Książki
Tak. Uzbierałem tego trochę. Na tyle, że musiałem pogrupować. Część sprowadziłem z zagranicy z Amazona (część anglojęzycznych książek jest drukowana w Polsce nie jest tylko normalnie sprzedawana w sklepach tylko w internetowych księgarniach literatury zagranicznej) więc tam zostawiłem oryginalny tytuł.


Odpowiedz
100 razy dziękować!

Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Jesteście upośledzeni jak ja?

W trakcie lektury zdarza mi się odpływać. Tracę koncentrację i wracam kilka razy na początek zdania, bo nie załapałem sensu. Efekt: przeczytanie strony zajmuje mi dodatkowe kilkadziesiąt sekund. Problemik występuje częściej, rzecz jasna, w przypadku nudniejszych książek/fragmentów, tudzież długich opisów, ale pojawia się też niekiedy i przy dialogach. Rzadko która historia jest w stanie porwać mnie na tyle, bym nie marnował czasu na niewydajne latanie wzrokiem po literkach. Nie wiem, czy to kwestia starzenia się, głowy zawalonej innymi sprawami albo nieodwracalnych zmian w mózgu, w każdym razie dawniej mi się to nie zdarzało.

Na koniec dygresja matematyczna. Czytam przez większość roku (z letnią przerwą, gdyż w czerwcu, lipcu i sierpniu nie mam ochoty na lekturę, bo żar leje się z nieba i pogoda zezwala na więcej aktywności), średnio godzinkę dziennie, po 30-40 stron (niekiedy mniej w zależności od rozmiaru czcionki). Wychodzi z tego jakieś 20 tytułów na rok, całkiem przyzwoity wynik. A potem trafiam na gościa (chyba pierwszy pepe), który twierdzi, że w tym samym okresie zaliczył ponad 100 książek. No i zastanawiam się (odrzucając negatywne możliwości), czy mamy tu do czynienia z czytaniem fotograficznym. W każdym razie chciałbym mieć pracę (albo tyle wolnego czasu) umożliwiającą pochłanianie knig w hurtowych ilościach.

Odpowiedz
Może nie tyle odpływam, co zdarza mi się myśleć o innych rzeczach, czasem powiązanych z tym, co czytam, a czasem "inspirowanych", więc zdarza się, że muszę też czytać dwa razy, niekiedy całą stronę. Ale ja tak mam ogólnie, że mi myśli uciekają ew. myślę o kilku rzeczach na raz, więc na przykład zapominam czegoś kupić. Jedynie przy filmach, grach czy innych wizualiach nie stanowi to problemu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ja czytam zwykle jedną książkę na tydzień (jeśli jest to opasłe kilkutomowe dzieło, to jeden tom na tydzień). Zwykle wieczorem mam wygospodarowane na lekturę ze trzy godziny przed spaniem.

Jeśli książka mnie nudzi, to dość często zdarza mi się takie odpływanie myśli. Jeżeli trafi się kilka nudnych kawałków w skądinąd ciekawej książce, to przebrnę przez nie z pełnym skupieniem, ale jeśli nuda trafia się częściej (szczególnie przy długich opisach), to dość szybko moje zainteresowanie ulatuje. Niby czytam, a umysł jakoś nie przetwarza treści, a myśli błądzą w innych rejonach. Czasem dopiero po kilku stronach (!) dochodzę do siebie i zdaję sobie sprawę, że nie wiem, o czym czytałem. I to jest zwykle znak, że to jednak lektura nie dla mnie. Oczywiście to, co dla mnie nudne, dla kogoś innego może być ciekawe, a z kolei to co nudzi innych, może mi się dobrze czytać. Wszystkie niekończące się dygresje wielorybnicze w "Moby Dicku" przeczytałem z zainteresowaniem, ale sto stron w "Nędznikach" poświęconych dygresji o bitwie pod Waterloo to była mordęga i mój mózg praktycznie nic z tego nie zarejestrował.

Z tym że jak najbardziej zdarza mi się też odpływanie myślami przy filmach. Każdy seans zaczynam z pełnym skupieniem, ale jeśli film mnie nudzi, to gdzieś tak w połowie przestaję przetwarzać to, co dzieje się na ekranie. Co ciekawe, szczególnie często miałem tak nie przy artystycznych snujach, jak można by przypuszczać, ale przy filmach sensacyjnych, które poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, często po prostu są dla mnie trudno odróżnialne jeden od drugiego, kręcą się wciąż wokół tych samych motywów i podobnych scen. Od jakiegoś czasu po prostu przestałem je oglądać (z pewnymi wyjątkami) i problem z głowy.

Odpowiedz
W zeszłym roku przeczytałem 120 książek. Były okresy, kiedy czytanie szło mi jak po grudzie, ale to wynikało głównie z aktywności górskiej, gdzie całe dnie spędzałem w ścianie albo też oglądania tenisa. Niemal cały luty 2023 czytałem potężną, niesamowicie angażującą, ale i bardzo satysfakcjonującą czytelniczo gigapowieść "Niewyczerpany żart", o której kiedyś tu pisałem.

Odpowiedz
(05-01-2024, 00:19)Norton napisał(a): Jesteście upośledzeni jak ja?

W trakcie lektury zdarza mi się odpływać. Tracę koncentrację i wracam kilka razy na początek zdania, bo nie załapałem sensu. Efekt: przeczytanie strony zajmuje mi dodatkowe kilkadziesiąt sekund. Problemik występuje częściej, rzecz jasna, w przypadku nudniejszych książek/fragmentów, tudzież długich opisów, ale pojawia się też niekiedy i przy dialogach. Rzadko która historia jest w stanie porwać mnie na tyle, bym nie marnował czasu na niewydajne latanie wzrokiem po literkach. Nie wiem, czy to kwestia starzenia się, głowy zawalonej innymi sprawami albo nieodwracalnych zmian w mózgu, w każdym razie dawniej mi się to nie zdarzało.

Mam podobnie. Dawniej też mi się to zdarzało - ale nie w takiej częstotliwości, a odpływałem myślami zazwyczaj w najnudniejszych momentach. Problem może i występował, ale zdecydowanie nie w takiej skali. Zwykle działo się to zresztą przy nauce na egzaminy na studiach, dużo rzadziej przy czytaniu z własnej nieprzymuszonej woli książki którą sam wybrałem.

W ogóle koncentracja mi się pogorszyła (pamięć też). Dawniej potrafiłem siedzieć i czytać godzinami, a dziś łapie ADHD po kilku stronach, czasem nawet akapitach. Może to kwestia tego, że czytam dużo mniej niż kiedyś, za to spędzam sporo czasu twitterach, forach i innych miejscach, gdzie są krótkie treści, nagłówki, przeskakuje z tematu na temat - a to na pewno nie pozostaje bez wpływu na mózg. Swoją drogą czytałem niedawno ciekawą książkę "Płytki umysł, jak internet wpływa na nasz mózg" - gdzie autor Nicholas Carr opisuje jak z uwagi na neuroplastyczność mózgu zmienia się nasza zdolność do koncentracji, pamięci i uwagi pod wpływem częstego korzystania z internetu.

Obecnie bardzo często wracam do czytania tej samej strony czy akapitu po 2-3 razy, no kurde nie powiem - irytuje mnie to. Nie wiem, na ile to kwestia częstego korzystania z internetu, głównie społecznościówek, gdzie rządza krótkie teksty, nagłówki i tak dalej, a na ile jest to może jakaś kwestia zdrowotna. Niemniej trochę mnie to niepokoi.

Odpowiedz
Standardowa historia u wielu osób w dzisiejszych czasach, zwłaszcza mężczyzn :) odwyk od neta, telefonu, w ogóle od komputera jeśli możesz, aktywność fizyczna. Wyjazd do jakiegoś domku na odludziu bez elektryczności, tylko z kominkiem na drewno na dwa tygodnie to dobry pierwszy krok :)
Captain Obvious

Odpowiedz
Brzmi kusząco, ale póki co to mogę sobie pozwolić jedynie na częściowy odwyk od kompa i smartfona ;)

Pamięć to mi na prawdę mocno spadła - kilka lat temu potrafiłem zapamiętywać najdrobniejsze szczegóły różnych nieistotnych pierdół - a dziś często się zapominam, zaś wychodząc z domu nierzadko szukam auta bo nie pamiętam gdzie go ostatnio parkowałem...

Odpowiedz
Zainspirowany cyklem cormanowskich ekranizacji Poe'go postanowiłem sięgnąć po - nie, nie po książkę Poego, bo te już przeczytałem, ale pod specyficzny hołd złożony jednemu z mistrzów literatury grozy to jest:

[Obrazek: ddb48b70fbc3d422a779f41724f07aa3e387a06f...5f0d0e83c7]

„Dziedzictwo Usherów” („Usher’s Passing”) z 1984 r. to kolejna powieść Roberta McCammona wydana przez wydawnictwo Vesper w zeszłym roku. McCammon to świetny rzemieślnik słowa, a jego powieści (zwłaszcza z l. osiemdziesiątych) mogły śmiało rywalizować z samym Stephenem Kingiem.

„Dziedzictwo Usherów” to (jak wskazuje sam tytuł) swego rodzaju hołd dla twórczości Edgara Allana Poe’go (Poe pojawia się nawet w prologu powieści) a zwłaszcza jednego z jego sztandarowych utworów – „Zagłady domu Usherów” z 1839 r.

Cytując blubra z okładki: „Usherowie są jedną z najpotężniejszych rodzin w Stanach Zjednoczonych. Gigantycznej fortuny dorobili się na produkcji i handlu bronią. Dzięki tak ogromnemu majątkowi protoplasta rodu mógł wznieść w sercu Karoliny Północnej, nad jeziorem w środku lasu, w cieniu góry Briartop olbrzymią siedzibę zwaną Twierdzą. Kolejne pokolenia rozbudowywały rezydencję w sposób przypadkowy, przez co budowla w wielu miejscach kruszy się i zapada. Obecnie opuszczona monumentalna, niedokończona budowla budzi jedynie trwogę, i to nie tylko okolicznych mieszkańców. Wiążą się z nią też niepokojące opowieści o na wpół mitycznym Dyniowatym oraz Żarłocznym Bebechu, olbrzymiej czarnej panterze, żyjący ponoć w okolicznych lasach, którzy porywają nocą nieostrożne dzieci z okolicznych miejscowości…

Współcześnie Rodzina Usherów wraz ze służbą przeniosła się do Stróżówki – ekskluzywnej willi wzniesionej niedaleko Twierdzy. Patriarcha rodu, Walen Usher, czując zbliżającą się śmierć, wzywa do siebie dzieci, by przekazać wybrańcowi rodzinny interes: Rixa, młodszego syna rozwijającego karierę pisarską, który przed laty wyprowadził się, by odciąć się od rodziny i biznesu, którym gardził; Boona, hazardzistę i utracjusza żyjącego na koszt ojca; oraz najmłodszą Katt, wziętą modelkę i uzdolnioną bizneswoman”.

Tymczasem będący w żałobie po samobójczej śmierci żony Rix na prośbę ojca niechętnie wraca do Usherlandu…

Jest tajemnica, walka o władzę i wpływy, tajemnicze morderstwa, siły nadprzyrodzone - esencja literatury gotyckiej. McCammon czuję się jak ryba w wodzie kreśląc na kartach powieści niesamowitą historię rodu Usherów i okolic ich posiadłości. To co najbardziej wpada w pamięć to specyficzny klimat października i wczesnej jesieni amerykańskiego Południa - idealna lektura (nie tylko) na Halloween. Autorowi udało się stworzyć postacie, których losem się przejmujemy i śledzimy go z zapartym tchem. Dobry page turner, ale też i dobra opowieść, czerpiąca garściami nie tylko z dorobku Edgara Allana Poe’go, ale również ekranizacji Poego Rogera Cormana z l. sześćdziesiątych (ba Rix nawet wspomina w dialogu Vincenta Price’a).

Świetna powieść, która stanowi idealny materiał na film czy serial, aż dziw bierze, że McCammon dostał za nią „tylko” w 1985 r. Alabama Library Association Alabama Author Award. Książka, z którą warto się zapoznać, a którą można polecić nie tylko fanom szeroko pojętej grozy.

Odpowiedz
Kto czytał "Opowieści z meekhańskiego pogranicza"? Bo mam jedno pytanie. Wiem, że cykl jeszcze nie jest skończony - gdzieś chyba czytałem, że Wegner planuje jeszcze co najmniej trzy części. Więc chciałem spytać, czy części w tym cyklu są ze sobą mocno powiązane, czy też stanowią oddzielne historie? W sensie, czy jeśli teraz się wezmę za czytanie, to zostanę potem na lodzie z jakimś potężnym cliffhangerem i będę musiał czekać dekadę albo dwie za zakończenie historii?

Odpowiedz
Są powiązane. Piąty tom kończy się cliffhangerem, bo autor w zasadzie dopiero w nim ujawnia główną oś fabuły, wokół której buduje pozostałe wątki. Trochę na modłę Stevena Eriksona.

Z drugiej strony każdy tom można traktować jako osobny rozdział z historii tego świata, więc w sumie ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na twoje pytanie. :)

Odpowiedz
(27-02-2024, 09:46)al_jarid napisał(a): Kto czytał "Opowieści z meekhańskiego pogranicza"? Bo mam jedno pytanie. Wiem, że cykl jeszcze nie jest skończony - gdzieś chyba czytałem, że Wegner planuje jeszcze co najmniej trzy części. Więc chciałem spytać, czy części w tym cyklu są ze sobą mocno powiązane, czy też stanowią oddzielne historie? W sensie, czy jeśli teraz się wezmę za czytanie, to zostanę potem na lodzie z jakimś potężnym cliffhangerem i będę musiał czekać dekadę albo dwie za zakończenie historii?

Bardzo dobrze się to czytało, ale już nie pamiętam o czym było. Tak bym to zrecenzował.

Odpowiedz
Nabrałem ostatnio chęci na powrót do uniwersum Indy'ego Jonesa ale jako że całą serie powtórzyłem jakoś z dwa lata temu to zdecydowałem się przeczytać parę książek autorstwa Roba MacGregora.

Na pierwszy ogień poszło Indiana Jones i delfijska pułapka czyli pierwsza chronologicznie książka autorstwa tego pana. Indy nawet nie uczy tutaj jeszcze na uniwerku tylko sam jest studentem. A sama fabuła kręci się o to że pewna profesorka prosi go o pomoc przy wykopaliskach w Grecji. Przed przeczytaniem nie byłem pewien czy mi się to w ogóle spodoba ale okazało się że sama książka jest zaskakująco dobra. Jest wprawdzie krótka i nie ma tutaj zbyt dużo akcji (szczególnie w porównaniu z filmami), ale bohaterowie są ciekawi a sama fabuła interesująca. No i cała historia nie przekracza 300 stron więc czyta się łatwo.

Polecam śmiało 7/10

Zachęcony pozytywną lekturą powyższego dzieła od razu zdecydowałem się na przeczytanie kolejnej części a więc Indiana Jones i taniec olbrzymów. Mimo tego że książka była krótsza od poprzedniej to jednak czytało mi się ją mniej przyjemnie. Przede wszystkim chodzi mi o kwestię lokacji. W delfijskiej pułapce akcja rozgrywa się w Grecji a tutaj przede wszystkim w Szkocji i brakuje mi tutaj jakoś tego charakterystycznego klimatu pomimo tego że sam Jones jest już tutaj starszy i uczy innych.
Główna postać kobieca czyli Deirdre Campbell także ostaje od Dorian Belecamus z pierwszej książki.

Nie było tragicznie ale wyżej niż 6/10 bym nie dał.

Na półce czeka już Indiana Jones i siedem zasłon, ale jeszcze poczeka na swoją kolej ponieważ zacząłem wczorej czytać "Skorumpowanych" od Winslowa.

Odpowiedz
Używacie czytników? Planuje zakup jednego i ciekaw jestem waszych spostrzeżeń. A może czytacie prosto z tableta? Kindle? PocketBook?

Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Czytnik tylko, gdy jestem w górach i potrzebuję zmniejszenia wagi, wtedy ma sens. Kindle. W innych przypadkach tylko papier.

Odpowiedz
Czytnik to świetna rzecz i ma szereg zalet:
- można zmienić czcionkę, nie wiem jak wam, ale mi się niestety wzrok z wiekiem sypie, a czcionki w niektórych wydaniach co większych książek to jawny trolling. Takich polecanych tu "(dzięki) Anglików na pokładzie" czytałem z dużym dyskomfortem.
- leciutki i wygodny do trzymania
- można czytać leżąc na boku :)
- jak czytasz dużo to potężna oszczędność miejsca w domu
- podświetlenie z regulacją barwy, można komfortowo czytać w bez źródła światła albo w niedoświetlonych miejscach bez zmęczenia wzroku
- długi czas pracy na baterii

Miałem Kindle i było ok, chociaż trochę czuć że to element ekosystemu Amazona i z tą ich księgarnią używałoby się jeszcze lepiej.

Teraz mam Pocketbooka że względu na Legimi i w sumie jestem bardzo zadowolony. Na początku chodził trochę mułowato, ale po dwóch latach aktualizacji śmiga porównywalnie do kundla.

Odpowiedz
(03-03-2024, 21:44)zdzichon napisał(a): bez zmęczenia wzroku

Samo czytanie z ekranu naturalnie męczy wzrok.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(03-03-2024, 22:48)Mefisto napisał(a):
(03-03-2024, 21:44)zdzichon napisał(a): bez zmęczenia wzroku

Samo czytanie z ekranu naturalnie męczy wzrok.

Zapoznaj się z tym jak działa e-papier. 

Odpowiedz
Ale używasz czy tak ci się na chłopski rozum wydaje? :p bo ja czytam często (też mam pocketbooka) i nope, zresztą takie jest założenie tego urządzenia.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 81 21,514 30-01-2021, 20:27
Ostatni post: Paszczak
  Star Wars - książki military 90 22,097 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 3,529 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 6,988 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości