Public Enemies (2009)
Solo napisał(a):Argument tak samo dobry jak wszystkie pozostałe.

Nieprawda.

Solo napisał(a):Zrozum wreszcie, że ten film może się komuś nie podobać.

Wreszcie?

Odpowiedz
Jakuzzi napisał(a):Argument tak samo dobry jak wszystkie pozostałe.



Nieprawda.

A właśnie, że prawda.
I kamera nie była taka jak w W11. Było dużo więcej ujęć z ręki, o wiele bardziej dynamicznych, co z kolei też w pewnych momentach przeszkadzało.
Ciekaw jestem, czy film cieszyłby się takim powodzeniem, gdyby reżyserem był John Kowalski, a nie Michael Mann.
Co na plus (dopiero rano mi się przypomniało Oczko )? Zdecydowanie mocną stroną jest montaż. Świetnie pocięte niektóre sceny. Podobała mi się zwłaszcza jedna ze scena wejścia do banku, gdzie przejścia do kolejnych ujęć bardzo ładnie się skomponowały i zrobiły bardzo dobre wrażenie. Natomiast w świetle całokształtu to i tak nic nie pomaga. Tak samo Bale i Depp. Mam wrażenie, że są chwaleni za same nazwiska. Postać zarówno Purvisa, jak i Dillingera to zero kreacji, po prostu dwóch kolesi, jeden ganiający, drugi uciekający, nie wyczuwało się ani antagonizmu, ani szacunku - niebo a ziemia w porównaniu do Vincenta i Neila.
22.04.2011

Odpowiedz
istnieje pewna prawidłowość we wszechświecie, którą ty, majlo, potwierdzaszUśmiech można zawrzeć ją w takim oto paramatematycznym równaniu:

cyfra do dupy = film do dupy

odstępstwa od tej reguły występują sporadycznie.

Odpowiedz
Nie wiem, Mental, czy dobrze Cię zrozumiałem, ale mnie bynajmniej nie chodzi o jakość tej cyfry (bo właściwie w niektórych momentach, w mniej naświetlonych scenach te szumy nadawały klimatycznego smaczku), tylko o samo użycie takiej, a nie innej kamery do takiego, a nie innego filmu. Tak jak mówię, wieżowce i dżungla LA o wiele lepiej się nadaje na taki środek.
22.04.2011

Odpowiedz
Film średnio-dobry. Brak w nim jak dla mnie wyższych emocji. Chemii. Właściwie wszystkie wątki potraktowane zbyt płytko. Związek miłosny Dillingera i Billie – wyprany z jakichkolwiek uczyć wyższych. Zero namiętności – pusta studnia. Po cichu naiwnie liczyłam na coś w rodzaju Bonnie i Clyde. Rozczarowanie. Mamy wierzyć na słowo – że Dill i Bille naprawdę się kochali czego na ekranie w ogóle nie widać. Kamera cyfrowa… kwestia przyzwyczajenia. Mnie drażniła i przeszkadzała – czasami miałam wrażenie, że oglądam program Bogusława Wołoszańskiego „sensacje XX wieku”. Zawiodłam się.

Odpowiedz
majlo napisał(a):Tak jak mówię, wieżowce i dżungla LA o wiele lepiej się nadaje na taki środek.

ta mega fascynująca kwestia z pogranicza "mi sie podoba/mi sie nie podoba" (względnie: "mi pasuje/mi nie pasuje") była już na forum wałkowana tuzin razy i nikt nikogo do niczego nie przekonał. zresztą na wszystkich forach świata jest tak samo. i Mann musiał wiedzieć, że tak będzie. ja mam tylko nadzieję, że poprzez użycie cyfry w PE na dobre odcedził tę część publiki, która mnie w kinie wnerwiała swoją obecnością (komórki, śmiechy, szelesty, gadanie).

Odpowiedz
Mental napisał(a):ta mega fascynująca kwestia z pogranicza "mi sie podoba/mi sie nie podoba" (względnie: "mi pasuje/mi nie pasuje") była już na forum wałkowana tuzin razy i nikt nikogo do niczego nie przekonał

Oczywiście. Przekonywać się można odnośnie do interpretacji jakichś, ale jak komuś się gryzie cyfrowy efekt w filmie, który opowiada historię z lat 30. XX w. to już siły na to nie ma. Oczko

Mental napisał(a):ja mam tylko nadzieję, że poprzez użycie cyfry w PE na dobre odcedził tę część publiki, która mnie w kinie wnerwiała swoją obecnością (komórki, śmiechy, szelesty, gadanie).
Jakby tak było to byłbym w stanie zaakceptować to, że wszyscy przejdą na cyfrę. Oczko A tak poważnie, podzielam Twój ból akurat, bo myślałem, że wczoraj na ostatni seans nie przyjdzie wielu popcornowych zjadaczy. I rzeczywiście widzów oprócz mnie i mojej dziewczyny było może 6-7, ale nawet ci zapomnieli wyłączyć komórki (trzy połączenia podczas filmu, dzwonek - Volume max) etc.
22.04.2011

Odpowiedz
majlo napisał(a):Zdecydowanie mocną stroną jest montaż.

Dla mnie akurat montaz jest ewidentnym minusem PE, a przynajmniej w pierwszej polowie. Nonszalanckie przeskoki, wyrywkowosc watkow - trudno sie do tego poczatkowo przyzwyczaic.

Odpowiedz
prawda, początkowo też byłem lekko zdezorientowany (pierwsze 20 minut), ale za drugim razem nie miałem już żadnych problemów, o trzecim nie wspominając. nie sądzę, żeby dodatkowy materiał wpłynął jakoś zasadniczo na "poprawę" tego aspektu. film jest fragmentaryczną relacją i taką pozostanie do końca świata.

Odpowiedz
Napisano już tutaj wiele. Nie będę więc powtarzał tego co zostało wspomniane tylko powiem co mnie osobiście rozłożyło na łopatki.

Otóż cholernie podobało mi się w jaki sposób Mann pokazał związek Dillingera z Billie (czyt. gangstera z kobietą). Tak bezceremonialnie i bez żadnych złudzeń nie zostało to przedstawione chyba jeszcze w żadnym filmie gangsterskim. Przykład?

Dillinger i Billie są na wyścigach konnych. Zapodają poważną rozmowę, on mówi jej o tym czego to dla niej nie zrobi i jak nikłe są szanse, że kiedykolwiek go złapią.(tekst o bankach) Mówi to w taki sposób, że wierzy mu w 100% z pewnością Billie jak i widzowie. Cholera byłem już niemal pewny, że ten koleś nie da się złapać tak łatwo, a sielanka i związek na wolności potrwa jeszcze co najmniej przez sporą część filmu.

Tymczasem Bach! Nie zdążyłem pomyśleć ani be ani me ani kukuryku, a Dillinger zostaje pojmany bez zbędnych ceregieli już w niemal kolejnej scenie.

Później oczywiśćie wydostaje się z więzienia. Kiedy w końcu dociera do Billie ponownie sielanka znów nie trwa długo. Spędzają noc pod gwiazdami niewadomogdzie, gdzie ciemno, zimno i do domu daleko. Oczywiśćie znów pojawia się rozmowa tym razem o tym, że już niedługo wyjadą razem i wszystko skończy się w trymiga.

Tymczasem Bach. Po trzech minutach sytuacja ulega kolejnemu przetasowaniu. Tym razem to Billie zostaje schwytana przez federalnych. Zero złudzeń, zero sentymentów. Cień nadziei pojawia się tylko na kilka sekund po czym brutalna rzeczywistość wdziera się w życie bohaterów.

Tak właśnie Mann pokazuje, że życie gangstera to nie bajka. W innym filmie, kręconym przez innego reżysera pewnie wszystko rozciągnięto by w czasie. Dillinger powiedziałby Billie, że nigdy go nie złapią po czym sielanka trwałaby jeszcze sporą częśc filmu żeby dopiero na końcu zaskoczyć mocnym uderzeniem. Tutaj złudzenia zostają rozwiane niemal natychmiast.

Odpowiedz
Krove napisał(a):Tak właśnie Mann pokazuje, że życie gangstera to nie bajka.

Łoł! To dopiero nowość w kinie, prawda? Gdyby nie Mann, to pewnie do tej pory karmilibyśmy się złudzeniami.

Krove napisał(a):Tutaj złudzenia zostają rozwiane niemal natychmiast.

A nie pomyślałeś, że to głównie dlatego że film oparto na faktach?

Odpowiedz
Cytat:To dopiero nowość w kinie, prawda?

A gdzieś napisałem, że to nowość? Wydaje mi się, że chodziło mi o to jak Mann to przedstawia, a nie że pokazuje coś niesamowicie odkrywczego.


Cytat:A nie pomyślałeś, że to głównie dlatego że film oparto na faktach?

Nie widzę związku. Mann mógł spokojnie dowalić sporo scen przedstawiających wspólne chwile Dillingera i Billie. Na pewno spędzili ze sobą więcej czasu niż było pokazane na ekranie.

Odpowiedz
Krove napisał(a):A gdzieś napisałem, że to nowość? Wydaje mi się, że chodziło mi o to jak Mann to przedstawia, a nie że pokazuje coś niesamowicie odkrywczego.

Być może masz rację. Faktem jest jednak, że film oparty jest o prawdziwe wydarzenia z ostatnich miesięcy życia bandyty. A ono tak wyglądało. Wydaje mi się, że reżyser rozłożył akcenty równo na wszystkie aspekty życia Dillingera. Czy Mann pokazał to w ten sposó po raz pierwszy? Raczej nie, były jużfilmy pokazujące wzloty i upadki przeróżnych drani, więc jak dla mnie nic nowego pod Słońcem.

Krove napisał(a):Mann mógł spokojnie dowalić sporo scen przedstawiających wspólne chwile Dillingera i Billie. Na pewno spędzili ze sobą więcej czasu niż było pokazane na ekranie.

Ale to byłoby uciekanie w tani melodramat. Formuła filmu raczej na to nie pozwalała.

Odpowiedz
Cytat:Ale to byłoby uciekanie w tani melodramat. Formuła filmu raczej na to nie pozwalała.

Jasne co za dużo to nie zdrowo ofc. Chodzi mi mniej więcej o to, że oglądając film czułem, że po kilku sielankowych scenach reżyserach dowali mi... jeszcze więcej sielankowych scen. Po to żeby przy końcowym wstrząsie efekt był tym mocniejszy. Niemal podskórnie spodziewałem się zobaczyć jeszcze kilka scen związanych ze związkiem Dillingera.

Tymczasem w filmie mamy do czynienia z czymś w rodzaju wahadła. Spokój i sielanka szybko się kończą żeby za chwilę powrócić i to jeszcze na krótszy czas. Taki emocjonalny kisiel. Dlatego trochę nie mogę pojąć zarzutów jakoby PE było filmem 'pozbawionym emocji'. Wydaje mi się, że Mann dość okrutnie obchodzi się z bohaterami wywołując tym większe wrażenia.

Odpowiedz
Krove napisał(a):Po to żeby przy końcowym wstrząsie efekt był tym mocniejszy.

Sugerujesz, że film opiera się o wstrząsające zwroty akcji? Bez przesady, dla mnie to wyglądało dość naturalnie. Faceta w sumie raz złapali, a potem to już było tylko zaciskanie pętli.

Krove napisał(a):Wydaje mi się, że Mann dość okrutnie obchodzi się z bohaterami wywołując tym większe wrażenia.

Oj nie, to taki specyficzny naturalizm - brutalności tu niewiele, nie więcej niż w prawdziwym życiu. Ktoś żyje i umiera, ktoś cierpi po stracie. Bywa.

Odpowiedz
Krove napisał(a):Dlatego trochę nie mogę pojąć zarzutów jakoby PE było filmem 'pozbawionym emocji'. Wydaje mi się, że Mann dość okrutnie obchodzi się z bohaterami wywołując tym większe wrażenia.

Dla mnie PE jest totalnie wyprany z emocji tak jak wcześniejszy film Manna MV. Oglądając PE nie czułam ani dreszczy, ani żalu, gdy wybijano kolejnych członków gangu Dillingera. Ich tragiczny los spływał po mnie jak po kaczce. Nawet sama śmierć Dillingera mnie nie potrafiła wzruszyć; miałam wrażenie, że ktoś pozbawił mnie empatii i nie potrafię już okazywać uczuć wyższych. Bardziej przeżyłam (fikcyjną) śmierć takiego Leona zawodowca niż (autentyczną) Dillingera. Przykro mi panie Mann, ale nie poruszyłeś mego zimnego serca jak lód. ;-)

Odpowiedz
Cytat:Sugerujesz, że film opiera się o wstrząsające zwroty akcji?

Nie. Chodzi mi o momenty, w których film nagle przeskakuje z momentów lajtowych zarówno dla widza jak i bohaterów w sytuacje konkretnie dramatyczne. Nie nazwałbym tego nawet zwrotem akcji tylko dokładnie nagłym przeskokiem (nazwa podoba mi się w pytę) Zdezorientowanymile:


Cytat:Dla mnie PE jest totalnie wyprany z emocji tak jak wcześniejszy film Manna MV.

Taaa. Co do MV jestem w stanie to zrozumieć (chociaż osobiście film bardzo lubię), ale co do PE to argument o braku emocji pozostaje dla mnie cały czas niezrozumiały, a jakiekolwiek argumenty mijają mnie ze świstem :grin:

Odpowiedz
Krove napisał(a):Nie. Chodzi mi o momenty, w których film nagle przeskakuje z momentów lajtowych zarówno dla widza jak i bohaterów w sytuacje konkretnie dramatyczne.

Ale na takiej zasadzie buduje się właśnie dramaty.

Odpowiedz
Solo napisał(a):Ale na takiej zasadzie buduje się właśnie dramaty.

Tyle, że w PE ten zabieg wydaje mi się mocniej zarysowany i konkretniej na mnie działa. Głównie z tego powodu, o którym pisałem wcześniej. Sceny przenikają się dość często tworząc coś w rodzaju emocjonalnego wahadła. Wygląda to mniej więcej tak: sielanka, kicha, sielanka, kicha, sielanka, kicha, zamiast jak to często bywa: sielanka, sielanka, sielanka, KICHA. Bardziej obrazowo nie umiem tego wytłumaczyć, nie wiem czy to zrozumiałe :wink:

Odpowiedz
Krove napisał(a):Tyle, że w PE ten zabieg wydaje mi się mocniej zarysowany i konkretniej na mnie działa.

Tu dochodzimy do osobistej percepcji, więc nie mogę skomentować. W moim przypadku te przejścia od sielanki do brutalnej prozy życia były w normie, nie zaskakiwały, nie szokowały.

Krove napisał(a):Sceny przenikają się dość często tworząc coś w rodzaju emocjonalnego wahadła. Wygląda to mniej więcej tak: sielanka, kicha, sielanka, kicha, sielanka, kicha

Jak już wspominałem, ja to odczułem inaczej: zaciskająca się pętla wokół bohatera sugeruje tragiczny finał i w ten sposób sięto ogląda, zastanawiając się tylko jak długo to potrwa. W tym ujęciu jest to po prostu jazda po równi pochyłej w dół, ale w stałym tempie.

Krove napisał(a):Bardziej obrazowo nie umiem tego wytłumaczyć, nie wiem czy to zrozumiałe

Bardzo zrozumiałe.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Public Enemies (2009) Mental 661 91,063 17-07-2009, 00:29
Ostatni post: Glut



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości