Doktor jest rozczarowany (co za niespodzianka).
Nie żebym zgrzytał zębami podczas oglądania, ale cały czas miałem w głowie pytanie - Po co?
To znaczy wiadomo po co, bo trzeba zmonetyzować nostalgię, ale po co?
Jedynka to dla mnie żaden kultowy film, ot porządnie nakręcona rozrywka. Ale mimo całej rozrywkowości człowiek mógł traktować ten film i historię w miarę poważnie. Ktoś się przyłożył do scenariusza, ktoś pomyślał, zrobił jakieś w miarę sensowne twisty...
Tutaj to jest jeden wielki "benefis po 20 latach" składający się zupełnie niepoważnych scenek i gagów. Cały "heist" jest po prostu tandetny i zupełnie na odpierdol. Oni chcą ukraść miecz, ale my im go podmienimy jak się odwrócą bo odpalimy fajerwerki na moście. No szczyt wyrafinowania.
Nikt się nie stara żeby tej historii nadać choćby jakikolwiek, pięcioprocentowy zarys prawdopodobieństwa. Jakby reżyser postanowił sobie zakpić z widza. Wy czekacie na taki film jak jedynka, a ja wam dam parodię.
W ogóle pierwsza godzina to jakieś obyczajowe nie wiem co. "M jak miłość" skrzyżowana z "Klanem" i "Aniolem w Krakowie"? I o dziwo jest to dużo lepsze niż druga godzina gdzie jest "wyczekiwana" akcja.
Więckiewicz jako jedyny się coś stara bo reszta wygląda jakby czekała kiedy się ten benefis skończy i można pójść na bankiet a potem do kasy. Flegmatyczny Simlat gra flegmatycznego Simlata, s Dorociński nie wiadomo kogo.
Albo ze mną jest coś nie tak albo ze współczesnym kinem.
(09-10-2025, 13:44)Spoilerowo napisał(a): polskie filmy mają chyba najdłuższe wstępy przedstawiające sponsorów filmu, najpierw lecą graficznie, a później to samo jako w napisach w początkowych scenach
Zdecydowanie najśmieszniejszy moment filmu.