09-03-2021, 16:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2021, 21:16 przez Scheckley.)
|
The Expanse (Syfy / Amazon, 2015-)
|
|
Jestem świeżo po zakończeniu sezonu 5. Póko co "The Expanse" to nadal topka jeśli chodzi o sf, niemniej ten sezon był taki... hmm zbyt skoncentrowany na Naomi. W sumie to był sezon o Naomi z sidequestami Alexa oraz Amosa. Dobre wprowadzenie do książkowej Lakonii i tyle.
Skoncentrowanie fabuły wokół moralnych dylematów Nagaty to kiepski pomysł, ale w miarę wierny książkom, więc da się go w sumie przeboleć.
Zdecydowanie najciekawszym wątkiem tego sezony był ten na Marsie z Alexem. Wizja planety, która zmierza ku przepaści była świetna, czuć było klimat. Tym większa szkoda, że Aleks został w taki a nie inny sposób wygumkowany z historii, zwłaszcza, że od chyba 6 odcinka praktycznie cały czas siedział w kokpicie robiąc za gloryfikowanego kierowcę busa. Motyw z jego pożegnaniem w ostatnim odcinku to mniej więcej takie coś:
09-03-2021, 16:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2021, 21:16 przez Scheckley.)
iks kurwa de - a chciałem sobie kupić całą serię (brakuje mi czterech tomów), teraz się zastanowię nad sensem.
09-03-2021, 18:54
Warto się przemęczyć dla tego, co jest obok i co jest potem. Znów, książkowy, ogólny spojler, bo w serialu tego raczej nie uświadczymy:
09-03-2021, 20:38 (20-02-2017, 22:35)Kerev napisał(a): Ja oglądałem i polecam. To co jest w nim szczególnie urzekające to naukowa wiarygodność. To prawdopodobnie najbardziej science serial science-fiction jaki kiedykolwiek powstał. Fizyka lotów kosmicznych jest wzięta na poważnie, nie ma sztucznej grawitacji, co ma wpływ na organizmy ludzi żyjący w pasach asteroid i tak dalej. No, naukowa wiarygodność jak cholera. Szczególnie dźwięk rozchodzący się w próżni kosmicznej. + 100 do immersji. Ech, znalazłem czas i obejrzałem całość tej niezwykle cenionej produkcji, nastawiając się na kawał dobrego serialu. Okazało się, że "The Expanse" jest cienkie jak dupa węża. Wiem, skoro mi się nie podobało, to trzeba było nie oglądać, a ja, jak jaki głupi, zaliczyłem wszystkie sześć sezonów. Ale widzicie, serial przez długi czas umiejętnie udaje, że lada chwila się rozkręci... po czym się nie rozkręca. Dałem się nabrać po prostu. W pierwszej połowie zdarzały się autentycznie ciekawe kawałki, a potem już jakoś doleciałem do końca siłą rozpędu. Ale do rzeczy. Moje zarzuty: 1. Tempo jest okrutnie wolne. Lubię sporo filmów z wolnym tempem, ale każda przesada jest zła. A tu przesadzono. Fabuła toczy się z prędkością okulałego żółwia. To jeden z tych seriali, w których jak ktoś na początku odcinka postanawia zaparzyć sobie herbatę, to napije się jej dopiero w ostatniej scenie. Jak bohaterowie lecą z punktu A do punktu B, to już pięć odcinków z głowy. Ile razy było tak, że oglądam "The Expanse" przez trzy czy cztery godziny, po czym zdaję sobie sprawę, że w czasie, w którym zdążyłbym obejrzeć jakieś dwa pełnometrażowe filmy, w serialu nic ani nie drgnęło, wszystko stoi w miejscu. Kurde, ja nie wiem, co jest z tymi współczesnymi serialami. Często czyta się, jak różni kulturoznawcy mówią, że życie przyśpiesza, ludzie pragną natychmiastowych wrażeń, każde pokolenie ma krótszy czas skupienia się na jednej rzeczy i dlatego na przykład filmy muszą mieć coraz szybsze tempo. No guzik prawda! Gdzie jest to szybsze tempo? Na pewno nie w serialach. One akurat, i to te popularne, cieszące się szałową oglądalnością, mam wrażenie - z roku na rok robią się coraz wolniejsze. I ludziom nie tylko to nie przeszkadza, ale wręcz im się te produkcje podobają. Więc co to za chrzanienie, że widzowie potrzebują dziś szybkiego tempa i mocnych wrażeń? Akurat dużą popularnością cieszą się te seriale, które tych wrażeń dostarczają w minimalnej ilości i w bardzo powolnym tempie. Od większości seriali z ostatnich lat się po prostu odbiłem - odpuściłem je sobie po pierwszych sezonach i to właśnie z powodu powolnego tempa i wszechogarniającej nudy (Westworld, Wiedźmin, Mandalorian, Koło czasu i kilka innych - nic się w nich nie dzieje!!!). O czym w następnym punkcie. 2. Nie narzekałbym, gdyby serial był powolny, ale ciekawy. Ale nie jest taki. Pierwszy sezon "The Expanse" to koszmarne nudy. Sezony drugi i trzeci to spora poprawa - coś się dzieje, bywa interesująco i wydaje się, że serial jest na dobrej drodze. Nie do tego, by być naprawdę dobrym, ale do tego, żeby mnie przynajmniej nie uśpić. Ale potem przychodzi sezon czwarty, który stanowi apogeum nudy. Człowiek by pomyślał, że teraz, jak akcja przeniesie się poza Pierścień, będą jakieś fajne, ciekawe planety i duży potencjał na więcej interesujących rzeczy w serialu. Ale jest na odwrót. Planeta, na której toczy się akcja tego sezonu, to nudne, ubogie pustkowie, a przez cały sezon praktycznie nic się nie dzieje. Potem pierwsza połowa piątego sezonu jest dość ciekawa, ale druga jest już prawie nieoglądalna, podobnie jak sezon szósty (dzięki Bogu, że taki krótki). Serial dobrze udaje, że będzie się w nim działo coś ciekawego, ale to wszystko podpucha. Operuje atmosferą zagadki, tajemnicy, nieodgadnionego. Tym, że zadaje ciekawe pytania (protomolekuła, stojąca za nią cywilizacja i jej wrogowie, którzy ją zmietli z powierzchni wszechświata), ale kłopot w tym, że nie daje na nie ciekawych odpowiedzi. Żadna z przedstawionych tu tajemnic nie doczeka się odpowiedzi, która zwaliłaby widza z nóg. Część rzeczy wcale nie jest wyjaśniona, a te wyjaśnienia, których nam udzielono, są nijakie, typowe, nieciekawe - nic, czego nie widzielibyśmy wcześniej gdzieś indziej w lepszym wydaniu. Dobrze, że w sumie na nic się nie nastawiałem, bo gorzkie doświadczenie z innymi filmami i serialami nauczyło mnie, że kiedy pojawia się intrygująca zagadka, nie należy spodziewać się od twórców interesującego wyjaśnienia jej. Dobra, dobra, wiem, że serial póki co adaptuje jedynie część książek. Pewnie jakby poleciał jeszcze dodatkowe siedem czy osiem sezonów, to wreszcie powiedziałby widzowi coś ciekawego. Przy okazji, protomolekuła działa na takiej zasadzie jak czarna maź z "Prometeusza", czyli robi wszystko to, co akurat w danej chwili scenarzystom jest potrzebne. (13-09-2017, 23:19)Paszczak napisał(a): - Dramaturgia. Nie chcę rzucać spoilerami, ale twórcy serialu pięknie manipulują oczekiwaniami widzów i z godną podziwu precyzją i rozwagą serwują kolejne zwroty akcji. Zwłaszcza w S01E08, jednym z dwóch najlepszych odcinków serialu (obok Home z sezonu drugiego). Dzieciniada z GoT w stylu Czerwonego Wesela zwyczajnie nie ma startu. Powiem całkiem szczerze - nie pamiętam, co w ogóle zdarzyło się w tym ósmym odcinku. Więc chyba nie było to takie szałowe i wstrząsające. Przez cały pierwszy sezon toczyłem ze sobą walkę, żeby tego nie rzucić i nie zająć się czymś ciekawszym. 3. Mógłbym przymknąć oko na ślamazarność serialu (na nudę już niekoniecznie), gdyby w powolnym tempie zmierzał do sedna, które warte byłoby cierpliwości i poświęconego czasu. Ale "The Expanse" robi widza w konia - to serial, który w bardzo powolnym tempie zmierza donikąd. Wygląda jakby autorzy tych książek absolutnie nie mieli żadnego planu na całość, więc historia nie biegnie w żadnym konkretnym kierunku, tylko miota się bezradnie to tu, to tam. "Robimy opowieść o konspiracji, tworzącej mutanty za pomocą protomolekuły! Albo nie, porzućmy ten wątek i zróbmy teraz "Gwiezdne Wrota", że będzie przejście na inne planety. Teraz będziemy opowiadać o kolonizacji tych planet i skrywanych przez nie tajemniczych tajemnicach! A zresztą nie, czekajcie, walić to! Zróbmy lepiej historię o terroryście, ciskającym w Ziemię meteorytami!" No żeż, w mordę! Weźcie sobie coś na uspokojenie i wreszcie się zdecydujcie, o czym ma być wasz cholerny serial (czy tam seria książek)!!! 4. Postacie są do bani. Holden jest nudny do bólu, naprawdę. Sama postać jest nudna, a Steven Strait nie rozwinął się aktorsko od czasów, gdy grał jaskiniowca u Emmericha. Naomi irytowała mnie przez cały serial. Miałem szczerą nadzieję, że ją ubiją. Z jednej strony wnerwiał mnie jej charakter, z drugiej jej romantyczny wątek z Holdenem, który wziął się znikąd, bez żadnej podbudowy, i pochłania w serialu stanowczo za dużo czasu. A z trzeciej, przyznaję się, nie lubię patrzeć na tę babę. Jak to napisał Mefisto o czarnych niewiastach w temacie o nowym Gacku: (23-01-2022, 06:30)Mefisto napisał(a): To te włosy - nawet jak się jakaś sensowna trafi, to ma na głowie kurcze pieczone wie co, na którym mogło by się paść stado zebr. Nie mogę się nie zgodzić. No patrzcie na tę Naomi! Nie mogę. Po prostu... nie mogę... Moje biedne oczy... Ale najgorszy ze wszystkich jest anioł miłosierdzia, pastorka LGBT, i jej rodzinne wątki. Musiałem zaprząc całą swoją wolę, żeby nie przewijać tych scen. Ledwo dałem radę. Czy polubiłem jakieś postacie? Na pewno Alexa i Bobbie Draper. Z całą pewnością Ashforda - tu nie ma bata, żeby nie polubić. Zawsze też dobrze ogląda się Aszura ze "Spartacusa". Lubiłem też Drummer, ale w późniejszych sezonach zaczęła mnie wkurzać, podobnie zresztą jak Avasarala. 5. O co chodzi z tym zmieniającym się formatem obrazu od czwartego sezonu? W czwartym sezonie wszystkie sceny na tej obcej planecie są nakręcone w innym aspect ratio i nie mam pojęcia, po co to. Rozumiem takie zagrania np. w "Czarnoksiężniku z Oz", że zwykły świat mamy czarno-biały, a Krainę Oz w kolorze, żeby podkreślić przez kontrast jej niezwykłość i baśniowość. Ale co podkreśla się w "The Expanse" odmiennym od reszty formatem obrazu? Przecież ta planeta jest brzydkim, szarym pustkowiem - czemu robicie mi tu jakąś panoramę, jakbyście chcieli, żebym podziwiał widoki, czy coś? A w piątym sezonie w innym formacie obrazu są sceny na Ziemi. Nie ogarniam. Wygląda to tak, jakby różne wątki serialu kręcone były przez inne ekipy, które po prostu się ze sobą nie dogadały w tym temacie. 6. Pomówmy o spoilerze z sezonu piątego. Jednym słowem, zawód. Duży zawód. To już znacznie lepiej obejrzeć po raz setny "Firefly". Albo "Babylon 5" - też o niebo lepsze. Nawet "Star Trek: Deep Space Nine" wolałbym sobie powtórzyć, mimo że jest pełen męczących odcinków-zapychaczy (jak załoga gra w baseball, albo przygody Ferengich na Ziemi, albo jak Sisko nagle jest w przeszłości jakimś pisarzem sf i inne takie nieoglądalne bzdety). To seriale, które jak najbardziej mają swoje wady (poza "Firefly", ten jest ideałem, wiadomo), ale i tak wypadają korzystnie w ogólnym rozrachunku. W przypadku "The Expanse" ten bilans niestety nie jest dobry. 14-02-2022, 02:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2022, 02:09 przez al_jarid.)
al_jarid nie lubisz Amosa?
Nie zgadzam się że jest nudno, a czasami to powiem, że nawet za szybko się akcja dzieje, jak w ostatniej serii, ale tutaj przez małą ilość odcinków, czy w sezonie drugim albo trzecim, ale to dlatego, bo zekranizowano dwa niecałe tomy, w jednej serii, czyli dostajemy więcej historii do opowiedzenia w jednej serii. Mam na myśli to, że w połowie sezonu drugiego albo trzeciego (już nie pamiętam, która to była seria), dostajemy finał jednego z tomów, czyli finał serii w połowie sezonu, a następny odcinek tego samego sezonu, to początek zupełnie nowej historii z kolejnej książki. No i to bardzo rzuca się w oczy, jak historia nagle się zmienia po 6, 7 odcinkach z 13 w jednym sezonie, a druga połowa serii, to pierwsza połowa kolejnej powieści. A co do Alexa, to A co do zabawy z formatem obrazu, to mnie strasznie denerwuje, ale nie tylko w serialach, bo ostatnio tak miałem np. z Eternals (Nolan też lubi takie zabawy z formatem obrazu). Wkurza mnie to, bo wybija mnie to z produkcji. Niech się zdecydują na jeden format obrazu. A w przypadku serialu wydaje mi się, że to ma związek z tym, że Amazon przejął serial od 4 serii, więc postanowili pokazać z większym rozmachem niektóre sceny. Choć najlepsze że w sumie to ja tego większego budżetu w amazonowych sezonach nie widzę. Dla mnie serial się wizualnie nie zmienił, nie stał się bardziej rozbuchany, to jest dokładnie taka sama wizualnie produkcja w amazonowych sezonach (4-6) jak w sezonach od SyFy (1-3), co w sumie jest plusem. A dobre, że nudzą Cię sezony też krótsze, bo amazonowe sezony nie mają 13 odcinków, tylko jest odcinków 10 albo sześć. Gdybym nie wiedział o sytuacji z ratowaniem serialu, przejęciem przez Amazon, to nawet bym nie zauważył, że coś się działo za kulisami. Można zmianę zauważyć jedynie w tym, że dodano bluzgi, które nie pasowały do każdej postaci np. do Avasarali, która tak rzuca miejscami mięsem, a wcześniej w ogóle chyba nie przeklinała, a na pewno nie tak ostro, że czułem się jakbym nie słuchał poważnego polityka, ale jakiegoś menela siedzącego pod sklepem z alkoholem. Strasznie mnie zaczęła irytować z tymi tekstami, w których co trochę padały słowa na F. Choć w ostatniej serii to trochę jej zminimalizowali ilość bluzgów. 14-02-2022, 02:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2022, 02:57 przez michax.)
Jakbym miał zgadywać, zmiana formatu na Ilus miała służyć nadaniu bardziej "westernowej" stylistyki.
Szczerze, po amazonowych sezonach nawet nie mam szczególnej ochoty bronić tego serialu. 14-02-2022, 03:09
To dodam jeszcze, że serial naprawił błędy książki w paru miejscach, jak choćby postać Ashforda, czyli absolutną pipę i tchórza i idiotę z papieru zamienił w kozackiego pirata :) i w sumie to się cieszę, że zakończyli to w takim momencie. Przeczytałem ostatni tom ostatniej trylogii i tego się nie da dobrze zekranizować - zbyt wiele przemyśleń i monologów, za dużo planowania i rozstawiania pionków na planszy, zbyt wiele popieprzonych wizji i akcji z protomolekularnym szajsem, zbyt wiele oryginalnych pomysłów (jak choćby pusty układ słoneczny ze słońcem i pułapką, czy inny gdzie jest tylko ogromny diament pełniący rolę biblioteki protomolekularnej, czy planeta, na której kilkadziesiąt lat zabawy w kosmicznego dr Mengele :) świetny lovecraftowski horror o istotach starszych od ludzkości, które ciągle się czają gdzieś "tam" i czekają, na papierze się sprawdza, ale na ekranie? Nie ma takiej opcji. Niżej spojlery książkowe.
14-02-2022, 10:31
Zacząłem oglądać tak w sumie przypadkowo i to nie jest takie złe. Jestem przed ostatnim odcinkiem 1 sezonu i to żadne arcydzieło nie jest, ale ogląda się całkiem dobrze :)
Widzę, że jest 6 sezonów a nie chcę czytać co tam napłodziliście więc krótkie pytanie. To do końca jest dobre czy raczej wygląda tak:
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
02-01-2023, 09:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2023, 09:33 przez Dr Strangelove.)
Ale różnica w jakości między sezonami SyFy i Amazonu jest jednak wyraźna.
Moja rada: po 3 sezonie odpuść sobie resztę. 02-01-2023, 11:38
Ok, dzięki. To w takim razie oglądam dalej :)
3 sezony to całkiem sporo.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
02-01-2023, 11:58
No więc obejrzałem. Na razie trzy sezony, ale muszę sobie zrobić przerwę bo czuję już pewien przesyt. Może później wrócę i obejrzę do końca.
Z jednej strony naprawdę mi się podobało i obejrzałem te trzy sezony bardzo szybko, natomiast z drugiej strony... No więc zacznijmy od tego, że moim wielkim filmowym marzeniem jest taka właśnie saga s-f. Nie w postaci filmu tylko serialu. Żeby całość mogła nabrać głębi i rozwinąć skrzydła. Więc nie 3 a 50 godzin. I teoretycznie jest tu właśnie to co bym chciał. Ciekawy świat czyli z jednaj strony zaawansowany militarnie Mars, z drugiej strony stara Ziemia z jej elitą żyjącą w szklanych pałacach i biedotą poza enklawami dobrobytu. Do tego anarchistyczny Pas z jakąś taką plemienną solidarnością. Dziki, nieokiełznany, piracki, ale też z ludźmi który chcieliby go ucywilizować i zrobić z "chłopca do bicia" pełnoprawnego gracza. Plus do tego mamy to co lubię najbardziej w s-f. Czyli "kontakt". Pokazany przez większość czasu w taki sposób jaki mnie najbardziej interesuje. Dlatego tak szybko w miarę łyknąłem te 3 sezony bo przez prawie cały czas jest to koncept żywcem wzięty z Lema. Jedni chcą zrozumieć, chcą poznać, inni robić eksperymenty, broń, wykorzystać do własnych celów, choć na dobrą sprawę nie wiemy z czym mamy do czynienia. Czy to są obcy? Czy to jakaś zaawansowana sztuczna inteligencja, czy może tylko bardzo zaawansowana ale tylko technologia. Masa pytań i szczątkowe odpowiedzi. Tak jak w "Głosie Pana" albo oczywiście w "Solaris". Lem nie rozwiązywał tych zagadek i to w sumie najlepsze rozwiązanie. Bo prawie zawsze taka zagadka to banał albo sztampa. Tak jak świadomie zrobił to i wyjaśnił sztampowo w "Niezwyciężonym". Tutaj w końcu dostajemy rozwiązanie i czar pryska. Sorry ale ten cały pierścień, stacja, awatar Millera i Holden z jakimiś wizjami itp. to mocno naciągane i po prostu słabe. Ale przez długi czas to naprawdę działało i to działało bardzo dobrze. Jak pisałem serial ma wszystkie te elementy które bym chciał. Po prostu w zasadzie każdy wątek czy pomysł mógłby być zrobiony 2 albo 3 razy lepiej niż w serialu. A tu bardzo często jest to zrobione po łebkach. Tak jak ta potężna Korporacja tego Chińczyka. Zapowiada się na jakieś Weyland Yutani, a koniec końców można ich rozbroić jak dzieciaki. Więcej mięsa, intryg powiązania polityki z biznesem... No aż się o to prosi. Brak pokazania Marsa, to kolejna słabość. Słyszymy tylko w kółko o tej potędze militarnej. Przydałoby się pokazać trochę życia na Marsie. Zwykłych ludzi, te kopuły, inżynierów konstruujących coraz bardziej zaawansowaną broń. Ziemia też za bardzo szczątkowa. Tak jak wątki polityczne mogą być ok, tak brakuje pokazanie trochę tych nizin społecznych. Najlepiej wypada tutaj Pas. Pełnokrwisty, prawdziwy ze swoją anarchią, konfliktami, biedą... Wyszło w sumie, że mi się nic nie podobało, no ale jakby tak było to bym nie siedział 3 sezonów :) Nie żałuję spędzonego czasu. Oglądało się bardzo fajnie. Mogę polecić. Mimo wszystko jest to jednak ambitna porażka. Może nie porażka ile nie do końca udana próba. Na mój wymarzony serial s-f będę musiał jeszcze trochę poczekać. Pewnie się nie doczekam :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
12-01-2023, 10:30 (12-01-2023, 11:17)Paszczak napisał(a): Codzienne życie Marsa jest pokazane w 4 sezonie, w wątku Bobbie. (02-01-2023, 11:38)Paszczak napisał(a): Moja rada: po 3 sezonie odpuść sobie resztę.Ciężki dylemat w takim razie :D No ale pewnie zerknę na dalszy ciąg jak trochę odpocznę.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
12-01-2023, 11:32 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |