05-08-2015, 17:52
|
David Fincher
|
|
Polecam odświeżyć sobie wcześniejsze filmy Finchera, zwłaszcza Se7en. Oczywiście przesiadka na kamery cyfrowe nadała jego filmom określonej wizualnej gładkości i sterylności, ale już precyzja reżyserii i montażu, chłód i styl są we wspomnianym Se7en jak dla mnie widoczne w dokładnie takim samym stopniu, jak w SN, GWTDG czy GG.
(05-08-2015, 17:38)Crov napisał(a): Nie. To tak, jakbym bronił fotografa używającego Photoshopa do retuszu mowaic, ze malarz poprawia kazda kropke. Ty mowisz o "przesadzie", bo wlasnie sie dowiedziales, ze Fincher uzywa jakiejs techniki. To tak jakbys krytykował reżysera za to, że za często używa statywu.Nie, Crov. Pisałem kilka razy, że nie przeszkadza mi ta technika sama w sobie. Nie przeszkadza mi, że używa czegokolwiek. Podzieliłem się tylko moją refleksją - szkoda, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość i zastanawiam się, czy aby Fincher nie przesadza. Przekręcasz moje słowa pisząc, że mówię o przesadzie, bo właśnie się dowiedziałem o tej jednej technice. To info było tylko katalizatorem, bo - serio nie chce mi się już tego powtarzać - chyba faktem jest, że Fincher generalni dużo dłubie, nie? Cytat:Jak to w jaki? Sztuczne ptaki to sztuczne ptaki.;) Chyba, że doklejone prawdziwe ptaki to sztuczne trochę mniej. Ale w tym aspekcie podryfowaliśmy trochę w stronę, która nie do końca jest moją opinią. Żeby była jasność, ja nie mam nic przeciwko (dobremu) CGI i Fincher w wielu przypadkach jest mistrzem jego użycia. Pisząc, że wolę praktyczne od CGI miałem tylko na myśli to, że generalnie tam, gdzie nie trzeba posiłkować się kompem, wolę naturalność.Cytat:(...) odbierze to scenie trochę naturalności.W jaki sposob? Cytat:Jakie "jeśli tak". Przeciez powinieneś to czuć i być w stanie je wskazac, skoro mowisz, ze to czujesz. ;)Ale nie gadamy o innych. Jeśli inni nadużywają i nie wynagradzają mi tego inne atuty filmu to mogę skrytykować też innych. Cytat:Masz rację, nie wiem, że częściej. Przyjąłem taką wersję, bo jego montażysta (?) czy tam on sam mówi, że jak 2 lub więcej osób gada w jego filmie to na 99,9% użył split-screenu plus wiemy, że gość lubi powtarzać ujęcia kilkanaście-kilkadziesiąt razy. Założyłem, że skoro ma powiedzmy 50 wersji to nie dłubie tylko na podstawie jednej z nich. Jeśli takie założenia wydają Ci się absolutnie nieuzasadnione to ok, masz rację, bez sensu gdybam.Cytat:Fincher częściej miesza "różne" rozmowy.Skad wiesz, ze czesciej? I nie, nie przeskakujesz "tylko" miedzy kamerami. Zwlaszcza, ze - tak jak mowilem - wcale nie rzadko zdarza sie, ze jednego aktora akurat przy kreceniu tego w ogole nie ma. Też już mówiłem, że wiem, że kręci się czasami bez drugiego aktora. Pisałem o skrajnościach Anderson-Fincher. Cytat:Wniosek z tej rozmowy jest prosty: nie jestes w stanie tego wskazac to nie ma problemu.No, ale ja mam mały problem z jego filmami. Nie wiem z czego wynika Twoja absolutna pewność tego, że źródłem tego problemu nie jest "dłubanie". Cytat:A czy komus sie wydaje, że ktoś może tego nadużywa to już nie jest kwestia do dyskusji, bo tutaj nie ma o czym dyskutowac.To po co dyskutujemy? Od początku pisałem, że mi się wydaje i może tego nadużywa. Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość jego filmów. Szkoda. 06-08-2015, 11:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2015, 11:39 przez PropJoe.) (06-08-2015, 11:34)PropJoe napisał(a):Bo to, o czym piszesz - chłód, dystans, "sterylność" - nie jest problemem, efektem ubocznym, tylko celowym działaniem rezysera.Cytat:Wniosek z tej rozmowy jest prosty: nie jestes w stanie tego wskazac to nie ma problemu.No, ale ja mam mały problem z jego filmami. Nie wiem z czego wynika Twoja absolutna pewność tego, że źródłem tego problemu nie jest "dłubanie". Cytat:Jedyne, czego jestem pewien to fakt, że ten perfekcjonizm nie zawsze przekłada się na jakość jego filmów. Szkoda.Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :) Cytat:Pisząc, że wolę praktyczne od CGI miałem tylko na myśli to, że generalnie tam, gdzie nie trzeba posiłkować się kompem, wolę naturalność.Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność. Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne. Tj. ja rozumiem twoja myśl, ale w przypadku filmu i postepu technologicznego nie ma wiele sensu. Czy odejmujesz filmowi punkty/mniej Ci sie podoba, gdy odkrywasz, ze krecony byl na planie, do ktorego komputerowo dobudowali prawdziwy świat? Nie sadze. Jezeli coś Cie oszukało udajac prawdziwe to znaczy, ze nie jest nienaturalne (wg tego, co osadzasz jako naturalne). Jezeli nie widzisz różnicy to czym jest naturalność? Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera. Sa aktorzy, ktorzy graja w teatrze i musza sobie wyobrażać mase rzeczy. Cytat:Przyjąłem taką wersję, bo jego montażysta (?) czy tam on sam mówi, że jak 2 lub więcej osób gada w jego filmie to na 99,9% użył split-screenu plus wiemy, że gość lubi powtarzać ujęcia kilkanaście-kilkadziesiąt razy.Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze. 06-08-2015, 11:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2015, 11:58 przez Gal Anonim.) (06-08-2015, 11:57)Crov napisał(a): Bo to, o czym piszesz - chłód, dystans, "sterylność" - nie jest problemem, efektem ubocznym, tylko celowym działaniem rezysera.Ja wiem, może jest po prostu tak, że mi ten styl nie pasuje w 100%. Wolę bardziej "spontaniczne" filmy. Chyba między innymi dlatego, że jest w nich więcej miejsca dla bardziej spontanicznego aktorstwa. Cytat:Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :)Jasne, że w jakimś stopniu się przekłada, bo słaby film z zajebistym warsztatem to zawsze lepszy film niż słaby film z chujowym warsztatem. Różnimy się chyba tylko w tym, że dla mnie wybitny warsztat jest mniejszą wartością samą w sobie. A może Ty w ogóle tego nie rozdzielasz. Ok. Cytat:Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność.Wszystkiego nie wychwytuje. Z zasady napisałem o tyle, że PRAWIE zawsze będę wolał naturę od CGI. Co nie znaczy, że nie doceniam dobrego CGI i nie rozumiem, że czasami wynika ono choćby z ograniczeń budżetowych. Ale, jak pisałem wyżej, CGI nie jest problemem. Cytat:Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne.Ok, to jeśli technologia na to pozwoli, to za kilka lub kilkanaście lat zrezygnujmy z aktorów i generujmy fotorealistyczne postaci. ;) Cytat:Jezeli coś Cie oszukało udajac prawdziwe to znaczy, ze nie jest nienaturalne (wg tego, co osadzasz jako naturalne).No, jeśli mnie oszukało to się nie czepiam przecież. W przypadku Finchera, pewnie masz rację, że po prostu nie do końca mi pasuje ten zamierzony chłód a w dużo mniejszym stopniu przeszkadzają mi skutki uboczne dłubania, które to dłubanie albo wynika z jego obsesji albo jest konieczne do osiągnięcia tego chłodu. Ja przecież nie udaje, po zobaczeniu video o split-screenie, że zawsze wszystkie sceny rozmów u Finchera wydawały mi się sztuczne i teraz wiem dlaczego. Cytat:Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera.No zależy, ale generalnie chyba przyznasz, że dużo częściej aktor wypadnie mniej naturalnie w studio niż w prawdziwym mieście. Co nie znaczy, że nie można zagrać słabo w prawdziwej lokacji i odwrotnie. Cytat:Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze.Ok, Ty wątpisz, mi się wydaje, nie ma co drążyć. 06-08-2015, 13:15 (06-08-2015, 13:15)PropJoe napisał(a):Nie no, dla mnie wybitny warsztat to wybitny warsztat. Ale jezeli mowisz, ze to sie nie przeklada na jakość tego filmów to ja to rozumiem tak, ze mowisz, ze nie wszystkie jego filmy są wybitne pomimo wybitnego warsztatu. Mozemy sie teoretycznie zgodzic. Ale na wybitność filmu składa sie wiele innych rzeczy - np. scenariusz. Wiec dla mnie to brzmi troche tak jakbys sugerowal, ze Fincher powinien skupic sie na scenariuszach/czymsinnymczegoCibrakujedowybitności zamiast dlubac w post-produkcji, podczas gdy dla mnie jasne jest, ze to nie jest sytuacja albo/albo.Cytat:Zawsze sie przeklada na jakość jego filmu. Ale jest czescią skladową, a nie definiujaca filmy - tak jak w przypadku kazdego filmu. To normalne. Wybitne aktorstwo też nie zawsze przeklada sie na jakość filmów, ale to nie powod, by nie miec wybitnego aktorstwa w filmie. :)Jasne, że w jakimś stopniu się przekłada, bo słaby film z zajebistym warsztatem to zawsze lepszy film niż słaby film z chujowym warsztatem. Różnimy się chyba tylko w tym, że dla mnie wybitny warsztat jest mniejszą wartością samą w sobie. A może Ty w ogóle tego nie rozdzielasz. Ok. Cytat:No tak, ale ja pytam: dlaczego? Skoro nie widzisz różnicy to jaka roznica jest czy kwiatek, ktory widzisz był tego dnia na planie, czy ktoś go dokleił z innego ujęcia?Cytat:Ale zakładam, że piszesz o tym z zasady, nie dlatego, że wychwytujesz wszystko, co jest CGi czując nienaturalność.Wszystkiego nie wychwytuje. Z zasady napisałem o tyle, że PRAWIE zawsze będę wolał naturę od CGI. Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)Cytat:Film to iluzja, nic w nim nie jest naturalne. Wszystko, co wydaje Ci sie w filmie naturalne jest ustawione - sztuczne.Ok, to jeśli technologia na to pozwoli, to za kilka lub kilkanaście lat zrezygnujmy z aktorów i generujmy fotorealistyczne postaci. ;) Cytat:Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.Cytat:Mozesz powiedziec, ze wtedy aktorzy bardziej sie wczuwaja, bo maja prawdziwe miasto, a nie makiete CGI, ale to tez zalezy od aktora i rezysera.No zależy, ale generalnie chyba przyznasz, że dużo częściej aktor wypadnie mniej naturalnie w studio niż w prawdziwym mieście. Co nie znaczy, że nie można zagrać słabo w prawdziwej lokacji i odwrotnie. Cytat:Buzi. :)Cytat:Mowi, ze coś w niej zmieniał (np. ujecie w tle). Nie zawsze oznacza to mieszanie aktorów. Ale piszac, skad wiesz, ze czesciej, chodzilo mi o to, ze przy montowaniu dialogu z dwoch kamer jest to zupelnie normalne, wiec watpie by było rzadsze.Ok, Ty wątpisz, mi się wydaje, nie ma co drążyć. 06-08-2015, 13:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2015, 13:38 przez Gal Anonim.) (06-08-2015, 13:38)Crov napisał(a): Ale jezeli mowisz, ze to sie nie przeklada na jakość tego filmów to ja to rozumiem tak, ze mowisz, ze nie wszystkie jego filmy są wybitne pomimo wybitnego warsztatu.Tak. W dodatku mówię to z żalem a nie satysfakcją czy wywyższając innych reżyserów. Cytat:Ale na wybitność filmu składa sie wiele innych rzeczy - np. scenariusz.Wiem, dlatego pisałem, że szkoda, że nie kręci lepszych oraz, że to on je wybiera więc ich słabość poniekąd wynika z jego słabości. Cytat:Wiec dla mnie to brzmi troche tak jakbys sugerowal, ze Fincher powinien skupic sie na scenariuszach/czymsinnymczegoCibrakujedowybitności zamiast dlubac w post-produkcji, podczas gdy dla mnie jasne jest, ze to nie jest sytuacja albo/albo.Dłubanie mógłby odpuścić trochę, bo moim zdaniem CHYBA CZASAMI zabija ono naturalność. Ale zgoda, że to nie jest sytuacja albo/abo. Gość jest takim pracoholikiem, że skupianie się na czymś nie jest problemem. Problemem jest to, że brakuje mu pewnych umiejętności lub celowo olewa inne aspekty (zakładam, że pomiędzy scenariuszem a warsztatem jest jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia), bo wychodzi z założenia, że warsztat "zrobi" film. Cytat:No tak, ale ja pytam: dlaczego? Skoro nie widzisz różnicy to jaka roznica jest czy kwiatek, ktory widzisz był tego dnia na planie, czy ktoś go dokleił z innego ujęcia?Nie jeden kwiatek! Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)Z miernym efektem, nie? Cytat:Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.No to po co mu dokładać jeszcze kolejny "problem". Rozumiem Twoją argumentację. Ok, no to pomijając kwestię "czystego" aktorstwa pozostaje jeszcze kwestia wpasowania postaci w CGI otoczenie. Ale serio, o CGI jako takie się nie spierajmy, bo nie ma o co. 06-08-2015, 13:59 (06-08-2015, 13:59)PropJoe napisał(a):No nie wiem, animacje nigdy nie wyszły z mody. :)Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)Z miernym efektem, nie? Cytat:Nie wiem czy to dokladanie jeszcze jednego problemu. To nie jest chyba tak, ze aktor ma kilka poziomow pograzania sie w wyobrazni i nagle kończąca się scenografia zmusza go do użycia +5 skupienia, by osiagnac wyzszy poziom oderwania od rzeczywistości. :)Cytat:Ciezko mi powiedziec. Bo sytuacja, w której aktor odgrywa role to nie jest sytuacja, w której przez ostatnią godzine odgrywal chronologicznie caly film. 5 minut wcześniej pił kawe przechodząc obok oswietleniowca kończącego ustawianie światła i witał się z operatorem, który mierzył ostrość. To nie jest tak, ze on grajac jest w kompletnie normalnym dla postaci odgrywanej srodowisku - 2 metry od niego jest wycelowana w jego twarz kamera, przez okno dają światło lampy, a dwa metry nad nim wisi mikrofon.No to po co mu dokładać jeszcze kolejny "problem". Rozumiem Twoją argumentację. Ok, no to pomijając kwestię "czystego" aktorstwa pozostaje jeszcze kwestia wpasowania postaci w CGI otoczenie. Ale serio, o CGI jako takie się nie spierajmy, bo nie ma o co. Ale spoko, niewazne. Kochaj Finchera. ;) 06-08-2015, 14:40 (06-08-2015, 14:40)Crov napisał(a):No wiem, ale dla mnie strasznie to wszystko nienaturalne.;)(06-08-2015, 13:59)PropJoe napisał(a):No nie wiem, animacje nigdy nie wyszły z mody. :)Cytat:Niektórzy już dziś rezygnują z aktorów. ;)Z miernym efektem, nie? Cytat:To nie jest chyba tak, ze aktor ma kilka poziomow pograzania sie w wyobrazni i nagle kończąca się scenografia zmusza go do użycia +5 skupienia, by osiagnac wyzszy poziom oderwania od rzeczywistości. :)Pytanie, który z tych rozpraszaczy realnie wpływa na mój odbiór naturalności. Cytat:Ale spoko, niewazne. Kochaj Finchera. ;)No właśnie chyba nigdy nie pokocham, ale szanuję i życzę mu dobrze. 06-08-2015, 15:04
Nie wiem, czy to nowa historia, ale tak a propos powyższych dyskusji:
http://blogs.indiewire.com/theplaylist/aaron-sorkin-describes-how-david-fincher-directed-the-dense-opening-scene-of-the-social-network-20160328 To jest świetna scena, ale nikt mnie nie przekona, że w jakimkolwiek znaczącym stopniu dzięki temu, że trwa te 7:22 a nie 7:40. E: oczywiście użyłem skrótu i wiadomo, że nikt nie twierdzi, że te sekundowe różnice są kluczowe. Wiadomo, znowu chodzi o perfekcjonizm Finchera. Czyli nic nowego w dyskusji, tylko kolejny przykład. 29-03-2016, 12:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-03-2016, 16:42 przez PropJoe.)
18 sekund robi ogromną roznicę. Szczegolnie w dialogu, gdzie jest to chyba najbardziej widoczne. To nie jest po prostu perfekcjonizm. TSN ma m.in. dlatego taki wspaniały rytm, ponieważ Fincher dbał o prędkosć dialogów, jakkolwiek dziwnie to brzmi. ;) To nie znaczy, ze ta scena bylaby slaba, gdyby trwala te 18 sekund dluzej, ale na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna.
Nota bene, tutaj Zhou mowi o czyms podobnym - rytmie - u Coenów i pokazuje przyklad, jak ktos to robil zle z ich scenariuszem (koło 4:40 min). A przeciez ten przyklad to nie wiecej niż sekunda - moze dwie - pauzy: 31-03-2016, 12:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2016, 12:43 przez Gal Anonim.)
Zdaję sobie sprawę, że się czepiam, ale całkiem nieźle się czuję w roli hejtera Finchera, przynajmniej w tym aspekcie więc...
Może trochę bez sensu napisałem, nawet po edycji. Jasne, że timing, rytm, montaż ma znaczenie. Jasne, że te 18 sekund to w tym przypadku mogła być kolosalna różnica. Ale równie dobrze mogło to być 18 sekund w drugą stronę, albo 8 w jedną z nich. No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;) Chodzi mi o coś innego. Po pierwsze, jak rozumiem i o ile dobrze pamiętam (a nie chce mi się teraz wracać do artykułu) punktem odniesienia dla Finchera był czas Sorkina. Ja wiem, że to jest tylko anegdota i Fincher to super specjalista i nie mam zamiaru się tu za bardzo wymądrzać, ale na planie, z dwójką profesjonalnych aktorów Fincher, wygląda na to, za punkt odniesienia, przyjął zafixowany czas scenarzysty czytającego swój tekst gdzieś tam przy kawie. No a przynajmniej trochę dziwaczny, i to jest moje "po drugie", wydaje się sposób na zakomunikowanie tego, że nie jest zadowolony z timingu. Sorkin nie mówi o tym, że powtarzał ujęcie zanim Mara wreszcie powiedziała daną kwestię wystarczająco szybko, tylko "tyle i tyle to ideał dla tej sceny, dajcie mi to". I dzięki za to o Coenach, przegapiłem ten odcinek. 31-03-2016, 16:54 (31-03-2016, 16:54)PropJoe napisał(a): No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;)Ale jak dalej chcialbys ja skracac, zlośliwcze? ;) Taka scena to kompromis sensu, treści, rytmu i emocji. Zakładamy, ze reżyser dąży do jak najlepszej wersji tego, co ma na papierze i w glowie, wiec najwyrazniej wg tego rezysera to byla najlepsza wersja tego. Ergo, jakbys zaczal ja skracac jeszcze bardziej to moglaby zaczac tracic na sensie, tresci, rytmie badz emocjach. Cytat:Chodzi mi o coś innego. Po pierwsze, jak rozumiem i o ile dobrze pamiętam (a nie chce mi się teraz wracać do artykułu) punktem odniesienia dla Finchera był czas Sorkina. Ja wiem, że to jest tylko anegdota i Fincher to super specjalista i nie mam zamiaru się tu za bardzo wymądrzać, ale na planie, z dwójką profesjonalnych aktorów Fincher, wygląda na to, za punkt odniesienia, przyjął zafixowany czas scenarzysty czytającego swój tekst gdzieś tam przy kawie. No a przynajmniej trochę dziwaczny, i to jest moje "po drugie", wydaje się sposób na zakomunikowanie tego, że nie jest zadowolony z timingu. Sorkin nie mówi o tym, że powtarzał ujęcie zanim Mara wreszcie powiedziała daną kwestię wystarczająco szybko, tylko "tyle i tyle to ideał dla tej sceny, dajcie mi to".Ale to nie jest tak, że Fincher poszedl do Starbucksa, usiedli i Sorkin zaczal mu po prostu czytac scenariusz. Jak rozumiem, to były takie konsultacje - próba, a nie, że se czytali i tak se stwierdzili. Za punkt odniesienia Fincher uznal taka wersje jak najwyrazniej najbardziej mu odpowiadała, nie widze powodu do rozkminy. Wybrał wizje sceny, która pokrywała się albo uzupełniała tę jego. 31-03-2016, 17:33 (31-03-2016, 17:33)Crov napisał(a):(31-03-2016, 16:54)PropJoe napisał(a): No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;)Ale jak dalej chcialbys ja skracac, zlośliwcze? ;) Taka scena to kompromis sensu, treści, rytmu i emocji. Zakładamy, ze reżyser dąży do jak najlepszej wersji tego, co ma na papierze i w glowie, wiec najwyrazniej wg tego rezysera to byla najlepsza wersja tego. Ergo, jakbys zaczal ja skracac jeszcze bardziej to moglaby zaczac tracic na sensie, tresci, rytmie badz emocjach. No jasne, ale dziwaczne wydaje mi się używanie czasu Sorkina za punkt odniesienia a przynajmniej komunikowanie tego w taki sposób. Z zastrzeżeniem, powtarzam, że zdaję sobie sprawę, że anegdota rządzi się swoimi prawami i pewnie pracujący z Fincherem kumają, że jak mówi, że chce 18 sekund szybciej to ma na myśli po prostu - szybciej. Cytat:Wybrał wizje sceny, która pokrywała się albo uzupełniała tę jego.No i ja mu przecież nie odbieram prawa do własnej wizji, tylko "normalniejsze" wydaje mi się zdefiniowanie tej wizji "czytamy jak najszybciej w granicach rozsądku, dziadek Sorkin przeczytał sam (?) osiemnaście sekund szybciej niż wasz najlepszy czas, wy młodzi też dacie radę" niż chcę "4:18, bo to najlepsza wersja". Prawdopodobnie to tylko kwestia komunikacji, podkręcona wizerunkiem Finchera. 31-03-2016, 18:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2016, 18:03 przez PropJoe.)
Cholera, nie miałem pojęcia że Freedom nakręcił Fincher. Teraz już wiem dlaczego ten klip jest tak doskonały :)
16-02-2017, 11:22
To zsynchronizowanie ruchu bohatera i kamery po części wyjaśnia czemu filmy i seriale Finchera są tak podobne do siebie, tłumaczy to też czemu zdjęcia jego i ekipy mogą sprawiać wrażenie trochę bezdusznych - pięknych, ale jakby zaprogramowanych. Złego słowa o Davidzie nie powiem, bo ma jeden z najlepszych warsztatów obecnie na świecie, ale ja tam wolę jak reżyser i operator trochę poszaleją ze zdjęciami, a ostatnie dzieła Finchera wyglądają trochę tak, jakby on już znalazł idealny sposób na fotografowanie swoich postaci i tak robi za każdym razem.
18-10-2017, 23:13
Wskażesz reżysera / operatora którzy "szaleją ze zdjęciami"? Bo ja nie potrafię :)
Jeśli przyjrzeć się reżyserom z wyrazistym stylem wizualnym, to właśnie min. dlatego jest on wyrazisty, bo obecny w większości, jeśli nie wszystkich, ich filmach. Gdyby Fincher już do końca kariery miał kręcić w ten sam sposób, to nie mam nic przeciwko, bo jego styl pasuje mi idealnie. 19-10-2017, 07:23 (19-10-2017, 07:23)Mierzwiak napisał(a): Wskażesz reżysera / operatora którzy "szaleją ze zdjęciami"? Bo ja nie potrafię :)Pawlikowski w Idze ;) A tak na serio, to nie wiem czy się zgodzisz, ale reżyserzy tacy jak Andersonowie: Paul Thomas i Wes, Scorsese, Mann, Villeneuve, Park Chan-wook czy będący ogólnie półkę niżej Winding Refn mają u siebie troszkę odważniejsze i bardziej różniące się między filmami (acz nie zawsze lepsze) zdjęcia niż Fincher. No może oprócz Wesa Andersona, u niego też jest właściwie jedna, pastelowa i symetryczna stylówa filmów. Mi też jak najbardziej pasuje jego styl, kręci świetne rzeczy, no ale kurde chciałbym, żeby zaszalał. Najlepiej jakby dostał do zrobienia jakieś kosmiczne sci-fi z bajerami ;) Villeneuve spróbował sił z sci-fix2 i wyszło przepięknie, zwłaszcza w tym drugim przypadku. 19-10-2017, 13:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2017, 13:28 przez simek.) (19-10-2017, 13:20)simek napisał(a): nie wiem czy się zgodzisz, ale reżyserzy tacy jak Andersonowie: Paul Thomas i Wes, Scorsese, Mann, Villeneuve, Park Chan-wook czy będący ogólnie półkę niżej Winding Refn mają u siebie troszkę odważniejsze i bardziej różniące się między filmami (acz nie zawsze lepsze) zdjęcia niż Fincher.Parka widziałem ledwie dwa filmy (fakt że wizualnie bardzo od siebie odmienne), więc odniosę się raczej do reszty. Nie powiedziałbym że filmy wymienionych reżyserów są w jakiś sposób od siebie różne, a przynajmniej nie w stopniu który usprawiedliwiałby pisanie o eksperymentowaniu, odwadze czy szaleniu z kamerą :) Jasne, wizualnie Thiefa i Hakera dzieli przepaść, ale już od czasu Collateral filmy Manna mają bardzo spójny, od razu rozpoznawalny styl. Anderson w żadnym razie nie eksperymentuje (chyba że z taśmą 70 mm), Scorsese to też świetne zdjęcia, zawsze pasujące do opowiadanej historii, ale czy tak różne? Mam wrażenie że bardziej masz na myśli... kolorystykę. Ta jest u Finchera w zasadzie od początku jego kariery bardzo specyficzna, a od czasu Azylu niesamowicie do siebie podobna i rozpoznawalna na pierwszy rzut oka. Też, do pewnego stopnia, chciałbym by Fincher spróbował w innym gatunku (sci-fi czy historycznym widowisku jak Kleopatra która mu nie wypaliła), ale nie dlatego by zobaczyć jak zmienia czy dostosowuje swój styl do czegoś innego, ale jak wyglądałyby takie gatunki nakręcone w jego stylu :) 19-10-2017, 18:11 Tej Kleopatry to on chyba właśnie nie chciał kręcić, tylko Jolie zawracała mu tyłek. Albo coś przekręciłem.
W każdym razie, pełna zgoda. Przy czym Fincher w ostatnich filmach nie tylko popadł w tą kolorystyczną monotonię, która niektórych naprawdę może dobijać, ale i tematycznie zrobił się taki jakiś.. no nie wiem jak to ująć. Przewidywalny? Mało interesujący? Gone Girl, czy Social Network to niby filmy zrealizowane na najwyższym poziomie. Fincher z pewnością wyciągnął z nich to co najlepsze, ale czy od gościa z takimi umiejętnościami, nie powinno się wymagać czegoś bardziej.. szalonego? nowatorskiego? Sci-fi, fantasy, wielki film batalistyczny, historyczny, kostiumowy - wyjście poza tą Fincherowską strefę bezpieczeństwa, w której kręci głównie thrillery albo dramaty obyczajowe, byłoby czymś naprawdę fajnym. Chociaż z drugiej strony, myślę że takowych właśnie nie kręci, bo studia nie chcą mu dać na nie $$$ :) I tak o to koło się zamyka. Trzeba kręcić na co pozwalają. Dlatego m.in ucieszył mnie ten angaż przy "WWZ2". Zombie-Apokalipsa w wykonaniu Finchera, to może być niezła odmiana. Zarówno dla nas widzów, jak i niego samego. A tak apropo, przy okazji wywiadów do "Mindhunter" Fincher wspomniał o pracach nad filmem, potwierdzając również starą plotę, że aktualnie scenariusz powstaje pod jego czujnym okiem. Cytat:and I’ve been working for about a year now with Dennis Kelly on World War Z… We’re hoping to get a piece of material that’s a reason to make a movie not an excuse to make a movie I jak tu go nie lubić.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
19-10-2017, 21:18 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| David Cronenberg | Joe Chip | 25 | 7,020 |
05-10-2025, 22:34 Ostatni post: OGPUEE |
|
| David Lynch | Anonymous | 161 | 35,135 |
11-06-2025, 14:00 Ostatni post: slepy51 |
|
| David Simon | Rodia | 10 | 5,739 |
23-11-2015, 20:15 Ostatni post: Rodia |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |





