Miami Vice (2006)
Nie widziałem Zakładnika, ale już wiem jak się kończy i jak kto ginie - tego nawet Mental nie chciał powiedzieć. Duży uśmiech Nie lubię filmów Manna i nie zamierzam go obejrzeć, więc mnie to nie przeszkadza, ale innych może już wpienić. Oczko

Odpowiedz
Nie porównuje serialu z filmem. Serial przy filmie wygląda jak bajka Walta Disneya. Mann od samego początku dobitnie podkreślał, że zrywa z pastelowo-flamingową stylistyką lat 80. Nie ma się co oburzać, że Crocket w serialu miły dla pań i w ogóle szarmancki,a tu zblazowany. Rzeczywistość inna, inne zachowania.

Odpowiedz
Sorry military, rzeczywiście zjebalem sprawe, że nie oznaczyłem spojlerów. My bad.

Odpowiedz
W topicu o Collateral wyjawiłem kto zginie, ale uprzedziłem, że to spoiler.

Odpowiedz
A wiesz, że jesteś podobny do Tuska?

Odpowiedz
Kurna, spodziewałem się wszystkiego w temacie MV, ale nie tego :) MV to bardzo ważny amerykański film i proszę nie zaśmiecać topicu takimi pierdołami :)

Odpowiedz
Hm cos w tym jest Duży uśmiech a masz tez wade wymowy jak on?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
LOL! Duży uśmiech

[Obrazek: avataren7wu5jd2.jpg][Obrazek: tuskir6.jpg]


Dobra, koniec offtopa, bo będę karał grzywną albo chłostą. :|

Duży uśmiech

Odpowiedz
jutro zmieniam fotkę, bo się ze mnie śmiejecie :)

Odpowiedz
Właśnie obejrzałem, krótko mówiąc: podobało mi się.

Zalety filmu zostały już ładnie zreferowane przez przedmówców, więc nie będę powtarzał.

Co mi się najbardziej nie podobało: (możliwe spojlery):
1. Scena w której bohaterowie podejmują się zadania, dla mnie po prostu głupawa, być może nasi herosi mają ograniczone poczucie ryzyka, ale łatwość i beznamiętność z jaką się zgadzają na misję przy przedstawionych okolicznościach jest zupełnym przegięciem.

2. Wątek miłosny: jego zakończenie odbieram w kategoriach irytującego happy endu, (powinien ją najzwyczajniej aresztować, to by było zakończenie )

Odpowiedz
Great Gonzo, gdyby Fabicki kręcił MV, dostałbyś dylematy etyczne i niepokój moralny, i inne takie super polskie motywy. Na szczęście MV kręcił Mann i oszczędził mi widoku Farrella miotającego się między sprzecznościami :) Zresztą nie oszukujmy się - wplatanie scen "wahania" przed podjęciem decyzji jest już tak ogranym chwytem, że patrzeć na to nie mogę. I tak wiadomo, że wszelkie niezdecydowanie to nic innego jak zwykła, nudziarska retardacja, mająca na celu odwlec w czasie nieuchronne. U Manna kawa na ławę - idziecie? Idziemy. Pieprzyć wszystkich. Jak w westernach. Miami z 2006 roku nie jest krainą, gdzie można spędzić noc w ferrarce albo położyć się na plaży i popatrzeć na zachód słońca. Tutaj decyzję podejmuje się szybko, bez zbędnego ględzenia o bzdetach; rzeczy dzieją się "teraz", musisz reagować błyskawicznie. (Za chwile się okaże, że MV przedstawia zarys jakiejś nowej filozofii życia :))

odnośnie kwestii małym druczkiem - nie powinien, bo się zakochał :)

Najważniejsze pytanie: film się podobał czy nie, bo z twojej wypowiedzi, Gonzo, trudno cokolwiek wysnuć :)

Odpowiedz
Nadinterpretujesz moje słowa, gdzie napisałem, że chciałbym kina moralnego niepokoju? To, że się olewa psychologiczne niuanse nie znaczy, że trzeba uciekać się do takiej durnoty jak w owej scenie. W ciągu paru sekund od "Właściwie to dlaczego z tobą gadamy?", bohaterowie decydują się nadstawić dupy i mają już obmyślony plan jak to zrobią. Jak to się ma do etykietki (cytuję) POWAŻNEGO kina sensacyjnego.
A wystarczyło po "Więc chcesz nas zwerbować?" zrobić cięcie, i dalszą część dialogu (nawet w niezmienionej postaci ) zrobić w innej lokacji , i brzmiało i wyglądało by to sto razy lepiej. Rozumiesz o co mi chodzi?

No właśnie zakochał się, teraz możemy dodać podtytuł "Miami Vice - miłość silniejsza niż prawo i sprawiedliwość" ;) . Po prostu miałem nadzieję, że wątek miłosny skończy się w mocny i tragiczny sposób, a to co się stało, to dla mnie,jak napisałem, prawie happy end.

Tak, podobało mi się, bardzo podobał mi się sposób przedstawienia bohaterów i ich poczynań, brak one-linerów, rodzinnych spotkań, i innych zbędnych z punktu widzenia prowadzenia akcji i prezentowania scen erotycznych elementów;) . No poza werbowaniem na które narzekam bo jest one jakby karykaturą reszty.

Odpowiedz
Cytat:Nadinterpretujesz moje słowa, gdzie napisałem, że chciałbym kina moralnego niepokoju?

Nigdzie. Zwracam honor.

Cytat:A wystarczyło po "Więc chcesz nas zwerbować?" zrobić cięcie, i dalszą część dialogu (nawet w niezmienionej postaci ) zrobić w innej lokacji , i brzmiało i wyglądało by to sto razy lepiej. Rozumiesz o co mi chodzi?

A po co, skoro można to samo powiedzieć na jednym ujęciu? Sytuacja była taka: czterech facetów spotyka sie w konspiracji na dachu jakiegoś budynku - szybka rozmowa, pada propozycja, adresaci momentalnie wyrażają zgodę. W tej scenie nie ma miejsca na dywagacje, rozmyślania, spytki i inne takie. Czy gdy wybucha pożar, strażak "rozważa możliwości"? Nie - idzie na akcję. Właśnie za to tak bardzo lubię MV - za ten konkret, zero bzdetów. Tu rozmawiają dorośli ludzi, profesjonaliści, ci kolesie nie potrzebują 24 godzin na podjęcie decyzji.

Cytat:"Miami Vice - miłość silniejsza niż prawo i sprawiedliwość"

Odpowiem w ten sposób: gdybym to ja był na miejscu Sonny'ego, postąpiłbym identycznie - do radiowozu i w nogi. Bo niby o czym miałoby świadczyć aresztowanie tej laski? Ze policja jest nieugięta? Ze Crockett jest twardy jak skała? Że prawo jest egzekwowane z należytą konsekwencją? (napis na plakacie głosi wyraźnie: NO LOW NO ORDER) Po prostu nie widzę powodów, dla których Sonny miałby ją aresztować. Co innego jeśli czarny charakter rzuca wszystko w imie miłości. To dopiero naiwna bzdura i materiał na rzewną historyjkę dla kur domowych. Dlatego m. in. tak nieziemska podoba mi się kreacja de Niro w "Gorączce" i to, co zrobił na końcu, gdy czuł na karku oddech Pacino.

Cytat:Jak to się ma do etykietki (cytuję) POWAŻNEGO kina sensacyjnego.

Gonzo, chyba nie masz wątpliwości, że MV to arcypoważne kino? Nawet pomimo tych wątpliwości?

Odpowiedz
Mental napisał(a):NO LOW NO ORDER

No law no order? 8)

Odpowiedz
LAW to miałeć mieć na imie, ale się ksiądz nie zgodził :)

Odpowiedz
Mialeś/mialem? 8)

Odpowiedz
Nie ma to jak satysfakcja płynąca z przyłapania profesora na błędzie :)

Odpowiedz
Mental napisał(a):W tej scenie nie ma miejsca na dywagacje, rozmyślania, spytki i inne takie. Czy gdy wybucha pożar, strażak "rozważa możliwości"? Nie - idzie na akcję. Właśnie za to tak bardzo lubię MV - za ten konkret, zero bzdetów. Tu rozmawiają dorośli ludzi, profesjonaliści, ci kolesie nie potrzebują 24 godzin na podjęcie decyzji.

Taa, tylko, że strażacy nie planują długotrwałej i delikatnej operacji pod fałszywymi tożsamościami, oni muszą ruszyć natychmiast bo monopolowy pójdzie z dymem. Ja po prostu nie wierzę, że w ciągu kilkudziesięciu sekund policjanci mogą a) dowiedzieć się o sprawie b) dostać i zaakceptować ofertę tajnej misji c) zaplanować ogólną strategię postępowania, choćby nie wiadomo jak dorośli i profesjonalni byli i jak wielkie fiuty mieli.1h ok, 1 min NO WAY. Na ripostę "to film" odpowiem: scena nie mieści się w moich kategoriach dopuszczalnych filmowych uproszczeń, zaproponowane przeze mnie wersja z cięciem owszem. Chyba nie ma o czym dalej dyskutować, choć pewno i tak napiszesz, bo nie pozwolisz, żeby w rubryce "ostatni post" w temacie o MV stało co innego jak "Mental";)

Cytat:Odpowiem w ten sposób: gdybym to ja był na miejscu Sonny'ego, postąpiłbym identycznie - do radiowozu i w nogi. Bo niby o czym miałoby świadczyć aresztowanie tej laski? Ze policja jest nieugięta? Ze Crockett jest twardy jak skała? Że prawo jest egzekwowane z należytą konsekwencją? (napis na plakacie głosi wyraźnie: NO LOW NO ORDER) Po prostu nie widzę powodów, dla których Sonny miałby ją aresztować. Co innego jeśli czarny charakter rzuca wszystko w imie miłości. To dopiero naiwna bzdura i materiał na rzewną historyjkę dla kur domowych. Dlatego m. in. tak nieziemska podoba mi się kreacja de Niro w "Gorączce" i to, co zrobił na końcu, gdy czuł na karku oddech Pacino.

No cóż wszystko racja co piszesz, wersja z filmów jest jak najbardziej logiczna, ale gdyby trochę inaczej poprowadzić wątek (choć chyba wystarczyłoby wziąć kogoś o mniej śmiesznym wyglądzie niż Farell) to moje zakończenie też miałoby ręce i nogi, policjant w ostatniej chwili opanowuje emocje i robi to co zrobiłby chłodny dorosły profesjonalista, w końcu "kobieta interesów" nie była niczego nieświadomą księgową-niewiniątkiem. Moje marudzenie wynika po prostu z tego, że sam bym poprowadził sprawę tak żeby na końcu uraczyć widza widokiem zdezorientowanej ładnej pani skutej kajdankami z mogącym wyrażać tysiąc rzeczy lub zupełnie nic spojrzeniem. Ale ze mnie sadysta;) Czyli znowu nie ma o czym gadać.

Cytat:Gonzo, chyba nie masz wątpliwości, że MV to arcypoważne kino? Nawet pomimo tych wątpliwości?

Nie no, arcypoważne to już przesada, powiedzmy poważne a już napewno nie niepoważne:)

Odpowiedz
Cytat:Chyba nie ma o czym dalej dyskutować, choć pewno i tak napiszesz, bo nie pozwolisz, żeby w rubryce "ostatni post" w temacie o MV stało co innego jak "Mental";)

Hmm... :)

ps. w punkt "b" wierzę, w punkty "a" i "c" - nie. tylko czy policja nie prowadziła tej sprawy od dawna, a rico i sonny po prostu "weszli" w środku gry?

Odpowiedz
Holy avatar Batman!

Mental, co ma znaczyć twój nowy avatar?!

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości