faje, którą trzymał w zębach jeden z zakładników, wreszcie Van Damme wspominający wcześniejsze produkcje i przywołujący wydarzenia z planu Nieuchwytnego celu, kiedy to musieli go cucić, bo oberwał ślepakiem w klatę. proste, szczere i bez zadęcia.

z filmowymi gwiazdeczkami (gwiazdami też) zazwyczaj jest tak, że autoironia i dystans to u nich nic innego jak tylko pozerstwo, ot, żenujący lansik, tymczasem u Van Damme większość scen wypełniona jest goryczą i po ludzku żalem. najlepszy dialog w filmie: sędzia pyta się córeczki VD, z kim wolałaby zamieszkać: z tatą czy z mamą. dziewczynka odpowiada, że z mamą, bo kiedy jej tata pokazuje się w telewizji, to wszyscy się z niej śmieją.

daje filmowi mocne 7/10. troche wkurzała mnie stylistyka, tj. ten banalny i w gruncie rzeczy nikomu niepotrzebny "brązowo-sepiowy" filtr naniesiony komputerowo na etapie postprodukcji. ale to jedynie szczegół, niebędący w stanie zatrzeć finalnego pozytywnego wrażenia.

Odpowiedz
#5
JCVD to solidny dramat, nie wiem czemu trailer i IMDB przedstawiaja go jako komedie. Swoja droga recka na KMF juz w drodze i moja ocena to 7+/10 ;)
Mi napad na bank wlasnie najmniej sie podobal i trudno mi bylo kupic ten motyw. Ale kiedy Van Damme ze strachu spadl z krzesla i sie przeczolgal pod sciane, powiedzialem sobie "no, niech juz bedzie".

Monolog ponoc byl improwizowany. Van Damme mial poprosic, by w pokoju z nim byla tylko kamera i nikt wiecej, gdyz jest niesmialy, wiec publicznosc na zywo zablokowalaby w nim mechanizm otwarcia ;)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#6
WOW! Ależ wiadomość! Po latach wkurwiania się, że Van Damme'a, mimo talentu dramatycznego, zabijała jego własna "kopana" szuflada doczekałem się... Tzn. chyba się doczekałem, bo filmu jeszczem nie widział. Niemniej jednak powyższe posty są zachęcające i czym prędzej nadrobię zaległości :evil:
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#7
bardzo smutny film, bardzo dobry film
Śmiej się, śmiej....

Odpowiedz
#8
Bardzo fajny, autorefleksyjny film VD. Ciesze się, że Żan Klod nie zabiera nas w podróż po Hollywood, a do Belgii. Mi filtr ala sepia wcale nie przeszkadzał. Uwypuklił wręcz zmęczenie życiem aktora (widac to po twarzy). Bardzo podobała mi się końcówka. 5-minutowy monolog również mnie mile zaskoczył.

Hail The Van Damme! :D

7+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) Jakuzzi 20 5,700 09-04-2025, 23:02
Ostatni post: shamar
  Cyborg (1989) z JCVD Juby 15 3,967 24-10-2016, 17:33
Ostatni post: Juby
  2 Guns (AgencI) (reż. Jakiś kolo z Islandii) Gal Anonim 19 6,493 25-12-2013, 18:31
Ostatni post: Juby
  Azazel (reżyseria: jakiś kolo niebędący Królem) Mental 10 5,579 29-11-2009, 17:20
Ostatni post: Azgaroth



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości