Lot nad kukułczym gniazdem (1975) reż. Miloš Forman
#1
[Obrazek: download.php?type=download&image=18367&s...&section=3]

Drugi film w historii kina, który zgarnął Oscarowego Pokera (nagrody za najlepszy film roku, reżyserię, scenariusz (adaptowany), oraz aktora/aktorkę pierwszoplanowych) i przede wszystkim jedno z najsłynniejszych arcydzieł jakie wyświetlano na srebrnym ekranie. Nie mogę uwierzyć, że nie ma wątku o tym legendarnym tytule ale takowego - mimo starań - nie mogę znaleźć. Jeśli istnieje to proszę moderację o przeniesienie tam tej wypowiedzi.

[Obrazek: One-Flew-Over-the-Cuckoo-s-Nest-1975-jac...00x300.jpg]

Pierwszy raz Lot nad kukułczym gniazdem obejrzałem w TVP przed ostatnią emitowaną przez tę telewizje galą Oscarową (to był 2007 lub 2008 rok) i choć bardzo mi się spodobał to nie byłem powalony. Nie miałem wtedy neta, a co za tym idzie nie miałem konta na żadnej stronie typu filmweb, więc nie oceniałem go w skali 1-10. Ale na początku 2010 roku zrobiłem powtórkę i wtedy byłem arcydziełem Formana zachwycony. Od razu kliknąłem w 10/10 + serduszko, a nawet umieściłem go na swojej dawnej liście ulubionych filmów w pierwszej dziesiątce, przed jakimkolwiek innym tytułem z lat 70-tych. Od dawna planowałem trzeci seans, chciałem to zrobić w noc Oscarową, ale wczoraj TVP Kultura zmotywowało mnie do przyspieszenia powtórki o dwa dni, a moja ocena filmu po raz kolejny uległa zmianie (oczko w dół).

Lot... nadal jest jednym z moich ulubionych filmów. To fantastyczna historia, super wyreżyserowana, z miażdżącym aktorstwem (Nicholson!), upiornym czarnych charakterem (siostra Ratched!), piękną muzyką, humorem i kilkoma kapitalnymi scenami (finał 4 lata temu powtarzałem sobie kilkanaście razy). Ale ocenę maksymalną wystawiam tytułom, które mogę oglądać wielokrotnie (ten do nich nie należy) i nie dostrzegam w nich większych wad, a w tym dostrzegłem wczoraj jedną, dość poważną. Jest nią Oscarowy scenariusz, który być może adaptując książkę powielił spore głupoty/dziury, które tak często są obecnie wytykane przez Honest Trailery i CinemaSins. Żeby nie psuć seansu tym, którzy przez blisko 39 lat filmu nie obejrzeli zakryje je spoilerem.


Trochę się tego uzbierało ale nie neguje faktu, że jest to wielkie kino. Piękny film, do którego pewnie za 3-4 lata ponownie wrócę.

Odpowiedz
#2
Dosyć aptekarsko podszedłeś do ostatniego seansu :) .

Ogólnie oprócz "imprezy" to trochę czepialstwa :) . Myślę, że w każdym filmie można znaleźć coś co w realu wyglądałoby inaczej (najbardziej prawdopodobny output byłby inny niż pokazany w filmie).


Odpowiedz
#3
To nie jest czepialstwo. Wszystko o czym napisałem skontrowałeś "myślę że", "to mogło być tak", nie podając konkretów stwierdzających że stawiając swoje zarzuty jestem w błędzie. Film po prostu ma kilka naiwnych zabiegów scenariuszowych bo fabuła tego wymagała. I tyle. Poza tym nie czepiam się tego jakoś specjalnie tylko o tym wspomniałem, bo raziły mnie te momenty podczas wczorajszego seansu. No i przeszła mi "faza" na ten film, jaką miałem w latach 2010-2011. Zresztą jak już wspomniałem - dla mnie to nadal kapitalne i kino jeden z ulubionych filmów.

Odpowiedz
#4
Myślałem, że pisząc o dziurach scenariuszowych masz na myśli zdarzenia zupełnie nieprawdopodobne. Świadomie podałem całkowicie subiektywne interpretacje wątpliwych dla ciebie zdarzeń, których prawdopodobieństwo można ocenić tylko subiektywnie (moim zdaniem). Czy to możliwe, żeby pacjentów pilnował 1 strażnik? Czy kluczyki mogą być w stacyjce? Itp. Nie podałem konkretów bo w zarzutach też ich nie widzę. Jeśli te interpretacje cie nie przekonują to ok (nie wiem czy brałeś je pod uwagę wcześniej czy nie), chętnie bym przeczytał uzasadnienie dlaczego zdarzenia te są nieprawdopodobne. Każdy może to sam ocenić.

Odpowiedz
#5
Widziałem parę lat temu, pamiętam że mi się podobał, ale książce jednak może podeszwy lizać. Aktorsko genialny, reżysersko świetny, tylko że mamy do czynienia z adaptacją książki wyjątkowej, wybitnej, po prostu arcydzieła. Każda adaptacja jest skazana na porażkę - choć nadal może być świetnym filmem, takim jak ten.

Odpowiedz
#6
military, a potrafiłbyś wymienić różnice? W książce jest scena, jak Nicholson próbuje wyrwać umywalkę?

Odpowiedz
#7
Jest, ale niestety nie pamiętam czy wygląda identycznie tak jak na filmie. Główną różnicą jest obecność narracji Wodza, to z jego pokręconej perspektywy poznajemy wydarzenia w szpitalu.

Odpowiedz
#8
Ano właśnie, sposób narracji "robi" książkę; jest to rzecz niesamowicie napisana. W filmie znalazło się prawie wszystko to, co w książce, ale to tak jakby ktoś ci opowiadał o Monie Lizie. No wiesz, taka babka, siedzi sobie spokojnie, lekko się uśmiecha, w tle jakaś droga. Niby dobry opis, ale nie to samo wrażenie.:)

Odpowiedz
#9
Chyba już o tym rozmawialiśmy w wątku o "Chinatown". Z jednej strony dobrze, że forumowicze takie filmy oglądają, ale czy w przypadku arcydzieł i już skarbów kinematografii ma sens zakładanie tematów? Gdyż w sumie co nowego można napisać, poza tym, że mamy do czynienia z arcydziełem?
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#10
No ale tak długiej recenzji nie wypadało umieszczać w krótkiej piłce, czyż nie?

Odpowiedz
#11
Moim zdaniem zawsze jest sens zakładania tematów, obojętnie czy film ma 40 lat, czy 4 dni, czy reżyserem jest Milos Forman, czy Tommy Wiseau :)

Odpowiedz
#12
Swego czasu zaliczyłem pobyt w wariatkowie.

Umiem zacząć niczym dobry dziennikarz Pudelka. Ale tak poważnie - tak, miałem taki epizod w życiu. Z przyczyn których nie muszę się wstydzić, bo społeczeństwo raczej za nie klepie po główce aniżeli wyklucza, choć byłem tam z ludźmi, na których nie jeden bez empatyczny i osądzający człowiek mógłby spojrzeć z obrzydzeniem lub dystansem. Trafiłem tam w pokrętny sposób, robiąc baranka z logiki, w podobny sposób co McMurphy. Nikt mnie tam siłą nie zaciągnął, sam się zgłosiłem, bo też chciałem uciec od konsekwencji tego jak prowadziłem swoje życie (choć nie łamałem prawa jak protagonista filmu).

"Lot nad..." zobaczyłem po raz pierwszy całkiem niedawno. Nigdy wcześniej ten film po prostu nie był w kręgu moich zainteresowań, ot co. W końcu chciałem zobaczyć klasyk własnymi oczami, i porównać ze swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Smutny jest fakt, zakładając że film przedstawia prawdziwe oblicze ówczesnych szpitali psychiatrycznych w USA, że ta placówka z połowy lat 70' niewiele się różni od dzisiejszych w Polsce. Są różne miejsca oczywiście, ja akurat leżałem w typowym szpitalu kochającym styl Polski ze wczesnych lat 90'. 

Faktycznie film robi świetną robotę. Budowanie społeczności wśród chorych i organizowanie sobie rozrywek, kiedy nie ma się praktycznie nic pod ręka, to wszystko prawda, widziałem na własne oczy i byłem tego częścią. Może nie symulowaliśmy oglądanych meczów, bo telewizor jeden na korytarz akurat był, ale generalnie większość podobna. Przyjmowanie leków również. Za to terapia trochę się różniła, bo nikt na siebie nie wjeżdżał. Tam gdzie ja byłem nikt się nie pieścił, i jak miałeś za dużo testosteronu to szybko tacy delikwenci zapisani byli w pasach. W placówce przedstawionej w filmie wydaje się że miejscami było bardziej liberalnie. 

Wiem że to tylko wizualna otoczka do przemyśleń, jakie książka i jej adaptacje chciały wywołać. I tu również wielką przyjemność miałem kiedy konfrontowałem treść filmu ze swoimi wspomnieniami. O czym jest właściwie ten film według Was? Ja morał rozumiem w ten sposób, bardzo prosty, że ucieczka przed konsekwencjami naszej natury, nie czynów, a po prostu natury, to jeden z największych błędów jaki możemy popełnić. McMurphy mógł się zaszyć w psychiatryku, na Karaibach, u swojej babci, nie zmienia to faktu że i tak przebyłby te samą drogę. Jego wejście do szpitala było szansą która przetrawiła jego natura. A było blisko by coś zmieniło się na lepsze. Miał okazję skonfrontować się z innymi spojrzeniami na świat dzięki ludziom z innymi defektami. To naprawdę potrafi poszerzyć czyjeś pole widzenia. Jestem za to zawiedziony sam sobą, ponieważ protagonista który jest łachudrą i gwałcicielem, zaskarbił sobie moja sympatię i współczucie. Jestem jedyny który tak ma?

[Offtopic, do tematu podrywacze.film.org.pl; nie będę pisał tej anegdotki tam, żeby nie obnosić się po całym forum z tym o czym pisałem wyżej, a widziałem że niektórzy piszą tam o swoich "przegranych historiach" z kobietami. W tamtejszym szpitali sam jedną poznałem. Młodsza ode mnie o parę lat, przywieźli ją bo miała próbę samobójczą po tym jak pobił ją chłopak. Dziewczyna bez matki i ojca, obracająca się w kręgu patologii, a jednak coś zaiskrzyło. W warunkach takiego szpitala nie ma zbytniego pola manewru do uprawiania sexu, choć rzekomo byli tacy którym to się udawało. Zatem zbytnio sobie nie poużywałem, a jak w pewnym momencie poprosiłem o trochę dystansu, bo czułem się przytłoczony, zajęła się 2 dni później jakimś gościem z ostrą schizofrenią kilka sal obok. Poczułem się jakbym przegrał wszystko :-P]

Mam nadzieję, że Indianin dobiegł do raju. 

Odpowiedz
#13
Do raju? Wystarczyłoby do granicy.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#14
Tak się mówi o Indianach. Podobno.

Odpowiedz
#15
Powtórzyłem sobie ostatnio, po raz pierwszy od dziewiczego seansu chyba z 15 lat temu gdy nagrywałem jeszcze filmy z telewizji na VHSy, liczyłem, że odbiorę film jakoś głębiej, zobacze nowe rzeczy, a trochę się zdziwiłem, bo nic takiego nie miało miejsca.
Tak to z klasykami jest, że jedne poruszają, a inne nie poruszają :P Dla mnie Lot jest ewidentnie z tej drugiej kategorii - film jest oczywiście bardzo dobry, ciężko żeby było inaczej z Formanem i Nicholsonem w szczytowej formie, ale wczoraj problem miałem taki, że zupełni się nie zaangażowałem w fabułę, bo patrzyłem na film jako na TEGO WIELKIEGO KLASYKA, a nie udało mi się wsiąknąć w fabułę. Przykładowo, gdy McMurphy zakłada się o przeniesienie umywalki, to ja nie przeżywam tego tak, jak powinienem, tylko myślę sobie, że oho, teraz kolej na TĄ KULTOWĄ SCENĘ.
Dziwna sprawa, bo z większością klasyków tak nie mam, a z tym tak - nie trafia do mnie.
Co mnie zaskoczyło? Zachowanie siostry Ratched - wiele lat temu zapamiętałem ją jako wcielonego demona, chcącego jak najgorzej dla wszystkich, a teraz mnóstwo jej zachowań wydawała się zupełnie racjonalna, może trochę na złość McMurphy'emu, ale nadal rozsądnie i z troską o innych pacjentów. Zaborczość wychodzi z niej właściwie tylko w momencie narady lekarskiej gdy przeważa szalę aby zatrzymać McMurphy'ego w szpitalu. W każdym razie dzięki temu ta postać jest jeszcze lepsza, rola Louise Fletcher oczywiście wspaniała, Oscar zasłużony.
Po pierwszym obejrzeniu dałem 9tkę, teraz bym to skorygował ciut w dół, ale 8ka to byłoby trochę mało.

Odpowiedz
#16
Jestem swieżo po seansie w Kinotece i był to mój pierwszy seans tego filmu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to klasyka, wielki film i w ogóle, niemniej tak się złożyło, że nie widziałem nawet jednej sceny. Cóż film nadrobiony i było całkiem przyjemnie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało biorąc pod uwagę finał.

Rola Nicholsona arcygenialna, w ogóle byłem zadziwiony jak facet świetnie gra w tym filmie, jest p prostu autentyczny, balansuje na granicy szarży, ale nigdy jej nie przekracza. Jasne jego akcie wydają się nieco przesadzone jak ta z autobusem, niemniej bez tego zamiast filmu otrzymalibyśmy jakiś paradokument. Co mnie jednak nieco wybiło z filmu (ale tylko nieco) było to, że McMurphy nie wie, że pobyt w psychiatryku to nie odsiadka i nie jest tak, że po określonym czasie sam wychodzisz. W sumie wychodzi na to, że facet poszedł do psychuszki, bo nie chciało mu się robić, co jest nieco absurdalne.

W ogóle pobyt McMurphy'ego w szpitalu był tragicznyk katalizatorem zdarzeń, owocującym dwiema ofirami śmiertelnymi. W tym kontekście siostra Ratched jaka by nie była wydawała się do pewnego momentu całkowicie racjonalna. Ten moment z Billym, te opadnięcie maski... To jest prawdziwa tyrania i wykorzystywanie swojej pozycji do pognębienia człowieka.

BTW nie wiedziałem, że wśród pacjentów będą takie aktorskie nazwiska jak Danny DeVito, Christopher Lloyd czy Brad Douirf. Świetnie było ich zobaczyć w początkach ich aktorskiej kariery.

8,5 na 10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Rocky Horror Picture Show (1975) reż. Jim Sharman military 20 3,911 13-04-2025, 14:50
Ostatni post: samuuel
  Ilsa - Wilczyca z SS (1975) Gej 3 2,373 08-11-2017, 23:31
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości