Jack Reacher
#41
Cytat:Już w samym tylko 2012 mieliśmy "Dredda", "The Raid" i "Skyfall" z zajebiście oldschoolową końcówką. I to tylko biorąc pod uwagę "staroszkolne" odniesienia.
Nie wiem jak was, ale mnie te dwa brytyjskie i jeden indonezyjski przykład przekonały, że jankeskie kino akcji ma się zajebiście.
Jack Reacher to spoko film. Widzę tylko dwa poważniejsze minusy: beztalencie Pike i za mało Zeca. Niby główny boss, a w filmie prawie go nie ma.
Mocne 8/10

Odpowiedz
#42
Cytat:Taki Jack Reacher to śmieszna, karykaturalna papka przy Vincencie z Collateral. Vicent nie dość, że jest w pełni przekonywujący i realistyczny, to jednocześnie jest 100% bardziej zajebisty, zimny, morderczy, autentyczny i przy nim Reacher jawi się jako jakieś śmieszne, popkulturowe kuriozum

Nie chce tu jechać po "Zakładniku", bo mega lubię ten film, ale akurat Vincent to niestety filozofujący killer z gatunku popkulturowych i karykaturalnych. W dodatku przyjaźni się z Murzynem-taksówkarzem, co już w ogóle skreśla go z listy fajnych bohaterów :)

Cytat: Bond Craiga, który jest tak zajebisty, że oddzielnego posta o nim należałoby skleić

E tam. Bondy mnie zawsze śmieszyły. Craig naturalnie wniósł sporo powagi i epy do tych bajek, ale i tak to ciągle Bond, czyli rządowy agent z licencją na zabijanie, ergo żaden z niego twardziel, jedynie piczka na państwowej licencji :)

Cytat:Dredd Urbana

No ten jest spoko faszysta :)

Odpowiedz
#43
Co do Bonda Craiga.

Mental, to czy koleś jest cynglem na usługach korony i gdzie ten fakt stawia go na szczeblach społecznej drabiny od szczura do kultowca, to mi generalnie lata koło dupy. Zamartwianie sie takimi światopoglądowymi pierdołami pozostawiam Tobie ;)

Mnie też śmieszyły poprzednie iteracje tej postaci i Bond bardziej kręci mnie jako popkulturowe zjawisko, ale ten Craigowski jest arcy zajebisty. Już wystarczająco dużo peanów na tym forum było o nim pisane, więc nie będę tego wszystkiego powtarzać. Ale najogólniej jest to zajebisty, charyzmatyczny twardziel, który wciąż posiada aurę tajemniczości. Craig jak mało kto łączy karykaturalność Bonda z autentycznością nowej wersji i miesza angielski urok i subtelność z przysposobieniem łysego zakapiora z jakiegoś brytolskiego klubu piłkarskiego. Obejrzyj sobie jeszcze raz sceny akcji z Casino Royale. Przy tym akrobacje Reachera (choć jak już przyznałem fajne) wymiękają. Początkowa scena z prologu, napierdalanka na schodach w hotelu. Czuć tam walkę dwóch kolesi, którzy szarpią się o własne życia, a nie wymieniają się przekombinowaną choreografią taneczną. Facetów którzy są wytrenowani umieją walczyć, ale zamiast tańczyć szarpią się ze sobą, napieprzają jak goryle w klatce, bez wdawania się w żadne akrobatyczne wigibasy, udawane sztuki walki, czy fałszywy "militarystyczny realizm" Bourne'ów.

Co do Vincenta, popkulturowość tej postaci nie ma najmniejszego znaczenia wobec tego, że Cruise z Mannem uczynili z niego jednego z najbardziej przekonywujących i zajebistych hitmanów. Nie trzeba oglądać making-offów wychwalających trening i prace Cruisa na planie, by wyczuć w filmie od tej postaci aurę zajebistości i morderczych zdolności. Nic z Reachera nawet nie podchodzi do tego co Cruise wyprawia z bronią u Manna. A do jego filozoficznych gadek nie mam absolutnie nic. Na tle hollywoodzkiej skali łopatologicznych dyrdymałów o dupie maryni, pogawędki Vincenta dają radę, a wielu momentach jego rozmowy z Foxem świetnie się ogląda. Taki to jest zresztą typ kolesia, typowy cwaniak, który musi znaleźć sobie jakiś pseudo-filozoficzny pierdół jako usprawiedliwienie dla swojego nihilizmu. Nie wiem czy robi to z niego gorszą postać czy bardziej popkulturowego killera, ale dla mnie wszystko co robi i mówi, działa w 100% w kontekście tego bohatera.

(04-05-2013, 17:40)Paszczak napisał(a): Nie wiem jak was, ale mnie te dwa brytyjskie i jeden indonezyjski przykład przekonały, że jankeskie kino akcji ma się zajebiście.
Paszczak tu masz rację oczywiście, ale mojego stanowiska wobec Reachera to nie zmienia. Ustalmy w takim razie, że zamiast kina stricte amerykańskiego kina akcji, mówię o kinie generalnie. Wszystko co oglądam w ramach pochłaniania popkultury. Już w poprzednim poście wymieniałem elementy z poza listy jankeskich akcyjniaków. Jakiś super straszliwy deficyt twardzieli w tym co oglądam mi nie dolega.

Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#44
Cytat:Mnie też śmieszyły poprzednie iteracje tej postaci i Bond bardziej kręci mnie jako popkulturowe zjawisko, ale ten Craigowski jest arcy zajebisty.

Spoko, tylko że ja Bonda nigdy nie traktowałem poważnie tak jak dajmy na to Manny'ego w "Unforgiven" czy Neila w "Heat". Ani poprzednich wcieleń, ani Craiga. Przerysowany i niezniszczalny maczomen - w tym sensie Reacher jest o wiele bardziej ludzki i przyziemny.

Odpowiedz
#45
Oldskulowy był chyba jeszcze Wahlberg w "Strzelcu". Sam film zaledwie niezły, ale jego bohater tylko na początku zadawał pytania - potem tylko strzelał. A już finał jest mocno "reacherowski".

Odpowiedz
#46
(04-05-2013, 19:12)Mental napisał(a): Spoko, tylko że ja Bonda nigdy nie traktowałem poważnie tak jak dajmy na to Manny'ego w "Unforgiven" czy Neila w "Heat". Ani poprzednich wcieleń, ani Craiga. Przerysowany i niezniszczalny maczomen - w tym sensie Reacher jest o wiele bardziej ludzki i przyziemny.

Mental czy my na pewno oglądaliśmy te same filmy? "Przerysowany i niezniszczalny maczomen"? Toż to przecież podręcznikowa definicja Reachera. Craigowski Bond, nawet z tą całą otoczką brytyjskiego superhero, w CR i Skyfall zachowuje i działa bardziej wiarygodnie od takiego Jacusia "znam wszystkie języki świata (w tym polski apperently), jestem lepszym detektywem od Sherlocka i Batmana, zawsze wiem co zrobić w każdej sytuacji, mam fotograficzną pamięć, potrafię w ciągu ułamków sekundy wparować do pokoju i bezbłędnie zastrzelić kolesia, którego pół głowy jest jedyną częścią ciała nie schowaną za moją laską siedzącą na krześle" Reachera. Cholera nawet w kategorii podrywu, czyli polu, na którym Bond zdawało by się dominuje, Reacher jest bardziej przerysowany. Bo 007 tym swoim brytyjskim czarem zawsze musi jakoś laskę zabajerować, powiedzieć, rzucić ciętym tekstem, a za Reacherem każda napotkana kobita ogląda się z rozdziawieniem paszczy, jakby pierwszy raz na oczy samca widziała. I tu znowu nie wiem, czy to zabawa reżysera z konwencją i postacią, czy po prostu nieudolny, łopatologiczny sposób na wbicie widzom do głowy przekazu, że główny bohater to kozak nad kozaki. Tak czy siak, kiepsko to działa.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#47
Cytat:Vincent to niestety filozofujący killer z gatunku popkulturowych i karykaturalnych

Bullshit. Foxx próbował filozofować, ale Vincent miażdżył go za każdym razem swoim racjonalizmem. Wszelkie gadki o I-Ching i tym podobne szmery bajery to IMO zmyłka albo jaja. Cruise był zajebisty w "Collateral" i zajebistą dostał postać. Nic bym u niego nie zmienił, zero dziecinady.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#48
Żadna zmyłka. Vincent serio filozofował. Nawet jak umierał to na filozofie mu się zebrało.

Cytat:Toż to przecież podręcznikowa definicja Reachera.

heh, tylko że Reacher nie skacze na pociąg odbijając się motorem od betonowego muru. Naprawdę nie chcę mi się tego drążyć. Bond to żaden twardziel - przerysowany, niezniszczalny cwaniaczek rządowy, Reacher przeżuwa go i wypluwa :)

żeby było jasne: mam totalnie w dupie, kto jest większym twardzielem, po prostu wytykam ci mega niekonsekwencje. Bond biega po rusztowaniach, dźwigach, skacze na pociągi, ucieka przed pędzącym metrem i w dodatku wyrywa dupy w przerwach między ratowaniem świata. Więc jak już krytykujesz Reachera, to popatrz na postać Bonda - bo to co on odpierdala to jest karykatura i przerysowany kosmos, Reacher w porównaniu z nim to zwykły kolo.

Odpowiedz
#49
Jaką niekonsekwencję? Czy my tu gdzieś prowadziliśmy plebiscyt na najbardziej realistycznego bohatera akcji? Oczywiście, że przegięcie jest wpisane w postać Bonda. Wspominałem już wyżej o otoczce brytyjskiego superhero, która jest nieodzownym elementem 007. Ale Bonda dla mnie dużo lepiej się ogląda, jest o stokroć ciekawszy i bardziej charyzmatyczny, no i wszelkie "przegięcia" w postaci 007 nie są zbudowane na zasadzie "sadzenia się" na siłę, które z kolei przeszywa Jacka Reachera, zarówno postać jak i sam film.

Nie krytykuję Jacka tylko za to, że jest przegięty, bo idąc tym tokiem myślenia, większość uwielbianych przeze mnie bohaterów kina poszła by się jebać. Nie podoba mi się po prostu sposób w jaki jest przegięty, sposób w jaki to przegięcie wykorzystano i pokazano w filmie, przez co koleś jest raczej negatywnie karykaturalny i słabo angażujący (choć oczywiście ma przebłyski czystej zajebistości). Na papierze taka postać ma spory potencjał i z chęcią jeszcze raz obejrzałbym Cruisa w tej roli przy okazji ewentualnego sequela, ale akurat ten konkretny film, to raczej zimne kluchy. Przyziemność Reachera to tylko powierzchowne wrażenie przez to, że wygląda niepozornie i nosi koszule w kratę. Ale pod koniec filmu facet odpierdala rzeczy, które wyglądają jakby Steven Seagal napisał je sam dla siebie do filmu, który wyreżyseruje, wyprodukuje i w którym zagra główną rolę. Oglądając JR przypomniał mi się tandetny tasiemiec z TV "Agenci NCIS" i sposób w jaki budują tam postać głównego bohatera (swoją drogą łudząco podobnego do Cruisa). Nie wspominając o narracji i sposobie w jaki w filmie o Jacku opowiadają. Piszesz o niezniszczalności Bonda. Ale Craig potrafił przynajmniej wiarygodnie udawać zmęczenie materiału i to, że dostaje ostry wpierdol podczas tych akcji, a Reacher został tak podbudowany, że wygląda na postać, która wciągnęła by wszystkich nosem, nawet jakby wrzucić ją w sam środek jakieś rozpierduchy SF.

Tyle ode mnie w kwestii porównania tych dwóch postaci.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#50
Cytat:Reacher został tak podbudowany, że wygląda na postać, która wciągnęła by wszystkich nosem

Ale Reacher w filmie ściera się z normalnymi zakapiorami, więc nie widzę powodu, by nie mógł "wciągnąć ich nosem" - szczególnie że to były żołnierz. W jednej ze scen przychodzi mu obić ryja jakimś gogusiom z baru i też nie dziwota, że dla komandosa takiego jak on to rozgrzewka.

Cytat:Ale pod koniec filmu facet odpierdala rzeczy, które wyglądają jakby Steven Seagal napisał je sam dla siebie

Końcówka jest miodzio! :)


Odpowiedz
#51
Bójka z kolesiami z baru była zajebista, jedna z najlepszych scen filmu. Ale nie ważne czy jego przeciwnicy to rednecki, a sam Reacher to były żołnierz, członek żandarmerii, operator SAS, czy jebaka z Mosadu. W filmie jest on prawdziwą Alphą i Omegą. Przypomnij sobie końcówkę, czarnego detektywa, który chowa się za nieznośną Rosamund Pike i sposób w jaki Reacher go załatwił w ciągu niecałej sekundy. To tyle względem jego "przyziemnych" umiejętności.

Już pomijając porównanie do Bonda - nie mam absolutnie nic przeciwko ideii przerysowanego, większego niż życie twardziela, który jest tak zajebisty, że może sobie ostrzyć nóż na własnym zaroście. Ale to trzeba jakoś fajnie wykorzystać. Może wrzucić w ramy jakieś konwencji. W JR wszystko było jakieś takie meh i rozklekotane, a ta postać się tam marnowała. Ten film się stara za co plus, ma świetne momenty, a ogólny pomysł ma spory potencjał, jednak całość częściej pudłuje niż trafia imho. Tyle ode mnie. Lece na powtórkę "Collateral", żeby utwierdzić się w przekonaniu, że Vincent to czysty kult i później Cię o to zbesztać ;)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#52
Cytat:Żadna zmyłka. Vincent serio filozofował. Nawet jak umierał to na filozofie mu się zebrało.

Jak umierał to było tylko nawiązanie do tego mówił na początku, kiedy udawał przyjemniaczka, coby Foxx go potem chciał wozić z własnej woli.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#53
Proteus dobrze gada. Potwierdzam, że ma rację i podpisuje się. Reacher to postać mega kult z potencjałem na świetny film. Niestety "Jack Reacher" tym świetnym filmem nie jest. Conajwyżej niezły, ale - jak to ujął Proteus - choć się stara to znacznie częściej pudłuje.

Odpowiedz
#54
Najprzyjemniejsze filmowe zaskoczenie filmowe ostatnich... ostatniej dekady? Nie wiem, ale podobało mi się niesamowicie. Film, po którym niczego się nie spodziewałem, wreszcie film, o którym nic nie wiedziałem (pomijając trailer, ale poza sceną z czapką niczego z niego nie pamiętałem) okazał się kapitalną, wciągającą od pierwszych sekund, niesamowicie zgrabnie napisaną, elegancko nakręconą produkcją. Aktorsko - bez zarzutu. Dialogi - momentami bomba. Świetne sceny? Trudno zliczyć.

Fajnie że Cruise wrócił do gry, po (chronologicznie przed) Oblivionie to już drugi film z nim, który mile mnie zaskoczył i drugi, który stanie na półce.

9/10, może nawet 9,5.

Odpowiedz
#55
Cruise to już wrócił do gry zeszłorocznym "Rock of Ages". Film nie każdemu przypadnie do gustu, zwłaszcza jak się ma awersję do musicali, ale roli Tomka nie sposób w nim nie docenić.

Odpowiedz
#56
O to to. Ja doceniam. Z tym, że nie wiem o jakim powrocie do gry mowa, bo imo nigdy z niej nie wypadł.

Odpowiedz
#57
No napewno lepiej mu sie powodzi jak Gibsonowi w kinie pomimo róźnych odpałów, problemów. W sumie to chyba większość filmów z Cruisem nie schodzi poniżej pewnego w najgorszym przypadku przyzwoitego poziomu. W Ukrytej strategii Redforda też nieźle zagrał i wiadomo komedii Jaja w tropikach gdzie wymiatał wprost. Mission Impossible IV - Ghost Protocol był niezły, w sumie jego najgorsze ostatnie filmy to Wybuchowa para i Walkiria, ale też nie były jakieś bardzo kiepskie.

Odpowiedz
#58
(18-05-2013, 22:49)Mierzwiak napisał(a): niesamowicie zgrabnie napisaną

Zgrabnie napisaną? Tak z ciekawości czym ta zgrabność się objawia? Bo nawet jeżeli miałbym przyznać, że film ma porozrzucanych kilka względnie dobrych momentów, to jednak jako całość scenariusz jest rozklekotany i nijaki, a już na pewno nie zgrabny. Jak już tutaj wspominano wcześniej, cała intryga zalatuje myszką i prowadzona jest jak produkcyjniaku sezonu ogórkowego lub kiepskiej adaptacji komiksowej, bo główny bohater to karykatura i wszechwiedzący superman. Oglądając ten film przypominają się śledztwa z odcinków Law & Order. Cały ten klej pomiędzy scenami akcji z Reacherem to bryndza. W dodatku film nie może się zdecydować czy jest na serio, czy robi sobie jaja z konwencji.

Cytat:Aktorsko - bez zarzutu

Rosamund Pike też?

Cytat:Dialogi - momentami bomba

Dialogi? Reacher ma może z dwa czy trzy dobre teksty, ale cała reszta filmu to w najlepszych przypadkach pozbawiona jakiejkolwiek błyskotliwości czy charakteru gadanina lub ekspozycja taniej intrygi, a w najgorszych zalatujące tandetą suchary (monolog Reachera przy oknie się kłania).

Cytat:Fajnie że Cruise wrócił do gry, po (chronologicznie przed) Oblivionie to już drugi film z nim, który mile mnie zaskoczył i drugi, który stanie na półce.

Cruise w sumie nigdy nie musiał wracać, bo tak naprawdę nie miał jakichś konkretnych, długich okresów słabości. Jak już to wiązało się to z miernością filmów w jakich się pojawiał, lub niechęcią publiki do jego osoby z powodu poza ekranowych wariactw i związanym z tym przesytem jego twarzą. Ale aktorsko zawsze dawał radę i nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, a Reacherem i Oblivionem na pewno się z niego nie wybija i nie pokazuje nic ponad swoje pozostałe role z ostatniej dekady.


Dla mnie cały ten film udaje większego kozaka niż jest naprawdę. Podpisuję się pod opiniami Hitcha i Proteusa.

5/10
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#59
W końcu ktoś trzeźwy! :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#60
Odpisałbym, ale mam to w dupie. Podobało mi się, możecie mnie cmoknąć :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jack Ryan Mefisto 48 11,168 17-03-2026, 18:07
Ostatni post: slepy51



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości