Ankieta: Jak oceniasz IT: Chapter 2?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Stephen King's IT
https://www.digitalspy.com/movies/a28526282/it-chapter-2-runtime-deleted-scenes/

2 godziny i 45 minut
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
Tak czy siak jak na horror to i tak duzo:)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Za dużo. Już w jedynce czas trwania się udzielał, a była przecież pół godziny krótsza.

Odpowiedz
IT to nie Infinity War. Będą musieli naprawdę zgrabnie całość zmontować, żeby w czasie seansu nie odczuć tego metrażu.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz

Odpowiedz
Wiecie kogo jeszcze oprócz Smitha, Pesciego, Pacino i De Niro zobaczymy w tym roku odmłodzonego cyfrowo?

Dzieciaki z IT.

[Obrazek: giphy.gif]

https://io9.gizmodo.com/were-already-de-aging-kids-for-movies-1836908826

Odpowiedz
Po zachwytach nad nowym Taranitno, który dla mnie nie do przebrnięcia na prawdę mnie nie obchodzi, że "Za długie" dla nich jest coś co paradoksalnie oparto na 500 stronach powieści.

I Hader i najmocniejszy 3ci akt to najważniejsze :)

Odpowiedz
Tak, również mnie cieszą opinie, że Hader kradnie film.

Odpowiedz
Na spotify jest soundtrack, nawet lepszy od pierwszej części. We wtorek zdejmują embargo na recenzje

Odpowiedz
https://www.rottentomatoes.com/m/it_chapter_two/

Jest dobrze

Odpowiedz
Zawiodłem się.

Nie będę się jakoś rozpisywał, bo zmęczony jestem - między innymi seansem. Metraż odczułem okrutnie. Zwłaszcza w finale. Bo Muschietti nie wykorzystuje tych minut na rozwijanie bohaterów, albo na rozbudowę świata. Nie. Po prostu wali tymi swoimi "strasznymi" scenkami, które są lepsze i gorsze oraz fatalne. Czego apogeum ma miejsce w finale, który jest już regularną rozpierduchą. Nie było mowy, żebym się bał tutaj czegokolwiek, bo nawet jak zdarzał się jakiś spoko patent, to i tak było oczywiste, że coś zaraz "krzyknie". To trochę jak oglądać fajnie zrealizowane filmiki w necie. Ich treść nie ma znaczenia, bo liczy się, że komuś fajnie wyszło. No to tutaj miałem dokładnie to uczucie. Bo realizacyjnie jest spoko. Zdjęcia dają radę (chociaż "Chapter 1" ze swoją stylizacją był moim zdaniem lepszy), montaż jest pomysłowy i efektowny, nie wpadając w efekciarstwo - to ważne, bo to całe łączenie "teraz" z "wtedy" działa, muzyka gra jak trzeba. Jednak ta historia to jest lipa solidna. Patent na rozdzielenie bohaterów po powrocie do miasta jest FATALNY. Wiem, że to rozwiązanie książkowe, ale na tym polu lepiej sprawdziła się delikatna zmiana z tej telewizyjnej adaptacji.

Tutaj zresztą problem jest szerszy. Nie będę spoilerował, ale film trochę jakby bierze z książki pewne patenty, ale nie za bardzo idzie z nimi głębiej. Przez co wypadają trochę idiotycznie. Nawet nie trochę. Na tym polu pewnie się rozwinę z wypowiedzią, jak już kilka osób zobaczy film i napiszą swoje refleksje. Generalnie bohaterowie są jacyś nieobecni. Muschietti wstawia te swoje scenki, a aktorzy między nimi się snują, żeby potem w trakcie szopki uciekać i się bać. No marne to. Czyżby mimo metrażu dużo wycięto? Trochę takie wrażenie miałem. Ta historia jest jakaś taka skrótowa, pośpieszna. No ale oddam tutaj szacunek należny ekipie od castingu. To jest rekord świata jakiś. Nie wiem, czy kiedykolwiek dobrano tak dobrze aktorów w relacji dzieci-dorośli. To już wyglądało dobrze na zdjęciach i w zwiastunach. W pełnym filmie wypada jeszcze lepiej. Chociaż nadal uważam, że Amy Adams byłaby jeszcze lepszą Beverly.

Największym wygranym tych filmów jest Bill Skarsgård. Jeden z patentów na jego występ był tak ciekawy, że aż mnie wkurza brak rozwinięcia tego wątku. Jednak aktorsko facet dał radę. Zwłaszcza głosowo.

Nie wiem. Muszę się z tym jakoś przespać. Przemyśleć. Może powtórzyć, chociaż metraż odstrasza.

Póki co to będzie jakieś 5/10. Naciągane mocno
.

Odpowiedz
Jestem bardzo zawiedziony To 2, wygląda na to, że Fukunaga był sercem i duszą poprzednika. Bardzo wypalony film z którego uleciała cała magia pierwszej części. Festiwal CGI potworów narysowanych marnie i z kilkoma wyjątkami na jedno kopyto- jako połączenie zgrzybiałej staruszki i Strażnika z Opowieści z Krypty. Ktoś powie- no ale przecież w jedynce też miałeś CGI fest i jakoś nie narzekałeś. Tak, ale teraz potworów jest z 5 razy więcej, nie służą zupełnie niczemu, rozpychają i tak nie służące zupełnie niczemu retrospekcje, a sposób ich podania do stołu jest tak mało dynamiczny i pozbawiony energii jak sama kontynuacja.

Spokojnie można byłoby z tego wywalić ze 40 minut materiału, a polegający na rozdzieleniu bohaterów i trwający chyba z 50 godzin drugi akt to tragiczny przykład braku pomysłu na sequel. Skupia się na tym co bohaterowie robili w scenach Rozdzialu 1 których nam nie pokazano. Szybko (choć raczej długo) okazuje się, że nie pokazano nam ich bardzo słusznie. Służą tylko kolejnym nudnym atakom sztucznych stworów. Dopiero w trzecim akcie mamy trochę więcej lepszego CGI.

Już od samego początku miałem problem z montażem o czym rozpiszę się szerzej w spoilerze, To 2 nie znajduje uzasadnienia dla swoich 170 minut oprócz tego, że stara się udawać ambicje i epickość, stara się pchnąć opowieść z nostalgicznego horroru komediowego w stronę niezależnego komediodramatu o spotkaniu po latach z przyjaciółmi i grozą, ale nijak to nie wychodzi.

Hader jest spoko, no ale to po prostu Hader, jeśli ktoś widział go kilka razy na ekranie to nie ma takiego efektu WOW. Skarsgard bardzo udanie powtarza swoją rolę z jedynki. Reszta raczej bezbarwna, na plus może aktor z reklamy Old Spice'a który ma bardzo ponurą, dramatyczną rolę i dopiero jakoś pod koniec filmu przypomniałem sobie, że hej, przecież to miał być ten z reklamy Old Spice'a! Chyba błędem było zatrudnienie Chastain i McAvoya, przytłaczają swoim gwiazdorstwem resztę obsady. Trzeba było zdecydować się albo na wianuszek gwiazd, albo na no name'ów. Chociaż przyznam, że dobrani są całkiem nieźle, szczególnie grubasek i jego dorosły odpowiednik to zaskakujący strzał w dziesiątkę.

5/10

Odpowiedz
Twój pomysł ze spoilera jest bardzo dobry. Też w sumie ukryję

.

Odpowiedz
Pełna zgoda co do tej postaci ze spoilera. Powinna skończyć na podłodze montażowni.

Odpowiedz
(06-09-2019, 10:45)srebrnik napisał(a): Scena na festynie została wrzucona, żeby było tak niby "super mocno". Biją gejów za to, że są gejami. Muschietti od początku więc krzyczy, że robi wielkie dzieło.


Scena z gejami jest wzięta prosto z książki. Należało wręcz się spodziewać, że film się od niej zacznie. W książce śmierć Adriana Mellona otwiera falę zabójstw w okresie, gdy bohaterowie są dorośli, podobnie jak śmierć George'a rozpoczynała serię zabójstw w okresie ich dzieciństwa. Twierdzenie, że Muschietti sili się tu na coś ambitnego jest więc całkowicie błędne.

Odpowiedz
Co do wątków postaci Dolana i tej drugiej - jest to niestety pokłosie zbyt wiernego trzymania się literackiego pierwowzoru. O ile ta pierwsza scena w kontekście filmu jeszcze się jakoś broni, tak ten drugi motyw faktycznie zupełnie niepotrzebny i chwilami rozrzedza dosć płynną narrację, którą to płynność film łapie po jakichś dwóch kwadransach, które, tu się zgadzam, są mocno chaotyczne. Ale to IMO również wina tego, że narracja ksiażki jest dość specyficzna i rozbita na 6 części, wiec trudno pokazać to w formie filmu kinowego, nie idąc na skróty.

Rozdział 2 jest słabszym filmem od jedynki, mimo to bawiłem się na nim doskonale. Przez chwilę przeszło mi nawet przez myśl, że gdyby Feige i spółka adaptowali Kinga, wyszłoby z tego coś podobnego. Muschietti bardzo ładnie pogrywa sobie z ludzmi, którzy w kontekście jedynki mocno narzekali na groteskową, miejscami wręcz komediową grozę - tutaj jest tego jeszcze więcej. Potworki robią tutaj raczej za nośniki traum bohaterów, celowo karykaturalne, celowo mam wrażenie uwarunkowane z myślą o konkretnych postaciach i ich zapleczu, niekoniecznie atrakcyjne pod względem napięcia czy grozy dla widza. I dla mnie spoko, bo już jedynka to było bardziej kino przygodowe niż pełnoprawny horror, a tutaj mamy po prostu przesunięcie - myślę, że dosyć świadome - proporcji w tę przygodowo-nostaligczną stronę właśnie.

Nie zgodzę się z Szamanem, że drugi akt jest zły. Wręcz przeciwnie, cała ta wycieczka bohaterów po mieście to IMO najlepszy fragment filmu, gdzie wreszcie łapie oddech i właściwe tempo. Montażowo również bardzo zgrabnie przechodzi pomiędzy dwoma planami czasowymi, sceny ładnie się nawzajem uzupełniają, jest w tym sporo fajnych pomysłów (jak scena w szkole pomiędzy Benem a Bev, przyznaje, że wzięło mnie to z zaskoczenia), a film daje czas, zeby zżyć i polubić się także z dorosłymi wersjami bohaterów.

Finał równiez wypada bardzo fajnie i dość pomysłowo polemizuje z literackim pierwowzorem, jednocześnie nie rezygnując z pomysłów Kinga i zachowując swoje własne. O dziwo, podobało mi sie również jego przesadne rozbuchanie, vibe przygodówki wszedł tutaj na pełnej kurwie, chwilami oglądało się to wręcz jak jakiegoś Indianę Jonesa, z zachowaniem proporcji oczywiście. :) Końcowy motyw z
być może będzie dla niektórych dyskujsyjny, ale dla mnie to, przyjmujac konwencje filmu w całej okazałosci, jego idealne dopełnienie.

Najmocniejszą stroną filmu jest, poza walorami czysto rozrywkowymi, jego strona... psychologiczna. Jasne, że to raczej psychologia, jakiej można się spodziewać po bombastycznym horrorze za grube bańki, ale mimo wszystko podobało mi się, jak twórcy podeszli do relacji Pennywise - Frajerzy. W jedynce to był ultimate-monster, skrystalizowana dziecieca groza. W dwojce trochę się to zmienia. To wciąż żeruje na lękach bohaterów, ale już nie tylko na tych najprostszych, najlepiej to widać na przykladzie postaci Richiego i Eddiego. Niewygodna prawda o samym sobie, toksyczne realcje z rodzicami, wyrzuty sumienia, brak pewności siebie, niespełniona miłosć i strach przed samotnością - nie są to tematy, często poruszane przez tego typu kino, a ten film pod płaszczykiem festyniarskiej grozy jednak fajnie je przemyca i czyni swoją integralną częścią. Miałem obawy, jak tworcy wybrną z motywu, w co zmieni się Penny dla dorosłych bohaterów i okazało się, że wybrnęli całkiem niezle i IMO ten aspekt filmu wypada lepiej niż w powieści, jest bardziej zaakcentowany.

Co do obsady - wszyscy spisali się bardzo dobrze, mimo że momentami miałem problem z grą McAvoya, był jakiś... zbyt ekspresyjny? Być może przez to, że wątek jego postaci byl najbardziej dramatyczny. Najlepsi oczywiście Hader i Ransone.

Fajne też nawiązania do twórczości Kinga jako całokształtu, jego cameo również bardzo sympatyczne, być może nawet najlepsze w karierze - tuż obok występu w "Sons of Anarchy". :) Odniesienia do "The Thing", "Martwego zła" czy "Lśnienia" również IMO stawiają ten film bardziej po stronie pastiszu i polemiki z gatunkiem (czym po części była rownież powieść) niż pełnokrwistego horroru.

Odpowiedz
(06-09-2019, 11:11)Żółte Krzesło napisał(a):
(06-09-2019, 10:45)srebrnik napisał(a): Scena na festynie została wrzucona, żeby było tak niby "super mocno". Biją gejów za to, że są gejami. Muschietti od początku więc krzyczy, że robi wielkie dzieło.


Scena z gejami jest wzięta prosto z książki. Należało wręcz się spodziewać, że film się od niej zacznie. W książce śmierć Adriana Mellona otwiera falę zabójstw w okresie, gdy bohaterowie są dorośli, podobnie jak śmierć George'a rozpoczynała serię zabójstw w okresie ich dzieciństwa. Twierdzenie, że Muschietti sili się tu na coś ambitnego jest więc całkowicie błędne.
Wiem, że jest z książki. Co to jednak zmienia? W książce jest też np. scena dziecięcej orgii.

Film to film. Reżyser wsadził tę scenę w taki sposób, że jej jedyną rolą jest "szokowanie".
.

Odpowiedz
Jej rolą jest bycie katalizatorem dalszych wydarzeń - słusznie zauważyliście, że może lepiej sprawdziłaby się tutaj póżniejsza scena z dziewczynką na stadionie, ale pisanie, że otwarcie z Xavierem Dolanem miało na celu jedynie szokowanie, jest przesadą.

Odpowiedz
Szczerze mówiąc wolę otwarcie dorosłego wątku w starej adaptacji telewizyjnej. Dziewczynka na rowerze, pranie, zdjęcie Georgiego. Jakieś to subtelniejsze, niż napisy krwią "come home".

Wiem, że to otwarcie i scena powrotu Tego. Już u Kinga to miało być kontrowersyjne. Film z tego nie rezygnuje. Ok. Nie jest tak, że to ma wyłącznie szokować, ale też z tego szokowania na wejściu nie rezygnuje.

U Kinga zresztą za tym stoi więcej. Książka sporo mówi o tym, że w Derry ogólnie było zło w ludziach, które Pennywise wywoływał. Tutaj jakoś tak to wszystko jest "bo tak".
.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Killer Klowns from Outer Space (1988), reż. Stephen Chiodo slepy51 0 65 27-05-2026, 17:41
Ostatni post: slepy51



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości