Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Bardzo dobry film, który poruszył mnie w takim samym stopniu, jak "Stand by Me" Roba Reinera z 1986. Powiem więcej - od czasu "Stand by me" nie widziałem filmu, który by w tak piękny sposób mówił o dziecięcej przyjaźni i marzeniach. Oba filmy wywołują w człowieku jakąś niesamowitą tęsknotę za tym, co było i już nie powróci, nostalgię za okresem dzieciństwa i wiekiem niewinności.
Choć "Son of Rambow" różni się od "Stand by me" zarówno pod względem fabuły, jak i czasów, w podróż do których zabierają nas ich twórcy, to oba filmy grają na tych samych emocjach.
W "Son of Rambow" obserwujemy rodzącą się przyjaźń dwóch zupełnie różnych dzieciaków: jeden to szkolny łobuz, który postanowił nakręcić film na "Screen Test" (konkurs BBC dla amatorskich filmów, kręconych przez dzieci i młodzież), a drugi to chłopak należący do quasi-amiszowego bractwa, w którym dzieciom nie wolno prawie nic, poza uczeniem się, jedzeniem, spaniem i modlitwą :) Siłą napędową filmu są właśnie te dwie postaci, zagrane w sposób doskonały i niesamowicie wiarygodny. Ich problemy i relacje mogą naprawdę wzruszyć a wyczyny bawić.
Natomiast młodzi aktorzy drugiego planu są raczej po to, żeby bawić i sceny z ich udziałem powodują trudne do okiełznania wybuchy szczerego śmiechu, mimo iż niektóre akcje ocierają się o absurd (motyw z zapaleniem papierosa przez Didiera, francuskiego ucznia z wymiany).
Tłem wydarzeń jest zaś małe, ukazane w nieco surrealistyczny sposób angielskie miasteczko.
Dużo można by jeszcze pisać, ale nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły, która choć do szczególnie zagmatwanych nie należy to wydaje mi się, że lepiej podchodzić to tego filmu z pozycji kogoś, kto niewiele o nim wie - tak jak ja. Dla mnie "Son of Rambow" był dużym zaskoczeniem i z miejsca awansował do najlepszego filmu, jaki widziałem w tym roku.
Cóż, są gusta i guściki, więc komuś może ów film się nie spodobać aż tak bardzo, jak mi. Ja wiem tylko, że jak nigdy nie zapomniałem "Stand by me", tak też nie zapomnę "Son of Rambow" i do obu filmów będę wracać. Tak to już jest, kiedy życie człowiekowi zbliża się do trzydziestki... ;)
Choć może nie ująłem tego, co chciałem powiedzieć o filmie w sposób zbyt zgrabny to uwierzcie mi, film naprawdę obejrzeć - nie pożałujecie! :)
04-08-2008, 20:40
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
o, nowy film reżysera "Autostopem przez galaktykę"! fajnie brzmi, fajnie wygląda, kupuję w ciemno.
04-08-2008, 21:11
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Chociaż "Autostopem przez Galaktykę" mi się podobało, to lubię ten film za zupełnie co innego. Truizmem będzie stwierdzenie, że to przecież dwa różne filmy, ale w moim mniemaniu "Son of Rambow" to kino na zupełnie innym poziomie. Kino, które budzi prawdziwe (w gruncie rzeczy pozytywne) emocje.
Powtórzę: "Son of Rambow" - piękny film :)
Edit: Tak sobie skojarzyłem niedawne "Be Kind Rewind", które łączy z "Son of Rambow" pewne, szczątkowe, co prawda podobieństwo. I wydaje mi się, że Jenningsowi udało w zakończeniu wywołać u mnie taką reakcję na jaką - być może - stawiał Gondry w "Be Kind Rewind" a mu się nie udało... :)
04-08-2008, 21:51
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,886
Liczba wątków: 15
Uwielbiam festiwal Sundance. Jeżeli coś jest docenione tam, to na bank jest minimum dobrym filmem. Po Rambowa sięgnę niedługo... (może jeszcze w tym tygodniu...)
04-08-2008, 21:56
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Kapitalny film! Jakby polaczyc "Bridge to Terabithai" z "Be Kind Rewind", przy czym film jest dwa razy lepszy od obu tych pozycji. I dodac jeszcze troche "Napoleona Dynamita". Niewiele te porownania pewnie mowia, wiec moze je juz zostawmy. Swietny humor, zakrecony klimat, znakomicie dobrani mlodzi aktorzy, troche wzruszen i fantastyczne wyczucie kiczu (scena w szkolnej stolowce!) komponuja film nieco dziwny, ale zrobiony z wyobraznia i polotem, i przez to autentycznie wciagajacy.
05-08-2008, 15:46
Nowy
Liczba postów: 573
Liczba wątków: 4
Jejku, myślałam, że przesadzacie.... Świetny film, naprawde. Dzięki za cynk, Albatrosie ;)
SPOJLER
Dodam jeszcze, że motyw francuza z wymiany powala. Tak niespodziewanego [przynajmniej przeze mnie], inteligentnego i przewrotnego zwrotu akcji dawno nie uświadczyłam ;)
Take the best orgasm you ever had, multiply it by a thousand and you're still nowhere near it.
05-08-2008, 23:46
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Green_Eyes napisał(a):
SPOJLER
Dodam jeszcze, że motyw francuza z wymiany powala. Tak niespodziewanego [przynajmniej przeze mnie], inteligentnego i przewrotnego zwrotu akcji dawno nie uświadczyłam ;)
Masz na myśli scenę w autobusie pod koniec filmu? Taaa... rzeczywiście trochę niespodziewane. :)
W tym filmie są dwie sceny, które mnie totalnie rozbroiły (w sensie, zmiękczyły mi serce, ale w taki pozytywny sposób) - scena, kiedy Will mówi do dziewczyny, że w tych kolczykach wygląda, jak anioł i kiedy mały "rozkręca" ludzi na parkiecie. Coś niesamowitego :)
06-08-2008, 16:37
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Te rozkrecanie na parkiecie to akurat zalecialo mi tanim hollywoodzkim chwytem. ;) W generowaniu emocji lepiej, o dziwo, radzi sobie niesamowicie autentyczny Lee Carter. Ten caly Will jakos do mnie nie przemawial (aczkolwiek rozbrajal mnie zawsze, kiedy przybieral pozy twardziela - patrz chociazby drugie zdjecie od gory). Byl taki... niewydarzony. ;)
Najlepsza scena? Carter otwiera drzwi, a tam Will w stroju Rambo. 'Przyszedlem ci pomoc, Lee Carter'. Lee Carter: 'O Jezu...'. :)
06-08-2008, 16:45
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Jakuzzi napisał(a):Ten caly Will jakos do mnie nie przemawial (aczkolwiek rozbrajal mnie zawsze, kiedy przybieral pozy twardziela - patrz chociazby drugie zdjecie od gory). Byl taki... niewydarzony. ;)
A do mnie ten maluch "przemawiał" - był naprawdę autentyczny w tej swojej naiwności (wspomniana scena z "aniołem", "Będę się za ciebie modlił, Lee Carter", "Znowu tortury? itd. ;)) I scena na parkiecie wg mnie wcale kiczowata nie była - widać w niej było, że ta - nieco fałszywa, to prawda - akceptacja ze strony innych dzieciaków dawała Willowi wiele nieokiełznanej, dziecięcej radości.
No, ale prawdą jest, że aktor grający Lee Cartera to mistrz świata w swojej kategorii!
06-08-2008, 17:28
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Naprawdę bardzo fajny film. Chyba nigdy wcześniej nie widziałem tak fajnego filmu o dziecięcej przyjaźni i marzeniach. Humor jest po prostu uroczy, pomysły na fabułę po prostu rozbrajają. Młodociani aktorzy wypadają świetnie. Zwłaszcza naiwny i nieprzystosowany do środowiska Will. Jego mina, kiedy Lee Carter mówi o torturach to prawdziwa perełka.
Do dzisiaj miałem wątpliwości, co oglądać z dziećmi, bo niestety poziom współczesnego kina familijnego jest bliski dna. Teraz nie mam wątpliwości. Kiedy znajomy następnym razem poprosi, abym posiedział z dziećmi, włączę im Son of Rambow :)
Wracając do filmu: Świetny jest efekt końcowy pracy młodych filmowców :)
8/10
24-05-2009, 22:43
|