Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Drugi film w historii kina, który zgarnął Oscarowego Pokera (nagrody za najlepszy film roku, reżyserię, scenariusz (adaptowany), oraz aktora/aktorkę pierwszoplanowych) i przede wszystkim jedno z najsłynniejszych arcydzieł jakie wyświetlano na srebrnym ekranie. Nie mogę uwierzyć, że nie ma wątku o tym legendarnym tytule ale takowego - mimo starań - nie mogę znaleźć. Jeśli istnieje to proszę moderację o przeniesienie tam tej wypowiedzi.
Pierwszy raz Lot nad kukułczym gniazdem obejrzałem w TVP przed ostatnią emitowaną przez tę telewizje galą Oscarową (to był 2007 lub 2008 rok) i choć bardzo mi się spodobał to nie byłem powalony. Nie miałem wtedy neta, a co za tym idzie nie miałem konta na żadnej stronie typu filmweb, więc nie oceniałem go w skali 1-10. Ale na początku 2010 roku zrobiłem powtórkę i wtedy byłem arcydziełem Formana zachwycony. Od razu kliknąłem w 10/10 + serduszko, a nawet umieściłem go na swojej dawnej liście ulubionych filmów w pierwszej dziesiątce, przed jakimkolwiek innym tytułem z lat 70-tych. Od dawna planowałem trzeci seans, chciałem to zrobić w noc Oscarową, ale wczoraj TVP Kultura zmotywowało mnie do przyspieszenia powtórki o dwa dni, a moja ocena filmu po raz kolejny uległa zmianie (oczko w dół).
Lot... nadal jest jednym z moich ulubionych filmów. To fantastyczna historia, super wyreżyserowana, z miażdżącym aktorstwem (Nicholson!), upiornym czarnych charakterem (siostra Ratched!), piękną muzyką, humorem i kilkoma kapitalnymi scenami (finał 4 lata temu powtarzałem sobie kilkanaście razy). Ale ocenę maksymalną wystawiam tytułom, które mogę oglądać wielokrotnie (ten do nich nie należy) i nie dostrzegam w nich większych wad, a w tym dostrzegłem wczoraj jedną, dość poważną. Jest nią Oscarowy scenariusz, który być może adaptując książkę powielił spore głupoty/dziury, które tak często są obecnie wytykane przez Honest Trailery i CinemaSins. Żeby nie psuć seansu tym, którzy przez blisko 39 lat filmu nie obejrzeli zakryje je spoilerem.
- Ucieczka McMurphy'ego z zakładu jest strasznie naciągana. Raz - ekipę na boisku od kosza "pilnuje" tylko jeden strażnik. Dwa - w przeciwieństwie do pierwszego pokazania wyjazdu autobusem podopiecznych zakładu tym razem czubki wchodzą sobie do autobusu sami. Trzy - w autobusie znajdował się kluczyk? Zanim wsiadł do niego kierowca? Bardzo wygodne.
- Dalsze przygody uciekających wariatów też wypadają wątpliwie. McMurphy wchodzi na łódź, mówi kolesiowi, że go wynajęli (choć to nie prawda) i odpływa. Łodzie też mają od razu włożone kluczyki do stacyjki, tak żeby każdy mógł na nie wejść i odpłynąć?
- Kiedy podczas finałowej imprezy robi się głośno i czarny ochroniarz zamyka wszystkich w pokoju przed nadciągającą siostrą oddziałową dochodzi do idiotycznej sytuacji. Ta widząc kobietę u ochroniarza każe mu się jej natychmiast pozbyć i wychodzi. I NIC. Nie przychodzi sprawdzić czy ochroniarz posłuchał, nie ma żadnej reakcji na to jak przez następnej kilka godzin (?) szaleją rozbrykani pomyleńcy.
- Rano przychodzi personel. McMurphy leży obok otwartego okna, które natychmiast na polecenie siostry Ratched zostaje zamknięte przez ochroniarza Washingtona. Nikt się nie zastanawia jak okno zostało otwarte! Nikt nie wpada na pomysł aby sprawdzić gdzie są klucze nocnego ochroniarza, aby po chwili McMurphy mógł je wyciągnąć spokojnie z kieszeni i znowu otworzyć okno.
Trochę się tego uzbierało ale nie neguje faktu, że jest to wielkie kino. Piękny film, do którego pewnie za 3-4 lata ponownie wrócę.
01-03-2014, 12:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2014, 12:28 przez Juby.)
Nowy
Liczba postów: 17
Liczba wątków: 0
Dosyć aptekarsko podszedłeś do ostatniego seansu :) .
Co do ucieczki McMurphyego - myślę, że strażnik bardziej pilnował, żeby nikt sobie nie zrobił krzywdy, a ewentualna ucieczka była trochę abstrakcyjna (większość pacjentów nie dałaby rady zrobić tego fizycznie).
Co do autobusu - większość pacjentów uczestnicząca w wycieczce (jeżeli nie wszyscy, już nie pamiętam) była na oddziale dobrowolnie a ich problemy psychicznie nie obejmowały raczej porywania autobusów. Można też założyć, że takie wycieczki odbywały się od miesięcy/lat dlatego nie ma powodów, żeby pacjentów pilnowano na każdym kroku.
Co do kluczyków w stacyjce, to autobus sam się chyba nie zaparkował. To że kierowca zostawił kluczyki i wsiadał na końcu można uznać za zbieg okoliczności, ale nie widzę tu nic nieprawdopodobnego (kierowcy autobusów miejskich tez czasami zostawiają kluczyki jak czekają na odjazd na pętli).
Co do łodzi - koleś był raczej cieciem portowym a właścicielem łodzi był ktoś inny, dlatego nie mógł on ocenić czy bajka McMurphego jest prawdziwa (przynajmniej nie w momencie, gdy ten odpływał). Co do uruchomienia łodzi to nie wiem na ile jest to prawdopodobne.
Co do imprezy - reakcja siostry na babkę wydaje mi się w miarę normalna (zbulwersowanie). To że nikt nie reaguje na dalszy hałas faktycznie jest zastanawiające - może w szpitalu nie było wystarczającej ilości personelu do reakcji a tamta siostra postanowiła rozliczyć się z tym dopiero rano? (nie wiedziała, że w imprezie uczestniczą pacjenci). Właściwie ten wątek jest dla mnie największą kontrowersją filmu - zgoda strażnika na wpuszczenie dwóch babek była czystym samobójstwem. Dopiero w książce jest to jako tako uzasadnione. (strażnicy nie lubili swojej pracy).
Co do otwartego okna - to chyba najsłabszy zarzut. Po pierwsze był tam ogromny burdel. Po drugie siostra Ratched podeszła do tego w swoim stylu - metodycznie. Najpierw zamykają okno, potem zbierają pacjentów. W międzyczasie dzieją sie rzeczy odwracające uwagę. Nie było czasu na dojście do kwestii kluczy. Ogólnie oprócz "imprezy" to trochę czepialstwa :) . Myślę, że w każdym filmie można znaleźć coś co w realu wyglądałoby inaczej (najbardziej prawdopodobny output byłby inny niż pokazany w filmie).
01-03-2014, 13:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-03-2014, 13:51 przez 6ofspade.)
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
To nie jest czepialstwo. Wszystko o czym napisałem skontrowałeś "myślę że", "to mogło być tak", nie podając konkretów stwierdzających że stawiając swoje zarzuty jestem w błędzie. Film po prostu ma kilka naiwnych zabiegów scenariuszowych bo fabuła tego wymagała. I tyle. Poza tym nie czepiam się tego jakoś specjalnie tylko o tym wspomniałem, bo raziły mnie te momenty podczas wczorajszego seansu. No i przeszła mi "faza" na ten film, jaką miałem w latach 2010-2011. Zresztą jak już wspomniałem - dla mnie to nadal kapitalne i kino jeden z ulubionych filmów.
01-03-2014, 16:00
Nowy
Liczba postów: 17
Liczba wątków: 0
Myślałem, że pisząc o dziurach scenariuszowych masz na myśli zdarzenia zupełnie nieprawdopodobne. Świadomie podałem całkowicie subiektywne interpretacje wątpliwych dla ciebie zdarzeń, których prawdopodobieństwo można ocenić tylko subiektywnie (moim zdaniem). Czy to możliwe, żeby pacjentów pilnował 1 strażnik? Czy kluczyki mogą być w stacyjce? Itp. Nie podałem konkretów bo w zarzutach też ich nie widzę. Jeśli te interpretacje cie nie przekonują to ok (nie wiem czy brałeś je pod uwagę wcześniej czy nie), chętnie bym przeczytał uzasadnienie dlaczego zdarzenia te są nieprawdopodobne. Każdy może to sam ocenić.
01-03-2014, 17:54
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Widziałem parę lat temu, pamiętam że mi się podobał, ale książce jednak może podeszwy lizać. Aktorsko genialny, reżysersko świetny, tylko że mamy do czynienia z adaptacją książki wyjątkowej, wybitnej, po prostu arcydzieła. Każda adaptacja jest skazana na porażkę - choć nadal może być świetnym filmem, takim jak ten.
04-03-2014, 11:44
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
military, a potrafiłbyś wymienić różnice? W książce jest scena, jak Nicholson próbuje wyrwać umywalkę?
04-03-2014, 15:21
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Jest, ale niestety nie pamiętam czy wygląda identycznie tak jak na filmie. Główną różnicą jest obecność narracji Wodza, to z jego pokręconej perspektywy poznajemy wydarzenia w szpitalu.
04-03-2014, 15:25
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ano właśnie, sposób narracji "robi" książkę; jest to rzecz niesamowicie napisana. W filmie znalazło się prawie wszystko to, co w książce, ale to tak jakby ktoś ci opowiadał o Monie Lizie. No wiesz, taka babka, siedzi sobie spokojnie, lekko się uśmiecha, w tle jakaś droga. Niby dobry opis, ale nie to samo wrażenie.:)
04-03-2014, 17:18
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Chyba już o tym rozmawialiśmy w wątku o "Chinatown". Z jednej strony dobrze, że forumowicze takie filmy oglądają, ale czy w przypadku arcydzieł i już skarbów kinematografii ma sens zakładanie tematów? Gdyż w sumie co nowego można napisać, poza tym, że mamy do czynienia z arcydziełem?
04-03-2014, 23:36
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
No ale tak długiej recenzji nie wypadało umieszczać w krótkiej piłce, czyż nie?
05-03-2014, 08:27
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Moim zdaniem zawsze jest sens zakładania tematów, obojętnie czy film ma 40 lat, czy 4 dni, czy reżyserem jest Milos Forman, czy Tommy Wiseau :)
05-03-2014, 16:10
Nowy
Liczba postów: 158
Liczba wątków: 1
Swego czasu zaliczyłem pobyt w wariatkowie.
Umiem zacząć niczym dobry dziennikarz Pudelka. Ale tak poważnie - tak, miałem taki epizod w życiu. Z przyczyn których nie muszę się wstydzić, bo społeczeństwo raczej za nie klepie po główce aniżeli wyklucza, choć byłem tam z ludźmi, na których nie jeden bez empatyczny i osądzający człowiek mógłby spojrzeć z obrzydzeniem lub dystansem. Trafiłem tam w pokrętny sposób, robiąc baranka z logiki, w podobny sposób co McMurphy. Nikt mnie tam siłą nie zaciągnął, sam się zgłosiłem, bo też chciałem uciec od konsekwencji tego jak prowadziłem swoje życie (choć nie łamałem prawa jak protagonista filmu).
"Lot nad..." zobaczyłem po raz pierwszy całkiem niedawno. Nigdy wcześniej ten film po prostu nie był w kręgu moich zainteresowań, ot co. W końcu chciałem zobaczyć klasyk własnymi oczami, i porównać ze swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Smutny jest fakt, zakładając że film przedstawia prawdziwe oblicze ówczesnych szpitali psychiatrycznych w USA, że ta placówka z połowy lat 70' niewiele się różni od dzisiejszych w Polsce. Są różne miejsca oczywiście, ja akurat leżałem w typowym szpitalu kochającym styl Polski ze wczesnych lat 90'.
Faktycznie film robi świetną robotę. Budowanie społeczności wśród chorych i organizowanie sobie rozrywek, kiedy nie ma się praktycznie nic pod ręka, to wszystko prawda, widziałem na własne oczy i byłem tego częścią. Może nie symulowaliśmy oglądanych meczów, bo telewizor jeden na korytarz akurat był, ale generalnie większość podobna. Przyjmowanie leków również. Za to terapia trochę się różniła, bo nikt na siebie nie wjeżdżał. Tam gdzie ja byłem nikt się nie pieścił, i jak miałeś za dużo testosteronu to szybko tacy delikwenci zapisani byli w pasach. W placówce przedstawionej w filmie wydaje się że miejscami było bardziej liberalnie.
Wiem że to tylko wizualna otoczka do przemyśleń, jakie książka i jej adaptacje chciały wywołać. I tu również wielką przyjemność miałem kiedy konfrontowałem treść filmu ze swoimi wspomnieniami. O czym jest właściwie ten film według Was? Ja morał rozumiem w ten sposób, bardzo prosty, że ucieczka przed konsekwencjami naszej natury, nie czynów, a po prostu natury, to jeden z największych błędów jaki możemy popełnić. McMurphy mógł się zaszyć w psychiatryku, na Karaibach, u swojej babci, nie zmienia to faktu że i tak przebyłby te samą drogę. Jego wejście do szpitala było szansą która przetrawiła jego natura. A było blisko by coś zmieniło się na lepsze. Miał okazję skonfrontować się z innymi spojrzeniami na świat dzięki ludziom z innymi defektami. To naprawdę potrafi poszerzyć czyjeś pole widzenia. Jestem za to zawiedziony sam sobą, ponieważ protagonista który jest łachudrą i gwałcicielem, zaskarbił sobie moja sympatię i współczucie. Jestem jedyny który tak ma?
[Offtopic, do tematu podrywacze.film.org.pl; nie będę pisał tej anegdotki tam, żeby nie obnosić się po całym forum z tym o czym pisałem wyżej, a widziałem że niektórzy piszą tam o swoich "przegranych historiach" z kobietami. W tamtejszym szpitali sam jedną poznałem. Młodsza ode mnie o parę lat, przywieźli ją bo miała próbę samobójczą po tym jak pobił ją chłopak. Dziewczyna bez matki i ojca, obracająca się w kręgu patologii, a jednak coś zaiskrzyło. W warunkach takiego szpitala nie ma zbytniego pola manewru do uprawiania sexu, choć rzekomo byli tacy którym to się udawało. Zatem zbytnio sobie nie poużywałem, a jak w pewnym momencie poprosiłem o trochę dystansu, bo czułem się przytłoczony, zajęła się 2 dni później jakimś gościem z ostrą schizofrenią kilka sal obok. Poczułem się jakbym przegrał wszystko :-P]
Mam nadzieję, że Indianin dobiegł do raju.
08-12-2018, 12:51
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Do raju? Wystarczyłoby do granicy.
08-12-2018, 15:44
Nowy
Liczba postów: 158
Liczba wątków: 1
Tak się mówi o Indianach. Podobno.
08-12-2018, 16:32
.
Liczba postów: 27,494
Liczba wątków: 60
Powtórzyłem sobie ostatnio, po raz pierwszy od dziewiczego seansu chyba z 15 lat temu gdy nagrywałem jeszcze filmy z telewizji na VHSy, liczyłem, że odbiorę film jakoś głębiej, zobacze nowe rzeczy, a trochę się zdziwiłem, bo nic takiego nie miało miejsca.
Tak to z klasykami jest, że jedne poruszają, a inne nie poruszają :P Dla mnie Lot jest ewidentnie z tej drugiej kategorii - film jest oczywiście bardzo dobry, ciężko żeby było inaczej z Formanem i Nicholsonem w szczytowej formie, ale wczoraj problem miałem taki, że zupełni się nie zaangażowałem w fabułę, bo patrzyłem na film jako na TEGO WIELKIEGO KLASYKA, a nie udało mi się wsiąknąć w fabułę. Przykładowo, gdy McMurphy zakłada się o przeniesienie umywalki, to ja nie przeżywam tego tak, jak powinienem, tylko myślę sobie, że oho, teraz kolej na TĄ KULTOWĄ SCENĘ.
Dziwna sprawa, bo z większością klasyków tak nie mam, a z tym tak - nie trafia do mnie.
Co mnie zaskoczyło? Zachowanie siostry Ratched - wiele lat temu zapamiętałem ją jako wcielonego demona, chcącego jak najgorzej dla wszystkich, a teraz mnóstwo jej zachowań wydawała się zupełnie racjonalna, może trochę na złość McMurphy'emu, ale nadal rozsądnie i z troską o innych pacjentów. Zaborczość wychodzi z niej właściwie tylko w momencie narady lekarskiej gdy przeważa szalę aby zatrzymać McMurphy'ego w szpitalu. W każdym razie dzięki temu ta postać jest jeszcze lepsza, rola Louise Fletcher oczywiście wspaniała, Oscar zasłużony.
Po pierwszym obejrzeniu dałem 9tkę, teraz bym to skorygował ciut w dół, ale 8ka to byłoby trochę mało.
22-01-2019, 14:36
Stały bywalec
Liczba postów: 3,018
Liczba wątków: 28
Jestem swieżo po seansie w Kinotece i był to mój pierwszy seans tego filmu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to klasyka, wielki film i w ogóle, niemniej tak się złożyło, że nie widziałem nawet jednej sceny. Cóż film nadrobiony i było całkiem przyjemnie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało biorąc pod uwagę finał.
Rola Nicholsona arcygenialna, w ogóle byłem zadziwiony jak facet świetnie gra w tym filmie, jest p prostu autentyczny, balansuje na granicy szarży, ale nigdy jej nie przekracza. Jasne jego akcie wydają się nieco przesadzone jak ta z autobusem, niemniej bez tego zamiast filmu otrzymalibyśmy jakiś paradokument. Co mnie jednak nieco wybiło z filmu (ale tylko nieco) było to, że McMurphy nie wie, że pobyt w psychiatryku to nie odsiadka i nie jest tak, że po określonym czasie sam wychodzisz. W sumie wychodzi na to, że facet poszedł do psychuszki, bo nie chciało mu się robić, co jest nieco absurdalne.
W ogóle pobyt McMurphy'ego w szpitalu był tragicznyk katalizatorem zdarzeń, owocującym dwiema ofirami śmiertelnymi. W tym kontekście siostra Ratched jaka by nie była wydawała się do pewnego momentu całkowicie racjonalna. Ten moment z Billym, te opadnięcie maski... To jest prawdziwa tyrania i wykorzystywanie swojej pozycji do pognębienia człowieka.
BTW nie wiedziałem, że wśród pacjentów będą takie aktorskie nazwiska jak Danny DeVito, Christopher Lloyd czy Brad Douirf. Świetnie było ich zobaczyć w początkach ich aktorskiej kariery.
8,5 na 10.
23-10-2025, 21:59
|