Spectre (2015) reż. Sam Mendes
Dla mnie to w ogóle ciężko mówić o tym kiedy seria miała słaby okres, a kiedy dobry. To znaczy wiadomo, że są film bardzo dobre i różne kupsztale, ale za cholere bym nie chciał wycinać, czy zapominać nawet największych odpałów z ery Moore'a, bo kocham serię jako całość, a Roger to ponad 1/4 obecnej całości, która w dużym stopniu definiuje to, czym jest Bond ogólnie dla kultury.

Odpowiedz
(18-11-2015, 14:22)Lawrence napisał(a): Sam Brosnan też był OK, ale za bardzo podpadał mi pod tego Bonda, który nie ma żadnych uczuć. Znaczy się, zawsze pozostaje zbyt nienaturalnie cool, opanowany i wyluzowany.

Co Ty pierdolisz?
Już w Goldeneye koleś ma rozkminy, bo musi zabić byłego przyjaciela, że o praktycznie całym TWINE nie wspomnę. No ale nie no, jasne - najlepiej, jakby zamknął się w jaskini na rok i napisał książkę lub pamiętnik.
Poza tym to nie wina Brosnana, że z jego ostatniego filmu twórcy zrobili sobie wesołe s-f. Gość miał kontrakt i się z niego wywiązał. Podobnie jak przeceniany do zasrania Craig, który w Spectre jest wyraźnie znudzony i zmęczony rolą, co widać niemal w każdej scenie. Pierce trafia zresztą w sedno - Spectre JEST za długie i niepotrzebnie mota prostą historię.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Wpadła mi za friko wejściówka na ten film. Cóż, "Casino Royale" pozostaje jedynym Bondem, którego trawię. Dodatkowo podczas seansu obok mnie siedział force ghost Georga Lucasa, który non-stop gadał "to jak poezja, rymuje się". Twórcy na siłę odnosili się do CR, a te "rymy" wyszły im niesamowicie tanio, sztampowo i bezsensownie. Totalnie nieangażujące akcje (po intrze i sceną z kanapą już wiadomo, że Craigowi nawet pół włosa z głowy nie spadnie), które nie dość, że są niepotrzebnie rozbuchane (jeden szczał i walą się całe budynki, WTF) to są poprowadzone totalnie bez pomysłu.

Obowiązkowy pościg? No jest. Co Bond w nim robi? No, jedzie. Jedzie. Jedzie. Obowiązkowy gag. Jedzie. Obowiązkowy gag. Jedzie. Jedzie. Jedzie. Gag. Jedzie. O, katapultuje się. I tak wyglądają wszystkie sceny akcji. Totalnie nie chce się kibicować Craigowi, kiedy tak na chama wyciera w twarz widzowi swoje przerysowanie i groteskowość. Kładzie pojedynczymi strzałami z biodra z kilkuset metrów pomagierów bad guya, w sekundę przebiera się z jednego gajera w drugi, lekkim krokiem sobie śmiga na skraju gzymsu budynku. No masakra jakie to głupie.

"Casino Royale" miało zajebiste sceny akcji, bo po pierwsze były wiarygodne (nie mylić z realistycznymi), po drugie NIC nie szło po myśli Bonda i musiał nadrabiać sprytem oraz uporem (CR bardzo pod tym kątem przypomina "Die Hardy"), a po trzecie widać było, że są one nieziemskim wysiłkiem. Craig po każdej był brudny, spocony, poobijany, zakrwawiony i ledwo żywy. Dodać do tego techniczną maestrię oraz osadzenie tych scen w kontekście, sensowne usprawiedliwienie scenariuszem i bach! wychodzi jeden z lepszych akcyjniaków wszech czasów (pomimo PG-13!).

"Spectre" (ale też każdy wcześniejszy i późniejszy Bond względem CR) idzie w odwrotnym kierunku. Do nudnych, bo bez wyczucia przebajerowanych akcji dopisano na kolanie głupkowatą historyjkę , która lata koło dupy widzowi. Chemii brak totalnie. Pamięta ktoś jeszcze, z jaką zapalczywością Craig próbował uratować Vesper w CR? Jak bardzo, ale to bardzo chciał pokrzyżować plany Mikkelsena ze zwyczajnej przekory i niechęci do niego? Tutaj nawet nie ma cienia relacji między postaciami. Wszystko się dzieje, bo tak (jak ja tego nienawidzę!), więc i ja bo tak daję:

2/10 (dwa punkciki więcej za jeszcze całkiem zjadliwą Monicę Belucci)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Cytat:"Spectre" (ale też każdy wcześniejszy i późniejszy Bond względem CR) idzie w odwrotnym kierunku.
Uprasza się o nie wrzucanie Goldfingera i Pozdrowień z Moskwy (w których scen akcji jak na lekarstwo, nawet ciężko mówić o takich z prawdziwego zdarzenia, są jakieś bijatyki i jeden pościg ze strzelaniną) do jednego worka z głupotkami ery Moore'a, Brosnana i Craiga po CR.

Odpowiedz
Cytat:"Spectre" (ale też każdy wcześniejszy i późniejszy Bond względem CR) idzie w odwrotnym kierunku.
Odśwież sobie Goldeneye. Na pewnym poziomie bardzo przypomina CR. Tzn dalej jest przebajerzone (akcja z czołgiem), ale i w jednym i w drugim filmie mamy Bonda który popełnia błędy, poci się i robi coś kierując się emocjami a nie chłodnym wykalkulowaniem. Oczywiście CR idzie o krok dalej, ale Goldeneye to wciąż bardzo dobry film akcji.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(25-11-2015, 02:21)simek napisał(a):
Cytat:"Spectre" (ale też każdy wcześniejszy i późniejszy Bond względem CR) idzie w odwrotnym kierunku.
Uprasza się o nie wrzucanie Goldfingera i Pozdrowień z Moskwy (w których scen akcji jak na lekarstwo, nawet ciężko mówić o takich z prawdziwego zdarzenia, są jakieś bijatyki i jeden pościg ze strzelaniną) do jednego worka z głupotkami ery Moore'a, Brosnana i Craiga po CR.

Podbijam. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że większość filmów z Connerym trzyma wysoki poziom. Zdecydowanie lepiej oglądało mi się je niż Casino Royale.

Możecie rozpocząć lincz.

Odpowiedz
Z Connerym "Pozdrowienia z Moskwy" są naprawdę dobre i dla mnie to klasyczny film szpiegowski. Ale np. takie "Diamenty są wieczne" po prostu nie cierpię i to już Bond, który całkowicie poszedł w stronę głupiej bajki.

A co do Goldeneye, to i tak i nie: Gdyż pościg czołgiem to jedno, ale np. skok motocyklem za spadającym samolotem, to też przegięcie i to już na początku filmu.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
(26-11-2015, 13:06)Lawrence napisał(a): ... ale np. skok motocyklem za spadającym samolotem, to też przegięcie i to już na początku filmu.

Nagle znów przypomniałem sobie to, co wyrzuciłem z pamięci. I ponownie pojawia się pytanie, co ludzie widzą, takiego dobrego w "Goldeneye", które jest przedłużeniem moore'owskich Bondów -> końcowa scena zaliczania panny w krzakach... Brrrr...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Proszę Lana Del Rey byłaby gotowa skomponować do Bonda, ale nikt jej tego nie zaproponował

http://www.billboard.com/articles/news/6805226/lana-del-rey-bond-song-nme-007

Cóż wolą kastratów...
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Moim zdaniem Bondy z Craigiem są nie porównywalne do tych z Brosnanem. Na początku trudno było mi się przyswoić do bardziej ludzkiego 007. Brosnan był moim totalnym faworytem. Własnie ta fikcja i przerysowanie ideału dawało takie "super". W kocu jest to film akcji, a nie akcji obyczajowej. Jednakże bardzo miło zaskoczyłem się bardziej ludzkim Bondem. I w efekcie, jest tak samo niesamowitym agentem jak Brosnan, jednak bardziej bliższym widzom.

Odpowiedz
Helloł... Ktos tu chyba nie widział Daltona i "Licencji"
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Widzę, że dla wielu osób Bondy dzielą się na dwie grupy: erę Brosnana i jego poprzedników, kiedy wszystkie filmy wyglądały jak Die Another Day oraz erę Craiga, gdzie filmy są bardziej realistyczne.

Odpowiedz
Dla mnie jest tylko jedna grupa. Filmy z Craigiem. Inne nie istnieją.

Odpowiedz
Filmu nadal nie widziałem, ale jednak...

https://soundcloud.com/radiohead/spectre

Typowy wolny kawałek Radiohead z pianinem. Trochę Pyramid Song. Nic szczególnego, ale chyba lepsze niż to, co ostatecznie wybrali, nie? Tylko mi kilka pierwszych dźwięków kojarzy się ze Skyfall?

Edit - w sumie przy kolejnych przesłuchaniach całkiem spoko, pianino i zawodzenie Thoma raczej generic, ale smyczki fajne.


Odpowiedz


Fajnie. Szkoda tylko sztucznie wstawionych CGI facjat Daniela i jego przeciwnika na twarze dublerów. Psują efekt bardziej niż gdybym widział dublerów.

Odpowiedz
Naprawdę miłe zaskoczenie , nie wiem co Mendes ćpał podczas kręcenia Skyfall i w sumie nie chcę już wiedzieć , bo wymazałem tę srakę z pamięci. Tutaj odstawił ćpanie, wyciągnął wnioski i jakoś to umiejętnie poprowadził. Ani razu nie odczułem zmęczenia , a przede wszystkim tego pedalsko-zmanierowanego Bonda ,którego nienawidzę , oraz fabularnych głupot zaserwowanych u poprzednika. Owszem można tu odnotować kilka durnot ,które wymienię na końcu ,ale ogółem oglądało się bardzo dobrze. Finalne przedstawienie organizacji Quantum - Spectre jako globalnej sieci obalającej wszystko na jej drodze budzi respekt , no i nominacje na nowe stanowiska mają mega brutalnie efektywne Oczko Cały motyw z przyszywanym Braciakiem w ogóle mi nie przeszkadzał ,wszystko łyknąłem bez większych zgrzytów i środków przeciwbólowych.



Plusy:
- Poprawiono sekwencje walki i kasowania ludzi na granicy pg-13, co bardzo cieszy.
- Podczas sekwencji akcji nie czuje się przegięcia , bólu głowy i zażenowania
- Goryl ścigający Bonda przez 70 % - mocarny skurwysyn Duży uśmiech
- Mało gadżetów
- Q - nie wkurwia jak w trzeciej części , wreszcie coś robi , uczestniczy w akcji, a nie tylko siedzi na telefonie w piwnicy i łamie tajne hasła za pomocą swoich uber - ultra nerdowskich okularków
- M - Ralph Fiennes's nie trzeba chyba w ogóle bronić zawsze jest zajebisty Oczko


Minusy:
- Jesteś w środku wielkiego Meksykańskiego karnawału , nosisz odpowiednie przebranie ,idealnie wtapiasz się w otoczenie , ale nie chwilę przed akcją w której masz odjebać ważnego oprycha zdejmujesz przebranie i paradujesz w błyszczącym gajerku , bo jesteś przecież Bondem Język
- Na wielkie, karnawałowe wręcz skupisko ludzi w środku miasta ,może sobie wlecieć helikopter i żadne wojsko ,czy policja tego nie kontroluje Język
- Po epickiej walce z Gorylem w pociągu , nie sprawdzasz pozostałych wagonów w poszukiwaniu innych oprychów, nie wyskakujesz z niego, tylko rżniesz królową balu Język
- Ostatnie 20 min można było sobie spokojnie darować i zakończyć to efektowną akcją na pustyni ( szkoda takiej wielkiej eksplozji na niecałe 5 minut ucieczki).


Gdyby nie ostatnie dwadzieścia minut mogło być nawet 8/10 , a tak daje 7/10 Miłe zaskoczenie i chyba kupie kiedyś w promocji na BD Oczko

Odpowiedz
Cytat:Podczas sekwencji akcji nie czuje się przegięcia , bólu głowy i zażenowania

Taa, zwłaszcza przy scenie z helikopterkiem latającym do góry nogami...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Raczej przy combo-Bondzie, który z każdej kraksy samolotu, wybuchu samochodu, walącego się budynku, przewiercania głowy, wychodzi bez stracenia nawet kropli krwi.

Odpowiedz
Lepsze to niż Craig walący motocyklem całym impetem w betonowy mur , aby efektowniej zejść na dach pociągu w Skyfall Język

Odpowiedz
Z dwojga złego wolę już nieszkodliwe nawiązanie do starej "bondowskości" niż scenę tak debilną ze chyba nawet w Szybkich i Wściekłych by nie przeszła.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Skyfall (2012) reż. Sam Mendes Kaczor 1,313 220,894 17-09-2024, 09:36
Ostatni post: Corn



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości