Rogue Nation też miał świetne recenzje, a mnie szczególnie nie zachwycił :/
W przypadku Fallouta średnio mi też podchodzi robienie z tego takiej mocnej kontynuacji 5. Pachnie to trochę Bondowskim "Spectre" (aż mnie ciarki przechodzą, jak o tym pomyślę).
Obym się mylił.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
13-07-2018, 14:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-07-2018, 14:01 przez zombie001.)
W losowym momencie któregokolwiek trailera Fallouta dzieje się więcej niż w całym Spectre a Cruise nie wygląda jakby miał zaraz usnąć więc Spectre to ostatnie skojarzenie na jakie bym wpadł :)
Recenzje mam w nosie, o co drugim gównie piszą "One of the best _____ movies since _____."
To chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie film tego lata. I coś czuję, że się nie zawiodę.
Parafrazując klasyka - I have a very good feeling about this.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
Od trójki każda część jest świetna, naprawdę gdyby nie dwójka byłaby to seria idealna. A jak czytam, że nowa część będzie jeszcze lepsza to już odliczam dni do premiery :)
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
(13-07-2018, 14:22)harlequinade napisał(a): Porównania do Fury Road...ta wątpie, żebny było aż tak dobrze, ale pewnie będzie dobrze :)
Wiadomo, to aż tak dobrze zmontowany i aż tak dynamiczny film nie będzie. Zapewne. Chociaż same sceny akcji w Norwegii (głównie z udziałem helikopterów) wyglądają naprawdę spektakularnie i nie zdziwię się jak będzie to faktycznie pod względem akcji najlepszy blockbuster ostatnich lat, zwłaszcza, że również choreografia walk wygląda na bardzo dobrą a przy tym brutalną.
Tym czym przebić Fury Road MI może na pewno to historia i postacie :P Nie żeby w tej serii były jakies wybitne, ale i tak lepsze niż w większości serii akcji.
(13-07-2018, 14:22)harlequinade napisał(a): Porównania do Fury Road...ta wątpie, żebny było aż tak dobrze, ale pewnie będzie dobrze :)
Wiadomo, to aż tak dobrze zmontowany i aż tak dynamiczny film nie będzie. Zapewne. Chociaż same sceny akcji w Norwegii (głównie z udziałem helikopterów) wyglądają naprawdę spektakularnie i nie zdziwię się jak będzie to faktycznie pod względem akcji najlepszy blockbuster ostatnich lat, zwłaszcza, że również choreografia walk wygląda na bardzo dobrą a przy tym brutalną.
Tym czym przebić Fury Road MI może na pewno to historia i postacie :P Nie żeby w tej serii były jakies wybitne, ale i tak lepsze niż w większości serii akcji.
Eh, Furiosy nie przebiją. Historia w FR może i prosta ale dla mnie była bardzo emocjonalna.
Akurat postacie w MMFR były tak nudne, se głowa mała. Max - twardziel niemowa, Furiosa - kobieta-twardziel bez ręki... Wszystkich te postacie można opisać jednym, krótkim zdaniem.
I właśnie siła Maxa i Furiosy tkwi w prostocie, wystarczy jedno zdanie by ich opisać, ale czy to wada skoro to są tak fajne i charyzmatyczne postacie. Kibicowalem Theron i Hardy'emu od początku do końca. Może mało mówią, ale jak coś to konkretnie, a nie będą strzępić języka niepotrzebnie, bo to są bohaterowie kina akcji. Furiosa i Max są od czynów, a nie od gadania. Ja w ogóleTheron i Hardy'ego uważam za jeden z najlepszych żeńsko męskich duetów jakie widziałem w kinie. Podoba mi się też, że nie pomyśleli twórcy o romansie między nimi i to jest super, że po prostu działają razem i tylko tyle.
Zresztą Mad/Gibson też gadatliwy za wiele nie był jak przypomni się pierwszego Mad Maxa i też można gibsonowego Maxa podsumować jednym zdaniem. No i to samo można powiedzieć o nowym Maxie, co o bohaterach, że siła Fury Road tkwi w prostocie. W ogóle MM FR przypomina mi trochę westerny, a Max rewolwerowca, kowboja, który przypadkiem pakuje się w nieswoje problemy. Tak mi przypomina westerny, że w ostatniej scenie to brakuje by Hardy odjechał/odszedł a w tle zachodzące/wschodzące słońce:-)
13-07-2018, 18:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-07-2018, 18:20 przez michax.)
(13-07-2018, 17:50)yacajackowski napisał(a): Akurat postacie w MMFR były tak nudne, se głowa mała. Max - twardziel niemowa, Furiosa - kobieta-twardziel bez ręki... Wszystkich te postacie można opisać jednym, krótkim zdaniem.
Tak jak, na upartego, WSZYSTKIE postacie w historii filmu. Bezsensowny argument.
Robię powtórkę całej serii - tak mnie jara premiera "Fallout"
Mission: Impossible
Świetny film. Dziś już można powiedzieć, że to wręcz klasyk. Nie pamiętałem, że jest to aż tak stylowe kino. De Palma pokazał dość autorskie podejście. On lubił zawsze taki dość dziwny styl wizualny, momentami wręcz zahaczający o jakieś kino campowe. Na granicy balansował jednak umiejętnie, więc zdjęcia w M:I są bardzo dobre. Narracja też nie jest typowa dla blockbusterów, bo De Palma wyraźnie nie skupiał się tutaj na jakimś oszukiwaniu i zaskakiwaniu, a bardziej na podążaniu za głównym bohaterem. Tom Cruise gra mega dobrze - po tym filmie łatwiej zrozumieć skąd się wziął ten jego niegdyś kultowy status. On tutaj ma mega charyzmę, wszystko w jego Huncie trafia w punkt.
Nie mam w zasadzie zarzutów. Montaż jest super - towarzyszy reżyserowi, pozwala się skupić na tym o co chodzi w tym filmie (świetny zabieg z retrospekcjami pod koniec), aktorzy rewelacja. Może muzyka trochę dla mnie zbyt inwazyjna (oczywiście nie mówię o głównym motywie, bo to jest kult nad kulty), ale chyba ogólnie po prostu mam problem z Elfmanem. Scena z włamem do siedziby CIA to jest arcydzieło, bez przesady. Jak ona jest świetnie zrobiona, to brak mi słów. Czuć ciężar tej sytuacji, mimo karkołomności jej założeń, to jednocześnie nie jest efekciarsko wyreżyserowana. No bajka. Są tu jakieś tam może uproszczenia, które dzisiaj trochę kuleją - łatwość uzyskiwania informacji przez maile, naiwność w planach (wywołanie zatrucia pokarmowego), ale z drugiej strony wolę takie akcje, niż jakieś przegięte cuda.
Dla mnie jedynka to jednak mocno upośledzony film - elegancka realizacja i precyzyjna reżyseria De Palmy w ogóle nie idą w parze z marną intrygą i beznadziejnym czarnym charakterem. No i kretyńska finałowa akcja z helikopterem (blue screen lepszy niż w 99% współczesnych blockbusteró) kompletnie nie pasuje do reszty filmu.
Nie pamiętałem jak bardzo Cruise / Hunt jest w tej części bezbarwny. Obsada to zresztą nie jest mocny punkt tego filmu, Redgrave w malutkiej rólce zjada wszystkich na śniadanie. 6/10
02-08-2018, 20:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2018, 20:49 przez Mierzwiak.)
Mnie właśnie ta intryga siedzi. Z jednej strony jest banalna, z drugiej skala powoduje, że do walki potrzebne są bardzo karkołomne działania. Tak jak wspominałem, są tutaj faktycznie mielizny. Najbardziej razi chyba to naiwne pisanie maili, ale zrzucam to na specyfikę ery wczesnego internetu i upośledzonych form komunikacji z nią związanych. Czarny charakter odbieram podobnie - jest prosty, ale nie nazwałbym go beznadziejnym. Chociaż faktem jest, że finezji wielkiej to tutaj nie ma, a motywacji w zasadzie nie są wyjaśnione. Po prostu jakaś potrzeba władzy/kasy. No ogólnie prosty to film, ale broni się właśnie wspomnianą realizacją, klimatem. Faktycznie blue screen w finale wypada spoko. Zgodzę się jednak z tym, że w finale lepiej by siedziała jakaś kolejna intryga, gierka - coś bardziej w stylu akcji z CIA, niż takie fizyczne starcie.
Co do Hunta / Cruise'a, to mnie on robi od pierwszej sceny (rewelacyjnej swoją drogą - ile tam jest zwrotów akcji). Gorzej odbieram Voighta, który niby gra oszczędnie, ale równie dobrze można uznać, że nie za bardzo wie co ma robić.
Ogólnie ten film jest trochę taką ramotką, ale jednocześnie tak mi leży, że odbieram to pozytywnie.
.
02-08-2018, 22:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2018, 22:24 przez srebrnik.)
Voight na początku filmu gra tak, że chyba tylko niewidomy nie zorientowałby się ze to złol :) Tu zresztą jedyny raz De Palma zawodzi - raz gra Voighta właśnie, a dwa - scena jego rzekomej śmierci. Później też film niepotrzebnie aż dwa razy powtarza ten sam myk - ktoś kto ponoć zginął jednak żyje i obie te osoby okazują się złe. I nawet jest trzecia która też okazuje się zła! :)
Mission: Impossible II - bawiłem się lepiej niż na jedynce bo i Cruise bawił się wyraźnie lepiej i widać jaką ogromną miał frajdę kręcąc ten film. Efekciarska inscenizacja akcji a nawet i zwykłych scen w paru momentach spowodowała u mnie autentyczny wybuch śmiechu (mój faworyt: Dougray Scott i apaszka Thandie Newton) ale ogląda się to bardzo fajnie, tak też jest to nakręcone. Ocena jednak taka sama jak jedynki, bo czuję że 7 to byłoby jednak za dużo.
02-08-2018, 23:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-08-2018, 23:53 przez Mierzwiak.)