![[Obrazek: mcUF64e.jpg]](https://i.imgur.com/mcUF64e.jpg)
Francja Imigrancka[
Mega pozytywne zaskoczenie. Bałem się trochę tego filmu, bo myślałem, że będzie to jednak mocny atak w kierunku wszechobecnej w mediach białej supremacji i płacz nad uciśnionymi imigrantami. A tu nic z tych rzeczy. W mojej opinii to naprawdę konkretne kino społeczne, które fajnie łączy się z dramatem policyjnym.
O czym jest ten film? Dwójka policjantów - jeden białas, drugi Murzyn wywodzący się z imigranckiej dzielnicy - na co dzień patrolująca paryską dzielnicę Montfermeil dostaje pod swoje skrzydła żółtodzioba ze wsi, który z powodów rodzinnych musiał przeprowadzić się do dużego miasta. Nowy koleś - niczym w amerykańskich filmach - oczywiście chce działać wg regułek, zasad i ogólnie nie za bardzo widzi mu się łamanie policyjnych protokołów. Niestety ten świat jest pełen gniewu, napięć i w zasadzie w każdym momencie można dostać w łeb. No i nasza trójka sobie tak patroluje te nieciekawe okolice, aż dochodzi do wydarzenia, które może spowodować wybuch wielkiego konfliktu - otóż szefowi cyganów ginie młody lew, którego zajumał czarny dzieciak.
Pod względem społecznym jestem zaskoczony naturalnością i rzetelnością z jaką reżyser to wszystko pokazuje. Na pewno pomaga fakt, że Ladj Ly na takiej dzielnicy się wychował. Wydaje mi się, że nie ma tam żadnych większych zakłamań, bo nawet, jeśli w filmie doszukiwalibyśmy się filmowego dydaktyzmu, to całość jest pokazana w sposób bardzo ponury i to nie tylko z perspektywy imigranta. Nawet ten biały policjant, który jest dupkiem, to po prostu nim jest, taki ma charakter, a nie dlatego, że ma taki a nie inny kolor skóry. Nie ma tutaj - ekhm :) - wybielania i tłumaczenia. Po prostu to miejsce sprawia, że wszystko jest na krawędzi, a w ludziach krew się gotuje. Muszę być twardy bo inaczej nie wrócę do domu, od rodziny. Zresztą w trakcie filmu pada fajne zdanie: "Dlatego lwów nie powinno trzymać się w cyrku".
Kamera jest bardzo blisko bohaterów, podążamy z nimi w najgłębsze zakamarki tego miejsca, czasami nawet z perspektywy... drona (bardzo fajny pomysł swoją drogą). Film ma niekiedy wręcz formę dokumentalną, czasami lekko trzęsie obraz, ale to właśnie też nadaje temu miejscu realności, bardzo łatwo w to wszystko uwierzyć. Aktorzy amatorzy też pomagają w osiągnięciu takiego efektu. Zresztą ten film to plejada totalnie odjechanych i charakterystycznych postaci.
Po seansie trochę finał zbił mnie z tropu i to zakończenie sprawia, że muszę to przetrawić. Ostatnie 10 minut rzekłbym, że jest niepotrzebne, pomimo tego, że najmocniejsze. Na razie 8/10.
Wydaje mi się, że to jest film, który w polskich realiach chciałby zrobić Patryk Vega, ale brak mu najzwyczajniej w świecie reżyserskiego skilla, nie ma ucha do dialogów i podchodzi do wszystkiego zbyt mitomańsko.
PS. Djibril Zonga ma aparycję nowego Willa Smitha. Konkretny kolo.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
12-06-2020, 20:59

Spoiler





