http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
07-01-2024, 17:58
|
Filmy Disneya / Pixara
|
|
Faktycznie sympatyczne i, przede wszystkim, szczere. Choć ten wątek ludzki można było w całości wywalić i ogółem wymyślić jednak coś ciekawszego. Ale to i tak chyba najlepszy film Disneya od lat xD
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 07-01-2024, 17:58
Przy okazji uaktualniłem posta i link z youtuba teraz jest w polskim dubbingu.
Przy okazji czytam, że sporo wykorzystali w oryginale archiwalnych nagrań - w tym Robina Williamsa jako Dżina. I tu nieco polski oddział pokpił sprawę i taniej wyszłoby wyszukanie naszych analogicznych nagrań (jak już wzięli audio z Pinokia), zwłaszcza że większość to kilkusekundowe wstawki. I w sumie mogliby dać do Merlina Zygmunta Sierakowskiego, który doskonale imitował Wiesława Michnikowskiego (który dubbingował Merlina), choć Knothe pasuje. 07-01-2024, 18:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2024, 18:28 przez OGPUEE.) (11-09-2023, 08:20)Kryst_007 napisał(a): Elemental (2023)Skorzystałem z wizyty siostrzeńców, żeby obejrzeć coś nominowanego do Oscara i mogę się podpisać pod wszystkimi słowami Krysta, tylko że w mojej skali stek banałów i niezła animacja daje 5/10, a nie 7 :P Liczyłem na większe wykorzystanie pozostałych żywiołów, a niestety ziemi właściwie nie ma, wszystko rozgrywa się na różnicach między ogniem i wodą. Ogólnie gdybym dostał jako producent taki scenariusz do ręki, to stwierdziłbym, że pomysł niezły, ale weźcie to dopracujcie, niestety gotowy film wygląda jakby nakręcono pierwszy szkic tego scenariusza. Gdyby to ode mnie zależało, to nawet nominacji bym nie dawał, no ale nie mam pojęcia jaka tam jest konkurencja w tym roku. 29-01-2024, 10:16
No racja, simek. Trochę naciągnąłem tą ocenę, choć może to przez świeże wrażenia, bo oglądało się sympatycznie. Degradacja do 6/10.
29-01-2024, 13:29
Bądź mężczyzną, broń swojego!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-01-2024, 14:25
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo nie wracałem do "101 dalmatyńczyków" od czasu dzieciństwa, ale co właściwie Cruella de Mon zamierzała zrobić z tym futrem z psiej skóry? W sytuacji, gdy ukradziono 15 szczeniaków i prasa o tym trąbi, wszyscy wiedzą, że Cruella się interesowała ich kupnem, a nawet jest w filmie bodajże zasugerowane, że po tej kradzieży znajduje się ona pod obserwacją Scotland Yardu. I co teraz? Normalnie wyjdzie do ludzi w nakrapianym futrze zrobionym z dalmatyńczyków? Przecież przy całej tej aferze nie mogłaby się w czymś takim pokazać publicznie. Czy po prostu mam to rozumieć tak, że Cruella jest taką maniaczką futer (pada w filmie kwestia, że ona wręcz dla nich żyje), że wystarczy jej, że będzie takie futro mieć w swoim posiadaniu. I będzie się w nim przechadzać u siebie w mieszkaniu, z dala od ludzkich oczu.
Heh, inna zabawna rzecz, to że piosenka Roberta o Cruelli staje się radiowym hitem. Jakoś sobie tego nie wyobrażam, że ktoś sobie komponuje utwór o prawdziwej osobie wymienionej z imienia i nazwiska, gdzie przedstawia ją jako wcielenie zła, i zamiast być ciągany po sądach zbija na tym kasę. No już to widzę. Plus za kota, który - rzecz niezwykła jak na kreskówkę z tego okresu - nie jest wrednym gnojem, tylko pomocnym i dzielnym bohaterem ratującym szczeniaki. Pozytywna kocia reprezentacja to dość progresywne jak na początek lat 60-tych. Ale w książkowym oryginale podobno jest kotką, więc trzeba odjąć punkty za gender-swapping ;) 05-02-2024, 13:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2024, 13:30 przez al_jarid.)
Goldfinger z Jamesa Bonda został nazwany po jakimś architekcie, z którym Ian Fleming miał na pieńku, więc można :).
Odnośnie kotki, to w książce należała do Cruelli. I tam było drastyczniej, bo kotka miała kocięta, które Cruella zwyczajnie utopiła - zresztą jestem pewien, że disnejowska wersja również byłaby do tego zdolna. A dodatkowo książkowa Cruella jeszcze miała męża-pantoflarza, który przyjął jej nazwisko. Taka moja prywata - jak moja siostra pokazała swemu synowi książkę z 101 dalmatyńczykami to ten krzyknął "O! Marshall!" (chodziło o Marshalla z Psiego patrolu). Podejrzewam, że nie jest to jedyne dziecko obecnie tak reagujące na rasę dalmatyńczyk :). 05-02-2024, 14:11
Są zdjęcia z aktorskich... ugh... Lilo i Sticha. I niczego się nie nauczyli po gównie Zemeckisa:
Ja wciąż zachodzę w głowę, czemu zdecydowali się live action akurat tego filmu (którego do tej pory nie widziałem i powinienem nadrobić). 20-02-2024, 18:52
Bo Stitch jest jak Pikachu, ma potencjał marketingowy, zabawki, breloczki, miotacze płomieni.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 20-02-2024, 19:29
No przecież robią live-action każdego filmu. Po prostu przyszła kolej na "Lilo i Stitcha". Czegoś jeszcze nie zrimejkowali? Spokojnie, do tego też dojdą. A co potem? Może zaczną rimejkować filmy Pixara? Nie wątpię, że dojdzie i do tego. Co pójdzie na pierwszy ogień? Czy dostaniemiy "Ratatuja" z fotorealistycznymi szczurami? Ciemnoskórą Meridę? Osobiście czekam z niecierpliwością na "Dawno temu w trawie" z robalami nie do odróżnienia od prawdziwych.
21-02-2024, 09:23
Pixar to przecież osobne studio i nie chcą robić tych live remakeów swoich sztandarowych dzieł. Inaczej pewnie już dawno dostalibyśmy nową wersję Toy Story.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
21-02-2024, 13:10
Aktorskiemu Bambiemu grozi kasacja, bo reżyserka odeszła :)
https://comicbookmovie.com/disney/disneys-bambi-live-action-remake-may-be-shelved-after-losing-director-sarah-polley-a209813#gs.6nai9v 20-03-2024, 13:06
Za to ma pojawić się w Poohniverse w "Bambi: The Reckoning" ;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
20-03-2024, 13:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-03-2024, 13:15 przez slepy51.)
101 dalmatyńczyków (1961) - znów powtarzanie disneyowskiej klasyki po angielsku (wcześniej widziało się w prawilnym polskim dubie, czyli tym z lat 60.). Film, który stał się synonimem dalmatyńczyka (i ponoć ocalił tę rasę przed wyginięciem), póki go nie wygryzł Marshall z Psiego patrolu.
Po potężnej Śpiącej Królewnie zmiana stylu i odejście od disneyowskiej formuły. Dzieje się w czasach współczesnych i szarej rzeczywistości, zero elementów fantastycznych, psy są niezantropomorfizowane i jak jakiś dzban powie "psy gadajo!", to te psy gadają jak w Ratatuju – czyli dla widza gadka-szmatka, a dla człowieka w filmie hał-hały. Pasuje tu zastosowany szkicowy przyziemny szkic pasujący do współczesnej i industrialnej scenerii i brzydkiej Wielkiej Brytanii. Który nie podobał się dziadersowi Disneyowi i przez rok nie odzywał się do Kena Andersona. Animatorzy byli zadowoleni, bo Xerox nie rujnował ich rysunków jak to bywało z tuszem. I coś w tym jest, bo jak tu płynnie i realistycznie poruszają się ludzie. Jedne z lepszych animacji ruchu. A jak historia? Zaskoczyło mnie jaki ten film jest dorosły mimo tematyki. Chociażby moment, gdy jeden z urodzonych szczeniaków nie daje znaku życia i film mówi bez szantażu emocjonalnego, że hej takie życie (oczywiście potem szczenię ożywia jak w książce). Albo Nochal i Baryła są dość unikalni jak na tego typu duet. Wciąż to trop głupich śmiesznych henchmenów i wiele razy się wywracają komediowo, ale cały czas są realnym zagrożeniem dla bohaterów i nawet człowiek nie chciałby spotkać na drodze tych wyjątkowo wrednych typów (zwłaszcza Nochala). Podczas walki z nimi psy się nie certolą, a Pongo dostaje mocno z buta w ścianę i o mało nie został zdzielony łomem (co równa się śmierci na miejscu). Z kolei gazety informujące o kradzieży są pełne różnych niusów typu "robotnicy utknęli w kopalni", "zastrzelono w obławie policyjnej trzy osoby" czy "uciekinierzy z psychiatryka" czy "w Genewie Sowieci nie zgadzają się na rozbrojenie atomowe". Tym samym film potwierdza, że Walt Disney faktycznie robił filmy dla wszystkich - dzieci mają słodkie pieski i slapstick, a dorośli często podteksty które tylko oni zrozumieją. Np. reakcja Ponga na to, że ma dobrą spermę... a w końcówce Robert na widok pozostałych 84 szczeniąt od razu uznaje, że Pongo i Czika je spłodziły :D. Wymieniając dalej - Pongo uważa, że jego zwierzak domowy Robert musi mieć partnerkę, bo ktoś musi mu ogarnąć zagracone mieszkanie. A potem spogląda na jakiegoś Cosmopolitana z ładnymi paniami na okładce (o takich obrazkach w dzisiejszych animacjach dla dzieci można zapomnieć). Potem jeden z szczeniaków rzuca jakimiś brzydkimi słowami, za co Czika go strofuje i mówi że na pewno nauczył się tego od ojca (a Pongo z dumą się uśmiecha :D). I pewien jestem, że jak Cruella odchodzi wściekła z powodu fiaska kupna szczeniąt, to ujadający za nią Pongo obrzuca jakimiś wulgaryzmami po psiemu. I kurde, to szczekanie o zmierzchu jest tak życiowe. Cały Londyn jest głośny od psiego szczekania, a ludzie dostają kurwicy i rozważają kupno wiatrówki. I jest konsekwentne - wesoła końcówka z psim szczekaniem, ale w ostatnim ujęciu wszystkie mieszkanie w Regent's Park włączają światła, co pokazuje że jednak ludzie zdecydowali się na te wiatrówki :). Jak Pongo ciągnie Rogera po parku - od razu przypomniały mi się rodzinne eskapady z naszym psem. Plus to psy uważają się za właścicieli ludzi, co jest ziarnem prawdy (a ludzie muszą je czcić. Roger i Anita mają wszędzie powywieszane zdjęcia/portery swych psów). I warto dać punkty za progresywność. I Czika zamiast dzielnie spoglądać w oknie na samotnego heroicznego męża, to razem z nim udaje się do Suffolk, wspólnie atakują Nochala i Baryłę (i też agresywnie obchodzi z Baryłą), i mają równy czas antenowy. I rysownicy pamiętali, że u psowatych ciężko z dymorfizmem płciowym (przypomnę, że Lassie zawsze grał chłop) i Czika ma sylwetkę ma tę samą co Pongo, a długie rzęsy (często jedyny atrybut kobiecych postaci zwierzęcych) prawie nie występują. Pierwszy raz jak ją ujrzałem w dzieciństwie brałem ją za samca. Hej, jej obroża jest koloru niebieskiego, zamiast być np. różowa czy innego koloru kodowanego dla kobiet. Dawniejsi animatorzy potrafili realistycznie oddać wygląd zwierząt zamiast bawić w przeseksualizowanie samic zwierząt. Nie wspomnę, że szczeniaki wyglądają tak samo i jedynie ich płeć odróżnia się po kolorze obroży. W pierwszym dubie jednemu z kłócących się szczeniaków zmienili płeć na żeńską. I też subtelne przesłanie antytytoniowe - niby Anita i Cruella są w tym samym wieku, ale ta druga wygląda na 5 razy starszą, bo nałogowo pali i w dodatku jakiś syf, bo jej papierosy dymią się na zielono (plus niezła jędza, bo gasi peta w ciastku, a potem strzepuje pył nowego peta do cudzej filiżanki kawy :D). Z drugiej strony Roger też jest nałogowym palaczem, bo zawsze pyka tą swoją fajkę. Także Nochal prócz picia jakiegoś wina pali cygaro (coś co umknęło mi podczas pierwszego seansu), którego popiół strzepuje na kanapkę Baryły. I jestem zaskoczony, że obsada głosowa składa się niemal z Brytyjczyków (Ponga z kolei dubbinguje Australijczyk) i tylko Nianię i Cruellę dubbingują Amerykanki. (05-02-2024, 13:22)al_jarid napisał(a): Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo nie wracałem do "101 dalmatyńczyków" od czasu dzieciństwa, ale co właściwie Cruella de Mon zamierzała zrobić z tym futrem z psiej skóry? W sytuacji, gdy ukradziono 15 szczeniaków i prasa o tym trąbi, wszyscy wiedzą, że Cruella się interesowała ich kupnem, a nawet jest w filmie bodajże zasugerowane, że po tej kradzieży znajduje się ona pod obserwacją Scotland Yardu. I co teraz? Normalnie wyjdzie do ludzi w nakrapianym futrze zrobionym z dalmatyńczyków? Przecież przy całej tej aferze nie mogłaby się w czymś takim pokazać publicznie.Od tego zacznijmy, że takie afery jak kradzież szczeniąt to szybko wymierają i tracą zainteresowanie mediów i dopiero się o nich przypomina dwadzieścia lat później w podcastach kryminalnych. Sami Badunowie wspominają, że za dwa dni wszyscy zapomną. Pamiętasz jakieś głośniejsze okołokryminalne niusy po pół roku? No właśnie. Tym bardziej, że akcja dzieje się w latach 60., gdzie jedynym źródłem informacji była gazeta, radio i półgodzinny serwis w BBC (jedyna stacja wówczas w UK) bez powtórek, komórek nie było i nagrania trzeba było wywołać w ciemni, więc zapomnienie o wspomnianych aferach szybciej nastąpi. Cruella, która w filmie ma jakiś instynkt samozachowawczy mogłaby przeczekać, aż sprawa ucichnie i Scotland Yard umorzy śledztwo (a bądźmy szczerzy, wtedy świadomość o losie zwierząt nie była taka mocna jak dzisiaj), zwłaszcza że została wykluczona z kręgu podejrzanych*. I mogłaby skłamać, że to futro z rzadkiego gatunku lamparta nibylandzkiego i ludzie by to kupili. Komu by się chciało weryfikować info i pójść specjalnie do biblioteki? Zresztą Cruella cały czas każe swym sługom uważać, bo zwrócą na siebie uwagę policji, i zagroziła im, że jeśli się nie pospieszą z zabijaniem psów, to sama ich wsypie psiarskim. A bogata Cruella to z pewnością ktoś, kto mógłby wyłgać się od wymiaru sprawiedliwości i zwalić wszystko na dwóch patusów. Do tej pory brytyjscy przyrodnicy alarmują, że arystokraci notorycznie łamią prawo zabijając chronione ptaki drapieżne i arystokratom włos z głowy nie spada. * A nie jak w dwóch polskich dubbingach być pod stałą obserwacją policji. Dlatego też zacząłem oglądać animacje Disneya w oryginale, bo zagraniczny dubbing ma to do siebie, że tłumaczenie może zmienić sens i zgubić. Zdecydowana czołówka animacji robionych za życia Walta Disneya. 9/10 101 dalmatyńczyków 2: Londyńska przygoda - o kurde. Cruella w tym filmie pali. Sądziłem, że tego nie będzie jako, że już wtedy na obecność tytoniu bardzo krzywo się patrzono w produkcjach dla dzieci, nawet jeśli palaczem jest ktoś jednoznacznie zły (zabranianie palenia tytoniu przez czarne charaktery to jest coś czego nie zrozumiem). Bo taki Robert rzucił palenie. Swoją drogą fun fact - Cruella miała wrócić w Bernardzie i Biance jako główna zła, ale pracownicy byli niechętni sequelom i w zastępstwie pojawiła się Madame Medusa (oparta na żonie jednego z animatorów, z którą się rozwodził :D). Anyway, co z sequelem? Podczas seansu nie czułem żenady jak było to z innymi sequelami Disneya. Co nie znaczy, że nie ma wad i cierpi na syndrom obecnego kina przeznaczonego tylko dla dzieci. Wspominałem, że w jedynce Czika nie miała rzęs? Tutaj dłuższe rzęsy są widoczne w każdej scenie i każda z Dalmatynek ma dłuższe rzęsy od chłopców, jakby obroże nie wystarczyły (a nawet u ludzkich dzieci nie ma dymorfizmu płciowego). Jedynka była progresywna ukazując kota jako dobrego? Tutaj kot jest zły i chce zjeść słodkie ćwirki. Nochal i Baryła to już pełni comic relief, gdy w jedynce byli wyrwani z Nędznych psów Peckinpaha. W jedynce porwanie było intensywne, a tu to okazja do slapsticku (Radcliffowie powinni zwolnić Nianię, ponieważ drugi raz będące pod jej opieką szczeniaki zostają porwane). Animacja postaci jest zbyt gumowa i ekspresyjna względem jedynki. Gdy pojawia się gazeta, w jedynce były legitne artykuły, które można było przeczytać na stopklatce, a tu zbitki typu kdsjfuixz!, by imitować tekst. Krytycy chwalili pierwszy film za brak sentymentalizmu, gdy tu są elementy opracowane na wywołanie emocji. M.in. rozlega dramatyczna muzyka podczas szczekania o północy. I są pewne klisze - jak jedno dziecko czujące się odrzucone, aktor grający herosa będący nadętym ćwokiem i niesławny liar revealed. Głos Roberta niepasujący i odmienny od poprzednika. Tym razem szczeniaki uciekają autobusem i udaje się go prowadzić, gdzie jedynka była mocna osadzona w rzeczywistości. Urywki serialu z Gromem w jedynce idealnie emulowały ówczesne seriale telewizyjne, gdy w dwójce (dalej dziejącej się w latach 60.) wygląda zbyt nowocześnie, z długimi ujęciami i nieprawdopodobną kamerą nieobecną nawet w szerokoekranowych filmach (a tym bardziej telewizji o ograniczonym budżecie). Przy okazji, jedynka się w grudniu. Akcja dzieje się wiosną. Nie powinny te szczenięta urosnąć? Z autopsji wiem, że psy kurewsko szybko rosną - wyjedziesz na tydzień kolonii, a po powrocie zamiast kuleczki zastajesz wyrośniętego byka ze sterczącymi uszami. Z kolei zastanawia mnie, za co Cruella dostała wyrok, że zakazują jej posiadania futra, bo film nic nie mówi? Końcówka jedynki pokazywała, że Cruelli mimo technicznej przegranej jednak uszło jej na sucho. Dowodów na jej winę brak, bo psiaki zwiały, a jedynymi świadkami byli Nochal i Baryła (a pewnie też przytomnie siedzieli cicho). A też pokazuje, że utrzymuje kontakt z Radcliffami i idzie ich do domu, by pocałować klamkę (swoją drogą co ona sobie myślała: "Hej, Anita. Chcę wypełnić pustkę po futrach, mogłabyś mi użyczyć swe psy, bym zrobiła z nich płótna do obrazów"). Ja bym zrobił, że Cruella po przegranej straciła sens życia i stąd obsesja sztuką. Choć w sumie nawet dobrze, że nie mówią, bo jakoś zachowali realizm względem poprzednika (przypomnę, że w Pinokiu żadnego z bad guyów nie dopadła sprawiedliwość). I zasugerowali, że Cruella jako bogatsza osoba załatwiła sobie zawiasy, przez co Nochal i Baryła mają focha, że muszą gnić w mamrze. Swoją limuzyna Cruelli trzyma się nieźle po tym karambole w finale. I podejrzewam, że Cruelli nie przeszkadzałaby złośliwa piosenka o niej, bo wprost epatuje się złem – jej telefon ma wygrawerowanego diabełka, zapalniczka kształt smoka i nazwała swą posiadłość Czarcim Dworem. Halo, w imieniu ma fraza okrucieństwo. Swoją drogą Anita i Roger powinni spłodzić kajbera - jakoś ich psy były w stanie podjąć się macierzyństwa i odchować młode (a Czika na pewno była zmęczona i niewyspana. I pewnie narzekała, że jej cycki zmieniły się w obwisłe worki). A ci jaką mają wymówkę? Stać ich na dom, Roger ma dobrze płatną pracę, a pokojówka nazywana była „nianią” raczej nie dlatego, że ma zajmować szczeniętami. Rewolucja seksualna jeszcze nie nadeszła, a parcie na dzieci było też większe i raczej małżeństwa zawierano w tym celu. Chyba, że traktowali opiekę psich szczeniąt jako wprawkę przed tym ludzkim. Ale jako mimo powyższej krytyki film mi się podobał mi się bardziej niż powinien. Nie ma jakichś wielkich duchowych odstępstw od jedynki, idealnie symuluje styl graficzny Kena Andersona (plus wykorzystywali zdobycze techniki. Jak Cruella pali jeden z obrazów Larsa jest z kolorów zmienia intensywność). I w przeciwieństwie do innych sequeli film pamiętał, że JEDYNKA NIE BYŁA MUSICALEM i nie ma tu numerów muzycznych. Gdy Lars mówi, że to zabicie szczeniąt jest okrutne, to Cruella z Badunami z uśmiechem cytuje "zatop, otruj, palnij w łeb" z jedynki. Pozwolili nawet na trochę wredostwa, bo szczenięta ścigają z okrutnym uśmiechem na pyskach przerażone kury i jeszcze zachęcane przez ich ojca psychola (ale mówimy o psie, który w jedynce dokonał masowego blackface'u). Wspomniany liar revealed jest dobrze zrobiony i tutaj gniew postaci jest uzasadniony, bo to dziecko, a te mają więcej w sobie żalu, i okłamywane przez swego idola i ten idol go zawodzi w najważniejszym momencie. I nie ma długiego rozstania. Uśmiałem się, gdy Grom słysząc że ma zginąć w serialu mówi, że zamierza zginąć lepiej niż Old Yeller :). W sumie bez cienia przesady powiem - to jeden z najlepszych straight-to-DVD disneyowskich sequeli. Byłoby 5/10, ale podwyższam do 6/10 zważywszy jak się udał. 01-05-2024, 19:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-05-2024, 00:19 przez OGPUEE.) (01-05-2024, 19:33)OGPUEE napisał(a): I rysownicy pamiętali, że u psowatych ciężko z dymorfizmem płciowym (przypomnę, że Lassie zawsze grał chłop) i Czika ma sylwetkę ma tę samą co Pongo, a długie rzęsy (często jedyny atrybut kobiecych postaci zwierzęcych) prawie nie występują. Pierwszy raz jak ją ujrzałem w dzieciństwie brałem ją za samca. A, czyli to ty jesteś częścią problemu i powodem, dla którego animatorzy dorzucają do rysunkowych zwierzaków te długie rzęsy i inne - w ich mniemaniu - wyznaczniki kobiecości. Bo kiedy ich nie ma, automatycznie zakładasz, że zwierzę jest samcem. Inna sprawa, że w filmie Pongo leci na Czikę od pierwszego wejrzenia, więc jeżeli podczas oglądania brałeś ją za samca, no to... Nie, nie wiem, jak by to miało działać. Chyba byłeś super progresywnym dzieciakiem :D (01-05-2024, 19:33)OGPUEE napisał(a): Hej, jej obroża jest koloru niebieskiego, zamiast być np. różowa czy innego koloru kodowanego dla kobiet. To nie tak. Niebieski przez bardzo długi czas był właśnie kolorem kodowanym dla kobiet. Piszą o tym np. tutaj https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/TrueBlueFemininity - według spisu na tej stronie, to właśnie niebieski jest najczęściej pojawiającym się kolorem u księżniczek Disneya. I w "Dalmatyńczykach" też jest taki podział, że synkowie Ponga i Cziki mają czerwone obroże, a córki niebieskie. To nie jest zerwanie ze stereotypem (różowy dla dziewczynek), tylko podązanie za innym stereotypem (niebieski dla dziewczynek), być może nawet starszym. Na marginesie, jak już jesteśmy przy nierealistycznym wyglądzie samic zwierząt w kreskówkach, to od dziecka mnie zastanawiało, dlaczego one często mają ludzkie długie włosy (jak Gadżet z "Brygady RR" czy Magika de Czar i wiele innych żeńskich kaczek w "Kaczych opowieściach". Widać też różnicę między starym i nowym po tym, że w starszych animacjach (np. "Aryskotraci") koty mają wąsy bez względu na płeć, czyli tak jak w prawdziwym życiu. A w nowszych to już nie zawsze. Np. w "Królu lwie" tylko samce mają wąsy, a lwice już nie, no bo paaanie, co pan, baba z wąsami?! 04-05-2024, 11:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-05-2024, 11:04 przez al_jarid.) (04-05-2024, 11:02)al_jarid napisał(a): Np. w "Królu lwie" tylko samce mają wąsy, a lwice już nie, no bo paaanie, co pan, baba z wąsami?! Czytałem, że oryginalnie lwice miały mieć wibrysy, ale trzeba było każdy wąs rysować na osobnej kartce papieru i było po prostu za dużo męczenia się z tym i dlatego tylko samce (w filmie trzy, gdy samic jest multum) mają zarost. Zresztą Król Lew też odrobił dobrze pracę domową z przyrody, bo lwice mają zgodne z rzeczywistością proporcje, zero ludzkiego biustu, zero babskich grzywek i przedłużonych włosów, zero cholernych rzęs, a poślady nie są uwydatnione względem samców. To samo jest z hienami. Co do męskich ust, to w Pięknej i Bestii książę po odzyskaniu ludzkiej postaci ma widoczne wargi. (04-05-2024, 11:02)al_jarid napisał(a): Inna sprawa, że w filmie Pongo leci na Czikę od pierwszego wejrzenia, więc jeżeli podczas oglądania brałeś ją za samca, no to... Nie, nie wiem, jak by to miało działaćGwoli wyjaśnienia. Z dalmatyńczykami miałem do czynienia wpierw za pośrednictwem ilustrowanych książek i merchem i to w wieku, gdy nie umie się czytać i nie zwraca się na ciąg fabularny. Faktyczne fragmenty filmu obejrzałem później (jak to było zresztą z wieloma animacjami Disneya sprzed moich narodzin). Żeby nie było, bardzo szybko skapnąłem się, że Czika to suka i gdy już widziałem fragmenty animacji w dzieciństwie, to już nie misgenderowałem. I w całości film widziałem dopiero w wieku nastoletnim, gdy wcześniej widziałem: 101 dalmatyńczyków (1996) - obok Dzwonnika z Notre Dame jedyny film, na którym byłem dwa razy w kinie jako dziecko. Utkwiło mi logo wytwórni (które dzisiaj mocno wali komputerem) i Cruella robiąca z szofera popielniczkę. Czy jak Roger wpieniony na Ponga omyłkowo bierze w smycz Czikę (chciałbym zobaczyć jego reakcję na to, że jego pupil nagle stał się transpłciową suką). Ponoć podczas premiery burzono się, że film mocno odbiega od animacji przez fakt, że psy nie mówią i opiera się na ludziach. I kurwa dobrze, że nie mówią, bo byłoby źle animowane poruszanie ustami, poza tym niech remake się wykaże jako samodzielna adaptacja książki. Jak animacja, live action dzieje się współcześnie i stąd naniesiono logiczne zmiany. Tu Roger projektuje gry video (a Cruella kwituje, że uczą one dzieci tylko brutalności ;)), a Anita pracuje. Z dzisiejszej perspektywy zabawne, że Cruella mówi, że małżeństwo tylko tłamsi kobiety i podcina im kariery. I też ironiczne, bo w książce Cruella była mężatką. Policja bardziej kompetentna, bo od razu trafia na trop porywaczy (inna sprawa, że przez 30 lat zmieniło się podejście do zwierząt). W animacji z powodu cenzury Radcliffowie biorą ślub kościelny, ale bez widowni i w zwykłych ubraniach, a ich psy "żenią się" na zewnątrz. Gdy w filmie jest pełna uroczystość i psy, też wystrojone, są w środku świątyni (swoją drogą ciekawe czy dziś polscy księża by zezwolili na psa w kościele, jak to zrobiły centra handlowe). Lecz film nie jest dobry i cierpi na poważne schorzenie - pierwsza połowa jest dobra, a druga słaba. Pierwsza dobrze ustanawia bohaterów. Anita z Cziką zjawia się już w 3 minucie i nie służą za obiekt westchnień Ponga. I to Anita ma ostatnie słowo w nieoddawaniu szczeniąt. Niania to niania, ponieważ była opiekunką Anity jak ta była mała (jak w książce!) i ma zatrudnienie, bo w tej wersji Anita jest w ciąży (na to też Cruella się krzywo patrzy). Większość zmian na plus, jak Cruella prowadzi dom mody (co do niej pasuje) i Anita dodaje dwa do dwóch przy porwaniu. Pozwolili na jeden dorosły moment - jak Roger orientuje, że wziął nie tego dalmatyńczyka to podnosi mu nogę, by sprawdzić płeć. Podoba mi się pierwsza scena z Cruellą, gdy wyniośle kroczy do swego imperium w tym kostiumie jak taka dwumetrowa sroka. Glenn Close stała się już ikoniczna, ale Roger i Anita też są dobrze dobrani. I Roger w tej wersji jest Amerykaninem, więc nie bawili w Dicka Van Dyke'a. Remake jest bardziej komediowy w ten zły sposób. Swatanie Ponga w 1961 roku było naturalne, gdy tu wejście do parku to szaleńczy pościg. Wspominałem, że rysunkowi Nochal i Baryła to były naprawdę groźne oprychy? Tu grający ich dr House i Arthur Weasley to typowe przychlasty rodem z popłuczyn po Kevinie samym w domu (notabene scenarzystą i producentem był scenarzysta Kevinów). Baryła jest głupi, m.in. mówi słowa triggerujące Skinnera mimo uprzednich ostrzeżeń (gdy w animacji to on był tym mądrzejszym), a przy kradzieży szczeniąt zakładają rajstopy z Ani Mru Mru. W 1961 roku porwanie było jak z inscenizacji Magazynu kryminalnego 997, tu slapstick z durniami obrywającymi od mohera i szczeniąt. Plus dochodzi humor toaletowy. Musi być żart z psim sikaniem, bo wtedy to było obligatoryjne. I świnia leżąca na Cruella pierdzi. Plus Cruella ląduje w jakimś gnoju i zostaje zasmrodzona przez skunksa (nieobecnego w Europie, chyba że z hodowli. BTW czy skunksy hodowano na futro?). Aż dziwnie, że wrona się na nią nie wypróżniła podczas kradzieży czapy. Plusem jest, że psy nie mówią i ich sceny to "show don't tell". Pongo głównie myśli o tym, żeby sobie sukę sprawić, a że właściciel zginie w wariackiej gonitwie to kij z tym (BTW to trochę niebezpiecznie mieć przywiązaną smycz do roweru). Ale Disney nie mógł powstrzymać od antropomorfizacji. M.in. dalmatyńczyki też robią wesele, bo przed kościołem sterczy pokaźna wataha psów. Lub jak szczenię po upadku Nochala chichocze. Czy szopy po pokonaniu Cruelli strzelają se piątkę. I jak zwierzęta są w stanie opracować pułapki jak w Home Alone? To działające instynktem bezkciukowe istoty o intelekcie na poziomie 7-latka, nie mówiąc o koncepcie ultrazłożonej kooperacji. W animacji też współpraca była, ale realizm był względnie zachowany, a w filmie prócz psów odzywają się inne zwierzęta typu owce, szopy, świnie, wiewiórki, ptaki, nawet króliki i myszy które cieszyłyby się z przerobienia ich naturalnych wrogów na futro i wygląda to jak niemy remake słodkich bajek (mój pies za każdym razem chciał zeżreć kawkę, którą się opiekowałem). I zastanawia mnie jak psy są w stanie zrozumieć mowę innych zwierząt, gdy technicznie to inna grupa? I przypomnę, że Nochal i Baryła mimo wysiłków Czmycha dopadli szczenięta i by je zabili, gdyby nie pojawiły się cyt. "hieny nakrapiane" z chęcią mordu. Właśnie - za dziecka wkurwiło mnie, że szczeniaki głównie ratuje randomowy burek, a nie ich rodzice, którzy ograniczają się do dzielnego marszu (i tylko Pongo szczeka o zmierzchu, gdy Czika siedzi w kojcu). Przypomnę, że w animacji dotarły samodzielnie do Czarciego Dworu w innym hrabstwie, pogryzły dwóch łachmytów, potem zrobiły drogę powrotną do stolicy tworząc plany na wykiwanie Cruelli (które działały na krótką metę). I wystarczy pół dnia i już Roger i Anita idą w ślinę (a pierwszy raz Anita spotkała Rogera, gdy ten de facto porwał jej psa). Przypominam, że to film aktorski. W animacji lepiej to zrobiono, bo mieliśmy komediowe podanie chusteczki i dokonano masywnego cięcia (sugerując, że mogły minąć miesiące) zwieńczonego zawarciem ślubu. Też jedna nielogiczność. W animacji jak i książce Cruella pozostałe 84 szczeniąt nabyła w sposób legalny, a tu je porywa. Więc policja mogła mieć więcej tropów, niż pojedynczy miot. A potem mówi, że nikt po nie się nie zgłosił. Animowana Cruella była jednak racjonalna, m.in. opieprzała Nochala i Baryłę za to, że wzbudzają podejrzenia i była gotowa zrezygnować z futra i donieść policji spreparowaną wersję. Jestem pewien, że w momencie gdy Pongo dowiaduje, że ma 15 szczeniąt, to w komputerze pomajstrowali z jego mimiką, bo to wyglądało nienaturalnie. Aha, pojawiają momentami kiepscy cyfrowi dublerzy i animatronika zwierząt jest fatalna. Mimo wszystko dobrze, że zrobiono ten remake w latach 90. Ponieważ Cruella pali swą ikoniczną fifkę, trochę lepiej było z kreatywnością w Disneyu i film jednak działa jako samodzielna całość. A jakby miałby powstać teraz, to uparcie trzymaliby się lat 60. (gdy z perspektywy 1961 roku film dział się współcześnie), oczywiście nawciskając nieistniejącego diversity i mentalność, a psy by gadały i okraszone CGI i byłyby żenujące cytowanie wybranych scen (i pewnie w rimejku Pongo zamiast gryźć Nochala w dupę, to dziabnąłby go w jajca :)). Aha, a Cruella by nie paliła (chęć oskórowania szczeniąt tylko dla jakiegoś łacha - OK, ale papieros w fifce - to już zbyt groźne dla umysłu dziecka i zostanie ono ćpunem). 5/10 102 dalmatyńczyki - ferie zimowe 2001 roku spędziłem na seansie kinowym Pokemon: filmu pierwszego i 102 dalmatyńczyków. Ciekawe, że oryginalna książka miał sequel, ale w obu przypadkach Disney nie zekranizował go. Nie dziwię się, bo po opisie na wiki jest mocno... odrealniony :). Sam film jakoś mnie nie zachwycił, ale jakoś złych wrażeń nie miałem. Teraz musiałem oglądać na dwa podejścia niepotrzebny sequel z najbardziej żenującym kopiowaniem sceny z Zakochanego kundla. A na początku są rapsy. Tia... Jak to jest, że animacja z lat 60. jest bardziej poważna niż jej aktorskie wersje? Pierwszy żart, gdzie magister od behawiorystyki nie jest w stanie otworzyć krat, bo złą stroną ciągnie :/. Papuga myśląca, że jest psem przestaje być zabawna po 5 minutach i nawet za dzieciaka mnie to nie bawiło (tak samo mnie nie bawiła kołysanka śpiewana klawiszowi). Aha, i słychać że służyła jako pretekst do zatrudnienia celebryty, bo nie brzmi jak typowa gadająca papuga. Znowu jest ten cholerny slapstick. Obelix przy włamywaniu się do mieszkania Chloe wywraca się komediowo, a jak. I jeszcze ląduje głową w klopie, a jakże. I serio, złapanie szczeniaka nie jest takie trudne. Jeden tylko żart mnie rozbawił, gdy Chloe uwięziona przez Cruellę chce staranować drzwi i zalicza glebę, bo drzwi zostały otwarte. Są sceny ewidentne robione pod szantaż emocjonalny. Dają przy narodzinach szczeniąt Czubka jakieś religijne chórki, jakby nowy Mesjasz miał pochodzić z Dalmacji. Aha, sequel zapomniał o żelaznej regule - dotychczas wszystkie wersje 101 dalmatyńczyków łącznie z książką ustawiały, że szczeniaki dalmatyńczyków robią się bez łatek. To samo zrobił pierwszy film z Close. A w jego bezpośrednim sequelu dwoje ze świeżo narodzonych szczeniąt ma widoczne szare plamki. Humanizowanie zwierząt jest jednak mniejsze niż w jedynce, choć też przesadzili. Do Chloe dzwoni telefon i odzywa się jej dalmatyńczyk, jeden z oryginalnych szczeniaków (pamiętałem jako, że miał czarny ogon) z wieści, że zostaje ojcem. Dobra, jak zrozumiała przez telefon co pies wyszczekuje? W ogóle jakim cudem pies jest w stanie wykręcić i zapamiętać numer telefonu? Gdzie jedynym człowiekiem jest jego właścicielka? Czubek i jego partnerka są jako tokenowi zamartwiający się rodzice. W tej wersji na główny plan wysuwa równie nieciekawa młodzież. I na szczekanie o zmierzchu odpowiadają jedynie szczenięta (widać, że lisy zaczęły mówić dorosłym psom, że antynatalizm jest dobry). Dalej, jest albinotyczna Dalmatynka, która ma kompleksy, że jest biała (co prawda kynolog ze mnie żaden, ale stawiam że pies miałby gdzieś, że ma inną maść). Na przyjęciu Cruelli psy instynktownie wpierdalają jedzenie (ułożone w ludzką twarz). Tylko Czubek jako ten dobry pies nie zjada jak opętany (albo w przeszłości dostał dwa razy zwiniętą gazetą po tyłku za włażenie na stół). Plus Gaduła okazuje się być Meowthem z Pokemonów, bo doskonale rozumie psi język i potrafi przetłumaczyć co do joty. Wiem, że papugi są inteligentne, ale aż tak? W książce Dodie Smith był motyw, że psy znają tylko psi angielski i gdy dalmatyńczyki zostają porwane przez Romów, to nie mogą liczyć na pomoc romskich psów, bo te szczekają po rumuńsku :). I dopiero pomaga im koń, który jako jedyny z romskich zwierząt zna angielski. A tu dwie pudlice francuskie przekazują psom Kevina wieści o przewiezionych szczeniakach (i sam Kevin się dziwi jak to możliwe). Cruella jest jakby nie patrzeć ofiarą. Jakiś rusek, który dyplom kupił za łapówką, zrobił jej pranie mózgu, a ona nieświadomie stała się inną osobą nie mając prawdziwej szansy na polepszenie się. Plus zataił fakt, że jego eksperyment to lipa. Więc Cruella miałaby prawo sądzić się o odszkodowanie, że nią manipulował. Plus dali jej kuratorkę sądową, która powinna być odrzucona (i owa kuratorka jest tego zdania) ze względu na konflikt interesów. Poza tym pokazane jest, że terapia idzie się psu w budę, jeśli będzie odgłos Big Bena. Eee... akcja cały czas dzieje się w Londynie, Cruella od jakiegoś czasu robi za Matkę Teresę od czworonogów, a Big Ben to nie drobniutki zegarek na peryferiach. A o remoncie nic nie mowa. Główny lead to ultra nudny wzór cnót i romantyczny frajer o złotym sercu. O Rogerze (zarówno tym animowanym jak i aktorskim) mogłem coś powiedzieć i potrafił pokazać nieco złości wobec pupila. Lepiej wypada pani kurator, która ma nieco osobowości. Potem czytałem, że aktorzy grający tutejszych Rogera i Anitę wzięli ze sobą ślub, a potem to małżeństwo okazało się dość toksyczne. Close mimo że jest najjaśniejszym punktem, to już popada w parodię i jej szarżowanie jest za duże na moją tolerancję. Wisienką jest Gerard Depardieu w redneckowej stylówie, za którą sam bym oblał wiadrem farby. Efekty cyfrowe to koszmar. I w większości scen Albi (wspomniana dalmatynka) jest zastąpiona przez CGI-psa, bo dość wygląda dziwacznie (i nie mam na myśli albinizmu). Pewnie wzgląd, że dalmatyńczyk bez łatek to rzadkość i wymaga charakteryzacji. A stawiam, że pokrycie psa (i to szczeniaka) farbą, nawet nie-toksyczną, sprowadziłby na filmowców wrzask obrońców praw zwierząt, mojej mamy, jej psiapsiółek i mojej stryjenki. I pytanie dla tych co mają dalmatyńczyki. Czy one serio mają taką ubogą mimikę? Przyznaję, miałem do czynienia z dalmatynką, bo szkolna koleżanka mej siostry miała takową i były wspólne spacery z psami, ale to było kilka spotkań, więc jestem laikiem. W obu aktorskich filmach dziwi mnie, że psy te mają tylko jedną minę. Swoją drogą ponoć jest takie urządzenie AI potrafiące przetłumaczyć mowę wielorybów na język ludzki. Powinni zrobić tak potraktować oba filmy i zobaczyć, co naprawdę wyszczekują pieseły :). Na plus kostiumy Cruelli, nominowane do Oscara zresztą. I aż szok, że Cruella znów pali, bo długo, długo nie miała przy sobie fifki (przy okazji - w obu filmach tylko ona jest palaczką). Aha, czemu na pokaz kukiełkowy jest dozwolone wejście dla psów? Zwierzęta są głośne, wypróżniają się i mogą kogoś pogryźć. 4/10 A tak w temacie: 05-05-2024, 15:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-06-2024, 16:21 przez OGPUEE.) Piotruś Pan (1953)
![]() O tym jaki to dobry film i animacja, to już będę powtarzał i ocena bez zmian (czyli 10/10). Film chciałem ujrzeć bardziej z przyczyn, jakby to powiedzieć, naukowych/analitycznych. Mimo, że film jest mocno niepoprawny politycznie* i dzisiaj dostałby wyższy rating, to dostrzegłem rzeczy, które dość progresywnie wypadają. Wanda ze wszystkich dzieciaków jest najbardziej ogarnięta i choć zarzeka, że nie chce dorosnąć, to i tak jest dojrzała - jak Piotruś proponuje jej wypad do Nibylandii, to ona mówi, że nie tak prędko - musi uzgodnić z rodzicami, zostawić wiadomość, wziąć braci, którzy bez niej zginą. Plus mówi wprost, że nie może zostać tam na zawsze. I choć jest damą w opałach, to też jakaś bierna nie jest - chce palnąć syreny muszlą, sprzeciwia się indiańskiej Grażynie i woli zginąć niż służyć pod Hakiem. W zasadzie to Wanda jest główną bohaterką i to ona przekazuje ważne przesłanie, że trzeba ruszyć do przodu, a nie być dzieciuchem jak Piotruś. Nawet gdy jest akcja ratunkowa Tygrysiej Lilii, to Piotruś traktuje jako zabawę i popisówkę, gdy to Wanda przypomina mu, że "hola, tu zaraz utonie osoba". W sumie nie tylko Wanda jest konkretną postacią żeńską. Tygrysia Lilia, choć jest narzędziem fabularnym, to też ma moment strong girl, bo woli zginąć niż sprzedać swych ziomków. Przede wszystkim pani Darling - ona jest tym rozsądniejszym rodzicem. Nie dramatyzuje jak jej mąż, który zachowuje jak małe dziecko (no dobra, miał ku temu powód) i frustrację wyładowuje na bogu ducha winnym psie, przy okazji traumatyzując swe dzieci. I gdy Wanda mówi o cieniu Piotrusia, to jej matka ma minę typu "Co ty za bzdury wygadujesz?" i logicznie uznaje, że rzekomym Piotrusiem Panem jest jakiś seryjniak i stąd była bardziej sceptyczna do zostawienia dzieci bez opieki (jak spojrzy się z tej perspektywy, to jest dość przerażające). I gdy mówi o tym mężowi, to ten w stylu "Kobieto, jesteś za duża na wierzenie w bajki". Na 100% nieświadomie, ale twórcy subtelnie zasugerowali XX-wieczny kolonialny rasizm Brytyjczyków, bo Janek kozaczy jacy to Indiańce są głupi (co potem na nim się zemściło), a Wanda jawnie nie szanuje kultury Rdzennych Nibylandczyków - nie przyjmuje fajki pokoju, chce wprowadzać gender podczas tańców, a decyduje się w końcu opuścić Nibylandię, gdyż jej crush zdradza ją z jakąś czerwonoskórą dzikuską :). Aha, i Wanda mówi, że wódz nie "wygląda na uszczęśliwionego" chichrając się przy tym z Jankiem :). Hak mimo bardziej zabawną postacią, wbrew pozorom nie jest lalusiowatym fircykiem. Gdy Piotruś udaje ducha Manatoę, to Hak nie traci zimnej krwi, jako jedyny z piratów nie beczy przy łzawej piosence Wandy. I przypomnę, że Hak bez skrupułów zastrzelił pirata (i ma zajebiste oko, bo nawet nie patrzył na cel :D). Zachowuje się jak mięczak tylko wtedy, gdy zjawia się krokodyl (zwierzę znane z ataków na ludzi), a przypominam - nabrał traumy, po tym jak jakiś rudy kutafon w czapeczce go okaleczył. I rozpacza, gdy wisi na skale, ale raz jest w sytuacji zagrażającej życiu plus bardziej to wkurw, że dał się pokonać w beznadziejny sposób. Zwłaszcza, że podkreślili, że Piotruś bez cheatowania lataniem jest kiepskim fighterem (bo w końcu jest dzieckiem, więc ma mniej siły, a o doświadczeniu też mowy nie ma. Zaś Hak to przed Nibylandią trochę poszabrował po okrętach). Doszukiwanie się queercodingu u Haka uważam za doszukiwanie dorosłych po latach, ponieważ Hak jest bardziej oczytany i okrzesany od swej załogi, więc wiadomo że będzie nosić cywilizowanie (i było to zgodne z literackim oryginałem), pochodzi z XVIII w., gdy była tak moda męska i jak pisałem nie jest żadnym płaczkiem, a na pewno nie jest zniewieściały. Jak dla mnie Hak to wygląda jak Salvador Dali, którzy porzucił malarstwo na rzecz przestępczości. * Przypomnę, że Hak na swej mapie Nibylandii prócz wioski Indian ma zaznaczoną dżunglę czarnoskórych ludożerców. I wolałbym nie wiedzieć, jak animatorzy by ICH przedstawili :D. Swoją drogą dziwne, że adaptacje Piotrusia Pana nie poruszyły wątku, że Indianie głównie zatarg mają z piratami i w książce/sztuce piraci przed porwaniem Zgubionych Chłopców wdali się w bitwę z Indianami i padło kilka trupów (chyba tylko Neverland z Rhysem Ifansem poruszyło ten aspekt). A Smee pyta się Haka, że od wysadzenia w powietrze bardziej ludzkie jest poderżnięcie gardła :D (i dla niego obcięcie dłoni to dziecinna igraszka). Piotruś Pan: Wielki Powrót
![]() Widać, że jest jakiś wysiłek. Jak sequel 101 dalmatyńczyków też stara zachować niektóre elementy oryginału i ich nie wypacza. Bałem się, że Dzwoneczek przez stanie się symbolem disnejowskiej magii, straci osobowość i nie będzie morderczym babsztylem. I choć lekko pogładzili, to wróżka dalej nie lubi innych dziewczyn i cieszy się, jak Jane zamierza odejść z Nibylandii. Dzwoneczek jest podekscytowana, by syreny chcą wbić muszlę w plecy Jane i znienacka oblać :). Wciąż i w jednym momencie zrzuca Jane z wysokości, na co Piotruś wspólnie śmieje (kiedy za poprzednią próbę morderstwa Piotruś ją wygnał). Doceniam twórców, że pokazali II wojnę światową w filmie dla małych dzieci. Wiem, że dawniej Disney nie miał oporów z ukazaniem WW2 (Bedknobs and Broomsticks), ale w 2002 roku? Gdy rozrywka dla dzieci robiła coraz bardziej wygładzona? Ale czuć, że więcej nie mogli pozwolić - podczas nalotu bombowego potomkini Nany musi mieć komediową ekspresję (gdy w jedynce w scenach poważnych Nana miała smutną minę), dom Wandy jest w całości mimo, że reszta Bloomsbury jest przeorana i nie ma aż takiego katalizatora, by Jane miała przyspieszony kurs dorastania. Może gdyby postać ojca zostałaby uśmiercona... choć z drugiej strony nawet dobrze, że oboje rodziców żyje, bo to też irytująca klisza w animacjach. Widać, że chcą uwzględnić Jane, że czuje się dzieckiem, ale wojna przeszkodziła. Gdy ona odbywa pierwszy lot z Piotrusiem Panem, to jest zachwycona. Lubię moment, gdy Wanda opowiada Danny'emu bajkę o Piotrusiu, a Jane niby niezainteresowana ukradkiem podsłuchuje. Swoją drogą czy Wanda nie powinna przestać wierzyć w Piotrusia Pana? W jedynce ustanowiono, że wiara w niego to dziecięca domena, z której się wyrasta - pan Darling w dzieciństwie walczył dziarsko z nibylandzkimi piratami, by jako dorosły o tym zapomnieć i hurrdurrzyć jaki to Piotruś Pan to szkodliwe bzdury. Nawet pani Darling będąca bardziej liberalna też nie wierzyła w Piotrusia Pana - jej mina na wieść o cieniu to WTF, a potem stwierdza logicznie, że może po Bloomsbury grasuje jakiś Kuba Rozpruwacz. I pokazano, że Wanda zdecydowała się dorosnąć, gdyż Nibylandia okazała się rozczarowaniem, a Piotruś niedojrzałym gówniarzem. Nawet, gdy opuszczała Drzewo Wisielca, to nawet dała spokój z przekonaniem Piotrusia by udał się do Londynu na stałe, bo wiedziała że to walka z wiatrakami. Z kolei Zgubieni Chłopcy w jedynce faktycznie rozważali dorosnąć, a tutaj Piotruś Pan tak im wyprał mózgi, że na wspomnienie o dorosłości reagują obrzydzeniem. I czepiając się scenariusza - też jakim cudem piraci wiedzą, gdzie jest dom Wendy? W jedynce nie byli w stanie odnaleźć kryjówki Zgubionych Chłopców, a także nie było żadnego z nich przy pokryciu ich okrętu wróżkowym pyłem. I jakim cudem ich okręt lata bez magicznego pyłu? Dzwoneczek była jedynym pixie w pobliżu, a ta raczej by dobrowolnie go nie dała. Poza tym Hak, ewidentnie pochodzący z XVIII wieku powinien zaskoczyć się na widok nowoczesnej maszynerii. Piraci znowu szukaja Zgubionych Chłopców, mimo że ci niczego się nie nauczyli i nie zmienili miejscówki (którą zdążyli wyremontować). Czemu Hak mający na wyciągnięcie ręki dzieciaków ich nie weźmie tylko bawi się w makiaweliczne plany? I Jane jako jednak mądra dziewczyna wierzy w oczywiste kłamstwa oczywistemu złolowi, który nie wziął ze sobą cebuli do produkcji łez. Mam wrażenie, że twórcy mieli wytyczne "tu masz się wzruszać, tu masz się śmiać" i czułem się zmanipulowany. Kiedy oryginał robił to subtelniej. Jakby twórcy robili scenę, w której pan Darling wywala Nanę za drzwi byłaby robiona jak najbardziej ckliwie i z szantażem emocjonalnym. Oryginał zresztą był bardzo lekki i jedyna taka emocjonalna scena to jak Wanda śpiewa o matce (i wyszło to zgrabnie i naturalnie). Plus dalej naleciałości obecnych czasów - np. bardziej obleśny humor, jak Piotruś i Zgubieni chłopcy plują swe w dłonie - no dobra, to są ordynarne bachory i mogły na coś takiego wpaść. Wrzucili kultowe rozstanie/nieporozumienie w 3. akcie (swoją drogą Piotruś jest tutaj leszczem, bo dał się złapać w liny :P). I dają te cholerne piosenki w dwóch najbardziej emocjonalnych momentach, które wypadły by o niebo lepiej bez nich. I wzięli z tyłka motyw z powieści/sztuki, że wróżki umierają, gdy ktoś w nie nie wierzy, co uważam za zbytnie dramatyzowanie. Z Haka zrobili cipę totalnie, gdy w jedynce był jednak groźnym oponentem i wcale nie była z niego taka łajza. A krokodyla się bał, bo miał związany z nim PTSD, a ośmiornicy nie ma powodu się obawiać (nawet jeśli ta chce go zeżreć) i dodali, że "boi się głowonogów". I czytałem, że oryginalnie miał być krokodyl, co by bardziej pasowało (krokodyl to nie Indianie. Nikt nie będzie robić protestów). Wstawki CGI wytrącające z uwagi (m.in. mewy wybijają). I choć widać większy budżet, to dalej poziom DVD animacji i jakby od razu wyszedł na rynek domowy, nikt nie zauważył by różnicy. Dziś animacja się postarzała, gdy jedynka wciąż robi wrażenie nawet w tych scenach, gdy animacja też nie domaga. No i jak w 101 dalmatyńczykach 2 animacja jest zbyt gumowa i kreskówkowa, np. Jane nie po nieudanym locie spada na glebę zostawiając dziurę w kształcie jej obrysu ciała i dalej żyje. Uderzyły babole animacyjne, np. Wanda jako dziewczynka ma straszne krótkie nieproporcjonalne ręce. Nieirocznie pochwalę, że Nana-2 nie ma rzęsów, gdy jej matka miała takowe. Lepszy głos u Piotrusia Pana, ale z kolei gorzej z grą aktorską. Pochwalę głosy Zgubionych Chłopców, bo faktycznie dubbingują małe dzieci. Jeden żart od zawsze mnie bawił, gdy Piotruś mówi, by jego drużyna nie okazywała swych łez, to ta odchodzi w ustronne miejsce i zalewa się płaczem. 5/10 i mimo wszystko to wciąż jeden z solidniejszych sequeli Disneya. 22-05-2024, 00:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-12-2024, 23:24 przez OGPUEE.)
Bernard i Bianka - pamiętam w licku seans na Disney Channel i uderzył mnie dość poważny ton. Miał ten feel takiego dobrego oldschoolu. Nawet polski dubbing brzmiał na starszy niż w rzeczywistości. Teraz naszła powtóreczka w engliszu, bo chciałem się przekonać paru rzeczy.
Zdecydowanie zbyt mało doceniany. Mimo, że mamy zantropomorfizowane zwierzaki w odzieniach, które gadają na luzaku z ludźmi (dokładnie dziećmi) to faktycznie mamy do czynienia z dojrzałym filmem. Sam motyw muzyczny Meduzy brzmi z thrillera, a bad guye się nie patyczkują. Penny nie obawia się krokodyli w przeciwieństwie do Snoopsa i też nie trzęsie, gdy Meduza ma ją i Snoopsa na muszce. Dziś zrobiliby ją zbytnio rezolutną i albo zrobili, że sama jest w stanie wykiwać tych złych. Wątek dziewczynki-sieroty ukazany z wyczuciem i jak są momenty emocjonalne - to są zrobione dobrze. I mam wrażenie, że wiele rzeczy by teraz nie przeszło, bo "panie, pomyśl o dzieciaczkach i ich duszyczkach". Bianka (korzystająca ze swych wdzięków) wchodzi do siedziby RASu i połowa mężczyzn na nią się gapi. I gdy ona ma wybrać kogoś do pomocy, to połowa męskich agentów wyciąga łapska - nie muszę mówić, że bardziej niż na ratowaniu dziecka zależy im na spenetrowania mysiej dziury Bianki ;). Penny zmawia modlitwę. Meduza ma w swoim lombardzie plakietkę NRA, a środku na pierwszym jest kilka strzelb (zważywszy, że wówczas Nowy Jork był groźnym miastem to rozumiem :)). Aha, i umie się obsługiwać bronią, bo strzela do myszy jakimś obrzynem. A piżmak-redneck zawsze chodzi z jakąś gorzałą. I pierwsza reakcja to zdziwienie, czemu myszy nie wzięli ze sobą policjanta. W grocie jest szkielet pirata z szablą przebitą przez żebra. Cruella była potworem? Cóż, Meduza może powiedzieć "potrzymaj mi bimber", bo tutaj jawnie znęca się nad małym dzieckiem i stosuje przemoc psychiczną. Dość przykro się robi jak Meduza wprost mówi Penny, że nikt jej nie zechce adoptować. Niby babsko odczuwa miłe odczucia wobec swych krokodyli, choć też wobec nic stosuje przemoc i ostatecznie te decydują, że lepiej ją zjeść - czyli widać jaka z niej właścicielka (albo po prostu nie każde zwierzęta nadaje się do trzymania jako pupil). Snoops to jest comic relief i beciak służący do pomiatania przez Meduzę, za to krokodyle są już groźne i stanowią zagrożenie dla tytułowych bohaterów, gdzie w innej animacji/dekadzie byłyby nośnikiem nieśmiesznego slapsticku i kretynami (tu ogarniają jak użyć organów do wykurzenia gryzoni). Co ja pochwalę to główną parę, bo to dość odmienny związek. Para, która nie obrzuca się kąśliwymi uwagami jak to bywa w 99% animacjach. Panuje między nim dość przyjacielska relacja i na końcu filmu nie zakochują się czy coś w tym guście (w końcu znają jedynie kilka dni). Co pochwalą progresy, to Bianka jest tą aktywną w duecie i w jednym momencie ona musi ratować Bernarda uwiezionego w walizce Meduzy. I drugi raz ratuje go przed krokodylami Meduzy. W międzyczasie Bernard ją też ratuje dwa razy, ale i tak jest on na minusie, bo Bianka go ratuje przed upadkiem w jaskini z brylantem. I Bianka zna swą wartość i gdy ma wybrać współagenta, to wybiera jakiegoś gamoniowatego ciecia, który nie zwracał na nią uwagi. A napomnę, że scenariusz tworzyli wyłącznie faceci ;). Chwaliłem 101 dalmatyńczyków za unikanie rzęs u Cziki. I ten film warto pochwalić za projekty plastyczne - tylko bardziej delikatne rysy twarzy zdradzają płeć u myszy (i reszty gatunków). Rzęsy są co prawda, ale tutaj ma to sens, bo świat przedstawiony pokazał, że samiczki się malują, bo Bianka pudruje się tym pomponem do makijażu (nie wiem jak się to nazywa). I jeszcze ma jeden odświeżający element. Zawsze was wkurwiało to, że w animacjach męskie postacie chodzą bez spodni i majtek, ale już kobiece muszą zakrywać dolną część ciała spódniczkami i podobnymi galotami? No to Bernard i Bianka was zadowoli, bo jest tu równouprawnienie wśród zwierząt i taka Bianka niemal przez cały film ma odsłoniętą pupę i jej cała garderoba składa się czapki i babcinej apaszki. Właściwie w tym filmie to częściej faceci noszą spodnie, gdy baby są bardziej gołe. np. piżmaczka nosi tylko fartuszek i czepek. Animacja nierówna i widać pogarszający się wtedy spadek jakości i cięcie kosztów u Disneya, o czym mówił Don Bluth (m.in. oczy są te samego koloru co futro myszy). Widać na pierwszy rzut, że tła to po prostu rysunki na papierze, bo widać fakturę. Momentami animacja postaci (która w kilku momentach się powtarza) mocno odstaje od teł. W kilku momentach powtarza się animacja. Nawet pojawia się Bambi z matką. Bianka czasami ma mysie wąsy, a czasem nie. Ludzie wchodzący do siedziby ONZ ewidentnie byli rotoscopowani (rzecz, której animatorzy Disneya starali się unikać). Wciąż jednak jest to wysoka półka. Muzyka świetna, choć mogli darować tą stereotypową muzyczkę jak te redneckie zwierzęta szarżują na statek Meduzy. Cóż, stereotypy były silniejsze, co widać po różnych przedstawicielach RAS (jest np. Afrykanka w afro z ciemnobrązową sierścią). I ciekawostka - w RAS jest przedstawiciel Łotwy, choć w 1977 roku była nadal częścią ZSRR. Czyżby zimnowojenna autocenzura? Dubbing w oryginale jest dobry, choć polski jak pamiętam nie ustępuje i miał lepszego Snoopsa (który w oryginale brzmi jak Aleksander Gawroński, więc w polskim dubbingu mógłby on nadawać i jeszcze wtedy żył). 8/10 Bernard i Bianka w krainie kangurów - o Boże mój. Sequel disneyowskiego filmu animowanego, który ma od lepszą animację od jedynki (wiem, kino to nie fałhaes czy defałde). Pierwsze ujęcie z owadami zjada technicznie na śniadanie jedynkę. I wreszcie postacie mają białka w oczach (za co wcześniej jedynkę jechał Don Bluth). Też widziane na Disney Channel z dubbingiem (drugim jak się potem dowiedziałem - tu nie narzekam, bo obsada dobra i spokojnie by się pojawiła w 1992, kiedy była kinowa premiera. I część aktorów powtórzyła swe role). Znowu po angielsku. W sumie tak jak jedynka film jest niedoceniany - jak ktoś myśli o Renesansie Disneya to film w 90% jest pomijany/zapominany (i też nie zarobił pieniędzy). Spokojnie można uznać za najlepszy sequel disneyowskiej animacji - jest sequelowa zasada "więcej", i film jest bardziej przygodowy i rozbuchany (np. McLeach ma na wyposażeniu pojazd z Mad Maxa), ale w dobrym znaczeniu. I też nie odstaje sercem od oryginału. Trzon opowieści ten sam, bo znowu ratuje się dziecko porwane przez największego złola. Ale tutaj ratowanym dzieckiem jest tym razem chłopiec mający rodzica (i tym rodzicem jest matka, gdy to ojciec jest tym martwym) i bardziej aktywny. I villain jest facetem, dokładnie kłusownikiem. McLeach mniej pamiętny od Meduzy, choć też jest równie zły. Jak Meduza nie waha się zabić dziecka i znęca się nad swym podwładnym. Bianka mniej stereotypowo kobieca, jednak dalej to matczyna kobieta korzystająca ze swych wdzięków i dalej jest tym aktywnym członkiem w duecie, gdy Bernard to dalej ten wycofany. W tym wypadku ich relacja się rozwija, bo Bernard decyduje prosić o rękę Biankę, co jest logiczne i naturalne, bo trochę czasu minęło (choć myszy nie są jakieś długowieczne). Bernard chce się oświadczyć, ale cockblokuje go narodowy stereotyp. Jake to chad, gdy Bernard tkwi w virgin state. Jak Bianka zaprzecza, że jest żoną Bernarda, to Jake robi minę w stylu "no to kochana jesteś moja" i bezczelnie do niej zarywa :). Dzisiaj też by nie przeszło. No, ale jednak Bernard w tym filmie rozwija się i w finale to on musi się wykazać charyzmą i zasłużyć na wybrankę. Jednak upływ czasu jest widoczny nie tylko w technikaliach, bo od 1977 roku do 1990 zmieniło się wiele kierunków w usańskiej animacji. Jest bardziej jawnie komediowo, gdy w jedynce humor był nienachalny. Wilbur (mamy tu nowego albatrosa, gdyż zmarł oryginalny aktor dubbingujący tego starego. A ja czepiam się Czarnej Pantery i Bosemana) to już comic relief i krzyczy Cowabunga (cóż, Żółwie Ninja były w cholerę potężne) i ma jedną komediową przygodę, gdy musi być leczony u psychopatycznego doktora Mausgele (zapowiedź totalitaryzmu podczas plandemii covida ;)?), ale nie przekracza dopuszczalnego poziomu, plus dużo uroku daje mu John Candy. Co innego dość irytująca agama kołnierzasta z tym darciem ryła. No i waran McLeacha też wkurza (fun fact - oryginalnie miała to być kobieta i dziewczyna McLeacha, nad którym się pastwi, ale widać że w Disneyu tylko baby mogą pomiatać mężczyznami). I wtedy zdążyły się już nawarstwić te głupie tropy odnośnie wyglądu kreskówkowych samic. Tym razem Bianka zgoliła wąsy. Ale mimo wszystko jest konsekwencja względem jedynki - nikt nie daje sukienek babom. Znowu Bianka chodzi niemal na golasa i nie myśli zasłaniać szmatami swych części intymnych, bo jakaś brzydka Karen się rozryczy (a ogon ma służyć do równowagi, a nie zakrywania pupy). Plus ceni się nie dawanie waranicy i Marahute jawnych cech kobiecych. Sama Marahute nie otrzymała antropomorfizacji i wygląda jak ze "Święta wiosny" w Fantazji - nie ma ludzkiej mimiki, tylko jedna mina i mowa ciała jak przystało u prawdziwego ptaka. Nawet jest błona migawkowa w oku. Choć z kolei zastanawia mnie, czemu jedne zwierzęta w świecie przedstawionym mówią i zachowują się jak ludzie, a inne to 100% naturalistyczne zwierzęta. I swoją drogą Marahute to chyba jakiś wymarły gatunek gigafauny. OK, wiem że orły są wielkie, a ich samice jeszcze większe, ale tutaj to jakiś gryfon. Nawet harpia wielka nie jest tak wielgachna. W sumie ciekawe, że akcja dzieje w Australii, a tylko Jake'a gra Australijczyk, gdy resztę grają różnej maści Brytyjczycy i Kanadyjczycy (o chłopcu nie ma informacji, a w akcentach aż tak się nie rozróżniam). Eva Gabor bardziej swobodniej używa swego węgierskiego akcentu. Jak usłyszałem koalę (który już tak stracił nadzieję, że przyjął ze spokojem skończenie jako wyrób futrzarski), od razu poznałem sułtana z Aladyna. I też brakuje kilku scen do pełnego zakończenia. Cody nigdy nie jednoczy z matką, a film kończy komediową sytuacją z offu. BTW nie wiem, czy to dobry pomysł powierzać pilnowanie cudzego lęgu albatrosowi (wprost wyrażającemu niezadowolenie i skazę na jego męskiej dumie), który konsumuje ptasie jaja i ich zawartość. Może gdyby to była samica, to może ogłupił by ją nadmiar instynktu macierzyńskiego, ale samiec... to tak średnio ;). Swoją drogą ciekawe, że w obu filmach różni przedstawiciele RASu są ubrani w stereotypowe/ludowe kostiumy ich ojczyzn, gdy polski przedstawiciel (tak, w tym filmie mamy Polaka) ma zwyczajny garnitur. Widać, jaki naród jest bardziej cywilizowany i światowy ;). 7,5/10 28-05-2024, 21:58 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Filmy Dona Blutha | OGPUEE | 29 | 8,156 |
29-03-2026, 17:59 Ostatni post: OGPUEE |
|
| Seriale Disneya | OGPUEE | 187 | 44,988 |
10-02-2024, 14:39 Ostatni post: OGPUEE |
|
| Luca (2021) - animacja Pixara | Pelivaron | 2 | 1,925 |
08-07-2021, 15:13 Ostatni post: yacajackowski |
|
| UP czyli kolejne niesamowite dzieło PIXARA? | Danus | 77 | 24,700 |
19-02-2021, 16:07 Ostatni post: Kryst_007 |
|
| Krótkometrażówki Pixara! | Maik | 5 | 4,363 |
11-05-2019, 14:02 Ostatni post: Pehov |
|
| The Good Dinosaur (2015) - Dinuś od Pixara | Lawrence | 22 | 11,591 |
30-07-2016, 11:54 Ostatni post: Mierzwiak |
|
| Filmy Suzie Templeton | Negrin | 2 | 2,997 |
27-02-2008, 15:16 Ostatni post: Mefisto |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |