Hej wiedzieliście, że w tym roku wychodzi nowa cześć serii zapoczątkowanej przez Kevina Williamsona w 1998 r.?
Nie?
Cóż ja też nie wiedziałem i spodziewając się, że w ramach jakiejś letniej reedycji puszczają oryginał, poszedłem do kina... W jakim byłem błędzie...
Film to oczywiście modny już od dłuższego czasu sequel/remake. Zatem mamy zasadniczo tę samą historię, ale z nowymi bohaterami, do których dołączają w pewnym momencie postacie z oryginału.
Fabuła wygląda tak (uwaga spoilery):
W weekend 4 lipca Ava Brucks wraca do rodzinnego Southport w Karolinie Północnej na przyjęcie zaręczynowe swojej przyjaciółki Danici Richards. Po przyjęciu Ava, Danica, były chłopak Avy - Milo Griffin i narzeczony Danici, Teddy Spencer, postanawiają wybrać się na przejażdżkę, aby zobaczyć fajerwerki. Grupa spotyka swoją byłą przyjaciółkę Stevie Ward, która niedawno opuściła odwyk i zaprasza ją do siebie. Zaparkowany na krętej drodze nad urwiskiem, Teddy wygłupia się na drodze i powoduje, że samochód prowadzony przez mężczyznę o imieniu Sam Cooper skręca i spada z klifu. Pomimo nalegań Avy, dzwonią na policję. Spanikowany Teddy przysięga im dochować tajemnicy i prosi swojego wpływowego ojca, polityka Granta, o zatuszowanie wypadku.
Rok później Ava wraca do Southport na wieczór panieński Daniki, świętując jej zaręczyny z nowym narzeczonym, Wyattem. Ava spotyka się ponownie z Milo i Stevie oraz spotyka Tyler Trevino, podcasterkę kryminalną która przybyła do miasta, aby zbadać sprawę słynnej masakry w Southport w 1997 r. Na przyjęciu Danica otrzymuje odręcznie napisaną wiadomość: „Wiem, co zrobiliście zeszłego lata”...
Czyli można powiedzieć, że powtórka z rozrywki, ale niestety nie do końca. Postacie są irytujące, puste i po prostu głupie, nie da się im kibicować - cały czas miałem wrażenie, że widzę dramy jakichś influencerów z instagrama. Wszyscy (z wyj. Stevie) to uprzywilejowane nadętę bobki. Kurczę nie wiem czy tak było w filmie z '98 r., ale tam jednak mimo wszystko było nieco bardziej zniuansowane. Tutaj natomiast twórcy idą w szytą grubymi nićmi satyrę, której dopełnia feminstyczny morał filmu.
Bez kitu - na sam koniec jednak z babek, która przeżyła mówi mniej więcej: "wiesz co, wszystko to nie miałoby miejsca gdyby faceci chodzili na terapię" - ło ja pierniczę.
Powracają też starzy bohaterowie - Ray (Freddie Prinze Jr.) i Julie (Jennifer Love Hevitt), ba swoje camo ma również Sarah Michelle Gellar, która śni się jednej z bohaterek.
W ogóle wprowadzenie postaci Julie i Raya (notabene czy Julie nie zginęła w drugiej części?) to idealny przkład jak nie należy tego robić. Widać chemię między aktorami, ale brakuje tej naturalności w dialogach. Po okresie małżeństwa z bliżej nieznanych powodów roseszli się - teraz Ray prowadzi bar w Southport a Julie wykłada na uniwersytecie, popijając w wolnych chwilach w swoim domku herbatę z kubka z napisem "tears of patriarchy" (serio). Nowi bohaterowie zwracają się o radę do Julie a ta zamiast kazać im uciekać gdzie pieprz rośnie, radzi im by znaleźli zabójcę. Za tę super poradę dostaje słuszny opieprz od Raya, który jako jedyny zdaje się zachowywać zdrowy rozsądek. Do czasu... Niestety bowiem w finale okazuje się, że twist - to Ray jest zabójcą. Facet, który zginął w wypadky był bowiem chłopakiek Stevie, ta zaś zwierzyła się Rayowi, który był jej szefem w barze gdzie pracowała ze swoich wyrzutów sumienia i chęci zemsty. Ray zaś postanowił wykorzystać to bo... Eee miał traumę, której nie potrafił przepracować? Kurde ta intryga jest ujowa, że to głowa mała. Sztuki dla sztuki, zgryw dla zgrywu. Na koniec dwie ocalalę chyba zmieniają się w lesbijki, bo w sumie to wszytko wina tych złych facetów. Oczywiście we łbie im nie świta, że kurde jednak zatajenie informacji o spowodowaniu śmiertelnego wypadku i mataczenie to coś, za co faktycznie powinny wylądować w pierdlu. W ostateczności bowiem w serii nieciekawych zgonów giną sami faceci plus irytująca podcasterka kryminalna. Dla reżyserki zaś szczyrem wyrafinowania jest raczenie widza kolejnym jump scarem.
Podobno po napisach jest dodatkowa scena baitująca sequel, ale coś mi się widzi, że ten nie powstanie.
BTW chyba ten film w sumie ignoruje sequel, bo gdy jeden z bohaterów sugeruje, żeby uciec jachtem jego ojca na Karaiby na parę tygodni, Ray mówi, że to zły pomysł cyt. "z powodów, o których nie będę opowiadał".
BTW wiedzieliście, że film z 1998 r. to luźna adaptacja powieści YA z 1973 r.?
https://en.wikipedia.org/wiki/I_Know_What_You_Did_Last_Summer_(novel)
21-07-2025, 22:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2026, 11:45 przez Scheckley.)





