Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Dosyć podobnie. Trudno się było wciągnąć, te rzeczy "do odhaczenia" trochę za długo szły. Parę razy robiłem sobie dłuższe przerwy i nie bardzo mi się chciało wracać. Natomiast potem kliknęło. A już finał i końcówka naprawdę dobre. Więc dla mnie film typu "mozolnie się rozkręca ale warto". Taka niepełna siódemka, powiedzmy 6,8 :p

Odpowiedz
Lakeview Terrace z roku 2008

Patrick Willson vs Samuel. L. Jackson. Bohater grany przez Willsona wprowadza się do dzielnicy Lakeview, i ma ciekawego i wk*rwiającego sąsiada w postaci hiper-aktywnego policjanta, którego gra Jackson. Wychodzą różne kasy i akcje. Nie jest to wielkie kino czy ambitne, ale zrealizowane z pazurem: relacja sąsiadów praktycznie zawsze jest mocno niekomfortowa i jest to dobrze ukazane. Takie kino moralnego niepokoju przedstawione z dużą dozą naturalności, bo nie czuć tutaj fałszu czy jakichś sztucznych zagrań. Podobało mi się, ale nie wrócę do tego filmu, bo oglądało się "nieprzyjemnie" (co jest plusem w tej tematyce). Daję 7/10, bo to dobry obyczaj.

Crazy, stupid, love z roku 2011

Steve Carell i Ryan Gosling w komedii romantycznej dla dorosłych. Bohater grany przez Carella dowiaduje się, że jego żona chce rozwodu. Po wizycie w barze poznaje casanovę (gra go Gosling) i uczy się odkrywać w sobie pokłady męskości, a przy okazji poznajemy poboczne wątki młodej babki, niani i syna. Takie to nijakie - dłużył mi się ten film, humor sytuacyjny z rzadka do mnie trafiał, ale akurat końcówka z mini-twistem mnie rozbawiła. Obejrzeć, zapomnieć. 4/10

Czwartkowy klub zbrodni z roku 2025.

Netflix i Amblin Entertaiment połączyli siły, zatrudnili starych wyjadaczy do głównych ról (Brosnan, Mirren, Kingsley), za muzykę odpowiada Thomas Newman czyli poważne nazwiska. A film o tym, jak grupka emerytów w domu starców rozwiązuje zagadkę kryminalną jest hm, "sympatyczny" o, co. Taki hallmarkowy znak jakości w realizacji z dość prosta fabułą i kilkoma tajemnicami. Dobre do obiadu, raczej 5/10 za detektywistyczne zdolności bohaterki granej przez Mirren. Kingsley kompletnie niewykorzystany.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Venus (2022), tancerka w podrzędnym klubie kradnie towar szefa, ale ucieczkę szlag trafia, zostaje ranna i ostatkiem sił dociera do domu siostry, tam pada ledwo żywa, a gdy się budzi, siostry nie ma, jest tylko jej mała córeczka. Dodatkowo to film współtwórcy oryginalnego [REC], więc oczekiwania miałem ogromne - ale i równie ogromne obawy, które okazały się niestety prorocze, to bo coś, co byłoby kilkoma zajebistymi hiszpańskimi filmami, ale zmieszanymi w jeden, za to średni.
Czego tu nie ma!
I problem w tym, że całościowo tworzy to ledwo zjadliwą mieszankę, która topornie i zbyt ciężko zmienia ciężar gatunkowy.
Tym większa szkoda, bo główna bohaterka i cieszy oko, i potrafi grać, i jej postać ma motywację by robić wszystko, co robi (a nawet kilka takich motywacji), ale co z tego, skoro jest to worek genialnych pomysłów, motywów, scen, ujęć, skoro wszystko nie potrafi należycie wybrzmieć?
6/10, bo mam słabość do hiszpańskich filmów krążących wokoło horrorowej tematyki.

Odpowiedz
Po azjatyckim Noroi znowu Północna Ameryka:

The Changeling (1980) - hm... film dystrybuowany przez AFD.

:)

A z dzisiejszej perspektywy i dbania o zdrowie, to obecny człowiek mógł pomyśleć, że 50-letni bohater Scotta to dziadek, a nie ojciec. Albo kwestia genów, bo pomiędzy nim a znacznie młodziej wyglądającą Jean Marsh jest jedynie dziesięć lat różnicy.

Zaś sam film... O kurczę, nie spodziewałem się. Pierwsza połowa filmu jest to trochę takie Amityville. Nawiedzona chałupa, która ma ten creepy factor i miałem wrażenie, iż na niektórych ujęciach był matte-painting. I zastanawia czy nadnaturalne wydarzenia łączą się z tragedią Johna (BTW też dowód, że ludzie byli jednak twardsi - facio traci nieszczęśliwie żonę i córkę, a mimo to szybko wraca do życia towarzyskiego). Sądziłem, że całość będzie przewidywalna i spodziewałem tożsamości nawiedzającego ducha, ale podczas seansu spirystycznego następuje zwrot o 180 stopni. I potem też zdaje się za dużo powiedzieć, by po chwili pozwolić skojarzyć fakty. Potem film staje przerażający w ten bardziej przyziemny sposób. I też w sumie smutny, bo w zasadzie główny zły cierpi za grzechy rodziny. Ogólnie świetna reżyseria i oddanie grozy. Nigdy bym nie przypuszczał, że reżyser rok później nakręci Zorro, ostrze szpady o innym spektrum gatunkowym (też zajebisty film).

W tym roku póki co Kanada dała mi najlepsze horrory straszdziernika.

9/10

Odpowiedz
Heh, miesiąc temu oglądałem też - ode mnie 7+/10, bo to solidna rzecz, ale ma słabsze elementy. No i czołówka jest kiepska, bo niemal na poziomie śmierci w kartonach.

Night of the Living Dead (1990) - kiedyś bardziej mi się podobał, ale nadal jest dobry. Zdecydowanie żywszy od oryginału oraz z lepszą Barbarą, ale też i głupszy. Twist na minus, bo w sumie trudno było się spodziewać innego rozwiązania. Niemniej nadal solidne kino.
7/10

Dylan's New Nightmare - jak na fanowską niezależną produkcję całkiem spoko. Współczesną kolorystykę pomijam, acz nawet w tym aspekcie się potrafi obronić. Freddy niekanoniczny, ale nawet niezły. Całość może ciut przydługa, ale poza tym trudno się do czegoś przyczepić.
7/10

November - pod względem zdjęć i realizacji to prawdziwy cymesik. Klimat i lokalny folklor też na plus. Fabularnie brakuje spójności/konsekwencji, bo główny wątek trochę się gubi w tej całej dziwności opowieści i w pewnym momencie spada zainteresowanie, a zostaje tryb zombie zapatrzonego na śliczne obrazki. Chyba za dużo próbowano upchnąć w tej dziwnej baśni.
WTF/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mr. Scrosese - pierwsze cztery odcinki wydają się doskonałym portretem Scorsese i jego filmografii - do okolic Kasyna jest znakomicie, każdy film jest porządnie omówiony, a później przychodzi odcinek piąty, który w godzinkę próbuje opowiedzieć prawie 30 lat dalszej kariery Marty'ego, co jest zupełnie bez sensu i nie wiem jak ktoś mógł zatwierdzić taki scenariusz. Całość wygląda tak, jakby miało być odcinków osiem, ale po pierwszych czterech reżyser straciła zapał i postanowiła cztery kolejne skumulować w jednym. Dam 7/10 bo jednak spora przyjemność w oglądaniu tego.
Dwie refleksje: pierwsza, to kompletnie nie wiedziałem, że w młodości (przed Wściekłym bykiem) Scorsese był takim ćpunem, jest tam przytoczona historia o wizycie w szpitalu, kiedy chłop się prawie przekręcił od koksu. Tym bardziej jest to niesamowite, że takie ekscesy z młodości zupełnie nie wpływają na jego formę na starość, bo 83 lata na karku, a energii wciąż sporo i umysł, pamięć jak żyleta - pozazdrościć genów. Druga kwestia, to jego pozycja w Hollywood: pomimo zrobienia legendarnych filmów, kilku hitów kasowych (chociaż wiadomo, że nie na skalę Spielberga, czy chociażby Coppoli) on wciąż musiał walczyć o sfinansowanie kolejnych projektów, a już najbardziej mnie zdziwiło to, że producenci odrzucali Wilka z Wall Street ze względu na nieprzyzwoite sceny - no aż się wierzyć nie chce, że w okolicach 2012 można mieć podejście jak z lat 70. i nie wierzyć, że DiCaprio ze Scorsese plus poczytna książka o ekscentrycznym graczu giełdowym to będzie hit.

Odpowiedz
Pełna zgoda, pierwsze 4 epki znakomite, ostatni zdecydowanie za krótki bo chciałoby się zdecydowanie więcej i szczegółowiej. Ale oglądało się super, na pewno rzecz warta polecenia.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(16-10-2025, 20:23)OGPUEE napisał(a): Ponownie maglowałem Stephena Kinga, a teraz za mną jest:

Highway to Hell - w rocznicę wyboru JP2 znów cosik z religijnymi motywami. Jakby. Piekło jest też dość ironiczne i w stylu Home For Infinite Losers z Dragon Ball Super, np. policjant nie dostanie kawy i donutów mimo próśb, a czasem jest klimat biurokratycznego koszmaru. I oczywiście, że to nie straszy. Zresztą widać, że to bardziej taka przygodówka. I z jej przebiegu byłaby z tego dobra gra komputerowa.

I byłaby wizualnie pamiętna, bo panowie - wygląd tego filmu jest zajebisty. A i efekty jak tani film klasy B też wyglądają dobrze i nie zestarzały się. Też aktorstwo nie było złe - główna para sympatyczna i ma między sobą chemię. I jest parę pamiętnych postaci jak milczący zombi-szkieł, motocyklista wyglądający jak brat Swayze'a z Digital Mana, dziad-ostrzegacz który też jest mentorem. Z poważniejszych minusów to sidekickiem głównego bohatera zostaje ułoczy chłopczyk z zbyt słodkim głosikiem i on jest powodem, dla którego główni bohaterowie musza gnić w piekle przez co najmniej kwadrans.

Ale tak, mile się zaskoczyłem i dziwne, że ten film mocno przykrył się kurzem. Spokojnie by obrosnął kultem, a już na pewno na tym forum.

7/10



Wizualnie, jezeli chodzi o niskobudzetowa wyobraznie jest to jeden z zapomnianych klasykow VHS, ale horror z tego zaden, taka tam przygodowka-fantasy, z odrobina dziwnego humoru. Pamietam moj zawod, gdy wzialem ten film z wypozyczalni, bo okladka kasety to byl kulcik na calego, a tu jakies cholerawieco.

https://vhscollector.com/sites/default/files/vhsimages/30696_Highway%2520to%2520Hell.jpg

Po latach docenilem duzo bardziej, ale to film, ktory spokojnie moglby skorzystac z jakiegos kreatywnego rimejkowania.





(20-10-2025, 23:06)Paszczak napisał(a): Wy tak poważnie? Bo o ile cały wątek Yeagera jest faktycznie idealny i mucha nie siada, tak cała część poświęcona astronautom...
W sumie to nie wiem do końca, bo za każdym razem w okolicach 3-4 godziny przygotowań zasypiam z nudów.
Fajnie jechać po poczciwym wyrobniku Howardzie, ale obok zwartego dramatyzmu Thirteen Lives toto nawet nie stało.


Tez sie zdziwilem. Ogolnie nie rozumiem kultu tego filmu, tj. rozumiem Amerykanow, ale kupilem TRS specjalnie z jakiegos amerykanskiego ibeja, bo mialem okres zajwki na wszystko co zwiazane z eksploracja kosmosu i wymeczylem te bule na raty.

Nie wazne.

Natomiast podpisac chcialbym sie jeszcze w sprawie wyscigu zbrojen i tego, ze Amerykanie zostali rozjechani przez ruskich przez zdecydowana wiekszosc czasu i "wygrali" w ostatecznosci wyscig, bo pobiegli po wyznaczonym przez siebie nowym odcinkiem biezni.






(14-10-2025, 18:05)slepy51 napisał(a): No bo nie oszukujmy się, tego typu tematyka to samograj i jeśli dobrze zrealizowana, to dostajemy takie zajebiste klasyki jak choćby "Split Second" Maylama, Ale nawet i te mniej znane i nie wykorzystujące tego potencjału w pełni jak choćby taki "The First Power" z Lou Diamondem Phillipsem ogląda się po latach zaskakująco dobrze.

Split Second to jeden z ukochanych filmow mojego dziecinstwa, takze ten:

https://film.org.pl/r/w-mgnieniu-oka-science-fiction-thriller-i-klasyk-vhs-ktory-wyrwie-cie-z-kapci

Recka chyba jakos sprzed 14 lat, ale widze, ze KMF niedawno ja znow wrzucil.





(05-10-2025, 22:37)OGPUEE napisał(a): Pomiot Cronenberga za mną, a teraz przede mną znów Cronenberg za sprawą nocnego plemienia Barkera i przy okazji pierwsza amerykańska pozycja w tegorocznym spooktoberze:

Nightbreed - ze wszystkich tytułów zgromadzonych na październik ten chciałem obejrzeć najbardziej. I jak większość tytułów, pierwszy raz oglądam. Oczywiście w wersji reżyserskiej, bo słyszałem że były młyny z wersją kinową. Jakby odniosło to sukces, to jestem pewien otrzymałby własny Saturday morning cartoon z linią zabawkową. BTW Potwory skojarzyły się mi z Little Monsters z Savage'em i Mandelem. Zwłaszcza jak Lori weszła do tabernakulum.

Gdybym był młodszy, pewnie bym się zakochał, bo ma wszystko. Mrok, różnorakie bestie, element fantastyczny, walka z bigotami, którym należy się utylizacja.
Z kolei muzyka Elfmana bardzo przywodzi na myśl Batmana. W sumie też mnie się podoba, choć widać, że to zaczątek czegoś większego. Ale z kolei reżyser postarał się, by stanowiło to jako tako zamkniętą całość. Główny hero zdecydowanie bezbarwny i to przykład, gdzie protagonista jest najsłabszym bohaterem i ciekawsza jest reszta. Aktorka Lori urocza i nie chce, żeby coś się jej stało. Przy okazji Cronenberga, zaskoczyłem się widząc go wymienionego jako aktora i to o dużej roli. Ludzie straumatyzowani jego twórczością (jak moja siostra po seansie Muchy) powinni być usatysfakcjonowani, bo gra złoczyńcę. Cronenberg widać, że nie jest aktorem, ale w przypadku to działa na korzyść, bo czuć że coś jest nie tak w tym kolesiu. I można szybko się domyśleć twistu, ale nie spodziewałem się, że tego co policja zrobiła po wyjściu Aarona z cmentarza.

Komentarz społeczny jest ewidentnie widoczny, zwłaszcza najgorszymi postaciami są tu najbardziej wredne białe psiarskie, wzięte z koszmarów dindu. Ale jednocześnie Barker ma jakieś wyczucie i jednoznacznie nie wiąże nocnego plemienia z jakąś konkretną ciemiężoną grupą. Zaskoczyło, że ksiądz przymuszony do roboty, też okazał się dobry.

Widać większy budżet, i choć nie mogę odmówić reżyserskiej ręki i znakomitej charakteryzacji, to są pewne niedociągnięcia w fx-ach, jak kilka kiepskich matte-paiting. Stop-motion też nie lepsze i jednak lepiej, że potwory odgrywali aktorzy, choć projektowani w większości na jedną modłę (czyli dwunogi). Ja zaliczam ten film do kategorii nieoszlifowanego diamentu. Nie ma rozczarowania, ale czuć że Barker chciał połapywać za dużo sroczych ogonów.

7/10



Zdecydowanie jeden z filmow mojego dziecinstwa i jedna z tych magicznych produkcji, ktora katowalem bez konca w moim Hitachi. Imo jeden z najbardziej zapomnianych filmow lat 80/90. To powinien byc kultowiec na miare najwiekszych klasykow ery HVS, a odnosze wrazenie, ze dla wiekszosci ludzi, nawet kinomaniakow to film praktycznie nieznany. Jeden z nielicznych filmow, ktore mialem na HVS w oryginale. Kupilem z przypadku, na jakiejs wyprzedazy zamykanej wypozyczalni, gdzie moja uwage przykula mieniaca sie w swietle oklada, do tego calkiem stylowa jezeli chodzi o design.

https://a.allegroimg.com/s1024/0c6274/c32ce9c84e53b67b5d124ffc9734

Obejrzalem i z jednej strony brutalne mordy guzikookiego, a z drugiej cala mitologia Midian, bestiariusz, klimat i namacalne efekty. Milosc od pierwszego obejrzenia. Bedac w UK upolowalem nawet making-of ksiazke w temacie filmu. I oczywiscie jest jeszcze soundtrack, imo najlepsza pozycja w karierze Elfmana:






(05-10-2025, 22:37)OGPUEE napisał(a): Komentarz społeczny jest ewidentnie widoczny, zwłaszcza najgorszymi postaciami są tu najbardziej wredne białe psiarskie, wzięte z koszmarów dindu. Ale jednocześnie Barker ma jakieś wyczucie i jednoznacznie nie wiąże nocnego plemienia z jakąś konkretną ciemiężoną grupą.


Nie no, na 1000000% sa to kabbalistyczno-talmudyczni Zydzi :)

Cala idea kiezycowego plemienia i sredniowiecznych przesladowan, zazdrosci Gojow i strachu przed tym, co nieznane. Berserkers to sa Golmemy, glowne bostwo to Baphomet, itd.





(22-10-2025, 19:58)OGPUEE napisał(a): Dèmoni 2 - progres. Lepiej ukryli fakt, że kręcili to w Niemczech. Dali angielskie tablice :). Widocznie Berlin zbombardowano po raz drugi, bo sytuacja została opanowana i nikogo nie obeszło, że mieli inwazję zombie demonów. Nie tylko Cameron bezczelnie rimejkował swój film. Pierwszy był Bava z tym dziełem. Znowu fabuła jest kopiowana mimo innych okoliczności, a Bobby Rhodes znów gra jednego z bardziej przytomnych bohaterów (tym razem czarnoskórego ojca Jerry'ego z Jerry'ego i paczki). Kuźwa, znowu epizod maja jacyś delikwenci w skórzanych ćwiekach. Ba, nawet powtórzono to zwolnione ujęcie demonów w stylowych cieniach. Z kolei film w filmie, oglądany przez małoletnią Asię Argento, ma większy udział. A potwory też zrobiły się bardziej różnorodnie - np. mają żrącą krew i to fest. Kinematografia też nadal klimatyczna, a efekty też OK - całkiem robi wrażenie motyw wyjścia demona z telewizora. Podobno Bava celowo zmniejszył ilość przemocy, by załapać się na niższy rating. Ja tam nie wiem. Odniosłem wrażenie, że trupów i wylanej farby był zbliżony, a czasem większy. Kto by pomyślał, że później Lamberto Bava po takich horrorach będzie kręcił telewizyjne baśnie dla małych dzieciaków :). Aktorstwo słabe i przesadzone, okraszone jeszcze bekowym dubbingiem. No i cierpi na tym, że to defacto powtórka z rozrywki, ale o mniejszej parze. I jeszcze z większą zlewką na scenariusz. Ale tak to jest z sequelami robionymi na fali sukcesu jednostrzałowców.



Jedna z najwiekszych traum mojego dziecinstwa - zaraz obok Slimakow oraz Bloba. Scena wychodzenia z telewizora, kurfa, rajtuzy osikane, potem spokojnie przez kilka(nascie?) miesiecy balem sie static screen.

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Po Substancji inne podejście do odmładzania kobiecej urody:

The Awful Dr. Orloff (lub po hiszpańsku Gritos en la noche) - debiut reżyserski Jesúsa Franco. Fabularnie w zasadzie to remake Oczu bez twarzy, nawet akcja jest osadzona we Francji (a tylko dlatego, bo cenzorzy obawiali robienia złego PR-u Hiszpanom). Niby robiony za czasów innego Franco, ale pozwolili na zrobienie horroru, choć pod pewnymi warunkami. Dlatego to katolicyzm rules, a nie protestantyzm. I to nie byle jakiego horroru, bo jestem pewien, iż w momencie premiery musiało to szokować. Czuć ten grindhouse'owy sznyt, który znam z innych filmów Hiszpana. Też muzyka niestandardowa, bo nie użyto typowej orkiestry, a dano stosowanie jęków i kakofonicznych odgłosów, co mi się skojarzyło z Teksańska masakra piłą mechaniczną i wzmaga upiorny nastrój wydarzeń. To koronny dowód też jak cenzura (zwykle ta obyczajowa) ma dobry wpływ na kreatywność twórcy i zminimalizowanie niepotrzebnego shock value. Widać, że te ślepia Morpha to doklejony makijaż, co w tym przypadku działa na korzyść i wzmaga uczucie niepokoju. Trochę jest psucia klimatu jak próba wprowadzania humoru, m.in. postacią pijaczka-informatora, a czasem słychać ordynarnie, które postacie były dubbingowane.

Ale póty co, to najsolidniejszy film Franco, jaki widziałem i mogę polecić w ramach zapoznania się z jego twórczością.

7/10

Odpowiedz
Coś tam mi się obiło o uszy że ponoć ma powstać druga część "kultowca" Jennifer's Body/Zabójcze ciało z Megan Fox.

O takie to



Obejrzałem sobie pierwszy raz bo jakoś do tej pory omijałem.. I czy to takie kultowe to nie wiem.. natomiast.. całkiem dobre. Zawsze miałem słabość do rzeczy w stylu Buffy, dzisiaj jest to "Wednesday" czy "K-Pop Demon Hunters". A tutaj.. to jest właściwie dłuższy odcinek Buffy.
Ładne dziewczyny, szkoła potwór, humor, kilka zaskakujących nazwisk, fajne dialogi.. Niezły film.

Tylko.. kurde, to jest kolejny film w którym nikt nie wie o co chodzi. Przejrzałem parę wypowiedzi, recenzji i.. moje oczy robiły się coraz większe.

Bo o co chodzi w filmie? Czy o to że potworzyca zabija chłopców?


No nie. Chodzi o relację dwóch dziewczyn/przyjaciółek. I powiedzieć że to jest oczojebne to nic nie powiedzieć.

Dziewczyny mamy dwie. Jennifer (Fox) to Królowa Szkoły, atrakcyjna, śmiała, bezczelna, lubiąca się zabawić także z chłopakami. Typowa "bad girl". Needy (Seyfried) również jest śliczna ale dużo mniej "efektowna", z jednym chłopakiem, spokojna, nieśmiała - typowa "good girl".
Dziewczyny są kompletnie różne, jednak przyjaźnią się od dziecka. Wydaje się jednak że to Needy jest sidekickiem Jennifer która łaskawie pozwala jej się ze sobą "przyjaźnić".
Potem zaczynają się różnić od siebie jeszcze bardziej bo jedna staje się demonem - musi zjadać ludzi.

I tu następuje pewien specyficzny zwrot z rozwinięciem

No i dzięki tym zabiegom o ile na początku miałem wrażenie że Needy zależy na Jennifer a tamtej na Needy tak już dużo mniej - tak na koniec miałem wrażenie odwrotne - że to Jennifer dużo bardziej zależało na Needy. Może nawet niekoniecznie w sensie "przyjaźni".

Co mnie jednak najbardziej dziwi że najwyraźniej ten główny wątek to jakaś abrakadabra.

Ode mnie "niepełna ósemka", takie.. 7,8/10

Odpowiedz
(26-10-2025, 22:33)Bucho napisał(a): Nie no, na 1000000% sa to kabbalistyczno-talmudyczni Zydzi :)
Przypomnę panu homofobowi, że głównym złym jest Żyd, który uważa że ma moralne prawo ludzi :).


Była nieaminowana Istota z Kalifornii. Teraz będzie animowany Szczurołap z Hamelin:

Krysař - to chyba najkrótszy film, jaki widziałem podczas mojego 4-letniego uprawiania straszdziernika - tylko 55 minut. Całkiem ciekawe podejście do legendy. Chociażby przez fakt, że to jedyna znana mi ekranizacja, gdzie szczury pokazano neutralnie i nieszkodliwe, a mieszkańcy dopiero dostają bólu dupy, kiedy szczury zagrażają ich pieniądzom. Tutaj to mieszkańcy miasta są skurwysynami zasługujący w pełni na los. Zresztą też inne jest zakończenie, które nadaje nowego znaczenia prawdziwej tożsamości plagi i zadanie pytania czy to nie ofiary flecisty.

Wzmaga też forma - zdehumanizowane miasto pełne osobników przypominających prędzej renesansowe automaty, co podkreśla ich moralne gnicie. Dlatego szczurołap, rybak i napastowana dziewczyna to jedyne w miarę wyglądające ludzko postacie. Niemiecki ekspresjonizm mocno gębą (bo wiadomo, iż obecne Pepiczki to Niemce, a ci prawdziwi wymarli za czasów Husa), co wzmaga skąpanie tego w monochromatycznych kolorach. Największe są skojarzenia z Golemem Wegenera. A chciwy skarbnik to wykapany Mefistofeles z murnauowego Fausta. I zaskakująco to szczury są najmniej groteskowe. Dialogi przypominają te z Pingu, co nie przeszkadza bo akcja jest całkiem klarowna, a co nie jest powiedziane wprost - można spokojnie sobie dopowiedzieć.

Że animacja jest świetna, to nie będę się rozpisywał, bo Czechosłowacja zawsze była bardzo dobra w te klocki. Jak i oprawa muzyczna nawiązująca do dawnego kina i sztuki, ale czasem pojawia się ejtisowa gitarka niewybijająca z klimatu, a nawet go wzmagając (oczywiście dzięki odpowiedniemu i strategicznemu umiejscowieniu).

Co mam, powiedzieć. Obok wersji Cosgrove Hall Films (też z lat 80.) to najbardziej klimatyczna adaptacja tej baśni

9/10

Odpowiedz
(28-10-2025, 18:37)OGPUEE napisał(a):
(26-10-2025, 22:33)Bucho napisał(a): Nie no, na 1000000% sa to kabbalistyczno-talmudyczni Zydzi :)
Przypomnę panu homofobowi, że głównym złym jest Żyd, który uważa że ma moralne prawo ludzi :).


Aktor/rezyser, ale nie postac :)

Takze Zyd znow udajacy bialasa - kolejna subwersja w takim razie :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
@Bucho, zresztą książkowy oryginał nazywa się Cabal a ta wersja rozszerzona filmu to Cabal Cut, wiem, że to wiesz, ale warto to też nadmienić

Cytat:Jedna z najwiekszych traum mojego dziecinstwa - zaraz obok Slimakow oraz Bloba
Blob to reboot lepszy od oryginału, największym plusem jest, że nie wiadomo kogo tytułowa galareta zabije, (może poza jedną postacią) i sam się zaskoczyłem kilka razy. Co prawda oglądałem to pierwszy raz prawie rok temu więc dziecięca trauma w tym przypadku mnie ominęła :P

Odpowiedz
Kuźwa, wszystko musicie psuć :].

@samuuel Bucho w kontekście Bloba wspominał o właśnie o remake'u, bo oryginał to nie był straszny nawet w latach premiery. I też uważam, że remake jest lepszy.

Odpowiedz
Ciężko byłoby się oryginałem przestraszyć nawet w czasie gdy puszczali nową wersję, w 1988 roku bodajże ;)

Odpowiedz
Bo w oryginale tego bloba to jest kurwa z 5 minut.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Bucho napisał(a):Obejrzalem i z jednej strony brutalne mordy guzikookiego, a z drugiej cala mitologia Midian, bestiariusz, klimat i namacalne efekty. Milosc od pierwszego obejrzenia. Bedac w UK upolowalem nawet making-of ksiazke w temacie filmu.
Ty matkoj..co, nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę tego książkowego making ofa. Od lat poluję na egzemplarz. Książka o robieniu Hellraiserów jest oczywiście dużo łatwiej dostępna.
Gotów byłbym spierać się o podstawy ideologiczne, ale obłąkańczy monolog Ol' Buttonface (najlepszy slaszerowy killer wszechczasów, czy Michaela albo Jasona stać było na tak stylowy garniak?) o "filth making filth" w sumie zamyka mi usta, full-on eugenika.

Odpowiedz
Buttonface >>>>>>> Wszystkie te slasherowe klauny

Odpowiedz
Shaun of the Dead - jestem zdziwiony, iż nie ma tematu (a patrzyłem w wyszukiwarkę). Na początek wspomnienie z późnej podbazy - pamiętam, że jak bodaj Helios oferował halloweenowy repertuar, to do wyboru był Alien vs. Predator i Wysyp żywych trupów. Wybrałem to pierwsze, bo chciałem straszaka, a nie komedii.

Cóż, nie oceniaj filmu po gatunku. Jest tu sporo humoru sytuacyjnego, ale dość realistycznie pokazał zachowanie ludzi w obliczu potencjalnej zombiepokalipsy i jestem przekonany, że niektóre sytuacje przebiegłyby kropka w kropkę. A i momenty emocjonalne też realistyczne (jak załamania Shauna i co niektóre kłótnie). A gościu się przejmuje matka, ale ojczyma ma w tyłku :). I tak komediowo/skeczowo się robi w finale z zombiakami, choć jestem pewnie, obecna Wielka Brytania (która za czasów Shauna miała więcej Viziru) będąca żywym skeczem Monty Pythona, na coś takiego by wpadła. BTW, czemu odnoszę wrażenie, iż to dzieje się w tym samym uniwersum co 28 dni później :)?

Dość subtelnie pokazali zaczątki inwazji - niemrawi pasażerowie, niusy o zarazie podczas prezentacji telewizorów, dobijający do baru. I wzięli mnie z zaskoczenia z finałem (moment kiedy Shaun i Liz zamierzają się rozprawić z umarlakami). Znów - i humor, i dość prawodpodobne w realu.

W sumie to jeden z lepszych filmów o inwazji żywych trupów.

8/10

Odpowiedz
Darknesss Falls (2003) to kiepskiej jakości mieszanka Supernatural, Alana Wake'a i padaczkowego montażu z dodatkiem wróżki zębuszki (totalnie niewykorzystanej pod każdym możliwym względem, ba, to jest tylko jakaś baba w czarnej szmacie i masce na twarzy, nic więcej): ponad sto lat temu na amerykańskim zadupiu niesłusznie oskarżono i spalono miłą panią, która przed śmiercią przeklęła miasteczko, a po śmierci nawiedza mieszkańców i ich zabija. Można było naprawdę się pobawić światłem i cieniem, folklorem i mitami, historią i innymi taki, ale nie, wszystko jest takie, bo ja wiem, słabe, jakby ktoś się spieszył i zadowolił się byle czym. Naciągane 4/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,943 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,785 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,193 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,444 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,343 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,633 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,149 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości