Safiram napisał(a):Już nie mogę się doczekać kolejnego seansu i do niego wstrzymam się z ostateczną oceną.
Przecież właśnie szczytowałeś pisząc to wszystko, to chyba wiadomo jak to jest ocena? Drugi seans niepotrzebny.
18-07-2009, 10:31
|
Public Enemies (2009)
|
Safiram napisał(a):Już nie mogę się doczekać kolejnego seansu i do niego wstrzymam się z ostateczną oceną. Przecież właśnie szczytowałeś pisząc to wszystko, to chyba wiadomo jak to jest ocena? Drugi seans niepotrzebny. 18-07-2009, 10:31
Podsumuję 5 stron tej dyskusji z mojej perspektywy:
- W dyskusji Solo kontra reszta świata o Purvisie i Dillingerze w więzieniu: 3/4 punktu dla Solo, 1/4 punktu dla reszty. W tym właśnie cały numer, że obaj panowie podczas tej rozmowy czują wyższość nad tym drugim, niemniej. - Powody odejścia Purvisa z FBI, owszem, są ukazane w filmie, choć niedosłownie. (Tu punkcik dla reszty świata). - Samobójstwo (też niepewne, bo jak napisał Solo, prawdopodobnie był to postrzał przy czyszczeniu broni) nie ma tu nic do rzeczy. Na litość boską, Purvis zabił się prawie 40 lat później. Całe życie później. Nawet jeśli Mann umieszcza informację o samobójstwie (podanym jako fakt), żeby coś zasugerować, to jest to w jego wykonaniu strzał w płot (szczególnie, że podaje datę). - Komputerowy postrzał Dillingera razi bardzo, o czym pisałem w pierwszym moim poscie w wątku. Razi, bo to nie "Strażnicy". Razi, bo nie pasuje do reszty filmu. To nieprawda, że nie dało się tego inaczej zrobić; trzeba było próbować. Inne ujęcie? Mniejsze slo-mo, dzięki czemu krew tylko by trysnęła, a nie tańczyła w powietrzu? Nie ja jestem reżyserem. Jako kulminacja REWELACYJNEJ sekwencji poprzedzającej sam strzał jest to mocny zgrzyt. I mówię to ja, choć powinien to powiedzieć Mental. - Pewien brak realizmu w ubiorach itp., o którym pisał Solo, "robi" cyfra, która po prostu pokazuje więcej i dokładniej. Więc bardziej widać (czasem, nie zawsze, ale zgadzam się, że są takie momenty), że kostiumy to tylko kostiumy, rekwizyty to tylko rekwizyty, a scenografie to tylko scenografie. Coś za coś. - Działa na mnie specyfika kina Manna, dzięki której patrzę na film przychylniej niż, powiedzmy, wczoraj. Oczywiście nie chodzi o zmianę oceny, ale myślę o tym filmie z sympatią, choć w przypadku domowych seansów wyobrażam sobie raczej oglądanie wersji skróconej: od połowy do końca.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
18-07-2009, 10:38
A zwróciliście uwagę a zajebistą grę Stephena Dorffa , ziomek siał postrach robiąc za morderczą czujkę przed bankiem. Naprawde jestem pozytywnie zaskoczony tym występem, zawsze brałem go za jakiegoś nie wyrośnietego gówniarza, ale po tym co tu pokazał to spokojnie awansował do mojej czołówki guru twardzieli.
18-07-2009, 10:40 Predator895 napisał(a):A zwróciliście uwagę a zajebistą grę Stephena Dorffa ja zwróciłem uwagę na grę Franka Langeli, a raczej Fran Langella zwrócił moją uwagę na siebie. jeśli Mann naprawdę zamierza kręcić western The Texas Killing Fields, to facet dostaje w nim główną rolę. nie widzę innej opcji. scena wyjścia kolesi z pociągu na dworcu to był podmuch wild westu jak za czasów Peckinpaha. w ogóle odnotowałem całkiem pokaźną ilość debiutantów na forum, którzy swoją pierwszą wypowiedź umieścili akurat w topicu o PE, pisząc przy okazji o filmie w samych superlatywach. to cieszy:) kto wie, może wrogowie przekroczą granicę 100 baniek uciułanych na całym globie - dzięki niewielkiej przychylności polskiej widowni:) 18-07-2009, 10:44
Człowiek budzi się rano i widzi już 5 stron topicu.. To miłe
![]() Kwestia rozmowy zza krat - Dillinger ma w niej ogromną przewagę, jest pewny siebie, bo wie że i tak ucieknie. To on prawi Purvisowi wykład o śmierci bliskich. A Bale zbija jego argumenty tanim i wyświechtanym "wyjdziesz i skończysz na krześle". Purvis nie ma tu nic do powiedzenia, to Dillinger zdominował gadkę. Ale zatrzymajmy się na chwilę przy Bale'u. Wiele osób twierdzi, że Purvis nie chciał odejść z pracy, nie był zdeterminowany bo nic takiego nie sugerował. Ale proszę państwa - Bale fenomenalnie grał w PE twarzą. Nie musiał nic mówić, ale można go było zrozumieć. Gdy opuszcza celę Dillingera, a ten woła do niego po imieniu Bale zatrzymuje się i... i co? Jego wyraz twarzy mówi w zasadzie jedno - masz mnie chłopie. Jakby Purvis czuł się pewniej skwitowałby to jakimś uśmieszkiem, machnięciem ręki, ale on stał jak wryty i zrobił wielkie oczy bo zrozumiał z kim ma do czynienia. Purvis to postać bardzo tajemnicza, bo nic nie wiemy o jego życiu prywatnym, a poznajemy go podczas pościgu za Floydem. To taki chłodny kujonek, karierowicz-idealista. Przeciwieństwo Dillingera, który jest jajcarzem i działa spontanicznie. ------ Mental, to nie żaden Frank Langella, Fran Langell tylko Stephen Lang - http://www.imdb.com/name/nm0002332/
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
18-07-2009, 11:17
Osobiście nie mam nic przeciwko pewnej epizodyczności którą charakteryzuje się struktura PE (a raczej pierwsza połowa filmu), ale z czystej miłości do najnowszego dzieła Manna oczekuję wersji reżyserskiej na DVD.
W ramach ciekawostki, Kilka rzeczy których (jeśli się nie mylę) nie było w filmie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Snappik napisał(a):Mental, to nie żaden Frank Langella, Fran Langell tylko Stephen LangNo właśnie, cały czas coś mi nie pasowało ilekroć Mental (nie Mann ; ) pisał o Langelli. Gostek gra w Avatarze - bosko. 18-07-2009, 11:23 Mierzwiak napisał(a):ilekroć Mann pisał o Langelli;-)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
18-07-2009, 11:29 Snappik napisał(a):Mental, to nie żaden Frank Langella, Fran Langell tylko Stephen Lang o fak! ale ze mnie ciołek. oczywiście, że Stephen Lang. Mierzwiak napisał(a):ale z czystej miłości do najnowszego dzieła Manna oczekuję wersji reżyserskiej na DVD. i taką dostaniesz. podczas najbardziej pierwszych pokazów testowych wrogowie liczyli sobie 163 minuty. oznacza to, że na dvd/blue ray wyjdzie wersja reżyserska. 18-07-2009, 11:31 Mental napisał(a):blue rayA co to jest blue ray?? :razz:
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 18-07-2009, 11:35
to taki niebieski krążek, który zastąpił przestarzały już standard blu-ray.
![]() próbuje wygrzebać z netu info o tych 163 minutach. przysięgam, ze gdzieś o tym czytałem. 18-07-2009, 11:39 Solo napisał(a):Safiram napisał(a):Już nie mogę się doczekać kolejnego seansu i do niego wstrzymam się z ostateczną oceną. Wiesz, niekoniecznie, bo ogólne wrażenie mam spotęgowane zakończeniem, które daje mocnego kopa. A przez pierwsze 20 minut seansu zaczynałem się czuć lekko zawiedziony, co całe szczęście się zmieniło. Drugi seans może i niepotrzebny, ale ja muszę iść drugi raz :) Póki co jest to 9/10, bo wady są: właśnie te pierwsze, chaotyczne dwadzieścia minut i, jak już było wspomniane w tym temacie, mała rola Billie w rozwoju akcji. 18-07-2009, 11:50
jeśli chodzi o mnie, to za największa wadę uznaje ewidentny brak 10-20 minut. po prostu nie można nie odczuć, że coś jest nie halo w pierwszej połowie filmu. na drugiej mucha nie siada (prócz tego nieszczęsnego ujęcia ala harsh times/watchmen ze slo-mo i cgi juchą), ale pierwsza... coś mi mówi, że montażyści sporo scen zostawili na później. na screening testach sprzed pół roku wielu ludzi narzekało, że film był za długi (wiadomo - amerykański widz), wnioskuje zatem, że cześć materiału zostało zwyczajnie usunięta.
18-07-2009, 11:54 Mental napisał(a):wielu ludzi narzekało, że film był za długi Ja bym nie pogardził jeszcze kilkunastoma minutami, z niecierpliwością wyczekuję wydania dvd. Z innej beczki - niemal idealnie zostało odtworzone otoczenie w którym zginął Dillinger, konkretniej wejście do kina:
18-07-2009, 11:59 Mental napisał(a):jeśli chodzi o mnie, to za największa wadę uznaje ewidentny brak 10-20 minut. po prostu nie można nie odczuć, że coś jest nie halo w pierwszej połowie filmu. na drugiej mucha nie siada (prócz tego nieszczęsnego ujęcia ala harsh times/watchmen ze slo-mo i cgi juchą), ale pierwsza... coś mi mówi, że montażyści sporo scen zostawili na później. na screening testach sprzed pół roku wielu ludzi narzekało, że film był za długi (wiadomo - amerykański widz), wnioskuje zatem, że cześć materiału zostało zwyczajnie usunięta. Dokładnie mam takie samo wrażenie. Początek to po prostu zwykły chaos. I naprawdę wystarczyłyby tu tak ze 2-3 dodatkowe minuty, żeby to płynnie wyglądało. A tą scenę slo-mo to o którą Ci chodzi? Bo chyba nie finałową...? 18-07-2009, 12:13
chodzi mi o postrzał dillingera (nie wiem, po co Mann pokazał wylatującą kulę) + komputerowy rozbłysk z lufy + cgi krew. tylko o to. cała scena to czysty geniusz, ale niesmak lekki pozostaje. podobnie w harsh times, gdzie masz miażdżący finał, poprzedzony niestety efekciarskim epizodem z bullet tajmem i cgi krwią.
18-07-2009, 12:19 Mental napisał(a):chodzi mi o postrzał dillingera (nie wiem, po co Mann pokazał wylatującą kulę) + komputerowy rozbłysk z lufy + cgi krew. tylko o to. cała scena to czysty geniusz, ale niesmak lekki pozostaje. podobnie w harsh times, gdzie masz miażdżący finał, poprzedzony niestety efekciarskim epizodem z bullet tajmem i cgi krwią. Jak Wy zwracacie uwagę na takie rzeczy w filmach? :) Że CGI krew - wiadomo, że slo-mo - wiadomo, ale w sumie w obliczu klimatu podobnego do miażdżącego finału Zabójstwa Jesse'ego Jamesa miałem to absolutnie gdzieś :) 18-07-2009, 12:27
Tylko Mental wspomniał o gubiącym sięw robocie Purvisie, a ja chciałbym poświęcić temu troche więcej uwagi. Rzadko spotyka się postać taką, jak piszecie, chociażby Snappik na poprzedniej stronie "kujonka, karierowicza", faceta który pewnie wszystkie szkolenia kończył z wyróżnieniem, a ma wspaniałe wyniki, ale teraz trafia na zadanie, któremu ciężko podołać. Według mnie Mann doskonale oddał klimat rodzącego się w bolach FBI i nie chodzi tu bynajmniej o przedstawione w dosyć oczywisty sposób problemy polityczne, tylko głównie te kadrowe i te dotyczące metod i intensywności działań. Ta organizacja potrzebowała na swoim początku kogoś, kto w razie zapotrzebowania ściągnie białe rękawiczki, kogoś takiego jak Hoover i właśnie Purvis, który, zależnie od interpretacji jego postaci, paradoksalnie rozpoczął stosowanie metod z którymi potem nie mógł się pogodzić(?) i odszedł z biura.
Ja to chyba jestem dziwny, bo mi wszystko w początku pasowało wielce - ten ucieka, tamten kogoś goni, zwykłe przedstawienie bohaterów przez pokazanie co akurat robią, nie wiem, może jak zobaczę tego DC to poczuję, że czegoś w kinowej wersji brakowało. 18-07-2009, 12:33
a co sądzicie o scenie na pustyni - dillinger i billie siedzą na jakimś zadupiu, ona ubrana w futro, które on jej kupił, on w ciuchach z roboty, czarne niebo, żadnej gwiazdy, w oddali horyzont, dookoła szary piasek. ta scena uderzyła we mnie z taką siłą, że potem zamiast skupić się na kolejnych scenach, przez pare minut miałem w głowie tylko tamta rozmowę, a raczej nastrój totalnej izolacji bohaterów, jakby z dnia na dzień stali się jedynymi ludźmi na ziemi. kurde, oni chyba na księżycu spędzili tę noc.
18-07-2009, 12:41 Mental napisał(a):(prócz tego nieszczęsnego ujęcia ala harsh times/watchmen ze slo-mo i cgi juchą) Kurna, jeszcze wczoraj rękę dałbym sobie uciąć że tego typu tekst nigdy nie pojawi się w żadnym Mannowskim temacie. Safiram napisał(a):w obliczu klimatu podobnego do miażdżącego finału Zabójstwa Jesse'ego Jamesa miałem to absolutnie gdzieś W sumie trafna uwaga, pamiętam że również to sobie skojarzyłem z Jessem Jamesem, strzał w tył głowy, legenda itd. [ Dodano: Sob Lip 18, 2009 12:42 ] Mental napisał(a):a co sądzicie o scenie na pustyni - dillinger i billie siedzą na jakimś zadupiu Powiem że mocno mi się skojarzyła z gadką DeNiro i jego dupy na balkonie w Gorączce.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie. Bodie: Thought you said it was getting warmer. Poot: The world goin' one way, people another yo'. 18-07-2009, 12:41 Glut napisał(a):Powiem że mocno mi się skojarzyła z gadką DeNiro i jego dupy na balkonie w Gorączce. w Gorączce powiadasz? ciekawe, bo dla mnie wrogiwie są tak bardzo oddaleni od Heat jak to tylko możliwe. tylko raz miałem bezpośrednie skojarzenie z Gorączką - kiedy depp uparcie powtarzał, że chciałby wyjechać. neil planował eskapadę na Fidżi, dillinger - dalej niż leży Kuba. w ogole za każdym razem bohaterowie Manna chcą gdzieś uciekać. to jest super motyw. 18-07-2009, 12:46 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Public Enemies (2009) | Mental | 661 | 90,786 |
17-07-2009, 00:29 Ostatni post: Glut |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |