Nie ukrywam "Nagła śmierć" jest filmem przeciętnym, taką gorszą kopią Die Hard i Cliffhanger. A na początku zapowiadało się tak ciekawie, wejściem i opanowaniem przez terrorystów hali sportowej w Pittsburghu. Terroryści nie ideowcy, a po prostu rządki kasy mordercy dla których życie ludzkie nie ma znaczenia. JCVD nie machający mocno nogami na lewo i prawo, a po prostu zwykły nieustępliwy strażak z macgyveryzm który też łomot potrafi zebrać. Ponad to perspektywa hali w której toczą się dwie gry, wątek hokeja i nieźle wpleciony tytuł filmu. Do tego niezła, budująca klimat muzyka Johna Debneya. I kilka całkiem niezłych scen. Wszystko jednak w filmie zaczyna się psuć kiedy JCVD próbuje unieszkodliwić maskotkę pingwina, za bardzo widać w niektórych ujęciach kaskadera. Potem gdy agent Hallmark wchodzi do akcji, za szybko wychodzi na to że nie jest po właściwiej stronie. JCVD z dziecinną łatwością odnajduje ładunki wybuchowe, zabawę w hokeja można było sobie darować. Najgorzej jednak jest na końcu, córeczka jakoś tak wydaje mi się dziwne w tym tłumie demaskuje Fossa. A spadający do hali helikopter to już w ogóle takie niepotrzebne.
11-08-2011, 22:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-08-2011, 22:13 przez Kinomaniak.)





