(17-11-2016, 03:01)jarod napisał(a): Po świetnych odcinkach 3 i 4 piąty powraca do bycia nudną bułą :( Końcówka jest fajna i elektryzująca (Stella znów wzrokiem kruszy kamienie :) no i wyjebongo wiadomej postaci na końcu - końcu ) ale reszta znowu wali łopatą psychoanalizę Spectora (już w drugim sezonie bywało to mało subtelne a tutaj...), Dornan nie ma co grać, Scully tyle co nic...
Powinni byli zrobić ze dwa odcinki 1.5 h bo jak dla mnie to mniej więcej tyle mają sensownego materiału.
Ja akurat uważam 3x01 za całkiem udany, 2 lepszy - po prostu ok, a z resztą się zgadzam że 3 i 4 najlepsze i mogę to samo powiedzieć o finale, że dorównuje 3 i 4 odcinkowi. W sumie to piąty odcinek jest najsłabszym w ogóle jak dla mnie w serialu. Bodaj Anderson mówiła albo showrunner że jak nakręcili całość to zdali sobie sprawę, że mają tyle materiału który uznali za dobry iż zrobiło się z pięciu zaplanowanych odcinków sześć. Widocznie showrunnerowi się tak spodobała całość, iż nie chciał nic wyciąć. Idealnie byłoby jakby sezon miał cztery odcinki.
Co do Dornana i Anderson to mam nadzieję że za tą serię dostaną jakieś nagrody. Choć jak nie mylę się Dornan ma na koncie jakieś nagrody za poprzednie sezony już ale z rynku angielskiego a żadnych Złotych Globów czy Emmy nie mają na koncie. Choć w tej serii trochę zepchneli Stelle na drugi plan i więcej do grania dali Dornanowi, który jeszcze lepszy jest jak w 1 i 2 seriach (poza piątym gdzie nie ma nic do grania i pierwszym bo wiadomo). Choć jak dają pograć jak np. w finale to gra świetnie. Uwielbiam to Twoje określenie na gre Anderson że Stella wzrokiem kruszy kamienie. W ogóle mam takie marzenie, które pewnie nigdy się nie spełni, by Anderson zagrała negatywną rolę - idealnie by pasowała do takiej roli. Nie tyle chłodnej bohaterki pozornie, ale bad woman nie zagra kiedyś.
Zgodzę się że sezon 3 jest mniej subtelny niż w 1 i 2 seriach, stawia na dosłowność i też nie podobało mi się to najbardziej w 5 odcinku, ale co ciekawe ta dosłowność i brak subtelności w przypadku finału to był akurat plus. Przez pięć odcinków mieliśmy wolne budowanie tempa a w finale dowali mocno co może zdziwić bo raczej nie było scen przemocy w serialu wcześniej, pokazywane były morderstwa subtelnie. Finał podobał mi się od pierwszej minuty do ostatniej. Może jest parę rzeczy co do których mógłbym się przyczepić
jak np. zachowanie personelu medycznego w zakładzie i trochę zbyt łatwo plan Spectora udał się,
ale odcinek tak mi się podobał iż nie narzekam.
Odcinek przynosi dużą satysfakcję, ale też jak na ten serial w którym dominuje wolne tempo jest brutalny i mocny (chyba jedynie odcinek w którym zabił brata jednej z ofiar albo męża bo już dokładnie nie pamiętam był tak brutalny). Prawie się poczułem jakbym oglądał Gre o Tron albo Walking Dead jeśli chodzi o brutalność.
Zaczyna się finał od rozmowy z prawnikami, dobra scena, ale później mamy trwające chyba z 15 minut przesłuchanie w którym biorą udział Anderson, Stella, adwokat i Paul. Co za napięcie w tej scenie! Choć przez połowe sceny Scully tylko patrzy a Anderson przesłuchuje (skądinąd świetnie też zagrał Merlin). No i w końcu się odzywa Stella i napięcie chyba jeszcze bardziej urosło w tym momencie i tego właśnie brakowało w tej serii. Co prawda w poprzednich sezonach też nie było za wiele scen konfrontacji głównych bohaterów bo jedynie w finale 1 serii rozmowa telefoniczna i w finale 2 serii, ale widać że Anderson i Dornan jak mają wspólne sceny to grają doskonale. Wytknęła mu wszystko, powiedziała całą prawdę w oczy i runeła maska jaką miał przez cały serial. Wcześniej był pokazywany jako kochający tatuś, który miał ciężkie dzieciństwo i był wykorzystywany przez księdza, ale w finale widzimy jego prawdziwe oblicze. Zresztą sam mówi iż to kim się stał wcale nie jest powiedziane co główną przyczyną tego było czy relacje z mamą czy ksiądz. Scena przesłuchania jest równie dobra co ta w finale 2 serii. No i później dochodzi do napaści. Przyznam że w tym momencie poczułem sie jak serialowy obrońca czci Scully czyli brodacz. Choć i tak lepiej się zachował brodacz jak prawnik, który sobie po prostu stał i pewnie myslał, a co ja się będzie wtrącał. The Fall opowiada o przemocy wobec kobiet i w finałowym odcinku mamy tego piękną analogię gdyż cała przemoc skumulowała się na Scully.
A co do Burnsa to gość niemiłosiernie wkurza, ale aktor zagrał w tej scenie niesamowicie te emocje jakie nim targają, aż policzki mu się trzęsły. Do aktora zaznaczam nic nie mam, po prostu taką mu dali postać beznadziejną do grania i z zadania spisuje się pierwszorzędnie.
Ciekawa bardzo jest też scena rozmowy z Katie w której w końcu dowiadujemy się trochę więcej o Stelli. Niby w tej serii mieliśmy się o niej wiecej dowiedzieć, tak zapowiadała ekipa, ale nastąpiło to dopiero w finale.
Okazuje się, że jednak nie doszło do tego co chyba wszyscy podejrzewali w związku ojcem. Stella utożsamiała się z Katie z powodu pewnych wydarzeń a nie z córką Spectora a można tak było pomyśleć po czwartym odcinku - bardzo ciekawy i realny twist. W ogóle w tym odcinku co mnie już totalnie zaskoczyło nie denerwowała mnie zupełnie Benedetto. Ale w sumie to jak się zachowywała wcześniej Gibson, gdy sugerowano że może ją molestowano to może oznaczać, iż ktoś jednak ją w przeszłości skrzywdził, z poza rodziny, zwłaszcza że mówi do lekarza, iż życzyła komuś śmierci.
A właśnie co do sceny z lekarzem to kolejna kapitalna sekwencja dy zadawał pytania Scully - fajnie zagrane przez aktorów. Choć można też powiedzieć, że w tym szpitalu to widocznie cały personel, nie tylko pielęgniarki mają ciągoty do zabawy w psychologa, bo i lekarze:-)
Choć mam jedną uwagę - nie do końca łapę po co był ten wątek z pielęgniarką? Chcieli pokazać że personel medyczny podchodzi do każdego pacjenta z empatią, nawet jak morderca. Rozumię to, tylko że ta pielęgniarka zachowywała się prawie tak jak Katie w stosunku do Spectora, gdyż robiła rzeczy ponad swoje obowiązki.
Cała sekwencja w zakładzie podobała mi się z małym zastrzeżeniem o którym wcześniej wspomniałem, że zbyt łatwo Spectorowi poszło, ale w tym serialu też policja zachowuje się czasami głupio i niezrozumiale i potrzebne są pewne uproszczenia. Jeśli jest dobry odcinek to nie przeszkadza mi i tak jest w tym przypadku.
A co do finałowej sceny w której pojawia się Stella
to podoba mi się takie zakończenie słodko gorzkie.
Kapitalnie zagrała rozczarowanie takim a nie innym rozwojem wydarzeń, że nie stało się to czego chciała. Choć zastanawiać może ostatnia scena z karteczką na lodówce - dlaczego powiesiła? Chce by przypominało jej to że nie do końca wygrała? A może dla niej ta karteczka jest jak trofeum, tak jak dla Spectora było zbieranie kosmyków włosów i bielizny? Może chcieli pokazać tą sceną że podobni byli bardziej do siebie niż myśleliśmy jednak. Bardzo wymowna jest też ostatnia scena z innego powodu - Stelli samotność aż wylewa się z ekranu jak obserwujemy ją w domu bawiącą się kieliszkiem wina (tak na marginesie to ma niezłą chatę w Londynie i jak widzę Anderson z winem to mi się przypomina zaraz Bedela z Hannibala:-).
Fiinał to świetne zakończenie i oceniam odcinek na 8+/10.
Całościowo odrobinę słabszy 3 sezon od 1 i 2 sezonu. Gdyby sezon skrócić o jeden, dwa odcinki to byłoby lepiej, ale i tak to wciąż znakomita produkcja. No i trochę zepchneli na drugi plan Anderson co jest lekkim minusem, zwłaszcza widoczne jest to w piątym odcinku. Całkowicie Upadek ewoluował z dramatu wymieszanego z kryminałem w serial psychologiczny pozbawiony poza finałem zabawy w kotka i myszkę między bohaterami i mamy w 3 serii pokazane jak wpływa Spector na wszystkich . No i jednak nie do końca poszedł The Fall w kierunku takim jak w 2 sezonie Broadchurch, który też wydawał się na siłę kręcony.
Brakowało mi w tej serii Panjabi, ale aktorka nie mogła wrócić przez inne zobowiązania. Szkoda że w zakończeniu nie było sceny jak Stella żegna się z Burnsem (wiem że wkurzająca postać, ale ciekaw byłem co mu na do widzenia powie nadinspektor), a przede wszystkim, że nie pokazali jak żegna się Gibson z całym swoim zespołem, zwłaszcza Eastwoodem (tą akurat scenę wycieli) i Andersonem. Pokazali jedynie jak z policjantką się pożegnała. W ogóle mało scen było z ekipą Stelli, np. Eastwoodem a między nimi było takie fajne wzajemne zrozumienie i szacunek. Poza tym Eastwood i Anderson to jedni z niewielu porządnych facetów w tym feministycznym serialu.
Chętnie obejrzę kolejne przygody Stelli tylko ciekaw jestem czy uda sie stworzyć ciekawą postać i znaleźć odpowiedniego aktora do roli przeciwnika Gillian. Choć też nie może to być kopia Spectora, ale zupełnie inny morderca. Nie miałbym nic przeciwko np. seryjnemu mordercy - kobiecie, której ofiarami są faceci. Takich psychopatów w kinie i w serialach raczej nie ma (jedynie kojarzę film Monster z Charlize Theron). A może inny wątek, niekoniecznie z mordercą związany np. by walczyła z IRA w kolejnej serii pod przykrywką, wchodzi do IRA, rozkochuje w sobie szefa - teraz mnie za bardzo fantazja poniosła:-)
Sezon miał oglądalność podobną do oglądalności 2 serii a aktorka i showrunner chętnie wrócą do Gibson, co wielokrotnie mówili, więc pewnie się doczekamy jeśli BBC zamówi 4 sezon. Stelli nigdy za mało, ale sama aktorka przyznała że nie wcześniej jak za półtora roku lub lata najwcześniej wrócą z serialem.
A wracając do wspólnej sceny Anderson i Dornana przypomniała mi ta konfrontacja o jednym co do Anderson, że jak gra razem z dobrym i charyzmatycznym aktorem to zawsze są fenomenalne sceny w których jest napięcie. Świetne sceny miała Anderson jak Patrickiem grała w 8 serii. A poza X-F to kapitalnie wypadały sceny jak grała razem z tak charyzmatycznymi aktorami jak Mikkelsen w Hannibalu czy Charles Dance w Bleak House. Zresztą jak z kobietami gra to też jest takie fajne napięcie jak z Panjabi w 1 i 2 serii Upadku. Zresztą ona z każdym aktorem ma fajną chemię nawet aktor przeciętny jest.
A tak na marginesie ciekawe jak wypadnie francuski remake z Emmanuele Seigner i nieznanym mi Melvil Poupaud'em w rolach głównych.