Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Zodiac (2007)
Zodiak to obiektywnie (sic!) najlepszy film Finchera. Klimat, fenomenalne (lepszego nie kojarzę) ukazanie śledztwa, to jak wciąga i intryguje, co jakiś czas masakrując mnie, widza, niesamowitymi scenami z mordercą, a przy tym jego prostota - nie ma tu precyzyjnie skonstruowanego, doskonałego konceptu jak w Se7en, zamiast tego mamy żmudne, niemal męczące, ale niesamowicie wciągające śledztwo, od którego nie sposób się oderwać nawet przy kolejnych seansach.

Narobiliście mi ochoty na powtórkę.

Odpowiedz
Też w najbliższym czasie urządzę sobie powtórkę, bo to już ze dwa lata mijają od ostatniego seansu.

Cytat:Zodiak to obiektywnie (sic!) najlepszy film Finchera.
A zarazem jego największa box-office'owa porażka. ;/

Odpowiedz
Cytat:Zodiak to obiektywnie (sic!) najlepszy film Finchera.

Możesz to jakoś wyjaśnić? Bo dla mnie to obiektywnie jeden z najgorszych. To, że puszczali go na spędzie w Cannes, nie znaczy, że jest najlepszy, wręcz przeciwnie. Ale nawet nie o to chodzi.

Cytat:zamiast tego mamy żmudne, niemal męczące, ale niesamowicie wciągające śledztwo

Jest żmudne i męczące, ale nie jest wciągające. Serio. Obiektywnie to najmniej wciągające śledztwo od czasów nierozwiązania zagadki zabójstwa dwóch Cyganów w Przeźmierowie w Kujawsko-Pomorskim Uśmiech

Odpowiedz
Zapomniałem o scenie przesłuchania. A żeby nie pisać jednozdaniowego posta to dodam, że piosenka ta niesamowicie wręcz pasuje i do prologu, i do napisów końcowych:



TAKI film!

Odpowiedz
Akurat wrzuciłeś najlepszy fragment tego filmu, czyli kawałek Donovana. No i motyw nad jeziorem jak studencik się pyta, czy broń jest naładowana ostrą amunicją, a Zodiak się pochyla wyciąga magazynek i pokazuje naboje. Zajebiste. Super też było, jak powiedział do kobiety w aucie, że najpierw wyrzuci jej dziecko przez okno. Normalnie ciary. Reszta zieeew - sam fakt, że śledztwo toczyło się przez dekady i że nie rozwiązali sprawy, nie czyni z historii jeszcze zajebistej.

Odpowiedz
Mental ma chyba TEN dzień Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ja tak naprawdę hejtowałem "Zodiaka" już w momencie premiery. "Mr Brooks" był lepszy Oczko

Odpowiedz
4 siur Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mr. Brooks lepszy od Zodiaka??

[Obrazek: oka.gif]

Nie no, przez Mentala przypomniałem sobie rozklekotaną twarz Demi Moore i jej wątek w tym filmie, rzyg na kilometr.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Nie, kurde, lepsze śledztwo ciągnące się przez 30 lat prowadzone przez jakichś leszczy w swetrach i nerda. Jedyna fajna postać natomiast znika gdzieś w połowie filmu popadając w alkoholizm.

Odpowiedz
sledztwo, jak i film moga sie ciagnac, ale Zodiak kilkoma pojedynczymi scenami gnoi Brooksa w pierwszej rundzie i nie pozwala mu wstac z kolan. A jedyne co pamietam z brooksa to rozpadajaca sie twarz Demi Moore. W ogole juz porownywanie i zestawianie znakomitego Zodiaka obok tego przecietnego filmidla winno byc karane.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(14-11-2014, 03:15)Mental napisał(a): Jedyna fajna postać natomiast znika gdzieś w połowie filmu popadając w alkoholizm.
Zaraz, czy to jest ten jeden film, w ktorym najbardziej to lubisz Roberta Downeya Jr.? Uśmiech


Odpowiedz
No Robert znika - jedyna charyzmatyczna postać (oprócz mordercy-grubasa). Kevin Costner w "Brooksie" masakruje 90% obsady "Zodiaka", która jest najsłabszym elementem tego filmu. Bo tam sa albo nerdy, albo odpady z "Ostrego dyżuru", albo Rufalalo, którego nie cierpię.

Odpowiedz
Mental, prosisz się o kulkę.


Odpowiedz
Zaraz, czy Mental na którejś z poprzednich stron, nie zjechał Downeya i nie określił go jako największą pomyłkę obsadową? Uśmiech Zaraz poszukam tej wypowiedzi.

Edit: O mam.

Mental napisał(a):po drugim obejrzeniu mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że brakuje w nim dramaturgii (powód jest prosty: morderca nie zagraża bezpośrednio w zasadzie żadnej z głównych postaci), że postać downeya jr niemiłosiernie wnerwia, że klimacik momentami zniża się do poziomu kina przygodowego o rozwiązywaniu zagadek

Mental napisał(a):walić downeya jr, jego głupie miny i gwiazdorskie pozy. niedawno obejrzałem po raz drugi w życiu zodiaka i normalnie za każdym razem, jak ten koleś pojawiał się na ekranie, film się sypał - miałem wrażenie, że oglądam przygodówkę o ekscentrycznym dziennikarzu na tropie złoczyńcy.

Uśmiech
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
To mi przypomniało o absolutnym Mentalowym klasyku, z tematu o Law Abiding Citizen:
Cytat:bez kitu stała się rzecz dziwna - oto w połowie przeszedłem cichaczem na stronę Foxxa.

Odpowiedz
kurva, cytujecie moje wypowiedzi, nie wiem, sprzed 15 lat Uśmiech

Być może Downey Jr kiedyś mnie wkurzał, nie pamiętam, ale teraz to jest jedyny jasny punkt tego męczącego, rozwleczonego, nieangażującego thrillera Uśmiech

A cytat z LAC to moja wpadka stulecia.

Odpowiedz
A propos "Zodiaka". Dla mnie film dobry, może nawet bardzo dobry za całe mnóstwo pojedynczych scen i tematykę, która uwielbiam, ale podobnie jak w przypadku "Gone Girl" nieporadność gliniarzy jest po prostu zatrważająca i wywołuje zgrzyt podczas seansu. Przez co muszę się (niestety) zgodzić z Mentalem (po raz pierwszy w życiu), że śledztwo wcale nie jest wciągające.

O ile w "Zodiaku" mamy do czynienia z historią rzekomo na faktach (choć każdy, kto zgłębi temat od razu zrozumie, że jest ona przedstawiona po łebkach i mocno wypacza rzeczywiste śledztwo) i to sprzed przeszło trzydziestu lat, tak w "Gone Girl" Fincher chyba po prostu poszedł za ciosem i uznał, że skoro policjanci to debile, to i trzydzieści lat później muszą zostać zaprezentowani tak samo nieporadnie. Przecież w Zodiaku oni chyba z pół roku (jeśli nie więcej, bo przeskoki czasowe były ogromne) starają się o nakaz rewizji przyczepy. Nieważne, że koleś wpisuje się idealnie w charakterystykę poszukiwanego zabójcy, oni nie puszczają za nim ogona, ani nawet nie biorą go na dołek. Przeprowadzają krótką pogawędkę (świetna scena), która tylko utwierdza ich w przekonaniu, że mają na oku właściwego faceta i to wszystko. Nie mogą nic zrobić, bo "pismo się nie zgadza" i tak przez trzydzieści lat pismo się nie zgadza i nic nie mogą zrobić, tkwią w punkcie i potrzebują kolejnych dziesięciu lat, trupów i listów, żeby przeszło im przez myśl, że może mieć wspólnika, który pisze listy za niego. To, że okresy zabijania, pisania listów i wykonywania telefonów zbiegają się w czasie z okresami, kiedy akurat Lee był na wolności okazuje się "widowiskowym twistem" przesądzającym sprawę, który umknął wszystkim przez pieprzonych 30 lat, dopóki za sprawę nie wziął się autystyczny rysownik komiksów.

Ponadto film kończy się w złym momencie. Powinien zakończyć się na wiadomej wymianie spojrzeń. "Gone Girl" zresztą tak samo - można było to zrobić lepiej, ale już mniejsza. Najlepiej wcisnąć na koniec jeszcze kolesia, którego szukali 30 lat (i znaleźć naturalnie nie mogli), który po 30 latach wskazuje palcem winnego i bez większego zawahania mówi z dupy: "To on, na 80% to on!". No pięknie...

Zmierzam do tego, że bezkrytyczne rozwodzenie się nad zajebistością obu filmów i stawianie ich na piedestale, głównie za sprawą powszechnego kultu Finchera, to przesadyzm. Bądźmy świadomi braków, chociażby scenariuszowych. I nie, nie jest to najlepszy film Finchera. Polecam zresztą obejrzeć Zodiaka raz jeszcze tuż po seansie lepszego (choć nie idealnego) filmu "Gone Girl".
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
A propos "Zodiaka". Dla mnie film dobry, może nawet bardzo dobry za całe mnóstwo pojedynczych scen i tematykę, która uwielbiam, ale podobnie jak w przypadku "Gone Girl" nieporadność gliniarzy jest po prostu zatrważająca i wywołuje zgrzyt podczas seansu. Przez co muszę się (niestety) zgodzić z Mentalem (po raz pierwszy w życiu), że śledztwo wcale nie jest wciągające.

O ile w "Zodiaku" mamy do czynienia z historią rzekomo na faktach (choć każdy, kto zgłębi temat od razu zrozumie, że jest ona przedstawiona po łebkach i mocno wypacza rzeczywiste śledztwo) i to sprzed przeszło trzydziestu lat, tak w "Gone Girl" Fincher chyba po prostu poszedł za ciosem i uznał, że skoro policjanci to debile, to i trzydzieści lat później muszą zostać zaprezentowani tak samo nieporadnie. Przecież w Zodiaku oni chyba z pół roku (jeśli nie więcej, bo przeskoki czasowe były ogromne) starają się o nakaz rewizji przyczepy. Nieważne, że koleś wpisuje się idealnie w charakterystykę poszukiwanego zabójcy, oni nie puszczają za nim ogona, ani nawet nie biorą go na dołek. Przeprowadzają krótką pogawędkę (świetna scena), która tylko utwierdza ich w przekonaniu, że mają na oku właściwego faceta i to wszystko. Nie mogą nic zrobić, bo "pismo się nie zgadza" i tak przez trzydzieści lat pismo się nie zgadza i nic nie mogą zrobić, tkwią w punkcie i potrzebują kolejnych dziesięciu lat, trupów i listów, żeby przeszło im przez myśl, że może mieć wspólnika, który pisze listy za niego. To, że okresy zabijania, pisania listów i wykonywania telefonów zbiegają się w czasie z okresami, kiedy akurat Lee był na wolności okazuje się "widowiskowym twistem" przesądzającym sprawę, który umknął wszystkim przez pieprzonych 30 lat, dopóki za sprawę nie wziął się autystyczny rysownik komiksów.

Ponadto film kończy się w złym momencie. Powinien zakończyć się na wiadomej wymianie spojrzeń. "Gone Girl" zresztą tak samo - można było to zrobić lepiej, ale już mniejsza. Najlepiej wcisnąć na koniec jeszcze kolesia, którego szukali 30 lat (i znaleźć naturalnie nie mogli), który po 30 latach wskazuje palcem winnego i bez większego zawahania mówi z dupy: "To on, na 80% to on!". No pięknie...

Zmierzam do tego, że bezkrytyczne rozwodzenie się nad zajebistością obu filmów i stawianie ich na piedestale, głównie za sprawą powszechnego kultu Finchera, to przesadyzm. Bądźmy świadomi braków, chociażby scenariuszowych. I nie, nie jest to najlepszy film Finchera. Polecam zresztą obejrzeć Zodiaka raz jeszcze tuż po seansie lepszego (choć nie idealnego) filmu "Gone Girl".
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
(17-11-2014, 19:12)Persona non grata napisał(a): O ile w "Zodiaku" mamy do czynienia z historią rzekomo na faktach (choć każdy, kto zgłębi temat od razu zrozumie, że jest ona przedstawiona po łebkach i mocno wypacza rzeczywiste śledztwo

Mam wrażenie, że niektórzy za dużo Sherlocka oglądają Uśmiech
To, że część rzeczy wypaczono, wcale nie oznacza, że inne się nie zdarzyły. Przypominam tylko, że praca gliniarza to jakieś 70% roboty papierkowo-urzędowej, a tylko pozostałe 30% akcja, z czego i tak połowa to obserwacja. Zresztą Zodiak nie jest tu jedynym przykładem - takie rzeczy są na porządku dziennym i dziś, a całe zodiakowe śledztwo jest i tak o 500 lat świetlnych lepsze, niż takie Memories of Murder, też na faktach zresztą.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości