Oliver Stone Natural Born Killers
#1
to istny cud, że ten film się nie rozłazi.

znika logo wytwórni.
słyszymy arcydzieło muzyki: Cohen i "Waiting For The Miracle".
ujęcie 1: międzystanowa, w tle skały, czarno-biały filtr, mocno zabrudzony, spore ziarno;
ujęcie 2: pobocze drogi, kojot, ten sam filtr co poprzednio;
ujęcie 3: wąż wyrzuca jęzor, syczy, filtr czarno-biały;
ujęcie 4: wchodzi kolor, ktoś nalewa herbatę do filiżanki;
ujęcie 5: na horyzoncie mknie pociąg, całość utrzymana w agresywnej czerwieni;
ujęcie 6: kolor, w kadrze jakiś drapieżny ptak, obstawiam, że to myszołów;
ujęcie 7: kolor, kamera u stóp szyldu Cafe Breakfast Lunch. szyld wsparty na podpórkach w kształcie noża i widelca;
ujęcie 8: kolor, kobieca dłoń przekręca kanały w archaicznym odbiorniku tv. widzimy popiersie Nixona, który wypowiada słynne: "As I leave..."; jeszcze w tym samym ujęciu następuje ruch kamery - okazuje się, że dłoń należy do kelnerki imieniem Mabel. kobieta odbiera zamówienie od Mickey'ego. obok na stołku barowym siedzi Mallory, jego partnerka.

ujęcie numer 4 nie daje mi spokoju. po jaką cholerę Stone umieścił akurat w tym miejscu dzbanek z herbatą? jak na to wpadł? tnąc materiał bez opamiętania jak w słynnej scenie z Oldmanem w JFK, kiedy doradził Pietro Scalii, by ten poszatkował taśmę, nie bacząc na przyczynowo-skutkowy charakter ujęcia? nie chce się tutaj nadmiernie spuszczać, ale NBK to prawdopodobnie najlepiej zmontowany film w historii kina. do tego dochodzi nieprawdopodobna żonglerka stylami. bo czego tu nie ma? jest fragment stylizowany na relacje sportową, jest wywiad, sitcom, prognoza pogody z wykresem barycznym, surrealistyczna animacja, przywodząca na myśl urywki "The Wall" Floydów, jest dziennikarstwo wywiadowcze z rozklekotana kamerą na ramieniu. totalny, skondensowany kocioł stylistyczny. a ja biedny ciągle nie mogę wyobrazić sobie prologu bez tej przeklętej filiżanki herbaty, podobnie jak nie mogę wyobrazić sobie sceny oblizywania warg przez naczelnika bez odgłosu porykującego lwa. montaż skojarzeniowy - rzadko który reżyser decyduje się montować film w tak ryzykowany sposób.

JFK, Natural Born Killers i U-Turn to uczta dla oczu i uszu. bombardowani obrazami, zbieramy je do kupy, ale nie na zasadzie logiki, lecz rozmaitych asocjacji. kiedy Mickey przepoławia nożem sernik z zielona galaretką, błyskawicznie następuje cięcie i co widzimy? widzimy jaskrawozieloną listwę szafy grającej. dokładnie ten sam kolor co galaretka - jaskrawa zieleń. niech mnie chudy byk wyrucha:) - to po prostu niesamowite!

Tommy Lee Jones - znowu prawdopodobnie. Prawdopodobnie najlepsza drugoplanowa kreacja w historii kina. leże na glebie, gdy oglądam scenę, w której naczelnik Dwight McCluskey, umazany jakimś białym proszkiem, pyta jednego ze strażników:

MCCLUSKY: What's this?

WURLITZER: A list of prisoners.

i ta reakcja. bezcenne:

MCCLUSKY: What the fuck do I need this for?! I asked for a list of hostages!

albo jak mówi do Wurlitzera, wpieniony na maxa, bo Micky i jego laska zabunkrowali się w kiblu na piętrze:

These TWO... They are gonna die today! You hear me, Wurly? I'm gonna wipe this fuckin' scum off the face of the earth if it's the last fucking thing I do.

i przekręca się wokół własnej osi jak jakiś nakręcony bączek:)

Urodzeni Mordercy raczą nas dość płaskim oglądem rzeczywistości. Płaskim do momentu, gdy nie obejrzymy równolegle Bonnie i Clyde Arthura Penna. wtedy film Stone'a nabiera innego wydźwięku. u Penna bohaterowie poruszali się w świecie ograniczonej wolności. u Stone'a wolność dawno straciła smak. warto zwrócić uwagę na obie pary: Faye Dynaway i Warren Beatty, oni walczą o niezależność, suwerenność, oddech, jakkolwiek to nazwiemy. tymczasem Micky i Mallory to tandem zwyrodniałych psychopatów, korzystający z nadmiaru swobody. U Penna nie istniała kwestia relatywizmu w pojmowaniu spraw. Dla Stone'a to fundament. Mickey: "Zabójstwo jest sprawiedliwe. Wszystkie stworzenia zabijają. Spójrz na życie lasu. Jeden gatunek zabija drugi. Nasz gatunek zabija wszystkie, łącznie z lasem, tylko nazywamy to przemysłem, nie zabójstwem".

podsumowując: pozycja obowiązkowa, naprawdę wybitny film, w dodatku ekstremalnie ciężki, momentami ładna psychodela robi się na ekranie.

EDIT

taka refleksja na zakończenie: Stone ma niesamowity dar przekonywania. jeśli powie, że zamach na Kennedy'ego był zamachem na korpus uniwersalnych wartości, ja mu wierze. jeśli powie, że media kłamią, to pomimo tego, że trudno o większy banał, ja przyjmuje rzecz jako coś, nad czym należy sie pochylić.

Odpowiedz
#2
Pozostaje mi tylko przychylić sie do Mentalnej opinii o filmie. Cóż mogę jeszcze dodać? Jak tylko to, że mam wrażenie, że film ten jest trochę niedoceniany przez ogół. Rzadko spotykam się z tak pochwalnym zdaniem na jego temat. Może ludzie uważają, że nie można zachwycać się tak okrutnym obrazem. Okrutnym na poważnie. Świetna rola Downey'a jra, jako przedstawiciela mediów, które często pobudzają mordercze instynkty drzemiące ludziach. Tu jest ten mechanizm, świetnie pokazany. Film zrobiony 13 lat temu, kiedy pewne fakty tyczące mediów nie były jeszcze tak oczywiste, przynajmniej dla większości, jak dziś.
EDIT: co do zestawienia dwóch morderczych par - Bonnie i Clyde oraz Mickey'a i Mallory. Masz rację - ta pierwsza para, a szczególnie w filmie Penna jest taka, chciałoby się napisać - "romantyczna": wielka miłość, wolność (także od obowiązku pracy i zarabiania na zycie), prawie łapiemy się na tym, że im zazdrościmy - tej swoistej przygody, w jaką sie wdali, zapominając prawie, że przecież oni jednak zabijają. Para Stone'a przerażą od samego początku do końca, mimo, że też się przecież kochają, są sobie wierni, oddani, tak jak Bonnie i Clyde. My jednak wiemy, że oni zabiają nie tylko by przetrwać, uruchomili swe mordercze instynkty, /a media je skutecznie podsycają/, z którymi się może urodzili, a może to życie uczyniło z nich złych ludzi. W każdym razie zabijają metodycznie, na zimno, dla przyjemności. Nie lubimy ich, boimy się ich i tęsknimy za bajką o Bonnie i Clyde Penna.

Odpowiedz
#3
Hmm, nie zgodziłabym się z opinią, że nie lubimy. We mnie jednak wzbudzili wielką sympatię i jakiś podziw . Poza tym film wzbudza jakąs tesknote za szaleństwem nieosiagalnym dla zwykłego czlowieka, tęsknote podązaniem za pierowtnymi instynktami, ktore gdzies tam w kazdym tkwią. Po seansie miałam ochote wyjśc na ulice i zabijać, taka czulam sie naładowana.
A totalnie rozłożył mnie na łopatki motyw z sitcomem - nie wiedzialam czy śmiać się czy płakać, czulam sie zmasakrowana. No i Downey Jr w drugiej części filmu... Uśmiech Zdecyowanie uwielbiam Uśmiech

Odpowiedz
#4
miałem dokładnie odwrotnie niż Rozalia - chciałem wstąpić do policji 8)
ale na serio - NBK to świetny materiał socjologiczny o fascynacji przemocą. Błyskotliwie poniewiera komórki mózgowe, które z jednej strony są atakowane wizualnymi fajerwerkami i prostackimi zagrywkami, a z drugiej strony są stymulowane przez niewątpliwy geniusz i przenikliwość Olivera Stone'a. Cholernie przewrotny film - fascynująca i odpychająca zarazem jest ta przemoc.
Klasyk.

Odpowiedz
#5
Ja chyba nie wytrzymałem połowy seansu. Nie mam pojęcia czym się tu można zachwycać. Kiedyś do niego wróce, może też coś fajnego tam znajdę.
Las Vegas parano wytrzymałem 20 minut, a po drugim razie strasznie polubiłem.
My parents hit me. You are gay

Odpowiedz
#6
No mnie się LVP spodobał na miesiąc po obejrzeniu.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#7
Właśnie to dziwne bo LVP ma to do siebie że dopiero za którymś razem można się na niego przyjrzeć z szerszej perspektywy i w pełni zrozumieć. Po kilku seansach sięgnąłem po książkę, niestety po angielsku (do tego ebook) ale byłem wniebowzięty. Polecam

Odpowiedz
#8
Właśnie obejrzałem sobie NBK jakieś 10 lat po ostatnim razie (wcześniej chyba z pięć razy, ale byłem paręnaście lat młodszy).

Ojajebię. Fuckin' 10/10.

Forma. Nowatorska, nawet do dziś. Te przejścia, kąty, zmiany konwencji i kolorów, wstawki. Wykpienie sitcomu, newsów i programów "dokumentalnych". Nie można mieć pewności, ale stawiam tezę, że tak, jak Las Vagas Parano jest bardzo bliskie idealnemu odwzorowaniu umysłu ćpuna, tak Natural Born Killers jest bliskie idealnemu odwzorowaniu umysłu mordercy.

Przekaz. Media kłamią, jak napisał Mental. Ale jak to jest podane! Potem chyba tylko w Wag the Dog było to ukazane w tak genialny sposób. Oczywisty, ale nieurągający inteligencji widza. Ponadto zatarte różnice pomiędzy good guys a bad guys. I idiotyczne masy miażdżące nadzieje na świetlaną przyszłość naszego gatunku.

Muzyka. W animowanej wersji Metropolis muzyka stoi w drastycznej opozycji do obrazu. Tu jest podobnie, ale nie całkiem. Muzyka często pełni rolę dopowiedzenia, swoisty drogowskaz dla widza. "Aha, więc teraz jest romantycznie..." - pomimo trupów, które właśnie padły. A jednak nie jest to łopatologia. Cudny dysonans i sieka z mózgu. A z kolei scena początku buntu w więzieniu i Forkboy to szczyt dopasowania dźwięku do treści.

Historia. To zastosowana forma wynosi fabułę na wyżyny, jednakże nawet bez niej byłoby zapewne ciekawie. Nie przekonuje mnie co prawda szamaństwo i dość nachalne podejście freudowskie (każdy pojeb musiał mieć pojebanych rodziców), ale postaci są w miarę wiarygodne, a połączenie czysto ludzkich potrzeb ("tell me I am beautiful") z brakiem czysto ludzkich hamulców daje piorunujący efekt. Znam ludzi, u których monolog Mickey'a autentycznie wywołał na moment myśli co najmniej dziwne.

Montaż. Już częściowo o tym pisałem przy okazji formy. Tu przede wszystkim liczy się sekwencja wizyty Scagnetti w więzieniu i jego przechadzki z naczelnikiem. Kto widział, ten wie - ciężko to opisać. Ten obraz mówi tak wiele, że człowiek patrząc na tło traci połowę z treści werbalnej, ale to chyba o to chodzi. To, o czym mówią, nie jest aż tak istotne.

Odbiór społeczny. Pamiętacie burzę, jaka się rozpętała po premierze? Że film niby zachęca do przemocy. Moim zdaniem jest to tylko kolejny sukces Stone'a - usiłował pokazać, że w "normalnym" człowieku również siedzi zło - i udało mu się je wydobyć za pomocą filmu. Ów "normalny" człowiek przestraszył się tego, o czymi pomyślał siedząc w kinie. Człowiek autorefleksyjny (jest takie słowo?) przyjmie to jako przestrogę przed samym sobą. Inni o swoje mroczne myśli oskarżą reżysera... Tak, jak oskarża się mitycznego Szatana.

Może pojechałem za mocno w ostatnim akapicie, ale taka konkluzja mi się nasunęła Oczko
fb.com/bart.poznaniak

Odpowiedz
#9
to ostatnie to raczej nie "społeczny", a [quasi] "psychologiczny". Ten aspekt, o którym mówisz, raczej nie był intencją Stone'a. Bardzo go interesuje percepcja zachwytu nad mordercami, krwawą makabrą itd. Czy w "normalnym" człowieku siedzi zło? Może i tak. Czy każdy ma potencjał na bycie Mickeyem/Mallory? Nieeee... Choć trudność zdefiniowania korzenia przemocy sugeruje istnienie "uśpionego" zła [vide "Słoń" van Santa - film nie odpowiadający jednoznacznie dlaczego "normalny" sięga po broń i zabija]. W sumie, kwestia dyskusyjna 8)

Odpowiedz
#10
Natural Born Killers to najbardziej wizjonerski film, jaki ogladalem. Nie ocenialbym go przez sam
pryzmat mediow; moim zdaniem te media symbolizuja caly wspolczesny swiat. Piekny, ladny z
zewnatrz, w srodku pusty, laknacy rzeczy jak najbardziej kolorowych, ktore moglyby te pustke
zapelnic.

A jest cos bardziej kolorowego niz seryjny morderca?

Tak, dwoch seryjnych mordercow. W dodatku zakochanych w sobie.

Podczas wywiadu telewizyjnego Mickey doskonale obnaza oblude nie tyle mediow, co ludzi
wspolczesnie zyjacych. Jego stanowisko jest nietzscheanskie, wiec z natury kontrowersyjne, ale
nie da sie odmowic temu rozumowaniu logiki. Kazdy gatunek zabija. Ludzie to tez zwierzeta i
zabijaja sie wzajemnie. To, ze zamknelismy sie w plastikowym pudelku nie oznacza, ze
wyparowal nam gadzi mozdzek. Idac dalej: jesli zabijesz jedna osobe - jestes morderca i plon w
piekle, jesli zabijesz setki ludzi, jestes biznesmenem.


Bo jak falszywym trzeba byc, zeby potepiac seryjnego morderce, a jednoczesnie nakrecac spirale
jego popularnosci?

Przemiana prezentera telewizyjnego Wayne'a Gale'a to majstersztyk. Zepsuty do szpiku kosci, na
inny sposob niz nasza slodka parka, udajacy na antenie poruszonego morderstwami, ale w
glebi pragnacego jedynie sensacji i oklaskow w czlowieka, ktory odrzuca falsz i pod wplywem
impulsu decyduje sie na rozstanie z zona, ktorej nie kocha? Wybitne. "Wreszcie czuje, ze zyje"
wykrzykiwane podczas mordu Gale'a to cios miedzy oczy dla widza.

Sama forma jest majstersztykiem. Wykorzystanie konwencji sitcomu, reklamy, reportazu
telewizyjnego czy teledysku? Natural Born Killers wysmiewa popkulturowa papke, jednoczesnie -
w sposob swiadomy - bedac jej czescia. Dlatego zarzuty, ze film zgrywa cos glebszego, jest
totalnie chybiony. Czlowiek, ktory nie zauwazy tej gry stylistyka musi byc zwyczajnie slepy albo
kompletnie niewrazliwy na kino.

Sposob w jaki Stone ukazal dom rodzinny Mallory to dla mnie najbardziej blyskotliwy moment
filmu i geniusz w czystej postaci. Zamkniecie dramatycznej, podlej sytuacji w konwencji sitcomu
doskonale symbolizuje wspolczesny, bezduszny swiat, w ktorym z gory nakazane jest w ktorym
momencie nalezy sie smiac, a w ktorym plakac.


Kurwa, nigdy nie widzialem tak genialnego filmu.
Chaczeridi, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Apr 2013.

Odpowiedz
#11
NBK to jedyny film w życiu na którym nie dotrwałem do końca i wyszedłem z kina. Mimo że lubię eksperymenty i oryginalne kino to nie dałem rady tego przetrawić. Czytając powyższe wypowiedzi chyba będę musiał dać mu jeszcze jedną szansę Oczko

Odpowiedz
#12
Po "True Romance" sięgnąłem po coś, co ponoć w pewnym sensie jest jego sequelem - ten film oglądałem wieki temu, nagrany z TV na VHS ale nie nagrała mi się sama końcówka i od tamtej pory jej nie widziałem, więc w sumie w całości obejrzałem po raz pierwszy. Początek jest całkiem niezły, ale teledyskowy montaż i zeschizowany sposób prowadzenia narracji z czasem robi się dość męczący, więc w pewnym momencie zacząłem tracić zaangażowanie, odzyskując je na chwilę przy paru ciekawszych scenach (w tym i na końcówce). Ogólnie wyszło na podobnym poziomie jak True Romance, takie 6, w porywach może 7/10.
Z eksperymentalną formą przedobrzono, raczej do tego nie wrócę.

Odpowiedz
#13
Ale dowcip ciągle śmieszy Uśmiech


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  U-Turn (reżyseria: Stone) Mental 4 3,670 22-03-2016, 16:54
Ostatni post: Lawrence
  Savages (reż. Oliver Stone) Mental 93 21,274 20-06-2014, 11:52
Ostatni post: Mierzwiak
  Wall Street: Money Never Sleeps (reż. Oliver Stone) Rodia 19 7,870 13-12-2010, 14:57
Ostatni post: Mierzwiak
  The Doors (reż. Oliver Stone) military 4 2,207 26-05-2009, 09:51
Ostatni post: jarod
  W. (reż. Oliver Stone) Mental 4 3,145 11-04-2009, 11:29
Ostatni post: Mental



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości