Lekarze, naukowcy, szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta
w oryginale to, rzecz jasna:
Bad Science.
31-01-2011, 20:43
|
Logika tłumaczy filmowych
|
|
Uwaga, uwaga, rekord kreatywnego tłumaczenia został pobity i prawdopodobnie NIC i NIGDY nie osiągnie takiego poziomu głupoty. Tyle że to nie film. To książka. Książka, którą możecie kupić w Polsce jako:
Lekarze, naukowcy, szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta w oryginale to, rzecz jasna: Bad Science. 31-01-2011, 20:43
dwa słowa rozmnożyły się i teraz jest ich dziewięć :) zachowując taki przyrost, ile miałaby po przełożeniu książka licząca w oryginale 900 stron, gdyby tłumaczeniem zajmował się autor "Lekarze, naukowcy, szarlatani"?
odpowiedzi wysyłajcie smsem na numer 4571 z dowolnym dopiskiem. koszt połączenia 1.22 PLN + VAT. do wygrania FANTASTYCZNE NAGRODY: domek jednorodzinny na Mazurach, dwa szybowce i możliwość pomacaniu cycków wybranej gwiazdy porno. 31-01-2011, 20:50
"Limitless" z Cooperem i De Niro to u nas "Jestem Bogiem". No cóż :roll:.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
22-02-2011, 01:33
Niby pasuje, ale brzmi, jak dla mnie, koszmarnie, szczególnie w kontekście tego filmu.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
23-02-2011, 02:28
No osobiste upodobania to co innego, ale jeśli pasuje do fabuły to wszystko jest OK.
22.04.2011
23-02-2011, 11:17
"Co nas kręci, co nas podnieca" też pasuje. "Była sobie dziewczyna" też. I "Elektroniczny morderca" również.
23-02-2011, 12:24
Pierwsze tłumaczenie jest bardzo dobre. Drugie - nie do końca; zaczyna się jak jakiś dowcip. ;) A Terminator? No cóż, do fabuły pasuje, ale tłumaczenie też nie może być... po prostu śmieszne. A "Elektroniczny morderca" to tytuł komiczny i niepoważny.
22.04.2011
23-02-2011, 13:26
Majlo, pozostaje miec nadzieje, ze nigdy nie bedziesz odpowiedzialny za tlumaczenie tytulow. ;)
23-02-2011, 13:34 Jakuzzi napisał(a):Majlo, pozostaje miec nadzieje, ze nigdy nie bedziesz odpowiedzialny za tlumaczenie tytulow. Taken ad notam. Że się nie zgadzam, to chyba dodawać nie muszę? ;) A tak poważnie. Bo... ?
22.04.2011
23-02-2011, 13:43
jeśli już tak krytykujecie to prosiłbym o własne propozycje tłumaczeń tych tytułów.
23-02-2011, 13:55 majlo napisał(a):Pierwsze tłumaczenie jest bardzo dobre. Drugie - nie do końca; zaczyna się jak jakiś dowcip. "Whatever works" ma bardzo dobrze przetłumaczony tytuł? "An education" nie do końca dobrze przetłumaczony? Mamy chyba więc chyba skrajnie odmienne spojrzenie na sposób tłumaczenia tytułów filmowych (biorąc pod uwagę zarówno jakość tłumaczenia i wartości marketingowe). "jeśli pasuje do fabuły to wszystko jest OK" nie jest ok, bo to usprawiedliwia największe bzdury tłumaczeniowe [Bold and Beautiful â Moda na sukces, Broken Arrow â Tajna Broń, City by the Sea â Dochodzenie, Prison break - Skazany na śmierć, Eternal sunshine of the spotless mind - Zakochany bez pamięci]. 23-02-2011, 14:20 desjudi napisał(a):Mamy chyba więc chyba skrajnie odmienne spojrzenie na sposób tłumaczenia tytułów filmowychCzy zgodnie z twoim spojrzeniem Blade Runner funkcjonowałby jako Brzeszczot przemytnik? A Dirty Dancing jako Brudny taniec? A wspomniany Eternal Sunshine of the Spotless Mind jako Wieczne Promienie Słoneczne Nieskalanego Umysłu? Sweet! :)
22.04.2011
23-02-2011, 20:15
skoro twórca-autor nazywa jakoś swoje dzieło, to raczej powinieneś je przetłumaczyć zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, będąc jak najbardziej wierny oryginałowi i zasadom stylistyczno-ortograficznym, czyż nie? Popisywanie się marketingowym zmysłem jest naruszeniem licentia poetica.
Brudny/Grzeszny (itd) Taniec - TAK Wieczne Promienie Słoneczne Nieskalanego Umysłu - dlaczego NIE? Bo niby nie ma sensu? Brzeszczot przemytnik - nie wiem, czy aż tak dosłowne tłumaczenie jest właściwe. Bardziej tu chodzi o kogoś kto "biegnie po krawędzi" (może spadnie, może nie). Nie jestem tłumaczem, nie wiem, na pewno się jednak da oddać to, o co chodziło Dickowi i Scottowi. 23-02-2011, 20:44
Majlo, nie popadajmy w skrajności, nikt nie chce, żeby "Bank Job" tłumaczono na "Bankową pracę" a "Dirty Dancing" na "Sprośne wygibasy" :wink:
Ale cholera, każdy tytuł da się przetłumaczyć, bez uciekania się do kretyńskich chwytów w stylu "Jestem Bogiem". "Bez limitów"/"Bez ograniczeń" i jest super, nikt nie narzeka.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
23-02-2011, 22:54 desjudi napisał(a):skoro twórca-autor nazywa jakoś swoje dzieło, to raczej powinieneś je przetłumaczyć zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, będąc jak najbardziej wierny oryginałowi i zasadom stylistyczno-ortograficznym, czyż nie?Tyle że dla mnie to nie oznacza dosłowności w tłumaczeniu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że czasami "tłumaczy" ponosi marketing, ale nie w takim stopniu jak ten wątek wydawałby się to przedstawiać. Co do licentia poetica: autor ma prawo nazwać swoje dzieło np. Blade Runner i oczekiwać, że zostanie wydane jako Blade Runner, a nie np. Blunt Smoker. Aczkolwiek jeśli jego dzieło jest tłumaczone na inny język, to powinien oczekiwać, że tłumaczenie dosłowne może i bardzo prawdopodobnie nie będzie brzmiało dobrze. Wyobrażasz sobie, żeby np. Highlander był Góralem? Bo ja zdecydowanie nie. Nie uważam, żeby przetłumaczenie tytułu na Jestem Bogiem było kretyńskim chwytem. Jeśli opisuje w jakiś sposób ten film, odnosi się do fabuły, to jest OK.
22.04.2011
24-02-2011, 00:09 majlo napisał(a):Wyobrażasz sobie, żeby np. Highlander był Góralem? Bo ja zdecydowanie nie.oczywiście! Nieśmiertelny już się jednak tak w świadomości zakorzenił, że Góral brzmi dziwnie, gdyby jednak 20 lat temu taki nadano tytuł, to dlaczego byłby to niewłaściwy krok? "Jestem Bogiem" nie jest kretyńskim tytułem, jedna dosłowne tłumaczenie nie jest gorsze. Odnoszenie się do fabuły nie usprawiedliwia zbytniej kreatywności tłumaczy [casus Whatever Works, sorry, ale to idiotyczne tłumaczenie było, choć odnoszące się do fabuły] 24-02-2011, 06:44
Generalnie nie czytuję już forum, więc i nie pisuję, ale akurat zajrzałem do wątku i "w imieniu branży" mam prośbę:
desjudi napisał(a):Odnoszenie się do fabuły nie usprawiedliwia zbytniej kreatywności tłumaczyBardzo proszę, nie pisz(cie) w tym kontekście: "tłumaczy". I nie nazywajcie takich tytułów "tłumaczeniami tytułów". Bo to nakręca wyobrażenie, że wszystkiemu winni są właśnie tłumacze. Po pierwsze większość tytułów, które zwykle omawiacie w tym wątku, to nie "tłumaczenia tytułów" a "polskie tytuły filmów". Owszem, czasem zdarzają się fatalne tłumaczenia tytułów, ale w większości przypadków nie o nie tu chodzi. A po drugie i najważniejsze (i chyba już kiedyś o tym tutaj mówiłem): nie wiem, jak było w czasach "Wirującego seksu" i "Nieśmiertelnego", ale obecnie na "marketingowe" tytuły filmów nie mają wpływu tłumacze, ale właśnie marketingowcy. Czyli zamiast o "zbytniej kreatywności tłumaczy", należałoby mówić o "zbytniej kreatywności dystrybutorów". Wiem, że to swoiste czepialstwo z mojej strony, bo z Waszego punktu widzenia (czyli odbiorców) nie ma znaczenia, kto odpowiada za zły tytuł, ale z tymi "marketingowymi zabiegami tłumaczy" to trochę jak - zachowując wszelkie proporcje - z "polskimi obozami zagłady". Niby nikt nie ma nic złego na myśli, ale propaguje niewłaściwe skojarzenia. Więc muszę bronić honoru zawodu :) - szczególnie że tłumacze filmowi (czyli tak naprawdę dialogiści) mają na sumieniu dostatecznie dużo prawdziwych grzechów. Poza tym sto procent racji :) desjudi napisał(a):Nieśmiertelny już się jednak tak w świadomości zakorzenił, że Góral brzmi dziwnie, gdyby jednak 20 lat temu taki nadano tytuł, to dlaczego byłby to niewłaściwy krok?Dlatego że w Polsce "góral" to jest z Tatr. Nie żartuję - nawet całkowicie pomijając marketing, dobre tłumaczenie nie powinno budzić niewłaściwych skojarzeń, czyli powinno prawidłowo działać nie tylko na poziomie "słownikowym", ale i "asocjacyjnym". A polskie asocjacje górala z Podhalem są zbyt silne, żeby je zignorować. Podobnie gdyby wypuszczano na angielski rynek hipotetyczny polski film "Góral", tytuł "Highlander" (załóżmy, że w naszej alternatywnej rzeczywistości film z Lambertem nie istnieje) nie byłby udany, bo z kolei zdecydowanie zbyt mocno sugerowałby odbiorcom, że to film o Szkotach.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
24-02-2011, 10:51 Negrin napisał(a):Po pierwsze większość tytułów, które zwykle omawiacie w tym wątku, to nie "tłumaczenia tytułów" a "polskie tytuły filmów". Czyli zagraniczne tytuly filmow nie podlegaja u nas procesowi tlumaczenia, tylko najzwyczajniej... transformuja sie w polskie? ;) Negrin, ja rozumiem, ze bronisz honoru tlumaczy itd., ale bez przesady. ;) 24-02-2011, 11:00 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Czołówki filmowych wytwórni i ich modyfikacje | Jakuzzi | 330 | 109,768 |
07-08-2025, 13:01 Ostatni post: OGPUEE |
|
| Jakość kopii filmowych w polskich kinach. | Danus | 26 | 7,042 |
18-09-2010, 18:10 Ostatni post: military |
|
| Promocja dzieł filmowych - prośba... | EL-Kal | 10 | 3,053 |
27-11-2009, 21:33 Ostatni post: Karaluch |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |