Pierwszy, powyższy zwiastun dość tajemniczy, ale robotę niewątpliwie robi wyczuwalny w nim klimat 80'tisowego Kina Nowej Przygody i tych wszystkich obrazków rozgrywających się gdzieś na amerykańskich przedmieściach, które to za małolata chłonęło się z VHS-ów na tony i nigdy nie miało się ich dość. Co wiadomo na pewno to fakt, że producentem jest J.J. Abrams, co obecnie jest raczej powodem do niepokoju niż jakąkolwiek wartością dodaną, z kolei nadzieję na coś co najmniej przyzwoitego daje osoba scenarzysty i reżysera, mianowicie Davida Roberta Mitchella, który na szersze wody wypłynął świetnym "It Follows" i późniejszym "Under the Silver Lake".
Teraz, po ośmiu latach przerwy wraca właśnie z "The End of Oak Street" i jak sam mówi, inspiracją do napisania scenariusza była dla niego przechadzka po przedmieściach Michigan i zamknięta na łańcuch brama garażowa z walającymi się dookoła pojemnikami na śmieci - widok z jakąś niesamowitością nie mający absolutnie nic wspólnego jednak gość ponoć pomyślał sobie, że fajnie byłoby dodać do tego codziennego krajobrazu dinozaura i zastanowić się nad tym, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Jak postanowił tak zrobił i już niedługo dostaniemy końcowy efekt tych jego rozważań pod postacią tego niewątpliwie bardzo ciekawie zapowiadającego się i kosztującego prawdopodobnie około 85 milionów dolarów obrazka z prehistorycznymi stworzeniami, który nie nazywa się "Jurassic Park" ani "Jurassic World", co już samo w sobie jest pewnego rodzaju powiewem świeżości i czymś, na co masa ludzi czekała a co do niedawna nie wiedzieć czemu nie było w żaden sposób przez twórców z Holly realizowane.
Obsada gwiazdorska, bo na "Końcu ulicy Dębowej" zamieszkali choćby Anne Hathaway i Evan McGregor, a jak mówi sam reżyser, główną filmową inspiracją wcale nie był dla niego kultowy obraz Stevena Spielberga z 1993 roku a bardziej produkcje takie jak "The Twilight Zone", "Poltergeist", "Signs" Shyamalana i co mnie zainteresowało najbardziej, jeden z moich najukochańszych filmów o dinozaurach, mianowicie klasyczny "The Valley of Gwangi" Jima O'Connolly'ego z 1969 roku ze znakomitymi efektami poklatkowymi mistrza Raya Harryhausena. Niesamowicie jestem ciekawy co z tej mieszanki wyjdzie i nie mogę się doczekać 14 sierpnia, kiedy to film zadebiutuje nie tylko w amerykańskich ale i naszych rodzimych kinach.
W poniedziałek podobno kolejny zwiastun a zainteresowanych po więcej szczegółów odsyłam do opublikowanego wczoraj na Entertainment Weekly artykułu i zawartego w nim wywiadu z reżyserem filmu, w którym ten mówi choćby o swojej miłości do filmów Brana De Palmy i stosowanych przez niego ujęć z podwójną głębią ostrości, tzw. split diopter shot, które mają być również wykorzystane przez niego przy okazji omawianego obrazka. Na zachętę i osłodę do czasu drugiego zwiastuna nowa fota z dinkiem, najprawdopodobniej allozaurem, który goni rudego:
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
2 godzin(y) temu (Ten post był ostatnio modyfikowany: 1 godzinę temu przez slepy51.)






