6 godzin z Robocopem dzisiaj i przerwą na toaletę ;)
Podsumowując, jedynka to wspaniałe, brutalne, prorocze i satyryczne kino w jednym, a do tego fantastycznie sfotografowane. Jost Vacano pozamiatał po całości kompozycją, oświetleniem i kadrowaniem:
Weller wraz z Allen mają fajną chemię, ale i tak moim ulubionym bohaterem tego filmu będzie Clarence Boddicker. Podręcznikowy skurwiel. Bez dwóch zdań 10/10.
Tego samego niestety nie jestem w stanie napisać o drugiej części. Wiem, że ma ona sporo zwolenników, ale ja nie kupuję takiej porcji nachalnego wręcz humoru (przesłuchiwanie trupa, dzieciaki od baseballu, młokos-gangster o rly?). Widać, że ktoś starał się naśladować Verhoevena, ale nie miał na tyle umiejętności, aby zrobić to dobrze. No i ta transplantacja mózgu...meh. Problem mam też z postacią Caina jako maniaka religijnego trzaskającego kasę na produkcji narkotyku. Ratuje go jedynie śmierć i przemiana w Robocaina. W ostatnich 30 minutach sequel jednak sporo nadrabia, głównie wiadomo-jakim pojedynkiem. Dla mnie 6/10.
Trzecia część zaś to...telewizyjna produkcja. Przynajmniej tak mi się przez jakiś czas wydawało. Wykastrowanie budżetu do minimum, brak Wellera, wyczuwalny akcent na walkę ruchu oporu niż problemy robo. Do tego małą ilość akcji, w której udział bierze bohater. Nie pomagają spokojne sceny, wypełnione po brzegi sucharami oraz PG-13 w walce ulicznej, gdzie kanonada leci za kanonadą, a nikt nie ginie. 2/10
To film dla takich ludzi, jacy są na powyższym zdjęciu: chorych, kobiet, dzieci, czarnych i roboli ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
Cytat:Meh. Oryginał przewalcowano na familijną papkę w stylu zerowym. RoboCop już nawet nie strzela do bandziorów, tylko rykoszetuje w... żyrandole i szafy.
lol
06-02-2014, 19:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2014, 20:00 przez Mierzwiak.)
Pamiętam, że w dzieciństwie lubiłem postać RoboCopa. Oryginału dość długo nie znałem (przed nim widziałem część trzecią i serial emitowany na Polsacie) ale pamiętam kiedy któregoś dnia zobaczyłem to zdjęcie w Teletygodniu. Film leciał późno w nocy jednak ta klimatyczna fotografia zrobiła na mnie ogromne wrażenie i musiałem go obejrzeć. Starszy brat nagrał mi go na kasetę (był to początek tego wieku, wtedy była to norma) i obejrzałem film z zachwytem. Niestety ktoś mi tę taśmę usunął. Dlatego bardzo się ucieszyłem gdy na początku 2006 roku telewizyjna jedynka ponownie go emitowała, bo nagrałem go i obejrzałem ponownie. Później trochę zapomniałem o RoboCopie, leżał w przestarzałych kasetach kilka lat, aż natrafiłem na niego tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2011 roku. Ścięty obraz do formatu 4:3, lektor, logo TVP w rogu ekranu i widoczne niedoskonałości taśmy nic nie odebrały filmowi przy powtórce. Wręcz przeciwnie, te elementy dodały dużo klimatu w trakcie oglądania, a sam film po pięciu latach przerwy zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż w dzieciństwie. Zachwyciłem się nim do tego stopnia, że obejrzałem go trzykrotnie w ciągu dwóch dni!!!
Przedwczoraj w końcu po miesiącach oczekiwań otrzymałem swój egzemplarz filmu Verhoevena na blu-ray i nie zwlekałem z kolejną powtórką. Niestety najnowszego seansu nie zaliczam do udanych z trzech powodów. Po pierwsze, parcie jakie miałem na ten film miesiąc temu opadło (wyładowało je miniony czas, przesłuchanie soundtracku i powtórzenie sobie ulubionych scen na kasecie). Po drugie, pierwszy raz nie oglądałem filmu na swojej kasecie i muszę przyznać, że tłumaczenie na blu zarówno w postaci lektora jak i napisów było słabiutkie. No i po trzecie, film wygląda tak ładnie w nowym remasterze, że zamiast skupić się na oglądaniu podziwiałem jakość obrazu (TA JEST SUPER). Oczywiście nie zmieniło to mojej opinii o arcydziele holenderskiego reżysera.
Oryginalny RoboCop to dla mnie ta sama półka co Terminator czy Batman. Rewelacyjne kino akcji, film mojego dzieciństwa z unikalnym dla siebie klimatem nie do podrobienia. Nie potrafię wyjść z podziwu jak dobrze jest on skonstruowany i wyważony, jak dużo różnorodnych sekwencji akcji upchnięto w tych 103 minutach (nie w nim ani jednej zbędnej sceny), jak kapitalnie prezentują się "przestarzałe" efekty specjalne, jak fantastycznie wykonano scenografię, charakteryzację, design postaci (tytułowy bohater) i broni, jaką moc ma powalająca muzyka Basila Poledourisa, a także jak umiejętnie połączono kino akcji z niemal horrorowym klimatem, oraz upchnięto w nim niezwykłą dla kina dawkę brutalności, i pomieszano to z niemal równie dużą dawką humoru. Satyra Verhoevena powstała 27 lat temu (!) i dalej mnie zachwyca. Mogę wypomnieć o kilku małych błędach scenariuszowych (np. Bob Morton odmawia wyjścia ze znajomym pracy bo ma tego dnia spotkanie z dwoma "modelkami", a w filmie widać, że jego randka ma miejsce dzień później), niekończącej się amunicji w pistolecie Robo, czy o magicznie zanikającej obudowie szyi głównego bohatera, kiedy zdejmuje kask. Tylko co z tego? To detale, które nie zmieniają faktu, że mogę oglądać RoboCopa wielokrotnie od dowolnego momentu.
To bez wątpienia jeden z moich ulubionych filmów. Dodam też, że kilkukrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że Dredd przypomina klimatem RoboCopa (który w początkowych fazach produkcji był wzorowany brytyjskim komiksem). Jakiekolwiek porównania tych dwóch filmów są dla mnie pomyłką, a ocenianie przecenianego Dredda tak samo jak arcydzieło Verhoevena (albo wyżej) pozostawiam bez komentarza.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#OfficialJames Francis CameronandChristopher Johnathan James NolanHejter# :D
I mocarny monolog, który wyleciał z filmu (słowa prezesa OCP):
I've had a dream for more than a decade now, and I've asked you all to share it with me. In six months we being construction of Delta City where Old Detroit now stands. I grew up in Old Detroit... as a child I played in its streets... Those same streets have become a breeding ground for crime and social decay. Before we employ the 2 million workers that will breathe life into this city again we must pacify Old Detroit.
Oczywiście nie jest powiedziane wprost, CO SIĘ STAŁO, ale sugestia na tyle dosadna, że musiała wylecieć.
Gudowski na blu to śmiech na sali (wytrzymałem 5 minut i zmieniłem na napisy). Widzę, że każdy fuck jest przez pana tłumacza ignorowany.
Od zawsze jedyną wersją z lektorem jaką oglądałem był Łukomski z TVP (zajebisty) ale widzę, że z królem Szołajskim (piracki VHS) też bym mógł spokojnie obejrzeć.
(12-03-2015, 18:46)Gieferg napisał(a): 7. Stanisław Krawczyk - VHS
Mistrz. Tego trepa słyszałem w jednym jedynym filmie - tym. I to nie dziwi.
Nie dość, że zero dykcji to koleś często nie trafiał w punkt, np. czytał z 3 sekundowym opóźnieniem.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.