Krzyżowiec
Liczba postów: 7,277
Liczba wątków: 19
1Q81 - Haruki Murakami
Pierwsze zetknięcie z powieścią japońską... i jest mocno europejsko. Murkami wyraźnie inspiruje się kulturą zachodu i nie czuć tutaj prawie wcale egzotycznego smaczku. Pierwsze skojarzenie po zetknięciu z tą pozycją, to realizm magiczny, ale nie ten w wydaniu latynoamerykańskim, ale w wersji Murakamiego, którego styl oprócz przenikania światów, charakteryzuje się dużym przywiązaniem do szczegółów, opisywaniem codziennych sytuacji, czynności i... życia seksualnego swoich bohaterów (od teraz używam wyrażenia "na Fuka-Eri" do opisania jednej z popularnych pozycji seksualnych ;)). Ciężko mi jakoś podsumować tę trylogię, ale muszę przyznać, że żyłem się z bohaterami i w sumie z żalem przyszło mi się z nimi rozstać. To taki trochę zamulacz, ale w formie audiobooka słuchało się tego dobrze i nawet się wciągnąłem.
Polski już nie ma.
02-12-2020, 14:08
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
Jezeli Murakami, to Kafka nad morzem, Norwegian Wood albo Kronika ptaka nakręcacza (zwłaszcza ta ostatnia), 1Q84 odpuściłem po pierwszym tomie. Ale generalnie napisałbym, że jak przeczytało się jedną jego powieść, to przeczytało się wszystkie. :)
02-12-2020, 17:40
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,277
Liczba wątków: 19
(02-12-2020, 17:40)nawrocki napisał(a): Jezeli Murakami, to Kafka nad morzem, Norwegian Wood albo Kronika ptaka nakręcacza (zwłaszcza ta ostatnia), 1Q84 odpuściłem po pierwszym tomie. Ale generalnie napisałbym, że jak przeczytało się jedną jego powieść, to przeczytało się wszystkie. :)
Polski już nie ma.
02-12-2020, 18:08
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
W punkt. :)
02-12-2020, 18:10
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,277
Liczba wątków: 19
A czytacie czasem po angielsku? Wziąłem się za The Road McCarthy'ego i to jest jakaś masakra, tak jak gładko wszedł mi na przykład Rok 1984 Orwella, tak tutaj co chwilę muszę sprawdzać jakieś słówka i często gubię sens zdania, może to przez brak interpunkcji.
Polski już nie ma.
03-12-2020, 23:47
Stały bywalec
Liczba postów: 3,286
Liczba wątków: 5
@Nemo
Zazdroszczę tych tanich książek po hiszp.
@Kluski
Tak, ja czytam po ang. Orwella czytałem 3 książki w oryginale (w tym 1984) I szczerze mówiąc uważam, że pisał bardzo przyziemnym językiem. Ale raz porwałem się na Fausta po ang i to był dla mnie ogień straszny, zwłaszcza cz. II, dużo musiałem googlowac slow.
A Szekspir po ang to już się poddałem po 3 stronach :D
Ogólnie dużo staram się czytać w językach obcych bo na codzień mam mały kontakt z tymi językami, a jednak poprzez książki i filmy cały czas człowiek podtrzymuje ten kontakt. Poza tym, nie od dzis wiadomo, że czytanie poszerza zasób słów, więc tymbardziej warto czytać w innych językach chociażby dla poznania nowych słow i zwrotów, idiomów ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
03-12-2020, 23:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-12-2020, 23:54 przez szopman.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,137
Liczba wątków: 4
(03-12-2020, 23:47)Kluski napisał(a): A czytacie czasem po angielsku?
Trochę Bonda przeczytałem i jedną powieść Johna le Carré. Poza tym to głównie poblicystyka. W rok może 1-2 książki. Dość sporo czytam artykułów historycznych, głównie o tematyce militarnej.
Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
04-12-2020, 02:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2020, 12:27 przez Nemo.)
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 667
Liczba wątków: 2
(03-12-2020, 23:47)Kluski napisał(a): A czytacie czasem po angielsku? Wziąłem się za The Road McCarthy'ego i to jest jakaś masakra, tak jak gładko wszedł mi na przykład Rok 1984 Orwella, tak tutaj co chwilę muszę sprawdzać jakieś słówka i często gubię sens zdania, może to przez brak interpunkcji.
A to ciekawe, bo po lekturze przekładu (Robert Sudół) wydawało mi się, że "Droga" jest napisana dość prostym językiem. Ale może to złudzenie wynikające z lakonicznego stylu.
Ja czasem czytuję po angielsku, przeważnie Larry'ego McMurtry'ego, którego mało jest w przekładach - a ma na koncie np. ciekawe eseje o dzikim zachodzie. Pisze też dosć prostym językiem, ale i tak musze sięgać do słownika (głównie po terminologię ranczerską i osobliwe elementy krajobrazu typu "jadłoszyny").
04-12-2020, 11:02
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,318
Liczba wątków: 23
Jakiś czas temu omówiliśmy horrory Kinga i Mastertona, a jak jest u was z czytaniem popularnej literatury kryminalnej i sensacyjnej?
U mnie tak.
Trylogię Millennium Larssona pokochałem od razu. Pierwszy tom wbił mnie w ziemię, dwa kolejne mnie tam utrzymały (całość czytałem dwa razy). Nie mam zastrzeżeń. Osobna historia to kontynuacje Lagercrantza, które są jak z innej planety, zwłaszcza przesłaby, kuriozalny tom pierwszy. Potem się trochę podciągnął, ale i tak jeśli ktoś zna oryginalną trylogię, może doznać szoku.
Seria Jo Nesbo o Harrym Hole’u (naprawdę dał mu na nazwisko „dziura”? wymawia się po angielsku? rany...) jest chyba uznawana za szczytowe osiągnięcie skandynawskiego kryminału, ale na mnie jakoś nie zrobiła wrażenia. Zaliczyłem pięć tomów, raczej z obojętnością.
Obaliłem za to całą serię Camilli Läckberg o policjantach z Fjällbacki (wszystkie dziesięć) i to jest są dość przyjemne czytadła, choć trochę jakby zbyt babskie – od wątków rodzinnych tej psiej gromadki niekiedy można się roztopić. Ponadto roi się tam od postaci pobocznych, samych Anderssonów i Svenssonów, trudno się w tym połapać. Niemniej autorka cholernie zgrabnie prowadzi intrygi (oryginalny pomysł – retrospekcje sięgające nawet kilkuset lat wstecz) i potrafi utrzymać zainteresowanie do samego końca. Ot, taka cieplutka, nieszokująca seria do poczytania przy dzieciach bawiących się na podłodze.
Dużo bardziej cenię serię Hjortha i Rosenfeldta o Sebastianie Bergmanie. Na razie wyszło sześć części i choć są to może intrygi utrzymane trochę w stylu Läckberg, to jednak bardziej ponure, gorzkie, brutalne. Bergman to policyjny psycholog (dość wybitny) współpracujący z grupą policji kryminalnej – a jest to współpraca narzucona, przez co szorstka i wręcz kolczasta do potęgi – i jednocześnie pies na baby i egoistyczny dupek. Jego relacja z policjantką z tego oddziału Vanją Lithner sprawiała, że przez jakieś trzy pierwsze tomy siedziałem jak na szpilkach i mamrotałem: o kuźwa, jaka to jest petarda, jak to się wreszcie wyda, to będzie wybuch atomowy! On odkrywa, że ona jest jego córką, i próbuje się do niej zbliżyć, tyle że ona go nienawidzi. Nic takiego się nie stało, ale już nie pamiętam dlaczego. W każdym razie Hjorth/Rosenfeldt po mistrzowsku dawkują napięcie, a cliffhangery pod koniec każdego tomu są mocarne (czekam na siódmą część, w której może wreszcie coś drgnie w wątku Billy’ego Rosena). To też gliniarz z tej ekipy, okazuje się, że ma psychopatyczne skłonności i po godzinach pracy morduje zwierzęta i ludzi, co podejrzewa Bergman.
Zmieniamy klimat. Niejaka S.J. Parris pisze o Giordanie Brunie rozwiązującym zagadki kryminalne w swoich czasach, czyli w XVI-wiecznej Anglii, gdzie schronił się przed włoską inkwizycją. Wyszły u nas cztery tomy, w których fantastycznie odmalowano realia dawnej Anglii, zresztą jako protektor Bruna, szef wywiadu, występuje też Sir Francis Walsingham (czyli Geoffrey Rush w „Elizabeth”), więc to się czyta wyśmienicie, to jakby odpowiednik trylogii Roberta Harrisa o Cyceronie, którą jakiś czas temu ktoś tu polecał (też czytałem, zgadzam się). Kawał znakomitej fikcji historycznej. Zastanawia mnie tylko jedno: narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, więc jakie będzie zakończenie serii (jeśli w ogóle będzie), skoro, jak wiadomo, Bruno skończył na stosie?
Na koniec Lee Child i jego cudowne dziecko, czyli Jack Reacher. Mam zaliczone, uwaga, czternaście tomów (zostało mi chyba 10). Ależ to jest kawał dobrej sensacji, mimo że fabuły prowadzone są według jednego, powtarzającego się wzorca. Ale to dlatego, że największą zaletą jest kapitalnie skonstruowana postać protagonisty, niesamowicie precyzyjnie i w najdrobniejszym szczególe. Raczej rzadko natrafia się na tak zbudowane wyraziste charaktery (ostatni to chyba tylko Lisbeth Salander). I oczywiście zapomnijcie tu o Tomie Cruisie, prawdziwy Reacher to gość nie z tej ziemi, drugiego takiego literatura czy kino jeszcze nie wydały. Same opisy jego walk wręcz i umiejętności rozwiązywania problemów to poezja akcji i sensacji. No i mimo że, jak już mówiłem, w każdej części gość robi w sumie to samo, jednak za każdym razem pojawia się coś nowego, no po prostu Child potrafi niesamowicie zaprojektować wszelkie okoliczności akcji ze wskazaniem za wyczyny Reachera. W sumie nie potrafiłbym polecić którejś konkretnej części, bo po prostu nie pamiętam, gdzie się co działo ani jaki to miało tytuł. No cóż, to nie Harry Potter, ale to nie jest zbyt wielka wada, bo tomy Jacka Reachera można czytać na wyrywki, co też polecam. Zresztą okej, spróbuję z trzema, które jakoś kojarzę. „Echo w płomieniach”, „Elita zabójców” (nie ma nic wspólnego z filmami o tym tytule) i „Czasami warto umrzeć”. Opisy łatwe do znalezienia w sieci. Świetne rzeczy.
12-12-2020, 11:30
Fhtagn
Liczba postów: 5,387
Liczba wątków: 9
Cytat:jak jest u was z czytaniem popularnej literatury kryminalnej i sensacyjnej
Lubię Tess Gerritsen i jej kryminalne-obyczajówki o pani detektyw i pani patolog, a dwa pierwsze tomy to moje ulubione - potem jest raz gorzej, raz lepiej, taka średnia półka, ale jako czytadło się sprawdza. Podobnie z twórczością Chrisa Cartera (nie, nie tego od Archiwum X), chociaż tutaj przygody turbogenialnego gliniarza-geniusza-alkoholika są aż nazbyt brutalne i to w tym złym stylu, tj. typ morduje i ćwiartuje ludzi, a z ich ciał robi różne dziwne figurki, czy inny pacjent, który wpycha ofiarom do pochwy różne pułapki rodem z Saw i tak dalej. Karin Slaughter też jest soko, chociaż i tutaj jest ostra patologia (jak choćby agent FBI będący analfabetą i jego żona nimfomanka-ćpunka, czy coś takiego :D).
Cytat:Seria Jo Nesbo o Harrym Hole’u
Czytałem jeden tom, "Głębokie gardło" się chyba nazywał i było o nazistach, najlepsze były elementy związane z historią z drugiej wojny. Reszta to takie meh.
12-12-2020, 13:46
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
Przeczytałem kilka tomów Nesbo, łyknąłem Larssona gdy był u szczytu popularności, zaliczyłem ze dwa tomy Reachera, ale generalnie szkoda mi czasu na taką literaturę.
12-12-2020, 14:15
Stały bywalec
Liczba postów: 3,286
Liczba wątków: 5
Ja z takich tasiemcow to tylko serie B. Cornwella, Last Kingdom, czytałem. Ogólnie polecam fanom serialu, książki są jeszcze lepsze. Aktualnie czekam na ostatnią, trzynasta część cyklu, ponoć familia już zamówiła mi na święta na Amazon UK, więc będzie czytane.
Z innych cyklów, to teraz jestem przy 6. Książce o Razumowskim autorstwa A. Przechrzty. niestety formuła się trochę wypaliła gdzieś przy 5 książce.
Też kilka książęk o Bondzie przeczytałem, kilka pozycji z uniwersum Marka Krajewskiego (tak z 5,6 myślę że przeczytałem) oraz Pieśń Lodu i Ognia. No i of course, Star Wars Legends, swego czasu za nastolatka przeczytałem z dobre paręnaście książek że starego kanonu, jednakże wiele z nich pozostawiało wiele do życzenia.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
12-12-2020, 14:28
Agent Putina
Liczba postów: 4,550
Liczba wątków: 23
Cassel napisał(a):Osobna historia to kontynuacje Lagercrantza, które są jak z innej planety, zwłaszcza przesłaby, kuriozalny tom pierwszy. Potem się trochę podciągnął, ale i tak jeśli ktoś zna oryginalną trylogię, może doznać szoku.
Aż chyba muszę sięgnąć po ten kuriozalny pierwszy tom, bo trudno sobie wyobrazić kryminał bardziej gówniany niż te obrzydliwie rozdęte, kalekie twory Larssona.
Dlaczego Larsson jest do dupy? Oto garść z morza powodów:
1. Zdolności hakerskie Salander zahaczają o czary i stanowią typowy dla literackich/filmowych wyrobników skrót pozwalający uprościć sobie przebieg śledztwa. Z podobnych względów nie działał dla mnie nigdy serial Millennium i magiczne wizje Franka Blacka.
2. Fatalna konstrukcja każdej powieści. Kogo po zakończeniu śledztwa w Mężczyznach obchodzi jeszcze zły biznesmen, który wykiwał Blomkvista? Ale nie, trzeba zmarnować kilkadziesiąt stron na zamknięcie jego wątku. Co wnoszą do drugiego tomu wakacje Salander poza kolejnym przykładem, że faceci nie będący liberałami są be? Nic nie wnoszą, kolejne dziesiątki stron w błoto.
3. Skoro o tym mowa, polityczna hipokryzja Larssona, który przetyka swoją chamską lewacką propagandę tanimi chwytami mającymi świadczyć, że jest obiektywny i otwarty światopoglądowo (córka Blomkvista jako tokenowa dobra chrześcijanka; ogólniki o tym, że "wszystkie opcje polityczne mają swoje na sumieniu").
4. Blomkvist to pizda.
12-12-2020, 15:33
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,318
Liczba wątków: 23
Te wszystkie zarzuty wobec stylu Larssona czy magicznych umiejętności hakerskich Salander nie istnieją dla mnie. Po prostu olewam to. :) A dlaczego pierwszy Lagercrantz to kuriozum, już nie pamiętam, po prostu było to słabo napisane, może też dlatego, że całkiem przerobił postać Lisbeth na jeszcze kogoś innego czy coś, w każdym razie odstawało to od oryginału.
Z innej beczki: jest taka seria kryminałów Patricii Cornwell, której główną postacią jest lekarka sądowa dr Kay Scarpetta. Wyobrażacie sobie ekranizację? Leci w TV, a lektor czyta: Na świadka wzywana jest doktor ‘skarpeta’. :D
12-12-2020, 16:08
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 667
Liczba wątków: 2
Mnie po lekturze 3/4 dorobku Jamesa Ellroya wszystkie inne kryminały śmiertelnie nudzą. To jak wyjście z matriksa - wszędzie (tj. u innych pisarzy) widzisz schematy, klisze, sztampę i drewniane dialogi. Po latach szukania wyjątkiem okazał się Don Winslow, który pisze również porywająco, a w "Z psich pazurów" nie zaniedbując wywalonego na nieboskłon napięcia osiąga ten szekspirowski poziom dramatyzmu i prawdy, który odróżnia w tym gatunku wielkość od efekciarstwa. Jako trzeciemu udaje się ta sztuka tylko Dennisowi Lehane'owi, choć tylko w niektórych powieściach. Wybitna "Rzeka tajemnic" i wybitne niektóre fragmenty - bo niestety nie całość - "Gdzie jesteś Amando" stawiają go dla mnie na podium wśród żyjących pisarzy tego gatunku (obrazu dopełnia fenomennalne "Miasto niepokoju", choć to już nie kryminał tylko powieść historyczna, ale też o policji). Reszta pisarzy kryminalnych jakich czytałem (Christie, Nesser, Mankell, Larsson, Lemaitre, Theorin) mogłaby dla mnie nie istnieć. Wyjątkiem jest Chandler, ale jego powieści zasadniczo nie zaliczam do kryminałów. Nesbø ma, powiedzmy, potencjał i jest pojętnym uczniem Ellroya, ale no właśnie tylko uczniem - odróżnia go głównie to, że przepisuje od Ellroya, a nie od Larssona, Christie czy Chandlera. Królem kryminału obwoływano już wielu, ale dla mnie cesarz jest jeden.
14-12-2020, 10:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2020, 13:54 przez Bibliomisiek.)
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
+1, Ellroy, Winslow i długo, długo nic.
14-12-2020, 12:17
Agent Putina
Liczba postów: 4,550
Liczba wątków: 23
Upraszczacie, nie każdy kryminał to czarny kryminał. Czasem ma człowiek ochotę poczytać o tajemniczej zbrodni w bibliotece starego dworzyszcza.
Poza tym Winslow popełnił koszmarne Satori, której nigdy mu nie wybaczę, a Ellroy w kółko piszę tą samą książkę - Wielkie Nic. Dla niepoznaki pod różnymi tytułami.
Spoiler do prawie każdego kryminału Ellroya: za wszystkim stał Dudley Smith.
14-12-2020, 12:37
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
Akurat najlepsza ksiazka Ellroya - Amerykański spisek - niewiele ma wspólnego z Wielkim Nic i Dudleyem Smithem. Poza tym wyolbrzymiasz, przy autorze z tak wyrazistym stylem nie sposób uniknać wrażenia powtarzalności, w przeciwieństwie jednak do znakomitej wiekszosci pisarzy, Ellroy szlifował go latami (progres widac gołym okiem, wystarczy poczytać go chronologicznie), aż w końcu doszedł do perfekcji. Inni przeważnie w tym samym czasie się wypalają i zaliczają równie pochyłą, on trzyma mniej wiecej równy poziom od prawie 30 lat.
14-12-2020, 12:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2020, 12:46 przez nawrocki.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,550
Liczba wątków: 23
Ok, trylogia Underoworld USA faktycznie wyróżnia się z jego twórczości. Ale np. Biała Gorączka to niemalże remake Wielkiego Nic, a pierwsze dwa tomy nowego kwartetu jak dla mnie dowodzą, że James już tylko odcina kupony. Właściwie jedyną książką z obydwu kwartetów która naprawdę różni się od pozostałych jest Czarna Dalia - czyli ta najsłabsza.
Trudno nie trzymać równego poziomu gdy się pisze to samo.
14-12-2020, 12:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2020, 12:54 przez Paszczak.)
Red Crow
Liczba postów: 12,805
Liczba wątków: 52
Poruszając się w obrębie tych samych bohaterów i tematów siłą rzeczy powtarza się pewne schematy fabularne. Grunt, to żeby mimo wszystko trzymać czytelnika za mordę i nie dać mu odczuć, że to powtórka z rozrywki. Ze mną mu się udało. Ostatnie, czego bym od niego potrzebował, to silenie się na eksperymentowanie z wlasną formułą.
14-12-2020, 13:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2020, 13:05 przez nawrocki.)
|