W sieci pojawiło się pierwsze zdjęcie z nowego filmu Terrence'a Malicka "Song to Song", który wcześniej znany był pod tytułem "Weightless". Na zdjęciu trójka gwiazd: Ryan Gosling, Rooney Mara i Michael Fassbender. Akcja "Song to Song" rozgrywa się na tle muzycznej sceny Austin (sam film został nakręcony częściowo podczas festiwalu Austin City Limits). Opowiada o kilku uczuciowych trójkątach, których losy splatają się ze sobą. To historia o obsesji, zdradach i rock'n'rollu.
Amerykańska premiera ustalona została na połowę marca.
Źródło: Filmweb
Nawet nie wiedziałem, że z tym filmem coś ruszyło. Twórczości Malicka w ogóle nie znam, ale obsada to po prostu mój mokry sen.
Zawitają tu: Michael Fassbender, Ryan Gosling, Christian Bale, Val Kilmer, Benicio Del Toro, Cate Blanchett, Natalie Portman, Rooney Mara, Bérénice Marlohe (laska Bonda z "Skyfall"). trio Fass + Bale + Gosling czyli jedni z moich ulubionych aktorów powoduje absolutne must see.
Premiera światowa podobno 17 marca. Jestem ogromnie zaskoczony, bo tak jak pisałem wcześniej, nawet nie wiedziałem, że to kręcą.
Aż przykro się patrzy na te nazwiska w obsadzie. A raczej nazwisko reżysera u którego przyjdzie im zagrać. Nomen omen autor, który obecnie tworzy szrot za szrotem stworzył jednen z moich ulubionych filmów :(
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
03-01-2017, 21:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-01-2017, 21:37 przez Pelivaron.)
(03-01-2017, 21:13)Krismeister napisał(a): obsada to po prostu mój mokry sen.
No właśnie. Pan Mallick złapał Cię w swoją misterną pułapkę.
Nie czekam, bo odkąd ten reżyser zmienił swoją etykę pracy z jodorowskiej na niemal allenowską(nie wiem czy to do końca trafne porównania, ale właśnie obejrzałem double feature z "Santa Sangre" i "Wszystko czego chcielibyście wiedzieć o seksie..." - oba filmy równie seksowne), kompletnie stracił swój twórczy głos. Kiedyś wielki mistyk Hollywoodu przy którego dziełach dzieci-kwiaty paliły skręty i rozmyślały o życiu(ew. o fabule "Tęczy Grawitacji"), przeobraził się w smętnego, starego dziadka prawiącego kocopoły przypominające kazania średniej klasy pastora lokalnego kościoła(niestety nie posiadającego charyzmy Paula Dano).
Jeszcze na początku udawało mu się nabierać krytyków i publiczność, ale po kilku klapach jedynym elementem przyciągającym przed ekrany są nazwiska. Zaczęło się od kilku mocnych zawodników, których można wstawić na samej górze plakatu, ale teraz to już przechodzi wszelkie granice. Facet zaczyna się bawić w trenera arthouse'owego dream-teamu, tylko, że ci których zatrudnia w magiczny sposób zamieniają się w drętwe makiety.
Każdy związek z Mallickiem jest toksyczny. Obecnie przez relacje z nim aktorzy dodają sobie wstydliwe tytuły do filmografii, a widzowie kolejne stracone godziny z życia.
A on/ona idzie na film pana Terrence'a a potem zdziwiony/a, że "wziął Seana Penna, a ten tylko dwa zdania powiedział". Ta jego twórczość przypadająca na XXI wiek to materiał na jakiś reality-show. "Zostałeś Zmallickowany" albo coś takiego.
Podobna reakcja u mnie - marnowanie obsady na jakieś smętne pierdoły. Chociaż, daję jakieś 2% szansy na to, że jednak Malick wróci do formy, bo ja z tych, którzy Drzewo Życia uważają za ostatni dobry film tego reżysera, chociaż już da się tam dostrzec przesadne skłonności do artsy-fartsy.
Czuje się hmm....nieprzekonany. Zapowiada się nie łatwy w odbiorze film, zdjęcia typowe dla Lubezkiego, nie wiem jednak czy mi się podobają na razie. Nadal przy tym filmie trzyma mnie głównie obsada.
Gość już teraz do końca kariery będzie robił ten sam film?! Coś co mogło być przykładem najciekawszej współpracy reżyser-operator ostatnich lat stało się kreatywną mielizną dla obu. Malicka już spisałem na straty gdzieś tak po 10 minutach To The Wonder, ale że Lubezkiemu chce się bawić kolejny raz dokładnie w to samo? Zamiast jednym z najbardziej szanowanych operatorów zaraz stanie się najbardziej irytującym. To niby wszystko świetnie wygląda, ale ja nie mam tego ochoty oglądać nawet jako teledysku. Obsady też szkoda, bo uwielbiam i Fassa i Marę, lubię Goslinga. Podobnie Blanchett czy Bale'a. Ale nawet dla ulubionych aktorów nie potrafię się zmusić, żeby to oglądać. Zaczynam podejrzewać, że Tree of Life broni się głównie dlatego, że był to pierwszy film z "serii".
17-02-2017, 23:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2017, 23:57 przez PropJoe.)
100% zgody, że identyczne zdjęcia Lubezkiego mogą irytować, ale pomimo mojej niechęci muszę przyznać, że trailer nawet mi się podoba, jestem zaintrygowany - nie na tyle, aby przekonać się do kina, ale chętnie dam mu szansę później.
Od kamery Lubezkiego aż kręci mi się w głowie. Czuję, że fabuła może być wydmuszką, ale muzyka i widok Fassbendera, Goslinga, Bale'a i Kilmera na jednym ekranie nadal powodują, że jest to film, który muszę zobaczyć.
Kolejna nominacja dla Lubezkiego, za kręcenie w kółko tych samych zdjęć, byłaby już grubą przesadą... Niezależnie jak ładne obrazki mu wychodzą, gość stanął w miejscu.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
(18-02-2017, 20:03)Krismeister napisał(a): Od kamery Lubezkiego aż kręci mi się w głowie.
Dokładanie. Może to tylko kwestia zwiastuna, bo od Tree of Life nie widziałem nic w całości, ale rzeczywiście po prostu to się nieprzyjemnie ogląda pomimo niewątpliwie ładnych kadrów. Szkoda, że Lubezki prawie nie udziela wywiadów. Operatorzy zwykle opowiadają o dyskusjach z reżyserami o tym, jak film ma wyglądać, więc tutaj powinien powiedzieć, że od trzech filmów ustalają, że robią znów to samo.
Inna sprawa, że rzeczywiście tradycyjnie obsada i akurat tutaj muzyczne klimaty sprawiają, że może to jest w końcu ten Malick post-Tree of Life, któremu dam szansę. Z drugiej strony, to samo myślałem o Knight of Cups.
(18-02-2017, 20:58)Kuba napisał(a): Przynajmniej możemy spokojnie założyć, że walka o Oscara za zdjęcia w przyszłym roku rozegra się między Deakinsem a Lubezkim.
Tak samo jak było w przypadku "To the Wonder" i "Knight of Cups", które nie zostały nawet nominowane za zdjęcia do jakichkolwiek poważnych nagród i w ogóle nie były na serio brane pod uwagę w sezonie oscarowym? Niech film dostanie najpierw solidne recenzje – sztuka, która nie udała się jego poprzednikom. Niemniej, wątpliwe, nawet nie ze względu na marcową premierę (w dodatku pozbawioną pokazów na Berlinale – to pierwszy film Malicka od lat, który nie wylądował na żadnym prestiżowym festiwalu); tak jak pisze Pelivaron, Lubezki/Malick są w tym kontekście spaleni dopóki nie zmienią emploi rozpoczętej wraz z "Drzewem życia".
Przede wszystkim trzymam kciuki za to, by wyszło z tego coś bardziej treściwego niż dwa ostatnie razy. Obsada zachęca bardzo, aspekt festiwalowy intryguje.
O ile "Drzewo życia" można było przełknąć, o tyle ta formuła opowiadania Malicka w dwóch następnych jego filmach już naprawdę zaczęła nużyć i naprawdę ciężko było je obejrzeć do końca. A tutaj zapowiada się praktycznie to samo... No nic, dla Fassbendera i Portman na pewno obejrzę.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
19-02-2017, 21:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2017, 21:12 przez Pitero.)