The Doors - był taki czas, że oglądałem ten film co tydzień, a może i częściej. Teraz go sobie odświeżyłem i nie mogę pozbierać szczęki z podłogi. Świetne kino na każdym poziomie. Aktorsko - doskonałe, Kilmer sięgnął szczytów, o które nigdy przedtem ani potem nawet się nie otarł, a partnerują mu nie mniejsi kozacy. Formalnie - arcydzieło, wizualnie film po prostu niszczy. Treściowo - trudno mi wyobrazić sobie lepszy hołd dla zespołu. Ten film to poezja. 11/10
A oglądając go przypomniałem sobie Skazanego na bluesa i miałem dużo radości, bo nic tak nie bawi jak nieudolne naśladownictwo.
A oglądając go przypomniałem sobie Skazanego na bluesa i miałem dużo radości, bo nic tak nie bawi jak nieudolne naśladownictwo.
10-05-2009, 21:10






