Książki
Mental napisał(a):tak sobie pomyślałem w trakcie czytania tego fragmentu i innych podobnych motywów, że ten cytat z "Przedludzi" jest a) zbyt daleko idącą antycypacją (nawet jak na sci-fi) i b) wyrazem lekkiej (?) paranoi autora na punkcie kobiet.

Bo jest. Dick nie należał do szczególnie łatwych we współżyciu ludzi, a znanym motywem w jego twórczości jest "bohater kombinujący, jak się pozbyć żony". Miewał lepsze dni, gdy był czarującym erudytą, zdolnym zarwać każdą lasencję i gorsze, które czasem owocowały takim bezdusznym crapem, jak "Przedludzie".

Zdecydowana większość jego opowiadań jednak wymiata. Wyciągnąłem sobie dziś czwarty tom opowiadań zebranych i wciąż się nie mogę nadziwić, jakie miewał kapitalne pomysły. "Orfeusz o glinianych stopach" - facet leci w przeszłość zainspirować swego ulubionego pisarza, co ma oczywiście przekomiczne skutki. Pseudonim, pod którym Dick opowiadanie opublikował to już wisienka na torcie.

Mental napisał(a):w moim odczuciu jawi się jako największy obok Kafki pisarz XX wieku.

I słusznie, tylko jest lepszy.

Odpowiedz
Cytat:Dick nie należał do szczególnie łatwych we współżyciu ludzi

rzadko który wybitny umysł jest łatwym we współżyciu ludziem. mówię o tych naprawdę wybitnych, którzy pisali i umierali w samotności (Kafka, Davila) albo kończyli w niezdiagnozowanym ostatnim stadium choroby psychicznej (Nietzsche, Dick).

Odpowiedz
Karaluch napisał(a):znanym motywem w jego twórczości jest "bohater kombinujący, jak się pozbyć żony"

Nie zgadzam się. Jego bohaterowie potrafią przez kobiety wpadać w głębokie depresje i nabawiać się chorób psychicznych (bo zazwyczaj to mściwe, aczkolwiek słabe i potrzebujące opieki wredne suki), ale są od nich uzależnieni i nie potrafią, ani nawet nie chcą się od nich uwolnić. Co jest motywem tak zajebistym, że głowa mała - Dick rozegrał go jakieś 50 razy, ale rzecz nigdy nie wypadła płasko ani nudno.

Odpowiedz
"bohater kombinujący jak się pozbyć żony" - lol, to zabrzmiało nieomal jak scenariusz komedii dla pokemnów "Stary, gdzie jest moja żonka?" albo "Jak pozbyłem się żony w 40 dni"

plakat do powyższych filmów tu

;)

Odpowiedz
"Jak chciałem pozbyć się żony, a ona walnęła laserem w planetę, by pozbyć się mnie" - zgadnijcie, z której to książki Dicka?

military napisał(a):Jego bohaterowie potrafią przez kobiety wpadać w głębokie depresje i nabawiać się chorób psychicznych (bo zazwyczaj to mściwe, aczkolwiek słabe i potrzebujące opieki wredne suki), ale są od nich uzależnieni i nie potrafią, ani nawet nie chcą się od nich uwolnić.

No pewnie, że to są zwykle toksyczne związki, których antagonizmy ładnie napędzają fabuły. Pozbycie się żony, wobec tego, że bohater ma zawsze sto ważniejszych rzeczy do zrobienia zwykle nie wychodzi poza sferę marzeń.

Dla odmiany, w powieści "Marsjański poślizg w czasie" mamy żonę nieszczęśliwą i znudzoną, a ważną przyczyną tego jest ciągła nieobecność i słabe zainteresowanie męża.

Odpowiedz
Karaluch napisał(a):bezdusznym crapem, jak "Przedludzie".

na bez przesady. Bezduszny? oczywiście. Crap? W życiu. Jak dla mnie mrożący krew w żyłach koncept, może niezbyt prawdopodobny, ale stanowiący ciekawe przedłużenie marzeń feministek. W koncu to tylko SF...
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
Cytat:W koncu to tylko SF...

"tylko SF" ma to do siebie, że mija 50 lat i nagle to, co było "tylko SF", staje się "nie tylko SF". poczytaj sobie trochę o Groningen Protocol. protokół dotyczy co prawda dzieci nieodwracalnie chorych, ale - uwaga - dopuszcza uśmiercanie do 12 roku życia włącznie. brzmi znajomo, prawda? żeby było weselej, "eutanazja" taka opłacana jest z podatków, co stanowi absolutny Mount Everest "postępu" i zinstytucjonalizowanej, kolektywnej moralności. dokument całkiem świeżutki, bodaj z 2005 roku.

co do samego opowiadania - z ciekawości pogooglałem i okazało się, że bezpośrednią przyczyną napisania "Przedludzi" był wyrok Sądu Najwyższego USA, który w 1973 roku w sprawie Roe vs Wade uznał aborcję za "fundamentalne prawo" kobiety - można o tym przeczytać nawet na polskiej WikiWisdom. Dick szybko zareagował. parę lat później napisał komentarz do "Przedludzi":

In this, the most recent of the stories in this collection, I incurred the absolute hate of Joanna Russ who wrote me the nastiest letter I've ever received; at one point she said she usually offered to beat up people (she didn't use the word "people") who expressed opinions such as this. I admit that this story amounts to special pleading, and I'm sorry to offend those who disagree with me about abortion on demand. I also got some unsigned hate mail, some of it not from individuals but from organizations promoting abortion on demand. Well, I have always managed to offend people by what I write. Drugs, communism, and now an anti-abortion stand; I really know how to get myself in hot water. Sorry, people. But for the pre-persons' sake I am not sorry. I stand where I stand: "Hier steh' Ich; Ich kann nicht anders," as Martin Luther is supposed to have said.

słowa Marcina Lutra, które przywołuje Dick, po polsku brzmią tak: Tu oto stoję i inaczej nie mogę.

wiele wygibasów było czynionych, żeby słowa Dicka poprzekręcać, niektórzy nawet próbowali dowodzić, że gość nie wiedział, co pisze (lol), a samo opowiadanie to tak naprawdę historia kastracji mężczyzny i jakieś inne natchnione postfreudowskie psychoanalizy.

Odpowiedz
ano, spotkalem się z tym komentarzem w "Oku Sybilli".

Nie zrozumiale, o co mi chodziło z "tylko SF". "Przedludzie" jest tak makabryczną, groteskową opowieścią, że nie mogłem tego odebrać inaczej niż satyry. A wielu ludziom wydaje się, że Dick wyraził w nim swoją rzeczywistą opinię. Przeciwnie - to blaga, zgrywa, sarkazm.

Co do aborcji, eutanazji, kościoła i feministek, doprawdy nie mam zamiaru tu z nikim dyskutować, zwłaszcza z Tobą :)
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
wujo444 napisał(a):Nie zrozumiale, o co mi chodziło z "tylko SF". "Przedludzie" jest tak makabryczną, groteskową opowieścią, że nie mogłem tego odebrać inaczej niż satyry. A wielu ludziom wydaje się, że Dick wyraził w nim swoją rzeczywistą opinię. Przeciwnie - to blaga, zgrywa, sarkazm.

"Przedludzi" czytałem bardzo dawno temu i możliwe, że mój wykrywacz sarkazmu nie był jeszcze tak dobrze wyskalowany, jak teraz. Piątego tomu opowiadań zebranych nie mam, tak samo "Ostatniego Pana i Władcy", dlatego nieprędko znów sobie przeczytam. Choć po prawdzie to po zapodanym przez Mentala fragmencie wcale nie mam na to ochoty.

Zakładam sobie, że "Przedludzie" wyrośli z resentymentów, które Dick miał względem którejś ze swoich żon czy kochanek. Wizja kobiet robiących sobie skrobanki dla jaj zupełnie do mnie nie przemawia. Nie wygląda na dobry temat dla śmiesznego opowiadania, ale co ja tam wiem.

Odpowiedz
"Morze Srebrzystego Światła" Tada Williamsa, a tym samym cała tetralogia "Inny Świat" za mną... Mimo, ze dopiero co zamknąłem książkę a już ogarnęła mnie niemalże tęsknota za bohaterami i w ogóle za znakomicie "skompilowanym" uniwersum Innego Świata. Cóż, przez te około 4000 można się było mocno zżyć. O tym, jak to autor w sposób wręcz perfekcyjny, zapożyczając się w szeroko rozumianym dorobku literatury fantastycznej, stworzył coś zupełnie wyjątkowego i w przewrotny sposób niepowtarzalnego, wspominałem już wielokrotnie. Finezja z jaką tego dokonał sprawia, że gotów byłem uwierzyć w najbardziej nawet nieprawdopodobne wyjaśnienia i rozwiązania zagadek, które pojawiają się w tomie wieńczącym dzieło. Mało tego - świat jest tak pociągający, że chciałoby się, za bohaterami, podążyć i podróżować pomiędzy jego poszczególnymi, w większości znanymi, a jednak nowymi wariantami. Z rzadka zdarzają się książki, które w taki sposób angażują czytelnika, ale nie tylko wizją - również, że tak to ujmę, jakością "przygody".

W swoim życiu czytałem takich lektur niewiele i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile ich było. "Władca Pierścieni", "Pieśń Lodu i Ognia", książki Bakkera i Miéville, czy cykl "Mroczna Wieża" Kinga, z którą "Inny Świat" łącza pewne podobieństwa, aczkolwiek ze wskazaniem na przewagę tetralogii Williamsa, którego nawiązania do fantastyki są bardziej czytelne i nie tak hermetyczne, jak te ograniczone - w zasadzie - do uniwersum kingowego powieści.

Finał, czyli "Morze Srebrzystego Światłą" jest spektakularny. Tylko takie słowo przychodzi mi do głowy. Nie ma w tym tomie ani chwili na zbędne "mielizny": początek końca zaczyna się już w połowie, kiedy to splatają sie ścieżki większości bohaterów, a rozwiązania fabularne i niektóre twisty przyprawiają o ciarki. Zakończeń większości wątków bym się w ogóle w życiu nie spodziewał. Cóż, kropelką dziegciu jest lekkie wyeksponowanie wątków paranormalnych, ale nie jest aż tak nachalne, żeby wpłynęło szczególnie negatywnie na całość.

A w samym finale nie obyło się bez wzruszeń.. Cóż, może ja taki miękki jestem, albo co, ale przyznam, że i łezkę zdarzyło mi się uronić. To przeważa o sile dobrej literatury - że wywołuje emocje, że martwimy się losami bohaterów, że marzy się o życiu w świecie opisanym, ech... Znakomite nawiązanie do "Władcy Pierścieni" na końcu książki nie jest tu wcale przypadkowe - dla mnie Tad Williams to nazwisko, które pozostanie w mojej pamięci obok Tolkiena i innych mistrzów fantastyki.

A podsumowaniem niech będzie motto, które autor umieścił na wstępie ostatniej części "Morza Srebrzystego Światła":

"Oto baśń oparta na cudach elektryczności i napisana dla dzieci tego pokolenia.
Lecz kiedy moi czytelnicy dorosną, dla ich dzieci moja opowieść może wcale już nie będzie tylko baśnią.
Może jeden, może dwa. a może i więcej wynalazków Demona będzie już w powszechnym użyciu. Kto wie?"

L. Frank Baum, The Master Key


POLECAM!!!
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Niewiele przeczytałem książek, które przede wszystkim urzekły mnie formą i sprawiły, że zachwycałem się pojedynczymi słowami i zdaniami, a nie fabułą. Jedną z tych książek jest "Ferdydurke", drugą "Droga" McCarthy'ego, a trzecią jego "Krwawy Południk".

Nie przepadam z poezją, ale właśnie ta poetyckość zachwyciła mnie w "Krwawym Południku". Fabuła jest prosta, nie ma żadnych zwrotów akcji - banda ściągająca skalpy z Apaczów wędruje po pustkowiach. Po prostu tyle:) Bohaterowie niby są. Nie można powiedzieć, że są papierowi, bo nie są, ale McCarthy nie skupia się na nich (oprócz jednego albo raczej dwóch, ale o tym zaraz). Nie znamy nawet imienia bohatera, który przez kawał książki wydaje się tym głównym.

Najważniejszymi bohaterami książki są Zło i sędzia Holden, który je utożsamia. Holden to jedna z najbardziej fascynujących postaci, o których czytałem. Gdyby zliczyć jego uczynki, to pewnie okazałoby się, że wcale nie zabił więcej osób niż inni z bandy, a w niektórych momentach wręcz załagadzał spory, które mogły skończyć się rozlewem krwi. Ale ZŁO emanuje z niego na każdym kroku. Najgorsze jest to, że Holden choć wydaje się doskonały (jest erudytą, szalonym filozofem, zna się na wszystkim, z drugiej strony jest potężnym silnym mężczyzną) nie jest wcale dobry. Zło nigdy nie kojarzy się z doskonałością i dlatego Holden (zupełnie jak Lecter) jest tak przerażający.

Z kartek książki wylewa się krew i przemoc. Ciągle ktoś ginie, ktoś zgniata o siebie czaszki niemowląt, mordowane są całe wioski. Ale nie jest to tanie szokowanie, bo zło w "Krwawym Południku" nie szokuje wcale. Staje się czymś codziennym, kolejnym mieszkańcem dzikich pustkowi, tuż obok kojotów i jaszczurek. Ten efekt jest potęgowany przez prostą, wręcz banalną fabułę, która bardziej przypomina pamiętnik z codziennymi zapiskami niż literacką powieść z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Normalnie, czytając książkę spodziewamy się końca historii, bohaterowie mają motywacje, zmierzają do celu. Tutaj po prostu wędrują i nie wygląda na to, żeby ta wędrówka miała doprowadzić ich do jakiegoś satysfakcjonującego ich finału.

Na 2011 rok zapowiedziany jest film, ale nie wiem czy wyjdzie z tego coś dobrego. Filmując "Krwawy Południk" pozbawia się go największej siły - literackiej formy. I szkoda, że za reżyserię nie zabrał się Andrew Dominik, bo gdy myślę o ekranizacji książki McCarthy'ego to wyobrażam sobie bardzo krwawe "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda".

Odpowiedz
W temacie Cormaca - zapowiedź Wydawnictwa Literackiego na koniec 2010 roku:
[Obrazek: 2105.jpg]

Odpowiedz
Świeży dopływ epy się szykuje <ok>

Odpowiedz
Mega okładka.

Odpowiedz
Książki McCarthy'ego w ogóle mają mega okładki :)

Odpowiedz
[Obrazek: Zycie-i-czasy-Michaela-K_John-Maxwell-Co...1333-3.jpg]
Większośc książek Coetzee'ego ma okładki w podobny stylu - efektowne, ale równocześnie niepozorne, tajemnicze, bardzo nastrojowe foto i minimalistyczne nazwisko autora i tytuł. To nie przypadek, że oboje dostają, przynajmniej w Polsce, tak świetne okładki.

Odpowiedz
Jeśli obaj, to wtedy przypadek :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Cieszcie się, ze nie napisałem, że obie.

Odpowiedz
Kto JESZCZE nie czytał, ma okazję nabyć "Grę o Tron" Martina w dobrej cenie: KLIK!.
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Justin Scott - Królewskie więzy (A Pride of Royals)

Świetna książka, rozgrywająca się w Rosji (i nie tylko) w latach 1916-18, czyli w czasach kiedy w Europie toczyła się wojna, a w Rosji - rewolucja. Amerykanie obiecywali, że przyłączą się do wojny dopiero po abdykacji cara i zakończeniu rewolucji. Mimo że w tle rozgrywają się autentyczne wydarzenia, a wśród bohaterów są król Anglii, cesarz Niemiec i car Mikołaj to nie jest to powieść historyczna, tylko sensacyjno-przygodowa. Głównym bohaterem jest porucznik (później komandor) amerykańskiej marynarki wojennej, Kenneth Ash, który otrzymuje tajną misję na terenie Rosji - ma wywieźć cara do Anglii, by uratować mu życie. Jest to niezwykle trudne zadanie, gdyż na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo. Niemieccy agenci chcą porwać cara, jako jeńca, dla cesarza Wilhelma, rewolucjoniści chcą cara osądzić i skazać na śmierć, a inni fanatycy chcą go zabić bez procesu. Ktoś kto wie, jak skończył car Mikołaj, domyśla się, że taka misja jest skazana na niepowodzenie. Tym większe jest napięcie i większe emocje. W powieści mnóstwo jest interesujących, barwnych postaci i zaskakujących wydarzeń, dzięki czemu tą obszerną książkę szybko się czyta i nie odczuwa się nudy. Gdybym był reżyserem lub producentem to dążyłbym do zekranizowania tej książki. Najlepsza powieść, jaką czytałem.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 81 21,509 30-01-2021, 20:27
Ostatni post: Paszczak
  Star Wars - książki military 90 22,094 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 3,529 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 6,988 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości