Wczoraj, po wielu, wielu latach, wróciłem do jednego z najczęściej katowanych przeze mnie filmów na pirackiej kasecie VHS w dzieciństwie. Cyborg z JCVD jeszcze kilkanaście lat temu na pewno miałby u mnie 9-10/10. To prościutka historia o cyborgu-kobiecie, która zyskała informacje mogące pomóc naukowcom stworzyć lek na zarazę, która wybija ludzkość w tym postapokaliptycznym świecie, a teraz stara się do nich dotrzeć (do Atlanty). Niestety, jej ochroniarz zostaje zabity, a ona sama przejęta przez współczesnych piratów, którymi dowodzi sadystyczny Fender - czarny charakter o niezwykle uroczym spojrzeniu.
Głównym bohaterem tej historii jest Jean-Claude Gibson! ;) Facet, który ma stare porachunki z Fenderem, ściga go przez cały świat, a przy okazji postanawia pomóc cyborgowi.
W czym tkwi magia tego zapomnianego i niedocenianego klasyka kina klasy B (a może C?), który IMO zjada na śniadanie stare Mad Maxy z Melem? Przede wszystkim 80s, czyli nie bawiono się tu w półśrodki. Film jest mega brutalny, krew się leje, odcinają głowy, krzyżują ludzi, a syfiasty klimat wypełnia ekran. Lata 80-te czuć jeszcze bardziej, bo kilka kadrów i sporo muzyki przypomina miks Terminatora, RoboCopa i drugiego Rambo. Poza tym, historia - prościutka, ale nakreślenie sytuacji świata i motywacji postaci są wiarygodne i zrozumiałe, a historia i retrospekcje JCVD trochę przypominają mi Harmonijkę z Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Film trwa - ponownie, typowe dla tego okresu - 86 minut, z czego prawie godzina to sceny akcji, w których Van Damme daje radę jak zawsze (te jego szpagaty). Co jeszcze... wcześniej wspomniana, wpadająca w ucho muzyka, groteskowy czarny charakter, no i przezajebista scena, kiedy ukrzyżowany Gibson przypomina sobie czemu ściga Fendera (<3).
Musze jednak przyznać, że po latach nie jest już tak dobrze (jeśli komuś się on nie podoba, absolutnie potrafię to zrozumieć). Sceny pojedynków bywają śmieszne, a realizacja miejscami strasznie kuleje. Sporo tu zbędnych scen retrospekcji i ekspozycji, no i to aktorstwo. Ale cóż, co mogę poradzić na swój ogromny sentyment?
7/10
Podobno są kolejne części. Nie wiem czy mają jakiś związek z tym Cyborgiem, ale jeśli tak jest i ktoś uważa, że założyłem temat w nieodpowiedni dziale, to niech zostanie przeniesiony do serii filmowych.
(23-10-2016, 09:37)Juby napisał(a): W czym tkwi magia tego zapomnianego i niedocenianego klasyka kina klasy B (a może C?), który IMO zjada na śniadanie stare Mad Maxy z Melem? Przede wszystkim 80s, czyli nie bawiono się tu w półśrodki. Film jest mega brutalny, krew się leje, odcinają głowy, krzyżują ludzi, a syfiasty klimat wypełnia ekran. Lata 80-te czuć jeszcze bardziej, bo kilka kadrów i sporo muzyki przypomina miks Terminatora, RoboCopa i drugiego Rambo. Poza tym, historia - prościutka, ale nakreślenie sytuacji świata i motywacji postaci są wiarygodne i zrozumiałe, a historia i retrospekcje JCVD trochę przypominają mi Harmonijkę z Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Film trwa - ponownie, typowe dla tego okresu - 86 minut, z czego prawie godzina to sceny akcji, w których Van Damme daje radę jak zawsze (te jego szpagaty). Co jeszcze... wcześniej wspomniana, wpadająca w ucho muzyka, groteskowy czarny charakter, no i przezajebista scena, kiedy ukrzyżowany Gibson przypomina sobie czemu ściga Fendera (<3).
Musze jednak przyznać, że po latach nie jest już tak dobrze (jeśli komuś się on nie podoba, absolutnie potrafię to zrozumieć). Sceny pojedynków bywają śmieszne, a realizacja miejscami strasznie kuleje. Sporo tu zbędnych scen retrospekcji i ekspozycji, no i to aktorstwo.
Zgadzam się co do słowa.
Od siebie dodam jeszcze tylko tyle:
Tak jak pisałem w mojej recenzji Mad Max:Fury Road, uwielbiam filmy, w których bohaterem jest jakiś pro-ogar, który pomaga i odchodzi w nieznane. I to właśnie dzięki tej prostej, ale fajnej fabule nie przejmuję się kiczowatym i tandetnym wykonaniem.
Ode mnie też 7/10. Choć trochę naciągane, z powody mojej sympatii do Van Damme'a, gdyby tam nie grał i nie oglądałbym Cyborga w dzieciństwie, tylko teraz pierwszy raz, to pewnie moja ocena byłaby o jakieś dwa oczka niższa ;)
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
Nigdy nie trawiłem tego filmu. Dawniej widziałem może ze 3 razy. Trafiłem na niego ponownie kilka lat temu w TV - poziom sztuczności w "grze aktorów" czy same "walki" poraziły tandetą.
To już "Cyborg 2", który był chyba filmem prosto na VHS ogląda się znacznie lepiej.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Jeden z tych filmów ery VHS które mi nie podeszły. Widziałem raz i nigdy nie miałem ochoty na powtórkę. Zresztą, z Van Dammem powtarzam tylko Street Fightera, The Quest i pierwszego UniSola (no i Ex2, ale to już inna historia). Reszta na raz.
mam na DVD i sentymentalnie ten film to dla mnie TOP tamtych czasów, czyli 11/10 itd. Ale wiadomo, człowiek się uczy i teraz daję 7/10 (i tak naciągane na sentymencie). Film ma niezłe sceny walki, dobrze pokazane, zwłaszcza konfrontacja JCVD vs Fender w ruinach fabryki (rzut nożem!). No i ta klimatyczna muzyka, hmmm, szczególnie przy tych retrospekcjach z rodziną. Historia wcale nie jest głupia jak na lata osiemdziesiąte, i w ogóle to sam scenariusz powstał jeden dzień (jako odpad, bo mieli kręcić co innego, lol), więc tym bardziej można powiedzieć, że zrobili niezła robotę z tego, co mieli. Dla mnie to najlepszy film JCVD (co wielokrotnie pisałem) i zdecydowanie porządna post-apo historia.
Ktoś wie, co to za gun był ten 4lufowiec? Kusza jakaś, coś na sprężone powietrze? Fajny wynalazek.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
Właśnie sobie obejrzałem, ale ten film miał zajebisty trailer.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
Dla mnie najlepszymi filmami Van Damme'a są Universal Soldier i Nowhere to Run. Cyborga umieściłbym na jakimś szóstym, może piątym miejscu, ale nie wiem dokładnie, bo kilku filmów z Van Dammem, które oceniam tak jak Cyborga, nie widziałem od lat i ich trochę nie pamiętam, może teraz oglądałoby mi się je trochę gorzej, albo lepiej. Chyba muszę sobie powtórzyć kilka jego filmów i nadrobić te, których nie widziałem.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!"- Kyle Reese
Ta? Ostatnio też obejrzałem z pół (?), leciał chyba na jakimś Tele5 czy czymś i wydawało mi się, że miał fajny post-punkowy klimat. Ale nie wiem, jak było dalej :)
Cytat:"Cyborg" najlepszym filmem Van-Damme'a
Wy chyba ludzie kpicie. Większość jego filmów była lepszych od tego, żeby wymienić tylko:
Bloodsport, Kickboxer, Nieuchwytny cel, Lwie Serce, Maksimum ryzyka, Wykonać wyrok...
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
23-10-2016, 21:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-10-2016, 21:46 przez shamar.)
Odpisałbym ci czemu nie, ale nie chce mi się pisać tłumaczenia do każdego filmu. Widziałem 19 filmów JCVD i ten na pewno zmieściłby się w moim osobistym Top5.
Dopiero wczoraj się dowiedziałem, że ten film ma drugą wersję, której lwia część jest nawet na youtubie i która została oficjalnie wydana pod koniec 2013 roku w Niemczech na Blu-ray pt. Slinger. Okazuje się, że po negatywnym przyjęciu na pokazie testowym (1% pozytywnych opinii) doszło do dokrętek, a film zmontował Van-Damme!! Reżyser i scenarzysta - Albert Pyun - został odsunięty od projektu, ale w 2011 roku, pierwszy kompozytor Cyborga odnalazł ich ostatnią wersję montażową na starym VHSie (wersja z 8 października 1988 roku). Nie sądzę aby mi podeszła, bo cała muzyka jest inna, a uwielbiam soundtrack z wersji kinowej, ale fajnie było zerknąć na kilka wyciętych scen. Zwłaszcza wstęp do pierwszej akcji ze znaleziono zakrwawioną piłką do kosza wypada lepiej. Kilka tekstów Fendera też niepotrzebnie wypadło ("Who the fuck are yoy?").
Dodam jeszcze jedną, całkiem zabawną rzecz od siebie. Pierwszy raz (i wiele następnych) oglądałem ten film w pirackiej wersji na VHS z... NIEMIECKIM DUBBINGIEM i na to nagranym polskim lektorem! Takie bywały kopie pod koniec lat 80-tych. Przez sporo czasu w dzieciństwie nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopiero gdy po kilku latach przerwy trafiłem na film na Polsacie. XD
Od 2:50 do 7:30 - tę scenę widziałem niepoliczalną ilość razy i wciąż mogę oglądać. Kolejny powód, dla którego nie sięgnę po "wersję reżyserką", tam ta scena jest wykastrowana.
24-10-2016, 08:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-10-2016, 11:38 przez Juby.)
(24-10-2016, 08:52)Juby napisał(a): Pierwszy raz (i wiele następnych) oglądałem ten film w pirackiej wersji na VHS z... NIEMIECKIM DUBBINGIEM i na to nagranym polskim lektorem! Takie bywały kopie pod koniec lat 80-tych.
Odkryłeś Atlantydę. A "Karate Tygrys" tyż? ;)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Za dzieciaka oglądałem wszystkie dużo filmów z Van Damme'm i był moim idolem, ale... tego filmu chyba nigdy nie widziałem, ale patrząc po skirnach, to raczej bez efektu nostalgii się nie obejdzie, a, że go nigdy nie widziałem, to tej nostalgii we mnie nie rozbudzi, więc sobie daruje go :(
24-10-2016, 12:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-10-2016, 12:45 przez Szpeku.)
(24-10-2016, 08:52)Juby napisał(a): Dodam jeszcze jedną, całkiem zabawną rzecz od siebie. Pierwszy raz (i wiele następnych) oglądałem ten film w pirackiej wersji na VHS z... NIEMIECKIM DUBBINGIEM i na to nagranym polskim lektorem! Takie bywały kopie pod koniec lat 80-tych. Przez sporo czasu w dzieciństwie nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopiero gdy po kilku latach przerwy trafiłem na film na Polsacie. XD
Ależ ciekawą historię ma ten film. Polecam poniższe video, które w dużej mierze ją przybliża:
Przy okazji dowiedziałem się, że wersja, o której pisałem (w cytacie) była inna i od wersji kinowej i od workprinta/dir cuta. Większość wyglądała jak wersja kinowa, ale wydaje mi się, że brakowało kilku ujęć i na pewno była w niej scena retrospekcji, w której mała Haley Mówi do Van Damme'a, że w przyszłości też chce być slingerem.
Po dwóch dniach film ciągle siedzi w głowie. Chyba jednak 8/10, kocham go i mało obchodzi mnie żałosne aktorstwo, amatorska realizacja, montaż i śmieszny finałowy pojedynek.
24-10-2016, 17:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-10-2016, 17:46 przez Juby.)