The Hateful Eight (2015)
No to już zaliczył wtopę. Dla mnie najsłabszy film Tarantino, ewentualnie drugi najsłabszy po Death Proof.

[Obrazek: 604331.1.jpg]

Niby jest tu wszystko co lubię u Quentina i w spaghetti westernach, plus ekstra obsada (Samuel L. Jackson i Jennifer Jason Leigh najlepsi), dobra muzyka Morricone (nie wiem czy na Oscara, ale podobała mi się, a że to mój ulubiony kompozytor, mógłby w końcu dostać) i zdjęcia (okej, ale 70 mm zmarnowane na film toczący się głownie w chacie).

Uwielbiam długie dialogi i monologi z filmów Quentina, bo są zabawne i często kończą się ekscytującą akcją. W tym filmie nie. Pierwsze 50-60 minut to gadanie, jechanie, gadanie, jechanie, gadanie, siedzenie, stanie i jeszcze raz gadanie. Rozkręcił się dopiero gdy okazało się, że
Później był bardzo dobry, znakomita scena z historią Samuela (uśmiałem się) i był tak dobry aż do momentu kiedy
Potem pojawił się
i słaby finał.

Całość była przynajmniej 15 minut za długa, przegadana i za bardzo udająca Wściekłe psy na dzikim zachodzie. Gdyby cała Nienawistna ósemka była na poziomie końcówki rozdziału 3 i całego rozdziału 4, dałbym spokojnie 8/10. A tak, 5-6/10 i nie wiem czy kiedykolwiek będę miał ochotę do niej wrócić.

Odpowiedz
Nie porwał mnie nowy Quentin, mimo że szedłem bez żadnych specjalnych oczekiwań.

Aktorsko jest bardzo fajnie, ale i nie we wszystkich przypadkach - Sam L. Jackson zalicza kolejny fantastyczny występ (podobał mi się najbardziej z całej obsady), Kurt Russell też trzyma wysoki poziom, Leigh fajna ale nominowana do Oscara nie wiem za co. Goggins świetny, co mnie zaskoczyło, Madsen OK, choć jakiś taki zaspany / zmęczony, a Channing Tatum, który jest takim beztalenciem, że jak zwykle gra Channinga Tatuma, to ewidentna wpadka i gdybym był podejrzliwy to zasugerowałbym, że musi dobrze robić loda skoro dostaje kolejne role. Roth od pierwszej sceny naśladuje grę Waltza, co jest wielkim WTF. Na plus sympatyczny epizod Zoe Bell i Dany Gourrier jak Minnie.

Co mi w ogóle nie zagrało, to intryga. Postaci i dialogi są po tarantinowsku barwne i przykuwające uwagę, a Quentin jak to Quentin, widać że pisząc scenariusz zacierał ręce w przekonaniu o swoim geniuszu. Napięcie budowane jest powoli, coś wisi w powietrzu, a gdy wszyscy spotkali się w Pasmanterii Minnie wiedziałem, że eksplozja jest nieunikniona. Tylko że do żadnej eksplozji nie doszło, raczej do strzału z kapiszona. Nie podoba mi się rozwiązanie intrygi, nie podoba mi się retrospekcja (czym oni niby zmyli tę całą krew nie zostawiając ani jednego śladu?), nie podoba mi się jak QT potraktował postać Russella i nie podoba mi się, że kulminacja jest tak zwyczajnie prostacka; krew miała zrekompensować brak pomysłów?

Wizualnie jest bez zarzutu, ale lepsze zdjęcia Richardson zrobił Quentinowi do Kill Billa, Bękartów i Django, a i jeśli chodzi o nominacje do Oscara to Mad Max pod tym względem zrobił na mnie większe wrażenie, tak samo jak już po samym trailerze widzę, że The Revenant jest mocniejszym kandydatem do statuetki.

6/10, drugi raz obejrzę na pewno... kiedyś.

PS. Obejrzane w kinie, a nie na jakimś gównie ściągniętym z neta.

PS2. Pierwszy Cringe 2016 wędruje do dialogu "Czarni są bezpieczni gdy biali są rozbrojeni". Ekh.

Odpowiedz
Cytat:Obejrzane w kinie, a nie na jakimś gównie ściągniętym z neta.

Ja się ciesze, ze obejrzałem gówno z neta, a nie w kinie, inaczej musiałbym wydać 23 złote na gówniany film.

Odpowiedz
27 zł Uśmiech

Tak czy siak na dniach zamawiam kartę Unlimited w Cinema City więc ewentualne seanse spod znaku straty kasy (tego za takowy nie uznaję) będą mniej bolały.

Odpowiedz
To raczej jeden z jego najsłabszych filmów. Chwilami mnie nawet przynudzał - dialogi w ogóle tym razem nie porywają.
Zdjęcia są fajne, muzyka bardzo dużo nadrabia tworząc świetny klimat - chwilami prawie czuć The Thing.
Aktorsko jest po prostu OK. Film ma parę mocnych momentów: opowieść Samuela Jacksona o synie generała, motyw z kawą.
Ale film ma rozczarowujące zakończenie, twierdzę, że tym razem po prostu zabrakło pomysłu. Film ma na początku bardzo wolne tempo, ale na szczęście potem jest lepiej,

Nie wiem czy wrócę kiedyś do tego. 6.5/10 to maks choć trochę dlatego, że spodziewałem się więcej.
Film widziany w kinie.

Odpowiedz
(17-01-2016, 18:15)Mierzwiak napisał(a): PS. Obejrzane w kinie, a nie na jakimś gównie ściągniętym z neta.

Też widziałem w kinie, a najlepsze zdjęcia w tym roku to ponownie Lubezki.

Odpowiedz
Nie podoba mi się nowy Tarantino. O ile Bękarty, Django i Death Proof miały pojedyncze sceny, do których wracałem na YT bardzo często, tak tutaj nie znalazłem ani jednego dialogu lub motywu, który powiedziałbym, że stanie się "ponadczasowy". Pierwsze 2 rozdziały są bardzo fajne, ale to dlatego, że Russell z Jacksonem świetnie się bawią swoimi postaciami. Ale im dalej w las - tym gorzej. W momencie wejścia do chatki czuć napięcie i...w sumie to wszystko. Wielkiego zaskoczenia nie ma, a całą intrygę można przewidzieć na godzinę do przodu (drzwi zabite dechami + powóz za chatką - to już samo w sobie mówi, że "coś się działo" wcześniej w tym miejscu Uśmiech). Finał to już jedna wielka groteska. Piszecie, że to w stylu Quentina, ale moim zdaniem Quentin w poprzednich filmach lepiej zarządzał całą makabrą. Drugi film z rzędu rzeźnię zostawia na ostatni akt zamieniając go w jakieś pieprzone Evil Dead.

Zgadzam się z Mentalem - potencjał na zajebisty western był, zawinił reżyser. Ale to nie jest do końca słaby film.

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Cytat: Wielkiego zaskoczenia nie ma, a całą intrygę można przewidzieć na godzinę do przodu (drzwi zabite dechami + powóz za chatką - to już samo w sobie mówi, że "coś się działo" wcześniej w tym miejscu Uśmiech).
Wiedzenie, że "coś się działo" to nie jest przewidywanie intrygi na godzinę do przodu. Chyba, że skądś wywnioskowałeś kto jest kim, to chętnie poczytam skąd.

Odpowiedz
Co do przewidywalności intrygi, po prostu rozczarowuje to, że całość rozbija się o
. Jasne, że ten motyw jest najbardziej uzasadniony fabularnie, no ale też zarazem najbardziej oczywisty. A jeśli już Quentin zdecydował się, że to właśnie on będzie motywem przewodnim drugiej połowy filmu, można było całość przedstawić w zdecydowanie ciekawszy sposób, niż jako kolejną krwawą groteskę.

Odpowiedz
Przecież John Ruth wiedział, że coś się będzie działo od pierwszego słowa jakie wypowiada. W Pasmanterii już wszyscy wiedzieli, że coś się szykuje, a prawdziwą zagadką jest kto jest kim. A to akurat nie jest jasne niemal do samego końca.

Odpowiedz
A jeszcze jedno - jako że nie spodziewałem się, że w filmie pojawi się w ogóle ktokolwiek poza tytułową ósemką, a po zliczeniu bohaterów nie dopatrzyłem się wymienionego w napisach na początku Tatuma, przez jakiś czas myślałem, że pewnie go ucharakteryzowali na tego Meksykańca, co to ich przyjął w chatce, którego z początku nie pokazywano zbyt wyraźnie Duży uśmiech

A skoro już o nim mowa -

Odpowiedz
(18-01-2016, 10:17)tchopz napisał(a): prawdziwą zagadką jest kto jest kim. A to akurat nie jest jasne niemal do samego końca.
Nie jest, ale jak już się okazało kto jest kim to było to aż takie ciekawe? Zaskakujące? Bo ja przywitałem to wzruszeniem ramionami. Koncept pt. "(nie)przypadkowe spotkanie grupy ludzi na zadupiu" aż prosił się o to, by każdy miał tu jakiś ukryty cel, prosił się o twisty i przetasowania. A tu dupa, chodziło
i tyle, czyli o coś, co Russell podejrzewał od pierwszej sceny gdy napotkał Jacksona.

Druga sprawa, jak tak się zastanowić, to trochę słabe, że cały film ma miejsce tylko dlatego, że Russell ma w zwyczaju dostarczać poszukiwanych żywych.

Odpowiedz
Ja również liczyłem na to, że każdy, albo prawie każdy będący w chatce ma jakąś historię i motyw, więc rozczarowaniem było dowiedzenie się, że
O ileż ciekawsza byłaby intryga jakby w tej chatce rzeczywiście napotkało transport poszukiwanej kilka przypadkowych osób i każdy musi podejrzewać każdego, a tak to są po prostu dwa obozy.

Odpowiedz
Świetne dialogi, pierwszorzędne aktorstwo, cudna muzyka Morricone, znakomite zdjęcia plenerowe, fajny klimat studyjny. 100% Tarantino w Tarantino i albo to się łyka, albo odrzuca – w moim przypadku o przesycie nie było mowy, bo nie rzucają mi się zanadto w oczy te natręctwa, o których wiele osób mówi. Słodzić można długo, bo całość jest wyśmienicie zainscenizowana i przyozdobiona kilkoma twistami, w żadnym momencie nie zanudzająca typową dla QT frazą.
Żeby jednak w zębach nie chrzęściło od nadmiaru słodyczy dwie sprawy, które mnie rozczarowały, ale nie były decydujące dla pozytywnego odbioru całości: po pierwsze narrator zupełnie tutaj nie pasujący i dopowiadający to, co oczywiste i widoczne na ekranie, a po drugie sama końcówka, tuż przed napisami, pozostawiająca mnie w oczekiwaniu na coś jeszcze (a tu dupa). Dorzuciłbym jeszcze retrospekcje, które również lekko rozbijały ten zgrabny kryminałek, ale to już na siłę czepiam się (i niejako potwierdzam słuszność często pojawiających się zarzutów).
Podsumowując – stary, dobry Tarantino, tym razem nie tak doskonały jak Django, Bękarty, Kill Bill i oczywiste oczywistości sprzed 20 lat, niemniej stopień, na którym stoi QT, dla większości nie jest osiągalny, tym bardziej, że to jest jego stopień, jego własny, wydeptany w taki sposób, jak Tarantino chce.
8. W sumie tylko tyle. To chyba najniższa ocena - pomijając DP - jaką wystawiłem filmowi Tarantino.

Odpowiedz
Jestem bardzo zawiedziony nowym Tarantino. Już "Django" zapowiadało powtarzalność, rutynę i wypalenie, lecz w "Nienawistnej ósemce" jest jeszcze gorzej. I o ile "Django" broni się całościową konstrukcją - motywem podróży, postaciami itd (w sensie, że da się to oglądać i momentami cieszyć oko) - to "HE" nie broni się niczym. Nie wiedząc czemu, historia, która ma dużo mniejszy potencjał, zostaje tutaj rozciągnięta na 3 godziny, podczas których dzieje się mniej niż w "Django". Dramaturgia siada, po godzinie czekałem już na koniec, a najgorsze są fragmenty w tej całej gospodzie, w której rozgrywa się 75% fabuły. Podobały mi się zdjęcia w plenerze, ogrom krajobrazów, lecz kiedy akcja zamykała się we wnętrzu - czy to w tym powozie czy gospodzie - film od razu siadał. Dla mnie ewidentnie widać, że Tarantino już tylko żeruje na swojej "zajebistości" i renomie, nie ma niczego nowego do przekazania, a ostatnim nowatorskim dziełem były "Bękarty wojny". Oczywiście, "Nienawistna ósemka" nawiązuje do poprzednich filmów twórcy, nawiązuje nawet w oczywisty sposób do "Carrie" i innych popkulturowych tworów, ale dla mnie w żaden sposób nie stanowi to o sile "HE".

- przede wszystkim zarys fabuły - wieje nudą i takim scenariuszowym szczeniactwem; jest sobie dwóch gości, którzy rozmawiają sobie o własnych historiach, przygodach itd, więc ich charakterystyka sprowadza się do dialogów; pozostałe postaci również płytkie - nie stanowią postaci z krwi i kości tylko służą jako pionki, które mają wiadomo jaki cel; postaci zawsze były siłą kina QT, tutaj są kalkami, o których niewiele wiadomo, a jeżeli już coś wiadomo, to jest to serwowane w nudny i prosty sposób, który nie zaciekawia

- dialogi - najgorsze od dawien dawna; powtarzanie fraz na zakładkę, powtarzalność, zero smaczków (jedyne co mi się podobało to tekst "follow moi" i "ladida" ze strony Rotha, takie małe gówienka, których pewnie nikt nie zauważył, a które były przecież tak tarantinowskie), tylko wyliczanie słowa "czarnuch", celowe, seksistowskie obrażanie (bo Tarantino tak ma wszystko w dupie, że może sobie prowokować ile chce) kobiety i jakieś nędzne groźby; mam wrażenie, że reżyser pisał te kwestie na poczekaniu

- narrator - niby gówno, ale zupełnie niepotrzebny zabieg

- zakończenie - beznadziejne, tak jak w "Django", zero niespodzianki

- film o godzinę za długi jak na tak prościutką historię i postaci, o których niewiele wiadomo - wszystko wydłużone w nieskończoność

- spodziewałem się, że Czajnik dostanie lepsze kwestie - tutaj też Tarantino się nie popisał, bo zwrot akcji nie wprowadził tyle oddechu, ile powinien

Mam nadzieję, że nie zaspojlerowałem. 5/10 - to max. To Tarantino zostały jeszcze dwa filmy do zrealizowania? Kiedyś myślałem, że to tak mało, teraz już się boję co nas czeka za 3 lata.

Odpowiedz
i aż 5?
Z tyloma rzeczami się nie zgadzam, że aż mi trudno podejmować jakąkolwiek dyskusję. Nudne i puste vs zajmujące i wypełnione treścią. Bravo, jak żyć? Uśmiech

Odpowiedz
Cytat:celowe, seksistowskie obrażanie (bo Tarantino tak ma wszystko w dupie, że może sobie prowokować ile chce) kobiety

Ale umówmy się: ta kobieta (najlepsza postać w filmie jakby co) była morderczynią i full-time rasistką, zatem jej "obrażanie" czy bicie po mordzie to żadna oznaka odwagi reżysera czy prowokacja. Podejrzewam, że znakomita większość widzów życzyła jej śmierci i jedyne, co Tarantino zrobił, to


Żaden więc z niego prowokator-maderfaker.

Odpowiedz
(18-01-2016, 10:39)Mierzwiak napisał(a): Druga sprawa, jak tak się zastanowić, to trochę słabe, że cały film ma miejsce tylko dlatego, że Russell ma w zwyczaju dostarczać poszukiwanych żywych.

No czegoś takiego jeszcze nie czytałem : D to tak, jakby powiedzieć, że cały Batman ma miejsce tylko dlatego, że Bruce Wayne się za niego lubi przebierać, albo Heat ma miejsce, bo Robert de Niro jest gangsterem a Al Pacino policjantem.

Co do narratora - w wersji amerykańskiej, czyli dłuższej, następuje antrakt i jest 15 minutowa przerwa w wyświetalniu filmu. Ludzie wychodzą do kibelka, wracają na miejsca, film zaczyna się znowu i narrator im przypomina na czym skończyli. W wersji europejskiej co prawda obecność narratora nie jest usprawiedliwiona, ale nie uznałbym tego za wadę, bo zabieg to całkiem fajny i dobitnie pokazujący nam teatralność tego całego filmu.

Co do filmu, to chyba trochę się uwzięliście za bardzo. Nawet słaby Tarantino to nadal lepszy film niż 90% obecnej taniochy, a ten, mimo że jest średni, to przynajmniej jest to FILM a nie gra komputerowa. Przynajmniej jest to oryginalny pomysł, a nie kolejna adaptacja. I przynajmniej mogliście popatrzeć na Kurta Russella i Samuela L. Jacksona odstawiających absolutny popis aktorski. Więc przestańcie pieprzyć, bo zaraz wyjdzie na Blu-Ray czy innym DVD, komuś się nagle spodoba bo się okaże, że na drugi raz jest lepszy i za rok czy dwa się okaże, że uznacie ten film za kultowy : )
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
(17-01-2016, 18:32)Mierzwiak napisał(a): 27 zł Uśmiech

14 Uśmiech

A film spoko - dupy nie urywa, ale oglądało się przyjemnie, sporo rozrywki. Całość przydługa, parę rzeczy zbędnych, ale aktorstwo, dialogi, muzyka, swoiste tempo historii - na to nie mogę narzekać.

Inna sprawa, to jednak okaleczenie filmu względem zamierzonego efektu, co na pewno osłabia odbiór - kij z tym przytoczonym wyżej brakiem antraktu i głupawo przez to "wyglądającym" narratorem. Nie ogarniam natomiast jak z kopi 70mm filmu nie można zrobić seansu na pełny ekran, tylko serwować widzom pieprzony windowboxing. Wkurwiało mnie to przez bite 3 godziny - gdyby nie fakt, że nie chciałem sobie psuć przyjemności i tracić minut, to poszedłbym i zjebał ekipę od góry do dołu.

7 / 10, czyli bez szału, ale i bez blamażu

I taka obserwacja - jakkolwiek nie mam nic do Derna, to jednak postać generała byłaby wypisz wymaluj dla Lee Van Cleefa, gdyby żył. Eh, pomarzyć. Ale epa skrzyłaby się z ekranu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefi, to znaczy jak leciało to w kinie? Obraz przyciety po bokach, czy co?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości