Filmy Disneya / Pixara

Odpowiedz
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Bardziej to wygląda na robotę Dreamworksa, choć może być jak zwykle sympatyczne.

Odpowiedz
Mogliby w tym Disneyu i Pixarze skończyć już z ludźmi zmieniającymi się w zwierzęta. Po Nowych szatach króla, Moim bracie niedźwiedziu, Księżniczce i żabie i Meridzie Walecznej już chyba naprawdę temat jest wyczerpany. Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć "dość".

Odpowiedz
Dzisiaj są 120. urodziny Walta Disneya.

Niech w zaświatach dane mu będzie wieczne palenie papierosów i komunistów.

Odpowiedz
Oby do 2066 wynaleźli ten lek na raka i tym samym mógł się rozprawić z tymi korpo-szczurami niszczącymi jego dziedzictwo.

Odpowiedz
Lud: Każdy Marvel jest taki sam!
Disney: Potrzymaj mi piwo

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Chłopie, to się już przewijało w tym wątku.

Odpowiedz
Gość ukazuje co tu jest nie tak w disneyowskim Aladynie (podpowiedź - wszystko):


Materiał trafny, choć na dobrą sprawę każda adaptacja Disneya kompletnie nie oddaje realiów, dotyczy również europejskich oryginałów (przykładowo Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków to mix różnych przedziałów czasowych, a towarzysząca tam fauna jest kompletnie obca w Europie - takie szopy pojawiły się tam dopiero w latach 20. XX wieku).

I oryginalna baśń o Aladynie to również ignorancka fantazja autora.

Odpowiedz
(04-01-2022, 00:32)OGPUEE napisał(a): I oryginalna baśń o Aladynie to również ignorancka fantazja autora.

Przy okazji - istnieje chyba tylko jedna ekranizacja Magicznej lampy Aladyna, która uwzględnia fakt, że w oryginale akcja działa się w Chinach. Czyli Arabian Nights z 2000 roku. To jak na dzisiejsze standardy dopiero jest rasistowskie :)


Odpowiedz
Powtórzyłem sobie disnejowską serię o Dzwoneczku i wróżkach. Tak, naprawdę, filmy o wróżkach dla małych dziewczynek ujęły mnie na tyle, żeby po kilku latach do nich wrócić. No co poradzę...

Sprawa wygląda tak, że w latach 2008-2015 ludzie z Disneya pomyśleli, że mogą zgarnąć hajs, robiąc filmy o Dzwoneczku z „Piotrusia Pana” i natłukli tych filmów aż sześć (!). Znaczy, sześć pełnometrażowych, bo była jeszcze krótkometrażówka. A w planach było jeszcze więcej, tylko seria umarła, bo kasa przestała się zgadzać. Niemniej sam fakt, że o Piotrusiu Panie w Disneyu zrobili tylko dwa filmy, a spin-offowa seria ma sześć, pokazuje, że, co by nie mówić, żyjemy w dziwnym świecie.

Była najpierw jakaś seria książek o wróżkach, no a potem właśnie te filmy. Pierwsze wypuszczane były prosto na DVD, ale interes kręcił się na tyle dobrze, że następne, chyba od trzeciej części, miały już premiery kinowe. Nie wiem, w jak szerokiej dystrybucji i czy w każdym kraju, ale u nas na bank były w kinach, bo pamiętam. Dziwne, ale tak było.

I teraz myślicie sobie, że hurtowo tłuczone filmy o wróżkach (sześć w ciągu siedmiu lat) dla małych dziewczynek, przeznaczone na rynek DVD, oparte o pomniejszą postać z „Piotrusia Pana”, to musi być straszna chała. Że to pewnie filmidła na poziomie niesławnych disnejowskich sequeli albo gorzej. Ale nie. Są całkiem spoko. Nie z górnej półki, ale jednak sympatyczne to. Ja w każdym razie lubię.

Dzwoneczek

Są sobie wróżki o różnych talentach: ogrodowe, wodne, świetlne i różne inne. Dzwoneczek jest cynką, czyli wróżką o talencie do majsterkowania i naprawiania. Stwierdza, że to lamerski talent i wolałaby się przekwalifikować. Więc jej przyjaciółki, wróżki innych talentów, próbują nauczyć ją posługiwania się tymi innymi talentami. Oczywiście bezskutecznie. Wiadomo, że to opowieść o poszukiwaniu siebie, bla bla bla, trzeba zaakceptować siebie, docenić to, kim się jest naprawdę, i tego typu dyrdymały. Taka tam prosta bajeczka dla dzieciaków. Czy tak? Zgadza się, dokładnie tak. ALE po pierwsze, postacie są wyraziste i naprawdę sympatyczne. A nawet te niesympatyczne (Vidia) są na swój sposób fajne. Po drugie, humor daje radę. Po trzecie, muzyka jest CUDNA. Autentycznie. No i jest w tym taki miły, ciepły wydźwięk. I tyle mi wystarczy, żeby lubić ten film.

Dzwoneczek i zaginiony skarb

Bardziej przygodowe, ale poziom w sumie zbliżony do poprzednika. Wyprawa i same przygody są w sumie takie sobie. Mniej tu też czasu poświęcono wróżkom z poprzedniej części (oprócz Dzwoneczka i Terencja), no ale nadal jest sympatycznie i przyznaję, że kilka razy szczerze mnie to filmidło rozbawiło (zwłaszcza trudna współpraca Dzwoneczka i Terencja nad stworzeniem berła).

Dzwoneczek i uczynne wróżki

Ktokolwiek przetłumaczył „great fairy rescue” jako „uczynne wróżki”, pewnie czuje się dumnym i spełnionym tłumaczem. No ale tak to przetłumaczyli, więc trudno, nic się na to nie poradzi.

Dzwoneczek zaprzyjaźnia się tu z ludzką dziewczynką. Sam film... no nie wiem. Raczej słabszy od tych poprzednich. Opiera się na tej przyjaźni dziewczynki i wróżki, oraz na trudnej relacji owej dziewczynki ze swoim ojcem, co nadaje mu taki jakiś zbyt familijny klimat jak na mój gust. Wiem, że to bzdurny zarzut, że film familijny jest zbyt familijny, ale tak to odbieram. Do tego dziewczynka i jej ojciec (który jest w gruncie rzeczy niesympatycznym bucem, więc nie wiem, jak mam z nim sympatyzować) w polskim dubbingu brzmią dość słabo. Jak z jakiejś bajki dla maluchów. I znowu - jasne, wiem, że te filmy o wróżkach docelowo są dla dzieci. Ale same wróżki są zdubbingowane znakomicie, a dubbing ludzkich postaci wypadł o kilka poziomów słabiej. I tak rodzi się dysonans.

Tak więc relacje i postacie będące trzonem tego filmu mało mnie obchodzą, za to drugi wątek (pozostałe wróżki myślą, że Dzwoneczek jest przez dziewczynkę więziony wbrew swej woli, więc ruszają na wyprawę ratunkową) jest bardzo fajny. To dlatego, że wróżki ogląda się lepiej niż tych nijakich ludzi, mają ze sobą fajne interakcje i w pomysłowy sposób korzystają ze swoich talentów, by przezwyciężyć spotykające je w drodze przeszkody. W dodatku ten wątek w dużej mierze koncentruje się na Vidii, która jest moją ulubioną bohaterką (jako ta sarkastyczna i zołzowata, wyróżnia się na tle sympatycznej, lecz nieco cukierkowej reszty), więc mimo wszystko nie mogę nie lubić tego filmu. Choć szkoda, że wątek Dzwoneczka, dziewczynki i jej ojca dostaje więcej czasu ekranowego (a sądząc po tytule, powinno być przecież odwrotnie).

Wielkie zawody w Przystani Elfów

A to taka dwudziestominutowa krótkometrażówka, tym razem poświęcona nie Dzwoneczkowi, lecz Różyczce. Oglądalne, sympatyczne jak zwykle, ale w sumie nic szczególnego.

Dzwoneczek i sekret magicznych skrzydeł

To już jest wyraźnie słabsze. I oparte na koncepcie, który wziął się znikąd. Bo nagle okazuje się, że zimowe wróżki są inne niż pozostałe - mieszkają w innej krainie, do której reszta nie ma wstępu. Te światy są na zawsze rozdzielone. Co jest po prostu chamskim retconem, bo w pierwszym filmie widzieliśmy, że zimowe wróżki są takimi samymi wróżkami jak wszystkie inne, żyją w tej samej krainie i zadają się z pozostałymi. Był nawet minister zimy, tak jak są ministrowie pozostałych pór roku, ale nagle w tym filmie okazuje się, że nie, nie ma takiego ministra, a wróżkami rządzi se jakiś lord.

Nagle też okazuje się, że Dzwoneczek ma siostrę. I ta siostra jest zimową wróżką. Więc, wicie, rozumicie, żyją w dwóch odrębnych światach i ich siostrzana miłość będzie musiała znieść te bariery, itd, itp.

Wygląda to na pierwszy rzut oka, jakby ludzie w Disneyu uznali „Uuu, ależ Kraina Lodu się dobrze sprzedała. Teraz to jest na czasie, więc Dzwoneczkowi też doróbmy siostrę dysponującą zimowymi mocami i niech ubiera się na niebiesko jak Elsa, i oprzyjmy ten film na ich siostrzanej miłości, no wiecie, tak jak Krainę Lodu. Skoro takie coś się sprzedaje, to zróbmy to raz jeszcze!” Ale twist jest taki, że „Sekret magicznych skrzydeł” miał premierę PRZED „Krainą lodu”. Hmm... Czyli co? Twórcy „Frozen” inspirowali się „Dzwoneczkiem”? Sam już nie wiem, co myśleć. Robi się coraz dziwniej.

Film da się obejrzeć, ale jakoś nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Po części dlatego, że wydaje mi się jakiś taki zbyt wykalkulowany i na siłę. No i oglądając go, czuję, że ma mniej charakteru niż poprzednie części.

Co ciekawe, ta część jest przez widzów najlepiej oceniana, więc może po prostu się nie znam.

Dzwoneczek i tajemnica piratów

A ta część dla odmiany podoba mi się najbardziej. Jak często się zdarza, żeby w jakiejś serii filmowej to piąta część była najlepsza? W sumie „Szybkim i wściekłym” się to udało. No i właśnie jeszcze „Dzwoneczkowi”.

Zaczyna się bardzo standardowo, bo znowu jest jakaś wróżka (Zarina) niezrozumiana przez swoje otoczenie, chcąca czegoś więcej, pragnąca uwolnić się ze sztywnych reguł. Takie tam ograne schematy. Ale po pierwszych dziesięciu minutach film nabiera życia. Owa odrzucona wróżka bowiem staje się ZŁA, staje na czele piratów i kradnie magiczny pył, a Dzwoneczek i jej przyjaciółki ruszają za nią, aby go odzyskać.

Twórcy poprzednich filmów trochę nie skumali, że najwięcej frajdy sprawiają one wtedy, gdy koncentrują się na Dzwoneczku i jej przyjaciółkach jako na drużynie. Wróżki mają barwne, zróżnicowane charaktery i dobrze się je ogląda jako zespół. Mają fajne interakcje, jest z tego dużo humoru i w ogóle. Grzechem tej serii jest to, że mając do dyspozycji taką zróżnicowaną, sympatyczną i wyrazistą drużynę wróżek, twórcy w bardzo małym stopniu to wykorzystują. W większości filmów z tej serii przyjaciółki Dzwoneczka spychane są na dalszy plan, bo zamiast na nich nich filmy skupiają się na relacji Dzwoneczka z kimś innym: z Terencjem (drugi film), ludzką dziewczynką (trzeci), siostrą (czwarty). Biedne Mgiełka, Różyczka, Iskierka, Jelonka i Vidia, choć tak dobrze sprawdziły się w pierwszym filmie, w następnych dostawały niewielkie role bez większego znaczenia.

I nareszcie w piątym filmie twórcy dali sobie spokój z tym traktowaniem owych wróżek po macoszemu, wysunęli je na pierwszy plan i dali większość czasu antenowego. Przez cały film Dzwoneczek i jej przyjaciółki działają jako zespół, współpracując, obmyślając plany, pokonując przeszkody. Każda wróżka ma wreszcie swoje pięć minut. Naprawdę dobrze się je ogląda w akcji. Tym bardziej, że w tej części jest najwięcej humoru. Na skutek działań Zariny wróżki zamieniają się swoimi mocami, więc teraz każda ma moc, z którą nie jest obeznana i naprawdę wynika z tego pełno zabawnych sytuacji. Jasne, że to nie jest wysublimowany humor, ale co tam, banan nie schodził mi z mordy.

To zresztą nie tylko najzabawniejsza część, ale też najbardziej naładowana akcją. A jak ktoś lubi disnejowskiego „Piotrusia Pana” (ja w sumie średnio), to dostanie tu całe wiadro nawiązań. W poprzednich częściach zdarzały się jakieś drobne smaczki (np. mała Wendy pojawia się w pierwszym filmie), ale tu to już jest prequel pełną gębą. (Hm, może dobrze byłoby kiedyś to obejrzeć w wersji oryginalnej, żeby sprawdzić jak Tom Hiddleston sprawdza się w roli
).

Tak że jak najbardziej fajne - byłoby to dobre zakończenie serii o wróżkach. Ale niestety dokręcono jeszcze jedną część.

Dzwoneczek i bestia z Nibylandii

Tego filmu jakoś nie lubię. I nie dlatego, że jest zły. Jest okej, żadne tam wysokie loty, ale zdarzały się w serii już słabsze (przynajmniej „Sekret magicznych skrzydeł”). Tylko że ten jest dołujący. A ponieważ inne planowane filmy nie doszły do skutku, to ten stanowi zamknięcie serii. I cała seria się teraz kończy dołująco. To jeden problem.

Drugi problem jest taki, że, chociaż w tytule jest Dzwoneczek, główną bohaterką tak naprawdę jest Jelonka. Podobno plan był taki, że każda z przyjaciółek Dzwoneczka miała dostać własny film. Nie powiem, filmy poświęcone Mgiełce, Różyczce, a zwłaszcza Vidii, chętnie bym obejrzał. Ale kłopot jest taki, że zaczęli akurat od Jelonki, czyli jedynej wróżki z ekipy Dzwoneczka, która nie ma żadnego charakteru. W swoim solowym filmie nagle na szybko dorobili jej charakter, żeby to jakoś działało, ale nie działa. Zrobili ją tu energiczną, nieco zwariowaną i lekkomyślną, co nijak ma się do jej portretu z poprzednich części i widać, że to nie ona.

Więc ten film nie przemawia do mnie. Nie dziwota, że to właśnie w tym momencie seria wywaliła się na pysk i zdechła.

Odpowiedz
Pełen zwiastun "Buzza Astrala". Premiera 17 czerwca.

Odpowiedz
Wyszedł trailer aktorskiej... jakby... Brygady RR:


Ku memu zaskoczeniu jest to coś pokroju Królika Rogera i jakiś komentarz nt. filmowego światka. I... jestem kupiony. Czuć jakiś świeży pomysł i pomyślunek niż tylko "trza zarobić na fanach oryginału". Ba, tytułowi bohaterowie mają normalne głosy zamiast tych tradycyjnych piszczących.

Ciekawe czy w polskim dubbingu postarają się, by Rocky i Gadget byli zbliżeni głosowo do Włodzimierza Bednarskiego i Ilony Kuśmierskiej (lecz jak znam życie - nie).

Odpowiedz
Szkoda tylko, że animowane postacie 2D w filmie od Disneya wyglądają i zlewają się z autentycznym otoczeniem gorzej niż animek w crapowatym "Evil Toons"


Odpowiedz
No nie wiem... Z jednej strony niby faktycznie coś innego i może być niezły komentarz do stanu dzisiejszej kultury... A z drugiej kolejny meta-film, do którego trzeba nawalić wszystkiego (nawet kucyki Pony, he, he). Na dwoje babka wróżyła.

No i głosy wiewiórek kompletnie wybijają z rytmu mimo wszystko. A poza tym jak na film z takim tytułem, nie wydaje się to mieć, poza postaciami (tak jakby), nic wspólnego z Brygadą RR.

Odpowiedz
I ta gowniana muza w trailerze, ugh!


(15-02-2022, 17:40)OGPUEE napisał(a): Wyszedł trailer aktorskiej... jakby... Brygady RR:
Ku memu zaskoczeniu jest to coś pokroju Królika Rogera i jakiś komentarz nt. filmowego światka. I... jestem kupiony.


Potencjal jest tutaj oczywiscie niesamowity, ale druga czesc trailera juz pokazuje, ze to raczej pojdzie to w kierunku nawalnicy glownie zle wymierzonych cytatow i fabularnej sztampy. Natomiast jak sie o tym chwile pomysli to przeciez jest samograj: Brygada RR, niczym dekady temu Roger i Eddie, tyle, ze w bardziej awanturniczo-przygodowym stylu, ratuje Swiat Animkow. Jak dla mnie mogliby spokojnie zrobic z tego wspolczesnego klasyka, zwlaszcza, ze juz w samym serialu byla masa fajnych i odjechanych pomyslow z ktorych mozna korzystac w celu szukania inspiracji i wzorcow, jak zrobic pewne rzeczy dobrze.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Tom Hanks jako Albert Einstein Gepetto na pierwszym zdjęciu Pinokia od wygasłego Zemeckisa.

[Obrazek: image002-1024x576.png]

Odpowiedz
Powiedz, że ta marionetka to jedynie materiał referencyjny dla animatorów i Pinokio będzie wyglądał inaczej, a nie kolejna próba bezmyślnego zerżnięcia z oryginału.

No kurde. To będzie lenistwo uber level.

Odpowiedz
Tutaj trochę prawdy o Disneyu w niezwykle emocjonalnej formie ;)


Odpowiedz
Heh, trafne.

Odnośnie tego przypomniała mi się ta dość smutna fananimacja:


Będąc w temacie to face podał mi ten link:
https://www.piratesandprincesses.net/the-story-of-goodtimes-and-their-numerous-disney-knockoffs/

Część tego się widziało w TV. Z GoodTimes to kojarzę "Piękną i Bestię" z Jackiem Brzostyńskim dubbingującym Bestię :).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Filmy Dona Blutha OGPUEE 29 8,144 29-03-2026, 17:59
Ostatni post: OGPUEE
  Seriale Disneya OGPUEE 187 44,890 10-02-2024, 14:39
Ostatni post: OGPUEE
  Luca (2021) - animacja Pixara Pelivaron 2 1,923 08-07-2021, 15:13
Ostatni post: yacajackowski
  UP czyli kolejne niesamowite dzieło PIXARA? Danus 77 24,692 19-02-2021, 16:07
Ostatni post: Kryst_007
  Krótkometrażówki Pixara! Maik 5 4,363 11-05-2019, 14:02
Ostatni post: Pehov
  The Good Dinosaur (2015) - Dinuś od Pixara Lawrence 22 11,588 30-07-2016, 11:54
Ostatni post: Mierzwiak
  Filmy Suzie Templeton Negrin 2 2,995 27-02-2008, 15:16
Ostatni post: Mefisto



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości