The Dark Knight Rises (2012)
@patyczak

RISES rzeczywiście był "jakiś" na tle większości filmów trykociarskich, momentami nawet "jakiś" w całkiem pozytywnym sensie, ale nie przypisywałbym tego do jakiejś wizji czy mega pomysłowości Nolana, która była niby tak wielka i rwąca w szwach, że film nie podołał jego ambicji. Dla mnie zarówno sam Rises, jak i wszystkie zakulisowe sygnały odnośnie jego powstawania, malują obraz filmu, który nie powstawał dlatego, że twórca miał na niego własny pomysł, tylko filmu, który powstać musiał i sklejony został, troche w panice, przez kogoś kto nie wiedział tak naprawdę co zrobić z własnym dzieckiem i komu młodszy brat wraz z Goyerem musieli tłumaczyć i dyktować rózne motywy z komiksów (których Nolan nie znał i generalnie miał je w dupie), które on potem doklejał na chybił trafił i "frankensteinował" na własną modłę.

TDKR jest jakiś właśnie dlatego, że Nolan musiał wcisnąć komiksowe elementy, w ciasne, niewygodne kalesony własnej konwencji, w efekcie czego, ten film musiał być "jakiś", musiał być wyrazisty. Ale za cholerę nie dawałbym za to Nolanowi punktów kreatywności.

W tym filmie, tak naprawe to jedynie Bane zahacza o iskrę pomysłowości i stylistyki, które do filmu pasują i są na miejscu. Wszystko inne to taki rozklekotany burdel, motywów wyciągniętych z innych choinek, wykrzywionych na siłe, by pasowały jako-tako do Nolanowskiego quasi-realismu i doklejonych do filmu, który wygląda jakby jego głowną siłą napędową było "domknięcie trylogii", a nie jakiś konkretny temat fabularny.

Nolan też wyraznie poległ tu ofiarą własnej formuły. Cztery lata oczekiwania na film, wypełnione były masą fanowskich spekulacji na temat tego kto będzie kolejnym villainem itp. I zawsze towarzyszyła temu rozmowa na temat tego, jak dana postać/motyw będą pasowac do realistycznej konwencji. Czasami wychodziło z tego coś ok (np. Riddler w sensacyjnej wersji), ale w zdecydowanej większości, były to takie stylistyczne frankesteiny. Ni to komiks, ni to powaga. Zamiast tego, takie stojące w rozkroku, niewiadomo co, pozbawione głównych sił obu konwencji nad którymi próbuje balansować. I w TDKR, prawie wszystkie motywy na to cierpiały.

W poprzednich dwóch filmach Nolanowa formuła się sprawdziła i ja ją bardzo lubię.
BB to był samograj jako origin story, tam głowny trzon filmu, był wyrazny i oczywisty. TDK to podobnie jak Returns u Burtona, bardziej osobisty film dla reżysera, bardziej Nolanowski, ale tam również kręgosłup fabularny był mega czytelny i stylistycznie wyraźny - komiskowa sensacja prowadzona do przodu przez machinacje przerysowanego szaleńca. Mega. Ale już Rises, to takie totalne niewiadomo co. Tam prawie wszystko na ekranie śmierdzi na kilometr brakiem wiary w to co się pokazuje. Jakby postaci same mówiły "ja tu średnio pasuje i nie powinno mnie tu w ogóle być".

I to realizacyjne lenistwo i rozklekotanie, o którym pisał Mierzwiak i ja, jest symptomatyczne do tego większego problemu, że za Rises nie kryje się żadna wizja i pasja i że został on odbębniony.

Wrażenie jakie nieustannie towarzyszy mi przy powtórkach RISES, to uczucie, że tam pewne sceny są włożone jakby...z obligacji. Ot, jakby Nolan widział, że kręci adapatcje komiksową, więc np. wrzucił do scenariusza jakąś scenę bijatyki, dla ludzi, bo przecież tego się niby wymaga od filmów superhero, ale za cholere nie było w tym serca. Scena X jest pokazana aby ustanowić, że wydarzyło się Y, ale to wszystko jest tak cholernie mechaniczne, użytkowe. Wyglądające na...odbębnione przez kogoś, kto zagubiony odbija się pomiędzy zalążkami własnych pomysłów, a konwencjami gatunku, który już go raczej nie interesuje, tak jak wcześniej.

Wygląda to albo tak jakby Nolan nie miał na ten film idei i pasji, albo tak jakby naprawdę uwierzył we własny hajp i to, że kręci jakieś mega głebokie, subwersyjne kino, które wychodzi poza banały swojego komiksowego gatunku, by oferować coś głębszego. W sensie, że Nolan w chuju miał bijatyki, zabawki, trykociarzy, efekty, logikę i związek przyczynowo-skutkowy, skoro liczy się PRZESŁANIE. Co byłoby jeszcze do wybaczenia, gdyby ten film naprawdę był w jakiś sposób inteligentny czy redefiniujący gatunek, ale biorąc pod uwagę jak cholernie pretensjonalny jest to pustak (i piszę to jako ktoś kto przez większość swojej kariery na tym forum, bronił większość filmów Nolana przed atakami o totalną pretensjonalność), to wychodzi to raczej śmiesznie. Pod tym konkretnym względem, obiawiam się, że Rises nie różni się jakoś szczególnie od BvS.

TDK zawsze broniłem przed atakami o gromkopierdność, bo tam pewna doza teatralnej podniosłości, moim zdaniem wychodziła naturalnie z historii i dramy wywoływanej przez Jokera. W Rises natomiast, gromkopierdność wynika z tego, że Batmany Nolana miały już na tym etapie opinię "głębokich i poważnych", więc Krzysiek dwoił się i troił by nawrzucać do tego jak najwięcej Tematów z dużej litery, by sprostać swojej reputacji. Ale to nie jest pomysłowość.

Nie wiem czy to kojarzycie, ale był taki jeden wywiad z Nolanem, w którym koleś moim zdaniem nieco "wpadł". Prowadzący wywiad zahaczył o temat głębi i politycznej istotności filmu i Nolan w odpowiedzi powiedział, ze gdy z bratem pisali scenariusz, to szukanie politycznych motywów było robione na zasadzie "throwing different stuff at the wall and seeing what sticks".

Jak szło to w powiedzenie? Żadne arcydzieło nie było tworzone z myślą o byciu arcydziełem? To co on powiedział to jest książkowy przykład pisania scenariusza, w którym chce się skoczyć wyżej własnej dupy. W którym głebia i polityka nie wychodzą naturalnie od postaci i świata przedstawionego, tylko są wciśniete na siłę, bo twórca ma kompleks wyższości i czuje, że musi do tego mega poważnego, wiekopomnego dział wrzucić coś co wyniesie go ponad trykociarski standard. Więc w efekecie w Rises mamy coś tam, coś tam społeczeństwo. Coś tam, coś tam rewolucja i Occupy Wall Street. Coś tam, coś tam bogacze i 1%. No i zamknięcie filmu cytatem z "Tale of two cities", który jest tak pretensjonalną i niepasującą próbą przypudrowania tego pustaka, że ręce opadają.


Bardziej mi wstyd, że kiedyś dałem Rises 8/10, niż Mentalowi, za to, że po pierwszym seansie, zjebał Miami Vice ;)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Ja kiedyś napisałem, że to jeden z lepszych blockbusterów jakie widziałem i w sumie dzisiaj nie wiem czemu. Może podobał mi się ciężar pierwszej walki Batmana z Bane'em, chociaż i tak wiele rzeczy w niej kuleje. To nie jest ani logicznie napisany film, ani porządnie zrealizowany akcyjniak, co przynajmniej mogłoby maskować fabularne niedogodności.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
To całe pieprzenie o mieszkańcach odzyskujących (hę?) miasto to jest nieprawdopodobny cringe.

Myślę że gdybym był uwięziony w odciętym od świata mieście nad którym wisi groźba atomowej zagłady to miałbym jednak na głowie inne rzeczy, niż wyciąganie bogaczy z domów i udział w jakichś kretyńskich procesach. Dawka głupoty jaką Nolan serwuje w tych scenach przyprawia o ostrą migrenę.

Największą satysfakcję w tym filmie sprawia mi jego pierwsza część - powrót Batmana jest fajnie pokazany, Bale dobrze zagrał entuzjazm Wayne'a i jego powrót do formy, dynamika między nim a Seliną jest równie świetna co między Batmanem i Catwoman. Po przegranej walce z Banem rozpoczyna się katastrofa. Świetnie się ją ogląda, ma swoje momenty (i zajebisty OST), ale to katastrofa.

Jeszcze co do tej realizacyjnej niedbałości - zwróciliście kiedyś uwagę na scenę wysadzania mostów / wejść do tuneli gdy Gordon Levitt jedzie samochodem boczną ulicą? W zamierzeniu miało to pewnie wyglądać tak, że ściga się z postępującymi zniszczeniami tylko że kamera wielokrotnie pokazuje, że on już jedzie wcześniej udekorowaną zniszczeniami ulicą, które widać już daleko z przodu.

Odpowiedz
Pamiętacie jak na krótko przed premierą "wyciekło zakończenie"?



:D

Odpowiedz
Pamietam bardzo dobrze, bo je tutaj wstawiłem, kiedy było "świeże" i chyba nawet dostałem od kogoś zjebę. :)

Odpowiedz
Obejrzałem po tych kilku latach i myślałem, że ze śmiechu się przekręcę XD
W dodatku sam początek wygląda całkiem przekonująco.

Odpowiedz
XDDDD

Odpowiedz
Pamiętam, zacny filmik. Oczywiście po 5 sekundach już widać, że ktoś sobie niezłe jaja zrobił ale w obrazku na preview wygląda rzeczywiście jak TDKR ;)

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz

Odpowiedz
tl;dw (ale z chęcią przeczytam streszczenie)

W temacie TDKR dodam jedynie, że jego zakończenie to dla mnie nadal jeden z najlepszych epilogów filmów superhero. MCU potrzebowało 22 filmów, żeby popełnić coś równie uderzającego w nerd-serce.

"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
Jaki ten film jest kretyński :)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Aiden Gillen podzielił się w styczniu swoimi aktorskimi doświadczeniami, w tym na planie "The Dark Knight Rises" (od 5:30)


I know... I wish somebody had directed me, mmmhh... But like, what was interesting was, you know, Christopher Nolan and his director of photography Wally Pfister, are just like... They were like making a student film but like they have like 150 million to spend on it. They were literally just making it up and walking around, except with an IMAX camera and like in a plane, you know, in a real plane, you know, flying around and ummm... I said to somebody "That seems very tricky" because no one could hear what anyone was saying. The IMAX camera is really noisy, it's like a washing machine. Tom Hardy hadn't worked out what his voice was gonna be yet so he had this mask on and he was... I couldn't hear anything, anything that anybody was saying and I couldn't hear my own voice. It was all a mess and I asked somebody, I said "Well, you know when we do this..." I said it to him, Christopher Nolan, and said "Look, when we come in to ADR this scene" as in go back to dub it, you know go back and do the voices again, because no one can hear what anyone is saying, Tom Hardy's got this voice that he hasn't decided what is is yet... "When we redub this scene, it's gonna be better, yeah?" And the sound guy looked at me, said "Oh no, Christopher Nolan would never ever do ADR", he considers it like a failure, you know, a sign of failure to go back and add any sound afterwards... And everyone else does it but you know, I get it and you know I think he's a great filmmaker, like a really great filmmaker.

Z tym studenckim filmem mnie rozwaliło :D

Odpowiedz
No trochę popłynął. Poziom scenariusza wskazuje raczej na gimnazjum.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
A romans z Mirandą to raczej wyobrażenie 8-latka o tym, jak wygląda podryw ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Z czasem zacząłem lubić ten film i doceniać za pewne elementy, ale pamiętam, że gdy pierwszy raz go obejrzałem to byłem zupełnie rozczarowany, bo Batmana było w nim jak na lekarstwo, a Bane ostatecznie skończył tak jak w Batman & Robin i okazał się czyimś mięśniakiem, a nie mózgiem operacji, ale tak jak pisałem, teraz patrzę na ten film przychylniej.

Odpowiedz
To odwrotnie niż ja - po seansie kinowym byłem bliski zachwytu, obecnie uważam go za najgorszy film Nolana.

Odpowiedz
Ten film jest gorszy z każdym seansem
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(03-12-2020, 11:18)marsgrey21 napisał(a): Z czasem zacząłem lubić ten film i doceniać za pewne elementy, ale pamiętam, że gdy pierwszy raz go obejrzałem to byłem zupełnie rozczarowany, bo Batmana było w nim jak na lekarstwo, a Bane ostatecznie skończył tak jak w Batman & Robin i okazał się czyimś mięśniakiem, a nie mózgiem operacji, ale tak jak pisałem, teraz patrzę na ten film przychylniej.

No nie. W kinie to jakoś się oglądało, nawet z jakąś dawką przyjemności. Powtórka to był dla mnie po prostu koszmar. Zjazd w tej trylogii jest jakimś ewenementem.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Przyłączam się do narzekania - po pierwszym sensie 10/10 ale drugi raz w całości nie obejrzalem nigdy, zawsze odpadłem prędzej czy później. Ostatnio obejrzałem na TVN prolog z samolotem i potem przełączyłem bo reklamy i już nie wróciłem.

Odpowiedz
Ja wychodząc z kina byłem zawiedziony. Nawet IMAX nie zmącił mojego osądu :P

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Dark Knight (2008) [wątek spoilerowy] military 945 197,238 31-08-2025, 12:34
Ostatni post: Krismeister
  The Dark Knight Rises (2012) [temat spoilerowy] Gieferg 1,365 243,218 16-01-2025, 23:56
Ostatni post: Gieferg
  The Amazing Spider-Man (2012) koronex1989 905 192,317 20-06-2023, 20:11
Ostatni post: Paszczak
  [oddzielony] The Dark Knight Rises (2012) Arahan 0 567 21-07-2010, 17:13
Ostatni post: Arahan
  The Dark Knight (2008) Łukasz Waligórski 1,212 208,336 16-08-2008, 16:11
Ostatni post: Jakuzzi



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości