The Wire
Zsuetam, "The Wire" było kręcone w 4:3.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Zaskakujące, bo niektóre ujęcia wyglądają, jakby były kręcone w 16:9.

Podczas drugiego seansu serial potwierdza swoją klasę, choć odcinki 4-6 drugiego sezonu znacząco zwolniły, ale wiem co będzie się działo pod koniec sezonu i pięknie te wątki zaczną się spinać w jedną całość.

Odpowiedz
Rozmowa młodej ze sprzedawcą to jeden z moich ulubionych momentów w "The Wire":





edit

Nie znam się na kartach, ale te dwie "45-tki" przebijają fula.

Omar rządzi.

Odpowiedz
kabelek na blu
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Też właśnie powtarzam The Wire. Aktualnie jestem po 2 sezonie.

Co ciekawe, najlepsze odcinki pierwszego i drugiego sezonu, to te przedostatnie - "Cleaning Up" i "Bad Dreams". Nie tylko dlatego, że giną w nich istotne postacie. Przede wszystkim dlatego, że dotychczasowe wątki osiągają w nich emocjonalny punkt krytyczny. Fatum, które do tej pory tylko wisiało bohaterami, w tych odcinkach ostatecznie się materializuje. I robi to z takim pierdolnięciem, że aż chce się rzucić czymś w telewizor ze złości.

Za oba odcinki odpowiada swoją drogą ta sama osoba - George Pelecanos. Kto orientuje się w temacie współczesnej amerykańskiej literatury kryminalnej, ten wie, kto zacz.


Odpowiedz
Jakby kto miał hbo go - od niedawna stara wersja kabla zniknęła na rzecz nowej. Nigdy bym nie przypuszczał że ten serial prócz mózgu będzie rozpieszczał również oczy...

Odpowiedz
https://www.reddit.com/r/todayilearned/comments/7nnvmn/til_that_while_filming_the_wire_andre_royo_who/
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
W tym roku planuję zrobić sobie powtórki z "The Wire" i "The Shield" - dwóch najlepszych dramatów policyjnych ever. Zaczynam od "Kabla", skacząc po filmikach na tubie. Tysiące scen, z których prawie każda to czyste złoto.



"You earned that buck like a motherfucker man, keep that shit." :) :)

EDIT

O kurde, ale to jest dobre - biały profesorek vs reality:


Odpowiedz
(13-02-2018, 01:23)Mental napisał(a): skacząc po filmikach na tubie. Tysiące scen, z których prawie każda to czyste złoto.


Przez Ciebie zrobiłem to samo i teraz jestem na jutubowym ciągu The Wire, który trwa już dwa dni. A serial widziałem tylko raz. Tsk, tsk. Nieładnie. Też trzeba będzie zrobić maraton.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Mental, przez Ciebie przeglądam na tubce najlepsze sceny i już chyba na zawsze będę płakać ze śmiechu przy tym:

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Od dawna słyszałem o The Wire same dobre rzeczy, ale jakoś nigdy nie mogłem się za niego zabrać; tutaj sprawy przyziemne, tam jakieś inne filmy i seriale... ot, jakoś tak cały czas odkładałem go sobie na później. Jednak z początkiem tego roku, jakoś pod koniec stycznia (głównie za namową znajomego) w końcu się za niego wziąłem... i cholera jasna, zaczynam już piąty sezon. :) Niezwykle wciągające, genialnie zrealizowane w praktycznie każdym aspekcie telewizyjne dzieło, wobec którego wszystkie pochwały są zdecydowanie zasłużone - serial od razu wskakuje do mojej topki i wątpię żeby kiedykolwiek z niej zniknął.

Mam tylko takie pytanie wywodzące się z ciekawości: jak zapatrujecie się na zremasterowaną wersję The Wire w 16:9 (bo właśnie w takiej formie go aktualnie oglądam)? Słyszałem opinię że oryginalna emisja w 4:3 miała w sobie "to coś", nadając serialowi specyficznego, trochę kronikarskiego, klimatu - i to właśnie w tej wersji powinno się go oglądać. To jakieś dziwactwa purystów, czy faktycznie coś w tym jest? ;)

Odpowiedz
Może to jakiś mój kaprys, ale The Wire w 4:3 miało klimat policyjnego kina lat 90-tych i ten charakterystyczny, niedoskonały obraz który w zestawieniu z telewizyjnymi nowościami w 16:9 jednak powodował, że serial wyróżniał się na tle reszty. Treść - wiadomo - znakomita, ale "kwadratura" dawała niezły efekt.

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Ja się nie muszę uciekać do żadnych argumentów o klimacie, bo sprawa jest prosta - nakręcono w 4:3, to najlepiej oglądać w 4:3.

Odpowiedz
Ja tam widzę na powyższym filmiku, że obraz w "oryginale" jest przycięty. Kręcili na taśmie, więc raczej nie w 4:3, ergo - co prawda nie miałem jeszcze okazji, by sprawdzić zremasterowaną wersję, lecz sympatie sympatiami, klimat klimatem, ale jedyna słuszna wersja, to wersja niepocięta. Zawsze i wszędzie.

Odpowiedz
Mogli sobie kręcić w dowolnym AR, najważniejsze jest to, że kadrowali z myślą o emisji w 4:3, a taśma mogła być sobie nawet kwadratem.

Odpowiedz
Może przyznałbym ci rację, gdyby nie fakt, że oglądałem w takiej zremasterowanej wersji odcinki "X-Files" czy "Sopranos" i tam po prostu kadrowanie wygląda lepiej/kadry nie są takie ciasne, choć też można by pisać, że przecież kręcili z przeznaczeniem do 4:3. Tylko czy rzeczywiście było tak z The Wire? W 2002 roku było już wiadomo, że telewizja przejdzie na 16:9, więc mi to bardziej wyglądało na rozwiązanie doraźne.

Odpowiedz
Kanał "jakbyniepaczec" zaczął serię "Śladami seriali po USA". Pierwszy odcinek dotyczy "Wielkim kłamstewek", kolejny "House of Cards, i tak dalej, i tak dalej. Jeden z fanów zapytał dlaczego nie ma odcinka o "The Wire". Oto odpowiedź:

[Obrazek: JCc5MhI.jpg]

W sumie nomen, omen Ameryki nie odkryli, ale naszła mnie ponowna ochota na powtórkę serialu, która planuję już od baaaaaaaardzo dawna. Chyba zacznę w ten weekend :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ostrzegam o spoilerach, w razie gdyby jakaś niewinna duszyczka weszła tu bez uprzedniego zaznajomienia się z tym dziełem.

Scenę z szachami kojarzy każdy, kto oglądał.



Motyw gry i figur przewija się do końca. Serial obejrzałem raz, dawno temu i nie pamiętam/nie zaczaiłem wielu rzeczy. Weźmy śmierć Stringera.

[Obrazek: The-Wire-3x11.jpg]

Omar i brat Mouzone (na schodach) ustawieni diagonalnie do Stringera. Królowa "oflankowana" przez dwóch gońców. Król Avon traci (albo wydaje na stracenie) najważniejszego żołnierza; sam nie może zginąć, ale przegrywa i kończy w pierdlu.

Wracając do Bella - przez trzy sezony nakazuje podwładnym zamykać drzwi.



Kilka chwil przed zejściem ucieka przed mordercami. Podbiega do drzwi, szarpie - te stawiają opór, zamknięte na cztery spusty. Dokonuje żywota przy oknie. Za nim bilbord - lepsze życie, możliwości, biznes, zerwanie z gangsterką. Niby na wyciągnięcie ręki, ale za daleko.

Tyle symboliki w jednej scenie, a podbudowę tworzono przez jakieś trzydzieści odcinków. No, to wszystko kolejne z miliona powodów, dla których The Wire jest dziełem wybitnym. Chyba czas na powtórkę i wyłapanie tego, co umknęło wcześniej.

Odpowiedz
Dobra, czas na wyznanie - nigdy nie widziałem The Wire.

Ale...

Wczoraj skończyłem pierwszy sezon - ja pierdole, jakie to było dobre.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości