Dead Man Down
Na pewno nie byłoby to tak efekciarskie jak przedstawiono to we filmie. No ale przepraszam.... jeżeli mamy być poważni i na serio chcemy dokonać zemsty i ukarać winnych to nie bawimy się w durne podchody narażając się na wykrycie a tym samym zostać samemu zlikwidowanym przez tych, których chcemy zlikwidować. Samo zabijanie bandziorów eliminując ich po kolei zasiałoby panikę szeregach wroga, bo nikt z nich by nie wiedział kogo dosięgnie kolejna kula. A tak mamy efektowną ale równocześnie naiwną i niepoważną rozgrywkę, która w poza filmowej rzeczywistości nie miałaby szans na sukces. Może po prostu oczekiwałam od filmu czegoś innego - nastawiłam się na poważne kino zemsty a dostałam coś zupełnie innego. Więc stąd moje rozczarowanie.

Odpowiedz
Nie jest wcale powiedziane, że Laszlo ryzykowałby mniej, gdyby nie bawił się w podchody. Równie dobrze mógłby zostać zlikwidowany (i to nawet szybciej), gdyby wybrał drogę zwykłej eliminacji wrogów. Po namyśle uważam raczej, że wybrał grę w kotka i myszkę, bo dawała mu ona większe szanse na przetrwanie i większą satysfakcję z obserwowania, jak jego wrogowie budzą się ze strachem każdego dnia. Dwa lata ciągnął te podchody, co oznacza, że się rozsmakował w torturach i nawet jego węgierski cichy przyjaciel zachodził w głowę, czemu to tak długo trwa.

Odpowiedz
^^^ Tru.

Pamiętajmy, że szło mu idealnie dopóki baba nie namieszała. Alphonse robił pod siebie ze strachu, załadował kulkę niewinnemu współpracownikowi, został odsunięty od biznesu przez Armanda Assante... Świetna, dobrze schłodzona zemsta.

Odpowiedz
W dodatku zarzut sprowadzający się do twierdzenia, że w "poważnym kinie zemsty" główny bohater powinien chodzić i bez ceregieli zabijać, jest trochę imo niepoważny. To byłoby głupie i mało wiarygodne - nie można ot tak po prostu sobie chodzić i zabijać członków mafijnego syndykatu. Tu potrzeba było więcej wyrafinowania. Laszlo to nie Punisher, co łazi z giwerą i odjebuje kolejno wszystkich, co mu nabruździli.

Odpowiedz
(26-06-2013, 21:21)Monika napisał(a): Samo zabijanie bandziorów eliminując ich po kolei zasiałoby panikę szeregach wroga, bo nikt z nich by nie wiedział kogo dosięgnie kolejna kula.

Może, ale to zabicie bandziorów to tylko połowa sukcesu. Druga połowa to, żeby ofiara na te kilka chwil przed śmiercią wiedziała za co zaraz zginie. Wystrzelanie wszystkich ze snajperki na pewno nie dałoby takiej satysfakcji.

(26-06-2013, 21:21)Monika napisał(a): poza filmowej rzeczywistości nie miałaby szans na sukces.

To tak jak w 99% filmów. Bo to jest film, a nie rzeczywistość.

A sam film mi się podobał i to nawet bardziej niż się spodziewałem. Plan zemsty i jego realizacja zostały nieźle rozpisane. Akcja nieźle się rozwijała, strzelaniny były ok. Obsada też wypadła nieźle, może trochę zabrakło jakiejś wybijającej się ponad standard postaci. Colin Farrell w sumie tylko stał i milczał, okazjonalnie strzelając. Najlepszą scenę miała Noomi Rapace w czasie szantażu, ale niestety z biegiem czasu jej postać była coraz mniej interesująca i znacząca.

Z minusów wymieniłbym blizny Beatrice, były ledwie widoczne. Trochę więcej makijażu i z daleka w ogóle by ich nie było widać. Dlatego musiałem wierzyć na słowo, że główna bohaterka bardzo cierpi i przeżywa dramat. Te sceny z dzieciakami też były mocno naciągane. Poza tym ostatnia strzelanina była za bardzo w stylu kina akcji z nieśmiertelnym bohaterem co nie pasuje do reszty filmu. I jeszcze realizacja, która była ok, ale tylko tyle.

Film jednak był wciągający i dobrze się oglądało. 8/10

PS. Noomi Rapace z bliznami i tak jest seksowniejsza niż Noomi Rapace w trylogii Millennium :)

www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
(26-06-2013, 21:30)Mental napisał(a): Nie jest wcale powiedziane, że Laszlo ryzykowałby mniej, gdyby nie bawił się w podchody. Równie dobrze mógłby zostać zlikwidowany (i to nawet szybciej), gdyby wybrał drogę zwykłej eliminacji wrogów. Po namyśle uważam raczej, że wybrał grę w kotka i myszkę, bo dawała mu ona większe szanse na przetrwanie i większą satysfakcję z obserwowania, jak jego wrogowie budzą się ze strachem każdego dnia. Dwa lata ciągnął te podchody, co oznacza, że się rozsmakował w torturach i nawet jego węgierski cichy przyjaciel zachodził w głowę, czemu to tak długo trwa.

Oczywiście, że nie jest powiedziane czy Laszlo nie bawiąc się w podchody nie zostałby wcześniej wyeliminowany. Kiedy zadzieramy z jakąś grupą przestępców i są to przestępcy profesjonalni a nie podwórkowy gang dresiarzy, to zachowując nawet najwyższy stopień ostrożności narażamy się na to, że to oni nas zabiją nim nasze kule dosięgną ich. Jednak kiedy planuje się taką zemstę - to każdy planista doskonale o tym wie, że aby on miał szansę na powodzenie należy zminimalizować ilość zmiennych do minimum. Plan Victora był zbyt skomplikowany, zawierał mnóstwo zmiennych a przez to nie miałby szans na powodzenie gdyby akcję filmową przenieść do rzeczywistości.
Również eliminując bandziorów jeden po drugim - nie bawiąc się w podchody można przecież czerpać z tego satysfakcję i maltretować ich psychicznie. Bo przecież członkowie gangu zastanawialiby się przez cały czas "WTF?" dlaczego oni, kto się mści, kto i kiedy padnie zimnym trupem następny. Z perspektywy mściciela rodząca się panika w strukturach takiego gangu byłaby równie satysfakcjonująca a na pewno bardziej realna od tego co widzimy we filmie.

A teraz ogólnie i spoilerowo:

Odpowiedz
Boli mnie to zakończenie. Jakoś w żaden sposób mi nie pasuje do reszty filmu. Do momentu finałowej sceny mamy do czynienia z solidnym, bardzo klasycznie poprowadzonym kinem zemsty. Momentami miałem wrażenie jakbym oglądał thriller z lat siedemdziesiątych. Oplev zapunktował u mnie tym powolnym tempem i skupieniem się na emocjach i relacjach głównych bohaterów. No i wtedy ta końcówka.. Po prostu coś takiego w ogóle mi się nie klei z całą resztą.
Mimo to daję 7/10, bo warto zobaczyć. Tym bardziej, że jak na razie rok 2013 nie rozpieszcza nas dużą ilością filmów na poziomie.

Odpowiedz
(29-06-2013, 01:57)Strummer napisał(a): Boli mnie to zakończenie. Jakoś w żaden sposób mi nie pasuje do reszty filmu.


Zwłaszcza ten wjazd samochodem idealnie zsynchronizowany z rozmową telefoniczną. Kiepskie to było. :)


Odpowiedz
To było genialne, podobnie jak cała końcówka, która idealnie mi się klei z resztą filmu. T%akie jebnięcie jak w Unforgiven, kiedy jeden typ wchodzi do pubu i rozwala szeryfa i całą resztę menelstwa :)

Odpowiedz
Nie prawda, kolejną na przykład głupotką w finale jest

Sorry Mental, ale bronienie finału, to jak obrona pomysłu wyjściowego w filmie Moon. Nie da się! :)

Odpowiedz
Oczywiście, że prawda tylko że niewygodna :)


Odpowiedz
Wczoraj obejrzałem drugi raz ten cudowny film. Chciałbym ustosunkować się do dwóch kwestii - jedna ważna, druga pierdoła. Najpierw ta ważna.


Laptop w garderobie - rzeczywiście fuksiarski zbieg okoliczności, ale - to był dom Alphonse'a i jego pokój. Miał tam monitory, na których widział, co się dzieje w całym domu. Nietrudno sobie dośpiewać taki scenariusz:


Odpowiedz
Mental, strasznie naciągasz swoje tezy by po prostu obronić film, który Ci się bardzo podoba i usprawiedliwić coś co jest po prostu głupotką. Bo skoro gościu miał laptopa w garderobie to należy iść za ciosem i w takim razie należy założyć, że na pewno miał go też w kibelku. Bo przecież w kibelku zwłaszcza gdy załatwiał grubszą sprawę - a nie daj Boże jeszcze żeby miał obstrukcję - to zajmowałoby mu to kilka minut i nawet siedząc na sedesie obserwowałby co dzieje się w jego domu. Więc to nie Alphonse miał paranoję tylko Tobie się teraz ona udziela w obronie tego scenariuszowego babola. :) Mental, ja zdaję sobie sprawę, ze niektórzy są tak obrzydliwie bogaci, że montują sobie plazmy w łazienkach, ale nawet w domu takich ludzi, gdy wchodzisz do ich garderoby czy kibelka to ostatnia rzecz jąka myślisz, że tam znajdziesz to pieprzony laptop! ;)

Odpowiedz
Cytat:Bo skoro gościu miał laptopa w garderobie to należy iść za ciosem i w takim razie należy założyć, że na pewno miał go też w kibelku.

Twoja sprawa, za jakim ciosem ty sobie idziesz. Ja ci tylko pokazuję, że człowiek od miesięcy zaszczuty, prześladowany przez anonima mordującego jego ziomków, mógł mieć laptopa w garderobie z szybkim podglądem wnętrza domu. Miał w sypialni monitory, to i mógł mieć laptopa w garderobie (łącznie z tajną skrytką na broń).

Odpowiedz
Okej, bez zbędnego pierdolenia (bo w samym DMD też się nikt nie pierdoli) - filmik bardzo dobry. Klimatyczna, powolnie prowadzona historia, z wybuchowym finałem. Moje oczekiwania zostały zaspokojone w stu procentach.

Co mnie zaskoczyło najbardziej, to jak poprowadzono wątek relacji Colina z Noomi. Świetne to było. Chwilami bardziej czekałem na ich wspólne sceny, niż na mięcho w postaci kolejnych zgonów. W tego typu kinie wątek "romansowy" zwykle odstaje na tle reszty i wkurwia, tutaj jest odwrotnie i za to wielki plus.

Odpowiedz
Cytat:Chwilami bardziej czekałem na ich wspólne sceny, niż na mięcho w postaci kolejnych zgonów.

U mnie to samo. Coś jak w "Last of Us" :) - genialne sceny akcji i mega epa, ale i tak najbardziej cieszą momenty Texas-Ellie.

Odpowiedz
Oczywiście te sceny nie byłyby tak dobre, gdyby nie aktorstwo tej dwójki, a zwłaszcza Noomi. W sumie to napisałbym nawet, że to jej najlepsza rola w anglojęzycznym filmie.

Odpowiedz
Cytat:Oczywiście te sceny nie byłyby tak dobre, gdyby nie aktorstwo tej dwójki

Oczywiście rozmowa w barze w Heat nie byłaby tak dobra, gdyby nie aktorstwo tamtej dwójki.... Naprawdę musimy zniżać się do tak niskiego poziomu i sadzić banałami? ;)

Odpowiedz
Niekiedy banał wyraża więcej, niż tysiąc słów.:)

(o nie, kolejny banał!)

Odpowiedz
A ja tymczasem obejrzałem sobie ten zacny filmik trzeci raz. Wciąż jest zajebisty, ale i wciąż czegoś mu brakuje do dziesiątki. Może chodzi o to, że pomimo tego, co przeżyli bohaterowie, wciąż rzucają sucharami w stylu "zemsta nie uleczy ci serca",
i inne tego typu piardy, które są bardzo nie na miejscu, biorąc pod uwagę okoliczności. No ale cała reszta jest wciąż rewelacyjna i będę wracał do "Dead Man Down" jeszcze wielokrotnie.

Ocena zostaje bez zmian. Za to już wiem, kto zagrałby tytułową rolę, gdybym kręcił ekranizację "Maxa Payne'a". Colin Farrell pasuje do wszystkich wariantów tej postaci - od narwanego młodzika z jedynki po łysego desperado z brodą z trójki :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dead for A Dollar (2022) reż. Walter Hill nawrocki 15 2,003 06-09-2022, 14:57
Ostatni post: RagnarMartens
  Those Who Wish Me Dead (2021) reż. Taylor Sheridan Crash 64 9,415 06-06-2021, 09:26
Ostatni post: Snappik
  Martwi prezydenci [Dead Presidents] Don Vito 7 3,799 20-06-2015, 22:32
Ostatni post: nawrocki
  Dead Man's Shoes Stark 4 2,228 15-01-2012, 04:04
Ostatni post: Mental
  I'll Sleep When I'm Dead (reż. Mike Hodges) Mental 13 3,266 23-05-2009, 16:07
Ostatni post: Abraxas



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości