Sherlock [BBC]
(18-01-2017, 18:29)PropJoe napisał(a):
(18-01-2017, 17:59)Crov napisał(a):
(18-01-2017, 17:28)PropJoe napisał(a): jeszcze raz zobaczę wskrzeszonego Moriartego
No ale zaraz - to, ze postac wraca w retrospekcji to jest jakis problem z logiką scenariusza czy cos? Kaman. ;)
Nie z logiką scenariusza. Jeśli piszemy tylko o ostatnim odcinku to ta retrospekcja, o ile czegoś nie przegapiłem, też była podana tak, żeby przez chwilę podpuścić widza, że on jednak żyje.
No oczywscie, ze to byla podpucha dla widza, też żartem, ale oprocz tego mialo jakas funkcje, bo mialo pokazac, że Moriarty byl w zasadzie tylko żołnierzem E i częścią jej planu. Nie bardzo rozumiem Twoje oburzenie. Alternatywa dla tej sceny byloby np. wspomnienie o tym, ale IMO byloby to znacznie mniej ciekawe. No i pokazuje tez jak wazna jest E dla Mycrofta i rządu - na tyle wazna, ze gotowi byli dac jej taki prezent.

Cytat:Nie "w pierwszym sezonie ktoś mógł myslec, ze ten serial jest bardziej realistyczny", tylko tak po prostu było, nie?
No czyli mozna bylo tak myslec? ;) Nastepne sezony i wydarzenia to po prostu naturalna konsekwencja dla postaci takiej jak Sherlock. Tak jak Batman, nawet u Nolana, nie mogl sie tylko naparzać z Falconem i ulicznymi zbirami. :)

Odpowiedz
Już porzucając całą kwestię zabawy z widzem i pokazanie tego, że E była ponad Moriatym....jej plan polegał na tym by uderzyć głęboko w Sherlocka i jego bliskich, zranić ich do bólu i poddać psychologicznej, ciężkiej grze. Więc szukała na to sposobów. Jednym z nich było zasugerowanie Sherlockowi, że o to Moriaty, jego odwieczny wróg dla którego pokonania Sherlock poświęcił nie mało nagle może żyć, mógł oszukać go jeszcze raz, wszystko to powoduje, że Sherlock dopuszcza możliwość, że jest ktoś lepszy, ktoś przed kim nie ucieknie i nie da rady go powstrzymać, ktoś kto nawet za grobu może go dopaść.
To wywołuje w Sherlocku emocje a jak wiemy to emocje są nie tylko bronią Sherlocka, ale również jego największą słabością. Przywrócenie więc Moriatego w tym stylu jest jak najbardziej uzasadnione.

@Juby to nie tak, że on jej nie pamiętał, on po prostu o niej nie myślał, w ogóle zmniejszył jej rolę w swoim dzieciństwie, to tak jak uparł się, że pies był Rudobrodym, znał prawdę, ale wepchnął ją głęboko do umysłu aby mniej się ranić. Przynajmniej ja to tak, pokrętnie zrozumiałem, to trochę jednak było dziwne. Mnie bardziej rozwala zachowanie rodziców.

Ale cała sprawa z Rudobrodym jak dla mnie jest bardzo fajnie pomyślana.

Btw. Tak apropo "marvel studios", Cumberbatch tak rwie się do grania u nich, że na planie "Infinity War", największego filmu tego uniwersum, najdroższej produkcji w historii w której Strange miał mieć sporą rolę, aktora zastąpi dubler i Cumberbatch potem będzie sobie twarz dogrywał komputerowo. Aktor woli zagrać w "Current War". Na moje DS nie jest na liście jego priorytetów, to aktor który będzie ściągany to ambitny, oscarowych filmów i w nich będzie grał a DS traktuje raczej jako poboczną zabawę. Co do Sherlocka....zakładajac, że cała obsada i ekipa twórcza od 3 lat nie kłamie to zarówno Freeman i Cumberbatch grają tam nie dla pieniędzy a dla zabawy i dlatego, że są wierni produkcji i lubią ten serial, póki im się nie znudzi, będe oglądał dalej.



Edit. Z Moffatem i Gatissem jest jak z Nolanem. Jest dobrze, jest świetnie, jest rewelacyjnie, ale w pewnym momencie zawsze przeholują. A szkoda, że ten odcinek cierpi na tyle dziur i minusów bo gdyby usunać parę rzeczy a część pokazać inaczej to spokojnie wyszedłby najlepszy epizod tego serialu. Jak udowadnia jednak "Lying Detectiv", tym scenarzystą najlepiej wychodzą sprawy tygodnia.

Odpowiedz
(18-01-2017, 19:02)Crov napisał(a): No oczywscie, ze to byla podpucha dla widza, też żartem, ale oprocz tego mialo jakas funkcje, bo mialo pokazac, że Moriarty byl w zasadzie tylko żołnierzem E i częścią jej planu. Nie bardzo rozumiem Twoje oburzenie. Alternatywa dla tej sceny byloby np. wspomnienie o tym, ale IMO byloby to znacznie mniej ciekawe. No i pokazuje tez jak wazna jest E dla Mycrofta i rządu - na tyle wazna, ze gotowi byli dac jej taki prezent.

Nie jestem oburzony. Raczej zniesmaczony.;)

Nie wiem, czy się rozumiemy. Moim zdaniem, przynajmniej takiej jest moje odczucie jako widza, bo w głowie autorów nie siedzę, obecność Moriarty'ego w tym odcinku chuja tam pokazuje "że Moriarty był w zasadzie tylko żołnierzem E" a ona była ważna dla rządu. Pokazuje raczej: Moriarty to postać gif/mem, pół internetu się zastanawia co z nim to go wciśniemy jakoś spektakularnie, w sumie to zwykły powrót do życia jest dla scenarzystów piszących realistyczne nudy a my piszemy Sherlocka, niech wróci jako pionek (!) siostry Sherlocka (!!), której ten nie pamięta (!!!). Tacy jesteśmy zajebiści. Twitter się zawiesi od #SherlockWTF. Inaczej, już nawet nie chodzi o samo pojawienie się Moriarty'ego w tym odcinku (chociaż po takim wejściu ostateczne sprowadzenie go do roli irytującego efektu dźwiękowo-wizualnego jest trochę śmieszne, ale ok, zgadzam się, że to ciekawsze niż tylko wspomnienie o nim), ile o samą historię, to, że on tym pionkiem jest, ona jest ważna dla rządu itd. Ktoś tu chyba napisał, że fajnie, że wszystko prowadziło do takiego finału. Bullshit. To znaczy nie wykluczam, że autorzy mieli to zaplanowane, ale dla mnie twist robiący nagle z super przeciwnika pionka siostry (znowu te wykrzykniki - patrz wyżej;)) jest po prostu mega żenujący. Ja rozumiem konwencję, ale są granicę. Bo teraz to się równie dobrze może okazać, że na przykład Moriarty się od kilku sezonów przebiera za Watsona.


Cytat:No czyli mozna bylo tak myslec? ;) Nastepne sezony i wydarzenia to po prostu naturalna konsekwencja dla postaci takiej jak Sherlock. Tak jak Batman, nawet u Nolana, nie mogl sie tylko naparzać z Falconem i ulicznymi zbirami. :)
Nie wiem czy naturalna. Dlaczego? Powtarzam, co innego element "fantastyczny" (chociaż moim zdaniem psujący serial) a co innego wymyślanie kolejnych absurdów dotyczących głównych bohaterów. To się naprawdę tyle lepiej sprzedaje niż zwykły kryminał, nawet procedural z ciekawie odświeżoną postacią SH, ewentualnie z jakimś prowadzonym przez kilka sezonów wątkiem dot. relacji Sherlock-Watson plus ewentualnie ten Moriarty jako powracający arcyprzeciwnik?


Odpowiedz
Albo ja czegoś nie zrozumiałem albo M nie był pionkiem E a cała ich współpraca polegała na nagraniu przez typa śmiesznych wiadomości co by mógł potrollować po śmierci a ten jego plan był chyba jego wlasny, nie? Jak cokolwiek innego mogliby zresztą ułożyć w 5 minut?

Ogólnie Moriarty w tym serialu jest równie nadużywany co Loki w MCU i w sumie z dokładnie tych samych powodów.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
(18-01-2017, 23:25)PropJoe napisał(a): Nie wiem, czy się rozumiemy.
No ja rozumiem - jestes zniesmaczony i oburzony. :) Twoje odczucia to twoje odczucia, ale pojawienie się tej postaci, jakkolwiek będąc jednocześnie fanservicem, ma swoje uzasadnienie.


Cytat:Nie wiem czy naturalna. Dlaczego? Powtarzam, co innego element "fantastyczny" (chociaż moim zdaniem psujący serial) a co innego wymyślanie kolejnych absurdów dotyczących głównych bohaterów. To się naprawdę tyle lepiej sprzedaje niż zwykły kryminał, nawet procedural z ciekawie odświeżoną postacią SH, ewentualnie z jakimś prowadzonym przez kilka sezonów wątkiem dot. relacji Sherlock-Watson plus ewentualnie ten Moriarty jako powracający arcyprzeciwnik?
To zalezy jaki jest Twoj zarzut. Bo ja odnosze sie do zarzutu o bondowotość i to, ze to wszystko sie tak rozrosło. Taka postac jak Sherlock nie moze po prostu sobie istniec w swiecie, i tyle. Tak jak Batman przez trzy filmy bijący się tylko z mafią zwyczajnie nie miałby racji bytu. Z różnych powodów. Realizmu swiata: bo jeżeli ktoś taki jak Batman istnieje, to znaczy, ze moze istniec ktos mu rowny. Oraz czysto tworczego: bo trzeba dac mu jakies wieksze wyzwanie. Tak samo jest w Sherlocku - trudno by istniał tylko JEDEN taki niewyobrażalny geniusz (a juz w pierwszym sezonie istnieje trzech), ale nawet zakładając, że tak - to trudno by jego działania ograniczyły się tylko do rozwiązywania zwyklych zagadek kryminalnych. Gdyby taki Sherlock istniał naprawde pewnie w koncu rozwiazywałby spiski NWO, 9/11, Reptilian, albo pisał w wątku światopoglądowym na KMF. ;) Wiec idac droga realizmu - skala jego dzialanosci zawsze musi rosnac, bo inaczej to niewiarygodne z punktu widzenia postaci, ktora ciagle potrzebuje stymulacji.

A ten serial nigdy nie byl po prostu proceduralem przeciez - on bazował na rozwijaniu relacji postaci przede wszystkim. Mimo to nawet w pierwszym sezonie miales to wszystko powiązane Moriartym i tamte sprawy też nie były takie zwyczajne. Cala akcja z E to przeniesienie modelu z Moriratym na cale sezony - tak jak M pociagal za sznurki w pierwszych dwoch sezonach, tak okazuje sie, ze E pociagala za sznurki w czterech sezonach.

Oczywiscie, jezeli Twoim zarzutem jest telenowatośc i zbytne powiazanie wszystkiego to jestem gotow sie zgodzic. Zreszta ten odcinek ma powazne dziury logiczne.

Mnie motyw siostry troche wzial z zaskoczenia, bo nie wiedzialem, ze w fanowskim kanonie trzeci brat istnieje juz od dawna. We wprowadzeniu jej do serialu czuc troche retconowość z tym "A-HA! Ja za wszystkim stałam!", ale mnie serial stopniowo coraz bardziej prowadził w rejony przygodowej bajki, w której bawia mnie przede wszystkim bohaterowie, na tyle efektywnie, że nie bolaly mnie od tego zęby za bardzo. No i, tak jak mowie, to motyw jak z Moriartym tylko na wieksza skale. Zreszta ja zawsze odnosilem wrazenie, ze sprawy kryminalen w tym serialu to rzecz drugorzędna i bardziej chodzi o samą przygode, a nie jej rozwiązanie, co zdaje sie w ksiazka Doyle'a wygladalo podobnie.

jarod napisał(a):Albo ja czegoś nie zrozumiałem albo M nie był pionkiem E a cała ich współpraca polegała na nagraniu przez typa śmiesznych wiadomości co by mógł potrollować po śmierci a ten jego plan był chyba jego wlasny, nie? Jak cokolwiek innego mogliby zresztą ułożyć w 5 minut?
No nazwanie go pionkiem to może za wiele, ale mysle, ze - zwlaszcza w scenie ich spotkania - dosc jasno bylo zasugerowane kto tu jest mózgiem. Ona patrzy na niego spokojnie, a on zachowuje sie jak pies - niemal doslownie. No i fakt, ze E ma swoje super-moce super-perswazji, na ktore odporni sa jedynie jej bracia.

Odpowiedz
(19-01-2017, 04:41)Crov napisał(a): Wiec idac droga realizmu - skala jego dzialanosci zawsze musi rosnac, bo inaczej to niewiarygodne z punktu widzenia postaci, ktora ciagle potrzebuje stymulacji.
I to jest właśnie podstawowy problem.
Jeśli się tego nie zakończyło w pewnym momencie to serial staje się swoją własną parodią.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(19-01-2017, 04:41)Crov napisał(a):
(18-01-2017, 23:25)PropJoe napisał(a): Nie wiem, czy się rozumiemy.
No ja rozumiem - jestes zniesmaczony i oburzony. :) Twoje odczucia to twoje odczucia, ale pojawienie się tej postaci, jakkolwiek będąc jednocześnie fanservicem, ma swoje uzasadnienie.
W moim odczuciu nie jednocześnie fanservicem, ale przede wszystkim fanservicem a nawet gorzej - tanim podpuszczaniem widza.

No bo w jaki sposób jego obecność jest uzasadniona i potrzebna w tym odcinku? Piszesz, że uzasadniona, bo ona była tak ważna dla rządu a on był jej żołnierzem. Ja właśnie tego nie kupuję nawet w bondowskiej konwencji, bo przez trzy sezony gość jest ultimate przeciwnikiem Sherlocka, żeby nagle z dupy jednym pociągnięciem pióra stać się pionkiem (!) siostry (!!). Bez najmniejszej wcześniej sugestii, że ktoś za nim stoi jeszcze. Tak to można w kolejnym sezonie zrobić kogoś jeszcze wyżej z pani Hudson. Przywołałeś Nolana, więc może się odwołam do emocji, skoro nie mogę cię przekonać argumentami. Dla mnie "pionek" Moriarty to jest podobna sytuacja jak z Banem w TDKR, który nagle okazuje się pionkiem Cotillard. Tylko jeszcze z dziesięć razy gorsza. Już nawet ten partacz Nolan to zrobił bardziej umiejętnie.;)

A potrzebny Moriarty za bardzo też nie był, bo w większości działał jako irytujący ringtone. Jego emocjonalne oddziaływanie, w tym na Sherlocka było o tyle osłabione, że Sherlock pojedynkował się ze swoją siostrą, więc Moriarty czy nie Moriarty, nikt inny nie miał znaczenia. Ona była wystarczającym ładunkiem emocjonalnym.

Ogólnie twist dla twistu. Nieuzasadniony, w żaden sposób nie wynikający z tego co było wcześniej a i z niego nic specjalnie nie wynika poza tanią sensacją a w dodatku, jeśli już ten nieszczęsny Moriarty ma jednak wracać, uderza w jego postać, bo kto go teraz na poważnie weźmie a w najlepszym razie znowu będą domysły kto za nim stoi tym razem.;)

Cytat:Wiec idac droga realizmu - skala jego dzialanosci zawsze musi rosnac, bo inaczej to niewiarygodne z punktu widzenia postaci, ktora ciagle potrzebuje stymulacji.
Jasne. Zgadzam się, że Sherlock nie może łapać włamywaczy na East Endzie. Nie mam nic przeciwko bondowatości, nie mam nic przeciwko trochę wydumanym sprawom, przeciwnikom, ratowaniu świata a przynajmniej UK, elementom superbohaterskim nawet (chociaż wolałem Sherlocka na poziomie powiedzmy podkręconego dr House'a i nie widzę powodu, dla którego nie mógł taki być). Jeśli już porównujemy do Bonda to ostatni sezon a właściwie kierunek obrany w przynajmniej dwóch ostatnich jest dla mnie takim Spectre, czyli na siłę wsadzeniem jakiegoś nadprzeciwnika z dupy, dodaniem wątpliwego wątku rodzinnego i udawanie, że to wszystko było zaplanowane i ma "retrospektywnie" sens.

Cytat:Cala akcja z E to przeniesienie modelu z Moriratym na cale sezony - tak jak M pociagal za sznurki w pierwszych dwoch sezonach, tak okazuje sie, ze E pociagala za sznurki w czterech sezonach.
Jak wyżej - nie kupuję tego pociągania za sznurki. Również ze względu na sam finał, chociaż to szczegół - E ostatecznie "poddaje się" łatwiej niż przeciwnicy Sherlocka ze trzy poziomy niżej nie mówiąc już o Moriartym.

Cytat:Oczywiscie, jezeli Twoim zarzutem jest telenowatośc i zbytne powiazanie wszystkiego to jestem gotow sie zgodzic. Zreszta ten odcinek ma powazne dziury logiczne.
Powiązanie owszem, na siłę, pod publiczkę, nieuzasadnione wcześniejszymi wydarzeniami za bardzo. Telenowatość też, w tym sensie, że mam dosyć dramy Sherlock-Watson-Mary i teraz jeszcze Eurus. Wiem, że to nie zwykły procedural, ale wolałbym rozwijanie relacji głównych bohaterów z mniejszą dramą, żeby to nie była główne (jedyne?) źródło emocji, bo z każdym kolejnym dramatem/śmiercią/twistem dot. głównych bohaterów siła tego była coraz mniejsza pomimo coraz większych wysiłków scenarzystów.


Odpowiedz
Siur, ja rozumiem, co masz na mysli i spoko. W duzej mierze jest to kwestia tego, czy kupujesz/jara Cie to, jaki kierunek obrali tworcy. Mnie sie on podoba, poza dziurami i momentami przesadną telenowelą. Jak Mary znow sie pojawila na wideo to tez przewrocilem oczami, zwlaszcza, ze mnie ta postac w szczegolnosci nie kupiła. Żałuje, że to jej poświęcili czas zamias zająć się biedną Molly Hooper.

Cytat:Ja właśnie tego nie kupuję nawet w bondowskiej konwencji, bo przez trzy sezony gość jest ultimate przeciwnikiem Sherlocka, żeby nagle z dupy jednym pociągnięciem pióra stać się pionkiem (!) siostry (!!). Bez najmniejszej wcześniej sugestii, że ktoś za nim stoi jeszcze. Tak to można w kolejnym sezonie zrobić kogoś jeszcze wyżej z pani Hudson. Przywołałeś Nolana, więc może się odwołam do emocji, skoro nie mogę cię przekonać argumentami. Dla mnie "pionek" Moriarty to jest podobna sytuacja jak z Banem w TDKR, który nagle okazuje się pionkiem Cotillard. Tylko jeszcze z dziesięć razy gorsza. Już nawet ten partacz Nolan to zrobił bardziej umiejętnie.;)
Oż ty, cwaniaku manipulatorze! ;) Ale ja rozumiem o co Ci chodzi i pisalem o tym, ze to takie retconowanie. Choc jest to problematyczne: bo cos jesli Moffat i Gatiss naprawde mysleli o E piszac pierwsze sezony? Bo opcje sa dwie: wszystko bylo tak, jak to widzielismy, a w czwartym wyciagneli siostre z rękawa dla twistu. Albo: wszystko bylo tak, jak widzielismy, ale za wszystkim zawsze miala stac E, ale nie bylo powodu by zwracano na to uwage (dlatego że ona sie dobrze z tym kryje i nie moze rzucic podejrzen na siebie, bo utrudni to jej plan).

I w sumie nie da się tej kwestii wyjasnic, bo powod, dla ktorego E nie jest wspomniana nigdzie wczesniej jest dosc dobrze uzasdaniony moim zdaniem. Oczywiscie, dla każdego genialna siostra pojawiajaca sie nagle zawsze bedzie telenelowatym twistem i mysle, ze to uzasadniona reakcja. Niemniej dla mnie Moriarty z tego serialu nigdy nie był jakiś super ciekawy, więc robienie z niego pomoc E nie jest wielkim problemem. Zwlaszcza, ze - tak jak pisalem wczesniej - nazwanie go pionkiem jest na pewno troche nadużyciem. To po prostu team-up Jokera z Poison Ivy. :P

Cytat:(chociaż wolałem Sherlocka na poziomie powiedzmy podkręconego dr House'a i nie widzę powodu, dla którego nie mógł taki być)
No tak, ale nawet w pierwszych dwoch sezonach Sherlock byl lepszy od House'a i robil niesamowite dedukcje na podstawie byle czego.

Odpowiedz
(18-01-2017, 17:28)PropJoe napisał(a): jeszcze raz zobaczę wskrzeszonego Moriartego lub dvd od Mary wsiadam w samolot do Londynu i podpalam siedzibę BBC. 
No dokładnie :) Na widok gęby Moriarty'ego chce mi się już rzygać, a Mary nagrała tych dvd chyba tyle, żeby starczyło do 18. urodzin małej czy coś. I porozrzucała w takich miejscach, żeby się znajdywały w odpowiednim momencie.
Pierwszy odcinek fajny, drugi bdb, a trzeci to zaiste przedziwna fabularna sraczka. Spin off "Piły", tylko mocniej wkurwiające i z niewielką domieszką "Ringu" i "Milczenia owiec". Wytłumaczcie mi, bo trochę nie ogarniam tej kuwety - to dziwadło
OK, ten serial zawsze miał swoje odjechane momenty, ale tutaj po prostu za dużo nawalili tego naraz. Plus za rozwinięcie postaci Mycrofta i współpracę całej trójki, no dobrze się to oglądało, byłoby nawet napięcie, gdyby jego odczuwania nie zakłócały ciągłe facepalmy. Najlepiej będzie albo skończyć serial, albo przyhamować z tymi nierealnymi twistami. Może w sumie nie jest to zresztą takie złe, ale na pewno jest złe w tym sensie, że chyba każdy (ja na pewno) ma już tego powyżej uszu, zwłaszcza po zbombardowaniu taką serią "moffatyzmów" jak w ostatnim odcinku.

Odpowiedz
Czy ktoś mi zdefiniuje określenie "moffatyzm"? Nie oglądam Doktora (poza tym że rzucam okiem na odcinki z Aniołami) więc do końca nie wiem, choć po trzech sezonach Sherlocka domyślam się o co może chodzić :)

Odpowiedz
Przyznam się, że użyłam tego sformułowania papugując po innych, też mniej więcej domyślając się, o co chodzi i tylko na podstawie "Sherlocka", bo "Doktora" nie oglądam (próba była podjęta, jednak zadanie mnie przerosło). A więc, tak jak to rozumiem, "moffatyzm" to piętrzenie zaskakujących twistów i cliffhanferów, z uwzględnieniem oczekiwań fandomu, które czasami się udają, a czasem wychodzi coś dziwnego, na co nie wiadomo, jak reagować. W tegorocznym finale to spiętrzenie osiągnęło taki poziom, że nie tylko rozsadziło ramy logiki, ale wywędrowało na zupełnie nowy poziom, który jest już teraz nie wiadomo czym. Bo mało było "Sherlocka" w tym sezonie, zastąpiła go jakaś dziwaczna opowieść, o której nie wiadomo, czy to aby nie czasem jakiś wariant "Incepcji". Skrzyżowanej z "Piłą".

Naprawdę podobały mi się dwie sprawy: zagadka tego chłopaka i samochodu oraz złoczyńcy granego przez Toby'ego Jonesa. Czyli stare, dobre, wciągające zagadki kryminalne, których tym razem właśnie nie było. Zamiast nich były rodzinne dramaty i tajemnice bohaterów, które w końcu, jeśli chodzi o rodzinę Holmesów, przybrały dziwaczną i, co gorsza, nieciekawą postać. W tym postać w sensie bohatera. Bo E. jest beznadziejna.

Z inteligencją braci Holmes też coś się niedobrego porobiło:
Im dłużej o tym odcinku myślę, tym wyraźniejszy wyłania mi się wniosek, że to była kompletna katastrofa. 

Odpowiedz
Popłynęli za bardzo z finałowym odcinkiem. Przez moment, czułem się jakbym oglądał aktorską wersję Death Note'a osadzoną w UK. Po pierwsze, siostra wyjęta z dupy, po drugie męczyły mnie głupotki pokroju sugestii i wymazywania pamięci. Pierwsze 2 odcinki były naprawdę świetne, zwłaszcza ten z facetem wymazującym pamięć (tak wiem, przed chwilą na to narzekałem, ale tutaj było to przedstawione naprawdę realistycznie). Cieszę się, że...

Bo to pokazało że jednak showrunner przejmuję się książkami.

Odpowiedz
https://naekranie.pl/aktualnosci/sdcc-2017-beda-nowe-odcinki-serialu-sherlock-producentka-intryguje-sugestia-2104936

Biorąc pod uwagę, że robią "Dracule" a Cumberbatch bawi się w Doctora trochę pewnie poczekamy, ale przyda się chwila oddechu, w 2020 bym nie pogardził,.

Odpowiedz
Cholernie długie, i momentami czepialskie do granic paranoi, ale z większością zarzutów i ostateczna konkluzja sie nie zgodzić(tl;dw: za każdym razem, gdy Moffat serwuje finałowego cliffhangera pali go najszybciej jak to możliwe, obiecując za każdym razem "hey, it's part of the plan, będzie payoff", po czym koniec końców okazuje się, że żadnego payoffu nie będzie)



Odpowiedz
Co mnie obchodzi "Doctor Who"? Nie oglądam tego, a gość gada o tym przez połowę czasu. OK, wiem, że chodziło mu o wypunktowanie charakterystycznych dla Moffata błędów, ale serio, jak ktoś tego serialu nie ogląda, to się pierońsko wynudzi. A jak dopiero chciałby zacząć, to też wdzięczny za te sceny nie będzie, bo koleś wali spojlerami.

Co do tych zarzutów, to częściowo ma rację, a częściowo się czepia niesłusznie.

- że postać Sherlocka jest ważniejsza od samej akcji - no tak, takie było założenie tego serialu, widoczne choćby w samym tytule. Chcieli przede wszystkim skoncentrować się na postaci, jej rozwoju, relacjach z innymi - ich prawo, to w końcu nie adaptacja Conan Doyle'a, tylko serial na motywach powieści. Fakt, Szerlok przez to taki trochę Gary Stu, ale jest to postać na tyle ciekawa, że to nie przeszkadza. Trzeba Cumberbatchowi przyznać, że potrafił uczynić bohatera oryginalnym i intrygującym, nawet jeśli jest okropnym aktorem i ma głupią gębę :)

- że starcia Szerlok vs. Moriarty czy inny złol przypominają starcia superbohatera z superzłolem z komiksów - no tak, Szerl to taki właśnie supergeniusz, który co jakiś czas trafia na godnego siebie przeciwnika i niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników zdolnościami go pokonuje. Taka konwencja, może się podobać albo nie.

- że widz nie ma przez to możliwości uczestniczenia w rozwiązywaniu tajemnicy, inaczej niż w książkach - bo ja wiem, czy w książkach taka możliwość zawsze była? Dawno już je czytałam, ale pamiętam, że to był właśnie taki typ kryminału, w którym nie poznawaliśmy sposobu myślenia Holmesa (relacja Watsona), tylko na końcu, jak czarodziej, ten sposób przedstawiał wraz z gotowym rozwiązaniem (podobnie jak Hercules Poirot). Metody śledcze Holmesa (np. że był w stanie poznać, co gość robił przez cały dzień po mało znaczących śladach na jego ubraniu) też mnie nigdy do końca nie przekonywały, krytykowali to też współcześni Doyle'a (np. Chesterton). W tej postaci zawsze czaił się właśnie taki superhero.

- że za dużo tego superherowania i jednak tych zagadek brakuje - zgoda, to w końcu detektyw, przydałoby się, gdyby czasem coś rozwiązał. Rozczarowujące było np. na odcinku weselnym, kiedy opowiadał o wspólnych sprawach, które rozwiązywali razem z Johnem, bo człowiek wyraźnie sobie wtedy uświadomił, o ile ciekawsze byłoby, gdyby te sprawy, nawet pomniejsze, po prostu pokazali, jak to o słoniu w pokoju (mam teorię, że to pierwotnie było słoniątko, które potem po prostu urosło cały czas tam trzymane, no ale mogli pokazać! :). Tak że jeśli ktoś oczekuje tradycyjnego kryminału, to zgoda, nie ten adres.

- że nasz Szerli zawsze wychodzi na dobrego gościa - w sprawie z Magnussenem nie wyszedł. Chociaż nie mam pewności, czy sam serial zdaje sobie z tego sprawę, bo temat został w 4. sezonie zbagatelizowany, a następnie olany.

- że Watson jest zbędną postacią po nic - już prędzej w książkach i poprzednich adaptacjach. Tutaj właśnie ten bohater zyskał szansę na zaistnienie jako coś więcej niż kronikarz przygód Holmesa. OK, wciąż jest dla Holmesa tłem (jak wszyscy), ale ma też własną osobowość i buduje z głównym bohaterem fajną, wiarygodną relację typu przyjaźń/bromance ;)

- że pokazanie, że jednak przeżył upadek, było megasłabe - zgoda, było.

- że postacie kobiece są skopane - a to ciekawy zarzut i chyba w dużej mierze słuszny. Co do Adlerki, to faktycznie w książce go przechytrzyła, tutaj mamy relację niby-to-romantyczną. Tyle że naprawdę fajnie pokazaną, między postaciami iskrzy i po prostu dobrze się to ogląda, a "Scandal in Belgravia" jest imo jednym z lepszych odcinków (no dobra, to z bumerangiem faktycznie było słabe :). Mary - zgoda, z początku bardzo fajna postać, na którą zabrakło pomysłu i którą zmarnowano. Siostra - wiadomo, katastrofa jak cały 4. sezon. Ponadto nie wspomniał o Molly, która wciąż jest, owszem, fajną bohaterką - ale coraz bardziej robi niestety za avatar wszystkich zakochanych w Szerlu faneczek.

- że twisty, które po rozbudzaniu w fanach gorączkowych nadziei na nie wiadomo jak oryginalne rozwiązanie prowadzą w sumie donikąd, najprawdopodobniej z braku pomysłu - trudno się nie zgodzić, niestety.

- że 4. sezon był fatalny z powodu spiętrzenia tych wszystkich wad - też zgoda. Moffat dostał za dużo swobody twórczej (nie wiedziałam, że produkcji robi jego ślubna i teściowa). Gdyby ktoś na czas nakierował jakoś sensownie tę jego wyobraźnię, nie dostalibyśmy wielopoziomowej parującej kupy zamiast godnego zakończenia serii.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości