Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
(08-09-2017, 22:55)zombie001 napisał(a): Co to pół roku i 4 strony tematu robi z ludźmi.
Idę dzisiaj do kina i jeśli film się nie sprawdzi w moich oczach to pozytywne przyjęcie przez resztę Świata itp. dalej będę miał w nosie :P Poprzeczka będzie zawieszona wysoko bo mini seria TV to moja trauma z dzieciństwa, która nie ukrywam potrzebowała porządnego rimejka, ale tylko jeśli chodzi o sekcję z dorosłymi, która jest dzisiaj nieoglądalnym knotem :P
09-09-2017, 00:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2017, 00:19 przez Predator895.)
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
zombie001 ' napisał(a): Btw. myślicie, że teraz WB ruszy się w końcu i skusi na 2-3 częściowy "BASTION"?
Zależy. Jeśli będą ciągnąć koncepcje Boona to pewnie w końcu to zrealizują, ale nie w najbliższej przyszłości. Mówimy w końcu o wyosokobudżetowej trylogii, reżyser na dodatek teraz dłubie przy "New Mutants" a potem ma inny projekt na podstawie Kinga na oku.
Z drugiej strony według Boona mają już nawet obsadę więc kto wie...ja osobiście bardzo kibicuje temu filmowi bo książka (nie licząc finału) jest znakomita.
09-09-2017, 09:22
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
W tym momencie wynik It z piątku w amerykańskich kinach to 49,6 mln$. Jak wielki to sukces? Absurdalny. Rekord otwarcia dla horroru to 52 mln$ Paranormal Activity 3, rekord otwarcia września to 48 mln$ Hotelu Transylvania 2, będzie dopiero drugim filmem z kategorią R który przekroczy 100 mln$ z weekendu.
09-09-2017, 10:18
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Nie będzie za bardzo o książce, o Currym, o „Stranger Thing”, ani o Spielbergu. „It” z 2017 to świetny film i warto jemu poświęcić trochę czasu. Tak po prostu.
Książkę Kinga uwielbiam, do miniserial z 1990 roku sentyment mam ogromy. Siłą rzeczy na nową ekranizację „It” czekałem ogromnie. Jednak oczekiwaniu towarzyszyła jeszcze większa niepewność, czy cokolwiek dobrego może w 2017 roku na podstawie tej konkretnej historii wyjść, Dzisiejszych horrorów po prostu nie trawię. Jest to obecnie moim zdaniem najgorszy gatunek filmowy. Twory bez fabuły, przeładowane głośnymi straszakami, które w praktyce to jedynie nużą, w najlepszym wypadku litościwie śmieszą – taką mam opinię o horrorach ostatnich lat. Niestety osoba reżysera, problemy produkcyjne i większość kampanii promocyjnej wskazywała, że nowe „It” będzie doskonale wpisywało się w tej schemat, jedynie biorąc jako podkład kultową powieść. Co w linii prostej prowadziłoby do mojego sporego zdenerwowania. Czy tak się stało? Zdecydowanie nie. Chociaż nadal uważam, że zmiana reżysera wyszła filmowi na złe. Przynajmniej częściowo.
Przede wszystkim Muschietti zrobił film bardzo starannie. Wykonano tutaj świetną filmową robotę, co widać w zdjęciach, montażu, kolorystyce, scenografii. Zadbano tutaj o detale, nawet subtelnie mrugnięto kilka razy w kierunku ekranizacji z Timem Currym. Całość ciągnie jednak w górę bardzo dobry scenariusz, który po raz kolejny udowadnia, że dobry film na podstawie książki Kinga musi ją solidnie przeczesać. Nie zawsze oczywiście selekcja polega na tym samym. W „It” nie chodziło o tym, żeby wzorem Kubricka wyciąć dziwne, jeżeli nie wręcz kiepskie pomysły Kinga, a bardziej o nadanie historii bardziej filmowego kształtu, którego powieść raczej nie ma, natomiast jej założenie już tak. Dzięki temu otrzymujemy scenariusz bardziej skondensowany, gdzie środek ciężkości nadal jest podobny jak w pierwowzorze, ale bardziej wyeksponowany. Mimo tego, że książkowe „It” to chyba wręcz moja ulubiona książka w ogóle, uważam takie zmiany za bardzo korzystne dla filmu. Powodują one jednak, że koniec końców jest to obraz oparty na motywach powieści, a nie pełnoprawna ekranizacja.
Tym samym dochodzimy do przedstawienia opowieści w nowych realiach, którymi tym razem są lata 80. - wspaniale zresztą nakreślone poprzez takie perełki jak baner kinowy z "Lethal Weapon 2” na czele. Siłą zabiegu z przeniesieniem czasu akcji jest jednak nie bujna scenografia tła, a wykorzystanie jej z większym zamysłem, który z pełną siłą uderzy dopiero w nieuchronnym sequelu, ale już teraz przybliża na wielu płaszczyznach nasze pokolenie do tej historii i nadaje jej uniwersalnego wydźwięku. To się nazywa scenopisarstwo właśnie.
Scenarzyści (których w napisach można znaleźć finalnie trzech) wykreowali pełnokrwistą grupę bohaterów, którą co ważne poznajemy poprzez ich działania, zachowania i relacje. Nawet jeżeli reżyser czasami chwyta się troszkę topornych metod ekspozycji, są to nadal próby opowiadania obrazem, a nie siermiężne dialogi kierowane głównie do widza. To jest ogromna zaleta filmu. W trakcie seansu poznajemy „The Losers Club”, obserwujemy jak się tak naprawdę on tworzy. Na naszych oczach zawiązują się przyjaźnie, miłości a o przeszłości każdego bohatera dowiadujemy się w zasadzie mimochodem, tak jak ich koledzy. Poprzez zachowanie, chwilę szczerości, nagłe wyznanie. Brakuje mi wręcz słów, żeby opisać, jak bardzo żywi są bohaterowie w filmie Muschiettiego. To o nich jest ten film. I o takich jak oni. O ich dorastaniu, o trudnościach dzieciństwa, lękach, solidarnosći, przyjaźni, ale i o dorosłym świecie, który odciska na nich często bolesne piętno.
„It” to rewelacyjny dramat obyczajowy. Polecam.
Aaa, z tego wszystkiego zapomniałem o jeszcze jednym istotnym elemencie. W filmie pojawia się postać grana przez Billa Skarsgårda. Nazywa się Pennywise. Warto jeszcze dodać kilka słów w związku z nim.
Czym jest tytułowe TO? Nie warto na pewno w kontekście filmu przywoływać tutaj mitologii Kinga. Można uznać, że jest katalizatorem całej historii, którą opowiada nam Muschietti; ucieleśnienie największych lęków, które skrywają nasi młodzi bohaterowie. Schodząc trochę na ziemię można jeszcze powiedzieć, że jest jedynym elementem, przez który film trafia do szufladki o nazwie horror. No i tutaj właśnie na wierzch wychodzą słabości reżysera. O ile miewa rewelacyjne, naprawdę genialne pomysły wizualne na swojego demonicznego bohatera, tak często spłyca obraz do generycznego straszaka. Co prawda w gotowym filmie nielubiane przeze mnie sceny ze zwiastunów prezentują się o wiele lepiej, tak nadal nie pasuje mi momentami zrobienie z Pennywise'a krzyczącego potworka. Jeszcze gorzej w moim odczuciu wychodzi mieszanie tych straszaków z zamierzonymi zabiegami komediowymi. Ten świetny scenariusz nie zasłużył na wygłupy, które momentami serwuje reżyser. Ewidentnie brakuje mu subtelności, wyczucia a może i zrozumienia podstaw scenariusza, nad którym pracował. Przy tej krytyce oddaję mu jednak, że dawno nie widziałem tak dobrze, mądrze i świadomie wykorzystanych wyśmiewanych już jump scare'ów. W takiej konstrukcji fabularnej, oraz przy założeniu, że Pennywise działa tak jak działa, to właśnie jump scare jest dobrym wyborem formalnym. Mam wrażenie, że Muschietti jest w tym zespole filmowym jedynym jego członkiem, który ciągnie „It” w stronę po prostu horroru o straszydłach i potworach. Co prawda tylko momentami, ale jednak. Podświadomie jednak czuję, że pierwotnie planowany jako reżyser Cary Fukunaga (obecny nadal w produkcji jako jeden z autorów scenariusza) jest w ogromnej mierze autorem takiego a nie innego podejścia o ludzkich bohaterów. Idąc dalej powiem wręcz, że z nim za sterami „It” mogłoby być dziełem realnie wybitnym. Kinem dojrzałym w 100%, a nie tylko 90%, filmem cenionym ogólnie, a nie tylko bardzo dobrym horrorem. Szkoda mi bardzo, że wypadł od z tej produkcji.
Muszę wrócić jeszcze do Skarsgårda, bo mówienie o tym filmie bez skupienia się przez chwilę na nim jest co prawda możliwe, ale niepełne. Gość stworzył kreację. W pełnym tego słowa znaczeniu. Wykorzystał w swojej grze wszystkie narzędzia aktorskie, łącznie z odpowiednim użyciem własnego ciała. Bardzo pomagają mu efekty specjalne, które mimo czasami kulawego wykonania są dobrze używane. Najważniejsze jest jednak to, że młody Skarsgård nie poszedł w kierunku Curry'ego. Stworzył własną interpretację potwora, różną od mistrzowskiej wersji z roku 1990. I obronił się. Będzie wspominany. Może nawet kultowy. To jest jego ogromny sukces, a to na nim ciążyła przy tej produkcji największa presja. Dodam jeszcze, że w kilku momentach jest autentycznie przerażający.
Film już widać, że odnosi ogromny sukces. Wyniki z pokazów dnia zerowego i pierwszego są absurdalnie dobre. No i dobrze. Może dzięki temu horrory choć troszeczkę podniosą swoją poprzeczkę, bo to gatunek z ogromnym potencjałem, jeżeli tylko twórcy mają ambicje, by zrobić coś więcej niż krzyczeć i biegać z bohaterami.
Czekam na kontynuację, w której już w zupełności nie będzie niestety Fukunagi. Do tego skupi się ona na dorosłych już bohaterach, gdzie miniserial poległ z kretesem, nawet w moich oczach fan boya. Zadanie trudne. Kredyt zaufania jednak jakiś jest. Gdyby twórcy mieli odwagę to mogliby poczekać z tym filmem 27 lat i zatrudnić tę samą ekipę aktorską, ale to oczywiście niemożliwe. Do tego zburzyłoby to cały zamysł ze zmianą czasu akcji oryginału. Tak więc TO wróci. Zawsze wraca. Przypomnę – miniserial, rok produkcji 1990; „It” Muschiettiego 2017. Przypadek? Nie sądzę :)
8/10
.
09-09-2017, 14:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2017, 14:08 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,909
Liczba wątków: 6
Już teraz wyprzedzam myśli producentów:
(09-09-2017, 10:18)Szaman napisał(a): W tym momencie wynik It z piątku w amerykańskich kinach to 49,6 mln$. Jak wielki to sukces? Absurdalny.
IT:Chapter 2? PFffffffffffffffff. Co powiecie na Chapter 3! Osadzony w latach 40... XXI wieku :P
Mega szalone, ale z chęcią zobaczyłbym tego klauna, w takich futurystycznych realiach.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
09-09-2017, 14:26
Heavydirtysoul
Liczba postów: 193
Liczba wątków: 3
(09-09-2017, 14:26)zombie001 napisał(a): Już teraz wyprzedzam myśli producentów:
(09-09-2017, 10:18)Szaman napisał(a): W tym momencie wynik It z piątku w amerykańskich kinach to 49,6 mln$. Jak wielki to sukces? Absurdalny.
IT:Chapter 2? PFffffffffffffffff. Co powiecie na Chapter 3! Osadzony w latach 40... XXI wieku :P
Mega szalone, ale z chęcią zobaczyłbym tego klauna, w takich futurystycznych realiach.
Bo IT to tylko mała część książki, więc akurat kolejna część jest uzasadniona.
Cigarettes and coffee, man. That's a combination.
09-09-2017, 15:13
Stały bywalec
Liczba postów: 1,167
Liczba wątków: 1
https://twitter.com/DrMovieNews/status/906177724158529538
Wow! Chyba pomogło to, że w sierpniu nie było za bardzo na co iśc do kina
09-09-2017, 15:14
Stały bywalec
Liczba postów: 5,909
Liczba wątków: 6
@kawa i papierosy
Wiem, że filmowe "It" to zaledwie połowa historii z książki. Nawiązywałem do to tego, że żądni kasy producenci, pewnie już szukają sposobu jak obejść problem zamknięcia tego w [zaledwie] 2 filmach - stąd ten pomysł z "Chapter 3" :)
(09-09-2017, 09:22)Kuba napisał(a): Zależy. Jeśli będą ciągnąć koncepcje Boona to pewnie w końcu to zrealizują, ale nie w najbliższej przyszłości. Mówimy w końcu o wyosokobudżetowej trylogii, reżyser na dodatek teraz dłubie przy "New Mutants" a potem ma inny projekt na podstawie Kinga na oku.
Boone jest tam akurat zbędny. Zresztą koncept 4 filmów nawet nie był jego pomysłem, tylko biznesmenów z WB. Przy czym należy sobie powiedzieć prawdę - nie chodziło im wtedy o wierne zaadaptowanie książki, czy też potraktowanie materiału z godnością. Kierowała nimi chęć zysku i stworzenia nowej marki, która jednocześnie nie generowała by zbyt wysokich kosztów produkcji, ale pożyła z 2-3 lata i zarobiła swoje.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
09-09-2017, 15:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2017, 15:34 przez zombie001.)
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
Moim zdaniem Boone mógłby zostać, gość jest niesamowicie podjarany tematem i wypowiadał się jednak całkiem sensownie. Jakby WB dało mu wolna rękę a on by sobie dobrał jakiegos dobrego, inteligentnego scenarzystę to mógłby wyjść hit.
Jeśli "IT" odniesie wielki sukces komercyjny to uważam, że powróca do tematu i postaraja się także o wysoki poziom artystyczny, chyba nie chca aby zakończyło sie druga Wieżą. Mamy teraz idealna sytuacje. "Wieża"-kompletne olanie ksiązki, tragiczny marketing, złe podejscie artystyczne=mierne 100 milionów BO i zaprzepaszczenie szans na długa serie która mogłaby przynieśc zyski nawet w miliardach (potencjał taki był) a z drugiej strony "IT" które (podobno) trzyma się książki, jest przemyślane, świetnie zrobione i zagrane (bazuje na tym co czytałem, na sam film raczej poczekam aż wyjdzie na płyty) = prawdopodobnie bardzo duży zysk, patrząc na konkurencje to aż do "Kingsmanów" IT powinno ściągać grube miliony. Więc WB mam nadzieje wyciągnie wnioski z porażki Sony i swojego sukcesu przy "IT".
A sam "Bastion" jeśli byłby bez Boona to chętnie widziałbym w wykonaniu Hillcoata (jego "Droga" to jeden z filmów które wywarły na mnie największe wrażenie) lub Millera. Ciekawi mnie nawet jakby do tematu podszedł Jackson.
09-09-2017, 15:50
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
A gdyby kina na Florydzie nie były pozamykane? Nadeszła box office'owa bestia jakiej nikt się nie spodziewał.
09-09-2017, 16:25
Stały bywalec
Liczba postów: 13,383
Liczba wątków: 77
Petarda! z kilkoma wadami, ale i tak jest to dla mnie jedno z większych zaskoczeń (jak nie największe) tego roku. Nie wiem czy w tak świetnym odbiorze filmu Muschiettego nie pomogła mi znikoma znajomość starocia z Currym (znam go tylko z urywków z Youtube) oraz książki - dzięki temu każdy pomysł twórców oraz samą fabułę chłonąłem jak paczkę Laysów z winem w akademiku :) I pewnie nie zabrakło mi tego lub owego.
srebrnik megawyczerpał temat więc nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod jego oceną. 8/10 będzie uczciwą notą, albowiem za całą masą zalet (poniższa lista jest ledwie ułamkiem tego co mi się podobało) ciągnie się mimo wszystko nieco sztampowy finał i trochę schematyczna jazda od jump scare'ów do jump scare'ów jak w wesołym miasteczku. Jednak dramat obyczajowy w tym momencie górą - chciałbym zobaczyć 3-godzinny film o tych młokosach w formie nowej wersji Breakfast Club :)
+ młokosy, co do jednego, ale ze szczególnym wskazaniem Sophi Lillis i Jaedena Lieberhera, są niesamowite i aktorsko wypadają fantastycznie. Każda scena z ich udziałem jest nakręcona bez sztuczności i tę grupę po prostu trzeba lubić. Oj zastanawiam się, czy spece od castingu nie zaorali czasem aktorskiego potencjału na sequel.
+ obyczajowe szaty są wielką ZALETĄ tego filmu. Już dawno żaden horror nie szanował tak bohaterów i nie dawał im tyle ekspozycji, a przy tym robił to na tyle zręcznie i bez żenady. Naprawdę czuć tutacj ducha lat 80-tych, motywy dojrzewania, pierwsze miłości, pocałunki, wojny na kamienie, teksty typu "Twoja stara" itd. Jest sympatycznie!
+ Fajnym jak dla mnie motywem jest brak unikania trudnych tematów - jest trochę scen na temat molestowania, jest w końcu walnięty synek policjanta który
morduje ojca nożem dostarczonym przez Pennywise'a
+ Sam Pennywise jest moim zdaniem świetny, w czym zasługa Skarsgaarda i kreatywnych efektów specjalnych (fakt, że CGI czasami kłuje w oczy). I choć nie jest go zbyt dużo na ekranie to gdy tylko się pojawia - jest daniem głównym. Poza tym, jak na straszaka to wszystkie sceny z klaunem były na swój sposób kreatywne i potrafiły zmrozić nieco krwi w żyłach.
+ Podoba mi się tajemniczość klauna i całego miasta, dzięki temu czarny charakter jest w pewnym stopniu mitem oraz realnym zagrożeniem. Grubasek (świetny występ dzieciaka) kolekcjonuje wycinki gazet i szuka w bibliotece ciekawych informacji historycznych, z których dowiadujemy się podstawowych informacji i to w zupełności mi wystarczyło. Bez zgłębiania się i szukania genezy Pennywise'a, miasto jest przeklęte i basta.
+ Mimo takiego, a nie innego rozwiązania w finale ostatnia scena jest bardzo fajna i pozostawia widzów z zaciekawieniem
jak bohaterowie będą się prezentować 27 lat później, relacja Billa z Beverly może być interesująca :)
TO jest po prostu dobrym filmem :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
09-09-2017, 16:47
Stały bywalec
Liczba postów: 1,167
Liczba wątków: 1
Nowy
Liczba postów: 413
Liczba wątków: 2
dobre kino, tak na początku powiem. nie oglądałem wersji z lat 90, nie czytałem książki i o fabule wiedziałem tyle, że jest straszny klaun. podstawowym plusem filmu są dzieciaki. świetnie zagrane, dostali sporo niezłych linijek i było czuć chemię miedzy bohaterami. na początku wkurwiał mnie typowy bully szkolny, ale później skojarzyłem, że akcja dzieje się w latach 80 no i to właściwie klasyka gatunku. jump scary nie wkurwiały - odpowiednio dawkowane i w miejscach gdzie faktycznie były na miejscu. dawno nie oglądałem tak długiego horroru, raczej gatunek kojarzy mi się ze 100 minutowym metrażem, ale nie dłużyło się. czego mi brakowało? chyba jako horror nie do końca mnie postraszył, ale wybaczam mu to za stworzenie ciekawych postaci.
7/10, warto zobaczyć
09-09-2017, 16:58
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Jeżeli dobrze patrzę to te 51 baniek jest lepszym wynikiem piątku niż miał "Spider-Man: Homecoming". To jest jakiś absolutny fenomen.
.
09-09-2017, 17:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2017, 17:27 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Nie chce mi się opowiadać jak wielki wpływ miało "TO" na osoby urodzone w połowie lat80tych. Pierwszy seans z najbardziej pożądanej kasety VHS na podwórku wspominam do dziś. Wiec od razu przejdę do konkretów i wypunktuje wszystko to co mi się nie podobało w tej ekranizacji a co było poprowadzone zdecydowanie lepiej w telewizyjnej wersji z lat 90tych.
- Persona Klauna jest totalnie spierdolona... To jeden z tych demonów, który powinien przerażać każdą sekundą na ekranie, być zagadką, enigmą opowieści a tutaj nie ma jak tego robić, bo kiedy człowiek się już naprawdę wczuwa to pseudo Demoniczny Klaun rzuca totalnie rozładowującymi napięcie CGI odpowiednikami. CGI demony mają być odzwierciedleniem największego strachu dzieciaków, a dla mnie to po prostu zwykłe straszaki jakich mamy na pęczki w generycznych horrorach z najniższych półek. Noż kurwa przykładowa zakonnica z Obecności siała większy postrach niż wszystkie demony razem wzięte w tym filmie... Na pewno byłaby lepsza od tej mimozy z obrazu ojca Rabina. Tak więc nie ma tego efektu WOW jak to miało miejsce w pierwszej telewizyjnej ekranizacji a jak już się na chwilę coś czuje to czar pryska >> patrz demony CGI. To powinien być pieprzony Joker filmu a wyszło jak wyszło.
- Dzieciaki ehhh w pierwszej wersji w wspaniały sposób pokazali pokrótce historię każdego z bohaterów, a tutaj mamy zabójstwo Gorgiego, dziesięć sekund na ubojni owiec i ledwie, astmatyk i jego nadopiekuńcza matka chroniąca go przed zarazkami, sama wyglądająca jak jedno wielkie choróbsko... itp.
- Dialogi dzieciaków sprawiają, że uszy mi krwawią. Szczególnie dzieciak ze Stranger Things - pinglarz. Totalnie przeszarżował z tymi swoimi What a Fuck. Wypowiada tę kwestię co najmniej dwadzieścia razy i ogólnie jest po prostu klnącym szewcem tej ekranizacji w negatywny sposób.
- W wersji telewizyjnej wszyscy mieszkańcy byli wypaczeni od stóp do głów, z góry wiedzieli że coś jest nie tak z tą okolicą ale byli na tyle przerażeni, że przymykali na wszystko oko w naprawdę dziwny sposób. Widać że całe miasto było pod wpływem zła skrywającego się w kanale i to była świetna klaustrofobia w której znajdowały się dzieciaki. Tutaj tego nie ma... wszystko zwalone jest na Henryego Bowersa i jego gang olsena. Praktycznie tylko on jest tu w pełni opanowany przez Klauna co i tak zostało marnie ukazane.
Teraz aby nie było że tylko dostrzegłem negatywne strony ![[Obrazek: 1f609.png]](https://static.xx.fbcdn.net/images/emoji.php/v9/f57/1/16/1f609.png) ;)
- Przebłyski naprawdę dobrego klimatu można zawdzięczać dziewczynce, która gra Beverly Marsh. Spisała się na medal każda jej scena jest na przyzwoitym poziomie > najbardziej podobała mi się jej interakcja z grubasem.
- Od totalnego dna ratuje to wszystko końcówka. W bardzo fajny sposób przedstawiono tu pieczarę Klauna. Czuć ten nadprzyrodzony miscytyzm, lewitacje ciał i wrota piekieł, które pobudzają wyobraźnię.
Ogółem gdyby nie finałowa potyczka spuściłbym to wszystko bez większych emocji do kibla, a tak po seansie zostaje tylko bez emocjonalne wzruszenie ramion. Srogi zawód marne 5/10
09-09-2017, 20:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2017, 08:49 przez Predator895.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,378
Liczba wątków: 21
Garść luźnych uwag.
Ależ nierówny film! To znaczy poza warstwą horrorową, bo ta akurat leży zupełnie równo. Może dałoby się wymienić parę lepszych fragmentów (Ben w bibliotece np.), ale ogólnie jest słabo. Nawet potencjalnie dobre patenty (Pennywise używający Georgie'go jako pacynki) kładzie wykonanie. A każda scena z telepiącym się w pościgu klaunem jest żałosna.
Jak już parę osób wspominało, relacje między dzieciakami są o niebo lepsze, ale i dzieciaki wypadają różnie. I tak:
- Beverly. Życzę Sophii Lillis dużej kariery, bo dziewczyna jest fantastyczna. Nietypowa uroda, bardzo wyrazista, ekspresyjna twarz, żadnego fałszywego momentu w scenach bardzo chwilami dramatycznych. A sama Beverly to chyba najlepiej napisana postać z ekipy.
- Eddie. Zaskakująco żywiołowy i pyskaty, chyba najzabawniejszy z ekipy.
- Richie. Chwilami jego gadka i te ciągłe fucki zaczynają męczyć, ale za to dostaje fajny monolog w finale.
- Mike i Stan mogą być, choć scenariusz raczej odsuwa ich na bok.
- Ben raczej nijaki. A szkoda, spaślak był moją ulubioną postacią w książce.
- Bill jest tragiczny. Niezależnie od kontekstu sceny wygląda i brzmi jakby za chwilę miał się rozpłakać. Powieść czytałem dawno, ale nie pamiętam, żeby Bill był taką mazgajowatą pizdą. I przy okazji takim fatalnym liderem grupy. Denerwował mnie w sumie każdą minutą czasu ekranowego.
Co do Skarsgarda, wypada zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę, że reżyser, charakteryzacja i ludzie od efektów (te zęby...) najwyraźniej go nienawidzą i usilnie starają się storpedować jego występ. Bill ma talent do wypowiadania każdej kwestii w dziwaczy, zapadający w pamięć sposób, co daje pożądany efekt - mamy poczucie, że Pennywise to coś udające tylko istotę ludzką. Poza tym jego finałowe wejście i taniec są w upiorny sposób przekomiczne. Design jednak nadal uważam za beznadziejny, a cgi bynajmniej nie pomaga.
Scenariusz odziedziczył po książce największy problem - działania Tego nie mają sensu za grosz. Czemu inne dzieciaki zabija od ręki, a akurat z Frajerami tak nieudolnie się zabawia? Czemu rekrutuje Bowersa, pozbawiając się potencjalnie części ofiar? Jak to ujął Nostalgia Critic: "because he's a very stupid clown".
A poza tym tonacja filmu to jedna wielka sinusoida. Skacze dość chaotycznie i raczej bez pomysłu od grozy do komedii. Dramatyczna opowieść o dziejach miasteczka? New Kids on the Block! Scena z myciem łazienki to już w ogóle jeden wielki wtf.
Między 6 a 7/10 i jednak szkoda Fukunagi.
09-09-2017, 22:34
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Świetny film, wszystko już zostało napisane na temat obsady i bohaterów, więc dodam od siebie że niesamowicie podobały mi się wszystkie sceny grozy. Jest tu jakaś taka reżyserska, bo ja wiem, inteligencja, świadomość materiału i jednoczesny dystans do niego, dzięki czemu jest poważnie, ale z odpowiednią nutką groteski, przerysowania a nawet czarnego humoru. O ile tego typu sceny w innych horrorach robione są z kijem w tyłku (jak np. w innym warnerowskim horrorze, wciąż granej Annabelle: Creation) i mnie osobiście nużą, tak te tutaj dostarczają masy frajdy. (trędowaty bezdomny! scena z projektorem!!!) Fajnie że powstał horror, na którym można się tak dobrze bawić.
Bardzo mocne 8/10.
10-09-2017, 00:15
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,286
Liczba wątków: 74
Hype niesamowity, film niestety co najwyżej przeciętny i żal dupę ściska, że nie nakręcił tego Fukunaga tylko ten cep od "Mamy" - ten. tzw. reżyser próbował położyć ten film na każdym możliwym kroku, na szczęście całość ratuje spoko scenariusz m.in. Fukunagi właśnie i młodzi aktorzy, którzy są świetni. Nawet Skarsgård, o dziwo, spokojnie daje radę, tylko co z tego, jak pograć mu dają tutaj dosłownie chwilami, reszta to jakieś bezsensowne CGI łubudubu, podobne do tego z końcówki "Mamy". Wkurwiony jestem strasznie, bo praktycznie wszystko oprócz reżyserii i niektórych komputerowych efektów specjalnej troski jest tutaj co najmniej dobre. Zmarnowany potencjał.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
10-09-2017, 01:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2017, 01:27 przez slepy51.)
Red Crow
Liczba postów: 12,689
Liczba wątków: 50
117 milionów na otwarcie. Spokojnie pęknie 300 w samych Stanach, budżet wyniósł 35 baniek.
Stephen King's Universe confirmed? :D
10-09-2017, 17:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2017, 17:32 przez nawrocki.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,310
Liczba wątków: 5
Ja tylko mam nadzieję, że nie będą doklejać do "It" zyliona sequeli tylko, jak piszesz, spróbują stworzyć coś w stylu "King's universe". Fajnie, gdyby teraz wzięli się za "Bastion', to chyba też ma Warner?
10-09-2017, 17:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2017, 17:51 przez Albertino.)
|