Only God Forgives
Wyjaśniam kilka wątpliwości, które pojawiły się wyżej:
- wizualnie film jest świetny, acz skrajnie wystylizowany
- walk rozumianych jako zapierające dech w piersiach pojedynki z doskonałą choreografią NIE MA w ogóle
- postacie raczej się snują po kadrach, niż zapierdzielają jak małe motorki
- Gosling ma podobną rolę jak w Drive, ale to ma u Refna sens, którego zdradzić nie mogę i nie jest to minusem
Tarkowski jest już w pokoju, do którego ja zaczynam dopiero pukać - Ingmar Bergman
Lynch knows that you need a very black sky to better see the stars - Greg Olson

Odpowiedz
Słucham, właśnie soundtrack do "Only God Forgives":

OK, ja znam dobrze ambient Marineza i wiem, że potrafi przynudzić, ale tym razem przeszedł samego siebie.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
No wiesz, soundtrack "Drive" słuchany oddzielnie też chuja z dzwonkami nie urywał. Grunt, żeby muza działała w samym filmie.

BTW, pojawiło się sporo recek OGF na różnych stronach i opinie są różne, jak na razie: jedni nazywają ten film wpadką w filmografii Refna, drudzy stoją gdzieś pośrodku, inni znowu zachwycają się jeszcze bardziej, niż w przypadku "Drive". Ale niemal w każdej z tych recek wspomina się coś, co mnie bardzo niepokoi: ponoć jeszcze mnie tutaj fabuły i dialogów, niż w "Valhalla Rising", a film za bardzo celuje w symbolikę, kosztem historii. No, ale fuck this shit - grunt, że za wizualia wszyscy zgodnie chwalą, będzie na czym fapować w kinie.

E: Cytat z jednej z recek, dotyczący roli Goslinga:

The director forgets or ignores that you have to actually characterise characters and gets lost in mythologising Gosling entirely, leaving his lines to an absolute, almost comical minimum and spending way too much time lovingly shooting him staring off into middle-distance for no reason.

Odpowiedz
(22-05-2013, 21:44)nawrocki napisał(a): No wiesz, soundtrack "Drive" słuchany oddzielnie też chuja z dzwonkami nie urywał. Grunt, żeby muza działała w samym filmie.

Wiesz mi ten jest jest jeszcze nudniejszy. Poza tym nie jestem fanem, kiedy zamiast ścieżki dźwiękowej daje się takie plamy dźwięku.

(22-05-2013, 21:44)nawrocki napisał(a): Ale niemal w każdej z tych recek wspomina się coś, co mnie bardzo niepokoi: ponoć jeszcze mnie tutaj fabuły i dialogów, niż w "Valhalla Rising", a film za bardzo celuje w symbolikę, kosztem historii. No, ale fuck this shit - grunt, że za wizualia wszyscy zgodnie chwalą, będzie na czym fapować w kinie.

Wiesz ponoć "The Tree of Life" też było ładne wizualnie. Ale kiedy nic się nie dzieje, to i ładnymi widoczkami nie można się w nieskończoność zachwycać.
Aha i rozumiem, że trzeba się szykować, że Gosling to będzie miał mniej kwestii do wypowiedzenia niż Arnie w pierwszym "Terminatorze".
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Czyli znowu moje najgorsze, najczarniejsze obawy się spełniły - artystyczna gnojówa.

Odpowiedz
Cytat:kiedy zamiast ścieżki dźwiękowej daje się takie plamy dźwięku.
Jeśli tylko współgra to z filmem i buduje odpowiedni klimat, to ja nigdy nie mam zastrzeżeń.

No i zawsze lepiej z ładnymi widoczkami, jak film kuleje fabularnie. Co do Goslinga - ponoć wydusza z siebie 17 linijek tekstu. To chyba rzeczywiście mniej od Arnolda Uśmiech

@Mental, life is brutal. Najpierw Zombie, a teraz Refn cię wydymał ;D

Odpowiedz
Cytat:life is brutal. Najpierw Zombie, a teraz Refn cię wydymał ;D

Trust no one bitch.

Odpowiedz
(22-05-2013, 16:50)Albertino napisał(a): Przypieprzacie się do tego Cannes, a tak naprawdę to jury daje nagrody, a przecież w jego składzie co roku zasiadają kompletnie inni ludzie. I tak czasem dostają nagrody pretensjonalne pitupitu, ale czasami też arcydzieła, którymi jarają się również użytkownicy tego forum - czy muszę przypominać takie oczywistości jak "Pulp Fiction" lub "Czas Apokalipsy"?

Pulp Fiction to jedyne w swoim rodzaju spotkanie kina artystycznego z popularnym, więc do laurów w Cannes się idealnie nadaje, a Czas Apokalipsy jest z lat 70. wtedy nawet Oscary przyznawano zajebistym filmom. Poza tym to są wyjątki potwierdzające regułę :p Ja zawsze zwycięzców Złotej Palmy traktuję tylko jako ciekawostki nawet nie zawsze warte zobaczenia.

Odpowiedz
Gosling w filmie wypowiada 17 zdan. Niektore sa jednowyrazowe.

Odpowiedz
Czyli mega zajebista fabula zostala zjebana przez wizje artystyczna rezysera, normalka. A niech Refna zjedza krytycy i obedra ze skory. Ciekawe jaki bedzie kolejny jego film z Goslingiem ? Pewnie cos w stylu - Milczacy msciciel na motocyklu, ktory tylko jezdzi i szuka jakiegos zabojcy przez caly film, a kiedy dochodzi do finalnego starcia, stoja na przeciwko siebie i nic nie mowia, wtedy Gosling wyciagnie bron i go zabija, a kamera skupia sie na Goslingu, ktory pozniej odjezdza w strone slonca przy utworze Martineza ( oczywiscie zapetlonego dwoma dzwiekami).


Czekam na jakas parodie w necie z ujmowaniem Goslinga Uśmiech

Odpowiedz
Cytat:Pierwszy pokaz filmu zakończył się buczeniem i okrzykami zbulwersowanej publiczności. Reżyser, Nicolas Winding Refn, zaskoczony i zawstydzony, musiał stawiać czoła krytyce w osamotnieniu, gdyż gwiazdor grający główną rolę w filmie, Ryan Gosling, na najważniejszym festiwalu filmowym w ogóle się nie pojawił.
Gosling pewnie wiedział, co się szykuje i przezornie wolał w tym nie uczestniczyć, he.

Patrząc na recki z Cannes, pisząc wprost: nowy film NWR ponoć ssie pałę niemiłosiernie i jest najsłabiej ocenianym filmem festiwalu. Miał rację koleś na IMDb, który z rok temu wrzucił swoje wrażenia po przeczytaniu scenariusza: że to będzie najbardziej dzielący krytykę i widownię film ostatnich lat.

Odpowiedz
Oleszczyk:
Refn pręży mięśnie i finguje rzeźbienie w archetypach już od pierwszego ujęcia; film jest tak pusty – puszy się w sposób tak niezasłużony – że efekt staje się koniec końców komiczny. Ryan Gosling, który potrafi być świetnym aktorem, ale umie też pracować na jałowym biegu jak najlepsza dmuchana blond-lala z sześciopakiem, ma najwięcej powodów do zmartwień.

Odpowiedz
Czyli pozostaje delektowanie się techniczną stroną filmu. W sumie podobnie było w przypadku poprzednich filmów Refna. Ciekawi mnie tylko czy tym razem Duńczyk rzeczywiście przesadził czy jest to ta sama dawka przerostu formy na treścią co w przypadku Drive i Bronsona.


Odpowiedz
Wszyscy trąbią, że najbliżej temu do "Valhalla Rising" - czyli minimum fabuły, od chuja symboliki przemieszanej z metafizyką i długie momenty cichej kontemplacji.

LOL.

Odpowiedz
@propjoe, w swoich najlepszych filmach (Drive, Bronson, Pusher) Refn ładnie komponował niebanalną treść z ciekawymi kadrami. Z Valhallą trochę przesadził, ale ja osobiście polubiłem ten kontemplacyjny ton. Nie wiem tylko czy OGF nie jest wpadnięciem w autoparodię.

Odpowiedz
no i bardzo dobrze, ale-ale-ale-alejandro! Oczko

Odpowiedz
To jeszcze dorzucę reckę z Filmwebu. Kolejna osoba porównuje film do Valhalli.

http://www.filmweb.pl/reviews/Medytacja+nad+m%C4%99sk%C4%85+brutalno%C5%9Bci%C4%85-14325
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
mokry sen Freuda? Uśmiech

Odpowiedz
(23-05-2013, 13:30)desjudi napisał(a): @propjoe, w swoich najlepszych filmach (Drive, Bronson, Pusher) Refn ładnie komponował niebanalną treść z ciekawymi kadrami.

Zgoda, ale moim zdaniem w obu przypadkach w mniejszym (Drive) lub większym (Bronson) stopniu forma dominowała nad treścią. Co nie zmienia faktu, że były to bardzo dobre filmy. Przy wcześniejszych filmach miałem wrażenie, że Refn zbliża się do granicy i wygląda na to, że najnowszym filmem ją niestety przekroczył.
Przyznaję, że nie widziałem Valhalli. Planuję nadrobić zaległość od pewnego czasu. Chyba jest ku temu dobra okazja.


Odpowiedz
Cytat:Przyznaję, że nie widziałem Valhalli. Planuję nadrobić zaległość od pewnego czasu.
Przed seansem radzę zaopatrzyć się we wiadro kawy, tudzież skrzynkę napojów energetycznych.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości