Les Miserables. Nędznicy
#1
Dobra chłopy, przyznać się kto uwielbia musicale? :)

Byłem na Nędznikach i mówię wam - to kawał KLASYKI filmowej. Nie znaczy, to że film będzie klasykiem (czyli odpowiednio doceniony, okultowiony), ale że widać w nim ducha całej klasyki filmowej, szczególnie tej musicalowej, kiedy śpiew służył za dialog, a nie był teledyskowym przerywnikiem.
Takich filmów, jak Nędznicy, już się nie robi - takich rasowych musicali, rozśpiewanych od początku do końca, podporządkowanych uczuciom i emocjom, które znajdują ujście w śpiewie właśnie. To się ogląda z czystą przyjemnością, nawet jeśli traci na tym pewna filmowość i wkradają się uproszczenia, o których Ciuniek mówił w recenzji. Oprócz Anne Hathaway, która jest autentycznie powalająca, znakomicie wypadł Hugh Jackman, który też ma swoją scenę na (prawie) jednym ujęciu i zbliżeniu, czyli moment żalu, pokuty i wyjścia z roli złodzieja. Aż ciary przechodzą po plecach tak to wszystko kapitalnie zagrane, pomysłowo zrealizowane.
Hooper zrobił kawał świetnego filmu, który dowodzi tego, że coś staromodnego może być czymś oryginalnym.

Bardzo dobre kino. KINO. Iść, oglądać, słuchać - Nędznicy to wyjątkowa sprawa!

[Obrazek: les-miserables-french-poster_50e5a861960...e029b1.jpg]

Odpowiedz
#2
(27-01-2013, 16:49)desjudi napisał(a): Takich filmów, jak Nędznicy, już się nie robi

To w takim razie na czym byłeś w kinie? :P
Nie żebym się czepiał, ale coraz częściej widzę, iż tego sloganu zaczyna się używać do współczesnych produkcji, co nie ma najmniejszego sensu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#3
(27-01-2013, 16:49)desjudi napisał(a): Dobra chłopy, przyznać się kto uwielbia musicale? :)
JA!




Odpowiedz
#4
rany, Mefisto, no naprawdę masz się do czego czepiać :) się nie robi, bo to, co zrobił Hooper to cholernie staromodna rzecz, nie mająca swego odpowiednika w ostatnich latach. Nie mówię przecież o roku powstania, tylko o prezentowanym gatunku, sposobie realizacji, który ma zaczepienie nie we współczesnym kinie, ale w klasykach sprzed pół wieku itp.

Odpowiedz
#5
wiem o co Ci chodziło, ale coraz więcej takich stwierdzeń widzę ostatnio - zawsze można napisać przecież, że filmów w takim stylu nie widuje się dziś często :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#6
Fanem musicali nie jestem, ale coś mnie kusi, aby się na Les Miserables wybrać. Jedynym z tych kuszących elementów jest Anne Hathaway.:) Tyle, że słyszałem, że tak dużo to jej w tym filmie nie ma. Hm, to dla jednej Anne, która jest tak krótko nie wiem czy już iść. Może więc i dla Crowe'a. A Crowe nie ważne, czy umie śpiewać, czy nie. Już jego obecność wystarcza.
Tylko kolejny dylemat, tak jak ja bardzo lubię Anne Hathaway, tak nie lubię Amandy Seyfried, a to chyba ta druga zajmuje więcej czasu ekranowego.
Dylematy???
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#7
Na jedno wyjdzie, sens pozostanie ten sam:)Widmo filmów, których już się nie robi.
Ja się wybieram w środę, jako przedstawicielka płci przeciwnej powinnam, uwielbiać musicale chyba.Jednak niekoniecznie, ostatni dobry musical jaki widziałam to był Upiór w operze Schumachera.Nie przepadam za tym gatunkiem, no ale idę, zobaczymy.

Odpowiedz
#8
Słyszałem że scena śmierci
to jeszcze większa żenada niż zgon Marion Cotillard w TDKR, prawda to czy nie?

Co do filmu, nie widziałem i nie wiem czy obejrzę. Ilość nieznośnego wycia w samym trailerze to było dla mnie już za wiele, głosy krytyki wobec śpiewu większości obsady są chyba jak najbardziej na miejscu.

Odpowiedz
#9
Słyszałem te piosenki w tak różnych wykonaniach - dobrych, że podejrzewam, że uszy mi zwiędną kiedy będę słuchał np. takiego Crowa.

Jak wypadają wokalnie ci aktorzy?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#10
Oglądać musicale niezmiernie lubię, a na Nędzników czekam ze zniecierpliwieniem - jest to jedna z ulubionych powieści (choć to stawia poprzeczkę wyżej, bo oczekiwania względem ekranizacji są jeszcze większe). Mówiono, że Hooper zarżnął ten film, ale widzę po prostu, że miał tylko swoją wizję, która nie wszystkim się spodobała. Cieszę się, Desjudi, że podobało Ci się, wszak zauważyłem, iż mamy podobny gust. Ale powiedz mi jeszcze, porównując Nędzników choćby do takiego Skrzypka na dachu, który cenisz wyżej?

Odpowiedz
#11
Skrzypka.

Mierzwiak, to zalezy jak na to spojrzeć. Bo trzeba zdawać sobie z konwencji, w jakiej są Nędznicy - to naprawdę rasowy musical, w którym wszelkie dialogi, monologi są wyśpiewane. Co oznacza, że wszelkie uczucia, które targają bohaterami, są właśnie w ten sposób uzewnętrzniane. Jeśli miłość - to straceńcza, jeśli bunt - to całym sobą, z zaciśniętą pięścią i sercem na wierzchu; jeśli rozpacz - to rozrywająca od wewnątrz. I oni to pokazują. I tacy są Nędznicy: ekstatyczni pod względem emocji. I dlatego nie można narzucać na tę konwencję swoich oczekiwań względem tego, jak się powinno kochać, jak walczyć i jak rozpaczać. Bo on ma być taki. I albo chwytasz to w mig, albo nie. Ale śmiać się nie wypada, bo to tak jakby śmiać się z poezji dlatego, że jest... poezją.
Rola Anne Hathaway, a szczególnie scena, w której przez jakieś 5 minut kamera jest zbliżona tylko na jej twarz, bez żadnych cięć - to porażające. Według mnie (ale nie tylko mnie, bo znam parę osób, które tez zostały porażone) to dla niej przełomowa rola.

Odpowiedz
#12
Po tym gorącym tygodniu zaliczeniowym, idę - obiecuję!
Ogólnie, tak jak wcześniej tym filmem zupełnie się nie interesowałem, tak kiedy obejrzałem zwiastun przed Django jakoś zaciekawiłem się tą produkcją, a mianowicie ten konkretny utwór spowodował, że mam niezmierną chęć na wizytę w kinie:



Swoją drogą - jak Crowe? - w podanym przeze mnie utworze jego śpiew wypada strasznie blado (ale po przesłuchaniu innych wersji tejże piosenki wygląda na to, że to taka specyfika danej kwestii) - ale w mundurze wygląda obłędnie i jest jednym z powodów dla których mam ochotę na ten musical (no i okres historyczny). No zobaczymy, oczekiwania mam bardzo duże.

Swoją drogą polecam Nędzników i Upiora w operze w aranżacji Teatru muzycznego ROMA - mega, jak nie przepadałem za takimi spektaklami, tak teraz jestem ich gorącym fanem - ciekawe, jak wypadną w porównaniu z filmem.
"Out of the night, When the full moon is bright, Comes the horseman known as Zorro."

Odpowiedz
#13
(27-01-2013, 19:05)Don Diego napisał(a): ale w mundurze wygląda obłędnie
http://www.etonline.com/dailyfirst/129504_Russell_Crowe_Britney_Spears_In_Les_Miserables_Toxic_Costumes/index.html :)


Odpowiedz
#14
Byłem wczoraj. Takiego kina już się nie robi? I bardzo dobrze :)

Dramatyczna historia, w której ludzie śpiewają do kamery o swoich rozterkach? Tego nie da się wziąć na poważnie, więc nie brałem, być może dlatego kompletnie nie obchodziło mnie to, co się dzieje na ekranie. Czyli krótko mówiąc: historyjka to naiwna, wzniosła do wyrzygania i mało emocjonująca. Ale to musical, więc o co innego tutaj chodzi: o śpiewanie. No więc - Crowe odstawia lekką żenadę, szkoda było patrzeć, jak chłop się męczy. Jackman lepiej, on już jakieś emocje przekazywał (w przeciwieństwie do Rusella, który tak sie skupił na śpiewaniu, że zapominał zmieniać wyraz twarzy), wokalnie również, chociaż śpiewał tyle, że w zasadzie nie zapamiętałem żadnego utworu w jego wykonaniu. Oczywiście wszystkich zjada Hathaway, która jest na ekranie ok. 10 minut, a kiedy z niego znika, równie dobrze można zniknąć z kinowej sali, bo dalej już naprawdę nie ma czego oglądać.

Doceniam robotę scenografów, zdjęcia również na wysokim poziomie, ale co z tego, skoro trwający 2,5 godziny film ciągnie się, jakby trwał co najmniej 10, będąc przy tym kompletnie nieangażującym i miejscami niezamierzenie śmiesznym? W zasadzie wyciąłbym z niego wszystko, oprócz występu Hathaway, pierwszych 10 minut (scena otwierająca rządzi!) i jednej z piosenek Redmayne'a (tej o poległych rewolucjonistach). Cała reszta - do kosza.

I tyle. Ocena? Z pięć oczek bym dał.

Odpowiedz
#15
Krótka piłka, śpiewać umieją? Bo jesli dobrze pamiętam, to Sweeney Toddem też desjudi był zachwycony, a tymczasem jeszcze chyba nigdy w historii kinematografii ludzie mający tak mało głosu nie śpiewali tak wiele.

Za tamten ich śpiew, miałem ochotę zgnieść im tchawice obcasem.


Odpowiedz
#16
Crowe nie umie, reszta średnio, wybijają się Redmayne i Hathaway. A i tak najlepiej wypadają piosenki w wykonaniu zbiorowym.

Odpowiedz
#17
Gwahlur, nigdy mi się Sweeney nie podobał, a już na pewno nie śpiew (tragiczny).

Odpowiedz
#18
Cytat:Dobra chłopy, przyznać się kto uwielbia musicale? :)

Ja nienawidzę.

Odpowiedz
#19
Ja trawię tylko te w wykonaniu Treya Parkera i Matta Stone'a :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#20
Mógłbym się w większości podpisać pod opinią Desa, nie jestem tylko do końca przekonany do decyzji by aktorzy nagrywali swoje kawałki na żywo, na planie zdjęciowym, zamiast doszlifowywać je w studio. Można sobie do tego dorabiać różne ideolo, że tak jest niby "bardziej aktorsko", że emocje większe, że sceny bardziej filmowe lub inne bzdety, ale jakkolwiek by na to nie patrzeć to efekt końcowy jest prosty - aktorzy gorzej przez to śpiewają. Dużo. Naprawdę nie widzę powodu dla którego nie można było tego musicalu nakręcić po bożemu. Myśle, że dramaturgicznie wcale by na tym nie stracił, a słuchałoby się tego dużo przyjemniej. Bo choć kinowi "Nędznicy" nadal są zacni, tak w porównaniu z wersją broadwayową, cała obsada oprócz Hathaway i Barks, wypada kiepsko. Szczególnie blado przy poprzednikach prezentuje się Crowe, którego nie ratuje nawet jego ekranowa hardość i charyzma, a szkoda bo Javert to zajebista postać.

Ale ogólnie jestem bardzo na tak.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nędznicy / Les Misérables (reż. Ladj Ly, 2019) Pelivaron 2 1,752 10-07-2020, 21:07
Ostatni post: simek



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości