Cytat:z Twardocha warto przeczytać (...) Zabawy bronią, czyli zbiór felietonów obracających się wokół tematyki broni palnej
A on tam przypadkiem nie pisze, że towarzysz Dziewulski, naczelny hoplofob RP gada z sensem?
-- Laozi
17-12-2013, 07:33
|
Książki
|
Cytat:z Twardocha warto przeczytać (...) Zabawy bronią, czyli zbiór felietonów obracających się wokół tematyki broni palnej A on tam przypadkiem nie pisze, że towarzysz Dziewulski, naczelny hoplofob RP gada z sensem?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 17-12-2013, 07:33
To akurat była szczególna sytuacja, gdy w studiu znaleźli się więksi ignoranci niż Dziewullo.
Cały cytat: Znasz to powiedzenie o zepsutym zegarze, co dwa razy w ciągu doby pokazuje dobrą godzinę? No, to jest właśnie taka sytuacja. :) Luna to surowa pani - jeśli kiedyś HBO będzie chciało zrobić space-operę, to powinni sięgnąć po Lunę. Krótko - ludki na Księżycowej kolonii buntują się przeciw ziemskiemu zarządowi i robią amerykańską rewolucją 2.0 (to nie przypadek że rzecz ma miejsce w 2076). Bardzo przyjemna lektura, parę fajnych pomysłów społecznych(dosyć oryginalna wizja rodziny, prywatny arbitraż jako oficjalny system sądownictwa, itd.). Podejrzewam, że książka zrobi na tym forum prawdziwą furorę ;) 17-12-2013, 12:27
Żeromski - Wierna rzeka - nigdy po skończeniu szkoły nie sądziłem, że tknę Żeromskiego (nadal mam koszmary związane z Przedwiośniem i Ludźmi bezdomnymi), ale ojciec powiedział, że Wierna rzeka jest fajna i na pewno mi się spodoba, no to wziąłem i przeczytałem.
I do połowy była cholernie fajna. Zaczęła się jak świetna przygodówka: ranny powstaniec styczniowy ucieka przed egzekucją, przyjmuje go córka zarządcy w opuszczonym dworze we wsi i leczy go razem ze starym służącym, ukrywając przed Rosjanami. Było tempo, masa naprawdę świetnych dialogów, sporo humoru, ekscytujące fragmenty z ukrywaniem się przed przeszukującymi dwór żołnierzami, potem był nawet świetnie opisany pościg i walka na pałasze i pistolety. Materiał na film jak ta lala - aż się prosi o ekranizację. A potem zaczyna się jakby druga książka. W pewnym momencie Żerom zapędził się w kozi róg: powstaniec bezpieczny i wyleczony, ups, trzeba kończyć książkę. Ale za krótka przecież - więc nagle gościa zmaga gorączka, co jest uzasadnione dosłownie jednym zdaniem (znowu się musiał ukrywać i było zimno). Przyjeżdża matka kolesia, leczą go, na pierwszy plan przedostaje się wątek romansowy, no ale cóż - niechaj będzie, z dupy to, ale zdzierżę. Tylko że w końcówce wszyscy, po prostu wszyscy wychodzą na totalnych idiotów. Wielce zakochany powstaniec, którego przez pół roku z wielkim poświęceniem leczyli, rwie się do z góry przegranej walki, w której na 100% zginie, bo marzy tylko o tym, "żeby stanąć w szeregu i słuchać rozkazów". Służący który go leczył dostaje pieniądze od rodziny, ale nie wie, co z nimi zrobić, a poza tym czuje obowiązek służenia i nadal jest służącym. Dziewczyna która go leczyła też dostaje pieniądze, co daje jej wreszcie jakieś perspektywy, ale wyrzuca je do rzeki, żeby nie przypominały jej o nieszczęśliwej miłości. Nawet kanarka, co go mieli w klatce, wypuszczają na wolność, żeby "leciał do ciepłych krajów". No debile! Niestety nie ma sceny rozdziobywania go przez wróble. I dlatego, drodzy państwo, Polska jest jaka jest. To jest mentalność Polaków: wielkie romantyczne gesty w imię jakichś durnych przekonań. Na dodatek te gesty miały być według autora uzasadnione - to jest z grubsza happy end: każdy się jakoś poświęca w imię większej sprawy. Gdyby to była książka z dowolnego innego kraju, każdy przygotowałby plan i odjechał go realizować z energią, pomysłem i środkami. Wkurzyła mnie ta książka niesłychanie, bo sprawia wrażenie, jakby w połowie autor stracił rozum. Na początku jest przecież świetny czarny charakter, który jako jedyny zachowuje się rozsądnie, tzn. ma świadomość bezsensowności wojny, a wszystkie jego złe uczynki to w zasadzie wybuchy (powiedzmy że z jego perspektywy uzasadnionego) gniewu. Gdyby główni bohaterowie byli tak dobrze napisani jak on... No cóż - ładnie napisana irytująca książka. Świetna pierwsza połowa, denna druga połowa. Żerom, masz 6/10 i się ciesz, ale nadal jesteś na mojej czarnej liście. 20-12-2013, 09:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-12-2013, 09:26 przez military.)
Miałem praktycznie takie same wrażenia jak czytałem to gdzieś w gimnazjum - do połowy fajna książka, a co potem to zapomniałem po tygodniu. Ekranizacja jest z tego co pamiętam całkiem znośna, obejrzałem z satysfakcją, chociaż oczywiście nie naprawia żadnego błędu książki.
20-12-2013, 09:55
Z powstańczych tekstów najlepsze są późniejsze: Rembeka "Przekazana sztafeta" i "Igła wojewody" ze zbioru "Ballada o wzgardliwym wisielcu i dwie gawędy styczniowe" (Machulski nakręcił na ich podstawie "Szwadron") no i Rylskiego "Stankiewicz", którego chyba z 10 lat chciał ekranizować Pasikowski ale kasy nie uzbierał ("Pokłosie" było tańsze).
20-12-2013, 11:11 ![]() Jakiś czas temu Desjudi zrecenzował tu autobiografię mało znanego piłkarza Andrzeja Iwana, przedstawioną piórem dziennikarza Krzysztofa Stanowskiego. Później Stanowski w podobny sposób zaprezentował Wojciecha Kowalczyka, a teraz do duetu dobrał sobie Grzegorza Szamotulskiego. I tak oto możemy szerzej poznać "Szamo". "Spalony" Iwana okazał się znakomitą lekturą (zgadzam się z Desem), a "Kowal" wcale nie gorszą, choć jego życie nie obfitowało w tak dramatyczne zakręty jak Iwana, który ma na koncie m.in. próbę samobójczą. Ale to nic, Kowal swoje przeżył, swoje widział, a gdzie był i czego doświadczył na boisku i poza nim, zgrabnie, z polotem i z humorem przedstawił Stanowski. Podobnie jest z Szamotulskim, ale jednak trochę inaczej. Bo Iwan i Kowal dość szeroko opisywali swoje życie i karierę, rozkminiając je czasem dość drobiazgowo, z kolei Szamo zapowiedział we wstępie, że on rozkminiać swojej osoby nie będzie, skupi się za to na futbolowym życiu, i to na wesoło. I taka właśnie jest ta książka: to 300 stron opowieści, opowiastek, historyjek i anegdot, na ogół dość krótkich, opisujących masę rzeczy, które Szamo przeżył, widział i słyszał w trakcie kariery. A miał co opisywać! No kurde, jeśli choć połowa opisanych przez niego rzeczy wydarzyła się naprawdę, to ja chylę czoła i powiadam wam: cieszę się, że nigdy nie miałem okazji ani zamiaru zostać piłkarzem. Polskim piłkarzem. Nasze piłkarstwo w relacjach Szamo to na ogół miejsce pełne przekrętów, niekompetencji, także korupcji, bezustannej walki o swoje, oczywiście z ciągłym imprezowaniem i chlaniem (bez tego ani rusz), z masą tak podłych ludzi (głównie na szczeblu trenerów i działaczy), że odechciewa się marzyć o jakiejkolwiek karierze sportowej. Nie chciałbym spotkać na swojej drodze takiego choćby trenera Majewskiego (według relacji Szamotulskiego: gość całkowicie niekompenentny, w dodatku złośliwe bydlę) czy Wójcika (nieco lepszy, ale i tak kawał chama; inna sprawa, że już od dawna sam nie pałam do niego sympatią). Nie chciałbym też spotkać piłkarza Ledwonia (świętej pamięci), który obszernie został przedstawiony jako facet totalnie pierdolnięty, choć jednocześnie "kochany" kumpel Szamo. Co jeden, to lepszy, a idźcie wy w pizdu. Za lekko pierdolniętego uważa się też sam Szamotulski, ale wbrew pozorom to wcale nie jest głupi facet, często wykazuje się trafną oceną różnych zjawisk i sytuacji, a w jego gorzkim tonie czasem przebija rozgoryczenie. Ot, koleś, który zna piłkarski światek od podszewki. Ale książka to, jak mówiłem, zbiór anegdot i jako taka broni się znakomicie, a czyta jeszcze lepiej. Na ogół lekturze towarzyszy chichot, bo jak tu nie rżeć, kiedy czyta się o tym, jak się "wkręcało" kumpli w różne sytuacje. Na przykład kiedy Pisz zadzwonił do Podbrożnego, przedstawiając się jako polski agent piłkarski z Francji i proponując mu transfer do AS Monaco. A cała ta rozmowa odbyła się w... jadącym autokarze (Pisz z tyłu, a wniebowzięty Podbrożny z przodu). Albo jak Śrutwa na wyjeździe do Stanów przypadkiem wyrzygał swoje sztuczne (!) zęby do sracza, ale nie zdążył ich wyłowić, bo do kibla wpadł jeszcze ktoś, odepchnął go, odlał się i spuścił wodę. Przerażony Śrutwa rozkuł nawet podłogę, ale czy odnalazł swoją "górną półkę", to sobie poczytajcie sami. :) No i moja ulubiona historia. Rzecz działa się w 1991 roku na Okęciu, gdy Legia wracała z meczu z Sampdorią. Było sensacyjne 2:2, Włosi wyeliminowani, dwie bramki Kowala, dwie wpuścił Szczęsny senior i jeszcze czerwoną kartkę zarobił. Jeden z młodych dziennikarzy chce porozmawiać z bohaterem meczu, strzelcem dwóch bramek, Wojciechem Kowalczykiem. Nie ma jednak pojęcia, jak młokos wygląda. Podchodzi do bardziej doświadczonego pismaka. – Przepraszam, który to Kowalczyk? – pyta nieśmiało. – Tamten, tamten – wypuszcza go starszy kolega po fachu, pokazując na bramkarza, Macieja Szczęsnego. – Dziękuję. Po chwili młody dziennikarz zaczepia Szczęsnego i zaczyna: – Gratuluję dwóch bramek. – Spierdalaj – słyszy w odpowiedzi. Kiedy próbowałem to opowiedzieć bratu, omal się nie poszczałem. :) Tak więc mogę "Szamo" polecić, bo to świetna, lekka lektura ze świata polskiego futbolu, znakomita do czytania zwłaszcza podczas podróży pociągiem. Ale nie zalecam, bo współpasażerowie będą się gapić i dziwić, z czego tak chichoczecie. Głupek jakiś czy co? A to tylko Szamo opisuje swoje przygody. :) 25-12-2013, 12:32
Ostatnio zacząłem się interesować literaturą fantazy i dlatego mam kilka pytań:
1. Czy warto czytać książki z serii Forgotten Realms, tudzież Warhammera (tego fantazy oczywiście)? 2. Czy saga Carla E. Wagnera o Kainie jest dobra? 3. Co byście polecili z pozycji łączących SF i fantazy?
Hail to the king, baby!
25-12-2013, 14:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2013, 14:42 przez Ash.) Cytat:1. Czy warto czytać książki z serii Forgotten Realms, tudzież Warhammera (tego fantazy oczywiście)? Próbowałem Warhammera (książki z serii o Gotreku) i jak dla mnie szkoda czasu (non stop napierdalanie goblinów, orków i wyznawców chaosu), no chyba że się fantasy łyka jak pelikan niezależenie od poziomu. Forgotten Realms nawet nie próbowałem bo nie lubię DeDeków, ale generalnie tłuczone taśmowo książki osadzone w realiach światów stworzonych na potrzeby RPG to coś co mnie odrzuca. 25-12-2013, 14:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2013, 14:34 przez Gieferg.)
1. Nie.
2. Tak. 3. Tak na szybko przychodzi mi na myśl tetralogia Inny Świat Tada Williamsa.
Why are you firing wallnuts at me?
25-12-2013, 14:37
"Inny świat", oczywiście popieram, a od siebie dorzucę, że na początek fajne i łączące elementy obu gatunków jest lekkie, łatwe, nie zawsze przyjemne (no, chyba, że lubi się, kiedy autor opisuje obrazowo łamanie i ucinanie kończyn) książki z cyklu "Pierwsze Prawo", których autorem jest Joe Abercrombie.
Wielu pewnie poleciłoby również w tej materii "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza Jarosława gdzie również te elementy się przeplatają (podobno), ale ja tego jeszcze nie czytałem...
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku" https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści 25-12-2013, 14:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2013, 14:51 przez BezcelowyAlbatros.)
No to ja mogę PLO polecić - jedna z najlepszych serii w polskim fantasy ostatnich lat, sporo swojskiego klimatu, dobrych pomysłów, dobrze napisany główny bohater. Na dłuższą metę nieco Grzędowicz przynudził (3 tom), trochę pomęczył czytelników, ale ogólnie warto. Książka opiera się na podobnym pomyśle jak Trudno być bogiem Strugackich, też warta polecenia, choć znacznie bardziej poważna. Inny świat przeczytałem pierwszy tom, i nie ogarniam czym się Jarod z Bezcelowym tak podniecają - mocno taka se książka z paroma ciekawymi pomysłami.
Ad. 1 Kumpel trochę się zagrzebał w Warhammerze, ale chyba na zasadzie "nie mam co czytać" szukając raczej lżejszych lektur.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie. Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier 25-12-2013, 15:02 wujo444 napisał(a):...i nie ogarniam czym się Jarod z Bezcelowym tak podniecają - mocno taka se książka z paroma ciekawymi pomysłami. A ja nie ogarniam, jak po skończeniu pierwszego tomu można NIE PRAGNĄĆ, jak najprędzej sięgnąć po tom kolejny :-P
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku" https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści 25-12-2013, 15:08
James Ellroy, "Wielkie Nic"
Młody detektyw z biura szeryfa okręgowego Los Angeles - Danny Upshaw - zaczyna nowy rok od makabrycznego odkrycia, pozbawionych oczu i okaleczonych na kilkanaście innych sposobów zwłok nieznanego mężczyzny. Jako pasjonata medycyny sądowej bardzo szybko zaciekawia go ta sprawa i robi wszystko by ją poprowadzić. W międzyczasie w Hollywood sytuacja między dwoma związkami zawodowymi zaczyna się znowu napinać. Jeden jest pod skrzydłami Mickiego Cohena i Howarda Hughesa, a drugi komunistycznej partii USA. Ten moment chce wykorzystać szemrany glina (zarazem zapalony antykomunista), Dudley Smith. Razem z prokuratorem okręgowym starają się zmontować sprawę dla sądu ławy przysięgłych przeciwko komunistom powiązanym z wytwórniami filmowymi. Do zabawy wciągają Mala Considine'a - weterana wojennego, który powrócił w chwale do USA po tym jak w Krakowie postanowił przyspieszyć proces jednego z nazistowskich komendantów i zaimplantował mu do mózgu cały magazynek swojej czterdziestki piątki. Wszystkiego dla Cohena ma doglądać Buzz Meeks, zhańbiony były policjant będący obecnie mięśniakiem dla Hughesa. Obie sprawy, pozornie niezwiązane, krzyżują drogi mężczyzn i zmuszają ich do odbycia podróży w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej natury. Dlaczego jeszcze nikt nie nakręcił ekranizacji tego arcydzieła? W sumie wiem dlaczego - to jak traktuje się tutaj kobiety, kolorowych i homoseksualistów nie przeszłoby nawet na HBO. A nie wyobrażam sobie tego w formie innej niż dokładne przeniesienie książki na ekran jako serialu. Wątków i postaci jest bardzo dużo, a wszelakie skróty, uproszczenia i pominięcia byłyby strasznie krzywdzące dla całości, która jest niesamowicie spójna. Z tego powodu obawiam się też trochę lektury "L.A. Confidental". Dopiero zacząłem, a już widzę jak bardzo film wszystko skondensował i jak dużo klawych rzeczy pominął. Jednocześnie wrzucając detale niby ważne dla fabuły, ale dla kogoś niezaznajomionego z "Kwartetem" zupełnie niezrozumiałe. Strasznie polubiłem styl pisania Ellroya. Telegraficzny, momentami wręcz kolokwialny. Narrator się nie certoli i często przy charakterystyce postaci rzuca określeniami typu skurwysyn, czarnuch, suka, pedał, ciota. Zabieg bardzo ryzykowny, bo balansujący na granicy wulgarności, ale autor używa go z głową, dzięki czemu nadaje całej opowieści nieziemskiego, mrocznego klimatu. Jestem pewny, że w wykonaniu jakiegoś polskiego pisarza skończyłoby się to potokiem bezsensownych bluzgów. Ellroy robi z tego po prostu integralną część świata przedstawionego, gdzie nie ma miejsca na łagodność czy literacką poetyckość. Wszelkie opisy są bardzo zwięzłe i szczątkowe, co paradoksalnie pomaga przy rozbudowanej fabule oraz nawałnicy postaci czy wątków. A te się doskonale zazębiają. Każdy nawet najmniejszy detal ma swoje miejsce i usunięcie go doprowadziłoby do posypania się całej konstrukcji, zarówno fabularnej jak i logicznej. Kawał doskonale przemyślanej, konkretnej roboty. Na koniec jeszcze raz pochwalę umiejętność Ellroya do tworzenia gęstego, sugestywnego klimatu. Pomimo niezbyt wnikliwych opisów nie ma najmniejszych problemów z wizualizacją czy to postaci, czy to lokacji. Facet wie jak zmrozić krew w żyłach pozornie prozaicznymi motywami i sprawić by czytelnik razem z bohaterami spadał coraz głębiej w zastany syf. Co ciekawe, po jakimś czasie, tak jak i oni, czytelnik robi to z ciekawości. James, wymiatasz. 10/10 PS. Przy "Rosomaku" taki John Doe to nieśmiały ministrancik, który nie skrzywdziłby nawet muchy :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 25-12-2013, 20:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2013, 21:06 przez Hitch.)
W książce pada jedna z fajniejszych definicji komunizmu, jakie widziałem:
Zaś cechą, która czyni komunizm tak wszechobecnym... Jego najbardziej podstępnym i efektywnym narzędziem jest to, że ukrywa się pod tysiącem sztandarów. Tysiącem różnych flag, nazw i kombinacji skrótów, rozprzestrzeniając swoją zarazę pod tysiącem płaszczyków. A wszystko po to by deprawować i szerzyć korupcję w imię współczucia, dobra i sprawiedliwości społecznej.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 26-12-2013, 08:55 Cytat:Z tego powodu obawiam się też trochę lektury "L.A. Confidental". Dopiero zacząłem, a już widzę jak bardzo film wszystko skondensował i jak dużo klawych rzeczy pominął. Podobno połowę książki usunięto z filmu. Ellroy jednak film widział, podobał mu się bardzo i chwali twórców za kreatywne podejście. Cytat:Zabieg bardzo ryzykowny, bo balansujący na granicy wulgarności Ellroy bywa wulgarny :) 26-12-2013, 12:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2013, 12:59 przez Mental.)
Ellroy jest bardzo wulgarny :)
Polecam dokument o nim, "Feast of Death". Jest typem krzepkiego dziadka, który bluzga non-stop. Najlepszy moment jak na spotkaniu z fanami mówi, że są dwa powody, dla których ćwiczy i chce być w jak najlepszej formie. Pierwszy to przeżyć kolejne 45 lat ze swoją żoną, drugi to przeżyć Clintona by napisać o nim książkę, w której go totalnie obsmaruje. Po czym rzuca na niego litanię obelg, zaczynając od "lachociąga" i "jebanego gwałciciela" :) Nietypowa to produkcja, aczkolwiek cholernie ciekawa. Wątki biograficzne Ellroya (nigdy niewyjaśnione morderstwo jego matki, po którym dostał hopla na punkcie pracy wydziału zabójstw policji w Los Angeles) mieszają się z rozmowami z nim i jego teoriami na temat najsłynniejszych, nierozwiązanych morderstw w USA. W międzyczasie pokazują go podczas podpisywań swoich książek, gdzie opowiada dużo zabawnych anegdotek. Jak np. kiedy zagadała go staruszka, której bardzo się podobał film "L.A. Confidental". Ellroy spytał, czy potem kupiła książkę i ją przeczytała. Babcia odparła, że nie. Na co on "to na chuuj pani do mnie gada?" :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 26-12-2013, 13:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2013, 13:59 przez Hitch.)
Mi, osobiście, niezbyt przypadła do gustu, czytana niedawno "Krew to włóczęga". Chyba głównie przez pewien przesyt stylem Ellroya, który totalnie olewa wszystkie znane, łatwo przyswajalne formy narracji. W jego fabuły też trochę trudno się z początku wbić, bo on niczego nie podaje na tacy, do wielu wniosków trzeba dochodzić samemu. Bywa też, co da się zauważyć z książki na książkę, nieco powtarzalny, zarówno w kreowaniu wątków, jak i postaci. Ogólnie jednak jest to chyba najbardziej nietuzinkowy pisarz powieści, że tak to nazwę mocno upraszczając, sensacyjnych.
Dla mnie, póki co numerem jeden pozostaje "Amerykański spisek" - totalne odbrązowienie Kennedych, a do tego książka z kapitalnie rozpisaną intrygą. Natomiast na początek chyba poleciłbym najłatwiej przyswajalną "Czarną Dalię", czyli bodajże najlepszą ze znanych mi prób zmierzenia się z "legendą".
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku" https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści 26-12-2013, 17:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2013, 17:51 przez BezcelowyAlbatros.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Szukam książki | military | 81 | 20,924 |
30-01-2021, 20:27 Ostatni post: Paszczak |
|
| Star Wars - książki | military | 90 | 21,663 |
25-11-2017, 21:23 Ostatni post: Kuba |
|
| Ekranizacja książki | Raul7 | 5 | 3,470 |
05-06-2017, 12:34 Ostatni post: Snuffer |
|
| Baza adaptacji na portalu książki | aniakonda | 12 | 6,901 |
22-11-2014, 17:34 Ostatni post: aniakonda |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |