Zgadzam się - Ring amerykański ustępuje japońskiej produkcji (choć ci się potem sami pogrzebali robiąc 50 sequeli), ale nie jest to najgorszy remake.
Do tych już bardziej klasyfikowałby się Człowiek w czerwonym bucie - zupełnie nietrafiony remake francuskiego geniuszu, któremu nie pomógł nawet Tom Hanks będący w swojej najlepszej komediowej formie (tzn w tamtych latach, nie w tym filmie). Porównywać go do Pierre Richarda nawet mija się z celem.
Za to amerykanie wysmażyli przynajmniej 2 inne komedie, które biją na głowę ich francuski odpowiednik.
Mam na myśli przede wszystkim Oscara, gdzie w oryginale miotał się zupełnie niesmiesznie De Fuines, natomiast w produkcji USA genialnie wypada cała obsada na czele ze Sly'em, który jest po prostu kapitalny jako Provolone :D No i in plus powiększenie humoru słownego, który w oryginale praktycznie nie istniał.
Drugą pozycją jest Klatka dla Ptaków. Pozycja francuska jest śmieszna miejscami, a poza tym nuda. Natomiast amerykańska to przecudny popis Williamsa, Hackmana i Lane'a. Polecam.
Mierzwiak napisał(a):- King Kong - z jednej strony to "tylko" nowa wersja oryginalnego filmu, nawet dziejąca się w tych samych czasach, ale z drugiej Peter Jackson stworzył zapierające dech w piersiach, poruszające widowisko.
hmm...dla mnie bez zmian - po prostu dobrze odświeżony film, zrobiony lepszą techniką - choć kilka scen maksymalnie niepotrzebnych i głupich, a reszta trąci myszką, także technicznie
Cytat:- The Departed - oryginału jeszcze nie widziałem, ale poziom Infiltracji sprawia, że nie mogę o niej nie wspomnieć. Kapitalnie zagrane, bardzo dobre kino.
oryginał jest świetny, na pewno lepszy, ale remake posiada kapitalną obsadę aktorską, która jest klasą samą dla siebie i już dla nich wystarczy zobaczyć tą powtórkę. Poza tym, jak zawsze, amerykanie uraczyli nas kilkoma lepszymi scenami, niż w oryginale
Cytat:- The Mummy - stworzenie takiego filmu w naszych czasach mogło wydawać się niemożliwe, a jednak. Czerpiąc z najlepszych wzorców Stephen Sommers stworzył staroświecki, uroczy film.
o klasę lepszy od wszystkich poprzednich Mumii - może dlatego, że nie mamy w końcu faceta w bandażach, który snuje się po muzeum, tylko realne zagrożenie, ale też okraszone niezgorszym humorem. Dla mnie superos.
Cytat:- Italian Job - I znowu, oryginału nie widziałem, ale film z którym miałem do czynienia to kawał znakomitej, lekkiej, całkowicie pozbawionej jakichkolwiek pretensji rozrywki.
dla mnie na podobnym poziomie - hollywoodzki remake jest po prostu żywszy i bardziej efekciarski od angielskiego pierwowzoru, ale tak to bez większych zmian.
Co bym dodał jeszcze?
- Spider-man - nie jest to typowy remake, ale jednakoż w latach 80 zrobiono filmik o Człowieku-pająku. Nie pytajcie - porażka. I choć Raimi wg mnie spartolił temat (szczególnie w ostatniej części), to jedynkę ogląda się przyjemnie i jest na pewno lepsza od wspomnianego koszmarku :D
- Hitcher - remaku nie widziałem i nie chcę widzieć, bo oryginał to film, który nie potrzebuje nowej wersji i tyle
- Miasto Aniołów - można zachwalać fenomenalny skądinąd film Wendersa, ale wersja z Cagem po prostu zrobiona jest przecudnie, a ogląda się o niebo nad berlinem lepiej niż niemieckiego smutasa. Oba klasa sama w sobie i oba stanowią idealny przykład potrzebnych remaków, bo to po prostu zupełnie inne spojrzenie na tą samą historię
- Noc żywych trupów - obie wersje różnią się właściwie tylko kolorami, bo poza tym są niesłychanie równe w klimacie i w sposobie realizacji. Trudno wybrać lepszy moim zdaniem.
- Świt żywych trupów - tu zdecydowanie remake, bo oryginał po prostu się zestarzał. Temat zachował aktualny, ale reszta z deka niemrawa. Choć ogląda się bez większego bólu.
- The Grudge - dla mnie oba filmy to kupa gnoju, choć japoński ma oczywiście większy klimat. Amerykański może poszczycić się jedną super sceną (kiedy na ekranie jest i Pullman i Geller) i właściwie tyle.
- The Thing - tu niestety oryginału nie widziałem, ale remake jest tak kapitalny, że trudno wyobrazić mi sobie coś lepszego w temacie
- Inwazja Porywaczy Ciał - film idealny, bo ma 2 ramaki i każdy równie dobry i równie inny, choć mówią o tym samym. Wprawdzie teraz przerwano ponoć dobrą passę robiąc kupę z panną Kidman, ale jeszcze nie widziałem, to się nie wypowiem. Jak dotąd jednak najlepsze remaki pod słońcem.
- Afera Thomasa Crowna - oryginał mnie uśpił niemalże, choć jest całkiem sympatyczny. Bardziej jednak podobała mi się wersja nowsza.
- The Getaway - to samo. Wprawdzie stara Ucieczka to niezapomniany klasyk, ale nowsza daje mi lepszego kopa
- Oceanâs Eleven - cóż, stara wersja to film legendarny, bo panowie zrobili sobie niekończącą się imprezkę na planie. Przy okazji zrobili film, który dziś można obejrzeć jedynie z sentymentu, bo trąci maksymalną myszką i jest po prostu za długi i za nudny. Zdecydowanie bardziej rozrywkowy jest remake
- Romeo + Juliet - mówcie co chcecie, ale remake Luhrmana jest najlepszy. Pozostałe ogląda się dobrze, ale co z tego - są do bólu klasyczne i przeiwidywalne, podczas gdy nowa wersja zaskakuje choćby i wykonaniem
- Hamlet - pomijam fakt, że to dzieło ogólnie trudne i chwilami cholernie nudne, to jednak najlepiej podszedł doń Branagh, zresztą większość Szekspirowskich ekranizacji właśnie jemu wyszła najlepiej. To samo tyczy się zjechanego Frankensteina
- 12 gniewnych ludzi - choć klasyk nic a nic się nie zestarzał, to jego telewizyjny remake mnie absolutnie zaskoczył. Niby powtórka z rozrywki w każdym calu, ale ogląda się tak samo dobrze
- Alamo - to też filmy siebie warte, bo dla mnie warte niewiele. W obu gloryfikowany jest do bólu amerykański patos. Może tylko oryginał broni się dobrą rolą Duke'a i tyle
- Assault on Precinct 13 - zdecydowanie oryginał. Remake nie jest zły, ale to już po prostu nie to samo. Prostotę zastąpiono akcją i nie do końca wyszło dobrze
- Bad News Bears - remake ma Thorntona i już wiadomo kto wygrał :D
A bardziej serio: remake to odjechana komedia, która mnie bardziej śmieszyła niż oryginał (mimo oczywistych stereotypów) - no, ale może miałem dobry humor :D
- Bedazzled - j.w. tylko tu mamy Liz Hurley, która jest kapitalna! To samo Frasier! Oryginał mnie znudził swego czasu, bo lekko trąci mychą, a humor ma nieciekawy.
- Bourne Identity - zdecydowanie remake. Może nie wyszedł najlepiej i oryginał ma więcej wspólnego z książką, ale nowa wersja po prostu nadaje się do oglądania, podczas gdy przy oryginalne trzeba porządnie zapić aby zrozumieć choćby sam fakt występu Chamberlaina...
- Carrie - błagam, oczywiście, że oryginał :D
- Siedmiu Wspaniałych - kolejna przeróbka klasyka, która stała się klasykiem sama w sobie. Oba świetne, oba niezapomniane, oba trzeba zobaczyć :D To samo tyczy się A Fistful of Dollars - Yojimbo
- The Fly - przed chwilą mi wyskoczyło, że ma być nowa wersja. Po co? Zresztą już stara wersja jest nową wersją starej wersji. Wolą Cronenberga rzecz jasna - klimat nie do podrobienia i przynajmniej nie śmiejemy się widząc naukowca z głową muchy, jak w oryginale. Chociaż ten oryginał ma świetne zakończenie imho.
- Gloria - dla mnie wygrywa Sharon Stone. Może zabrakło jej nieco klasy, ale w oryginale akcja toczy się lepiej, a mały tak nie drażni i w ogóle wszystko to jakoś lepiej pokazane.
- Godzilla - w oryginale facet w gumowym kostiumie z widocznym suwakiem. W ramaku stwór, którego nie widać w ciemnościach, a jak widać to wygląda jak T-rex po eksperymentach naukowych nie w tą stronę co trzeba. Dla mnie Godzilla to kupa od początku - amerykańska wersja ma przynajmniej fajny trailer :D
- House Of Wax - pomijając, że oba mnie nie kręcą, to w oryginale nie było przynajmniej Paris Hilton i był z deka mniej głupawy
- Szakal - zdecydowanie oryginał z dopiskiem Dnia. Choć film z Brucem ogląda się dobrze, to jest to jedynie przeciętny akcyjniak
- Goście goście - francuska wersja była czymś nowym i zabawnym. Wersja amerykańska była o dziwo mniej głupia (ten francuski humor chwilami męczy). Dla mnie 1:1
- Indianin w paryżu/Z dżungli do dżungli - tu na francuskiej wersji brechtałem jako młokos. Amerykańska w ogóle mnie nie ruszyła poza paroma scenami, które zrobiono bardziej efektownie. No i Tim Allen niestety drażni...
- The Ladykillers - tu także remake mnie drażni swoim humorem, ale obie wersje warto zobaczyć, przede wszystkim dlatego, że różnią się aktorsko i pewnymi rozwiązaniami
Uff na razie tyle - temat rzeka :P