There are over 550 million firearms in worldwide circulation. That's one firearm for every twelve people on the planet. The only question is: How do we arm the other 11?
świetny występ cage'a jako handlarza bronią. zaczyna od zera, a kończy w gajerze multimiliardera. film mocno w klimatach wolnorynkowych, co mnie mega zaskoczyło (bardziej nawet niż dobre aktorstwo nicolasa) - in plus oczywiście. nie ma jednak róży bez kolców. momentami odbiór poważnie zakłócały hippisowskie, poprawno-polityczne banały padające z ust żandarma ethana hawke'a. mógłbym się jeszcze poznęcać nad zupełnie niepotrzebną sekwencją oniryczną, wyjaśniającą jak krowa na rowie niedorozwiniętej widowni, że "w Afryce źle się żyje i AIDS panuje", ale w sumie walić to.
'Lord of War' zawiera dwie najgenialniejsze patenty, jakie ostatnio widziałem - rozbiórkę samolotu przez ludność tubylczą (i znowu: opatrzoną całkowicie zbędnym łopatologicznym komentarzem z offu) oraz dźwięk wypluwanych z karabinu łusek przerobiony na odgłos szczęku kasy fiskalnej. bardzo zmyślne, bardzo fajne. nie będzie zapewne wielkim szokiem dla czytelnika, jeśli napiszę, iż anonsowane tu dzieło uważam za nadspodziewanie odważny i gruntownie przemyślany film. pan reżyser bez ogródek ukazuje obłudę organizacji typu ONZ i innych mafijnych molochów. ostro piętnuje również politykę mędrkowatego zachodu, który oddał kontynent afrykański w ręce murzynów, popełniając przy tym aż trzy błędy za jednym zamachem, co się rzadko w historii zdarzało: kartograficzny, ustrojowy i rasowy. super motywem jest to, że cage twardo stąpa po ziemi i nie daje się złapać na naiwne, pacyfistyczne blubranie "obrońcy praw człowieka" w osobie wspomnianego hawke'a. no ok, może pod koniec trochę się zmienia mentalnie (tragedie osobiste), ale bez jaj - wszystko w ramach wiarygodności psychologicznej.
kto nie widział, polecam serdecznie, a kto widział i się nie spodobało - polecam obejrzeć raz jeszcze.
świetny występ cage'a jako handlarza bronią. zaczyna od zera, a kończy w gajerze multimiliardera. film mocno w klimatach wolnorynkowych, co mnie mega zaskoczyło (bardziej nawet niż dobre aktorstwo nicolasa) - in plus oczywiście. nie ma jednak róży bez kolców. momentami odbiór poważnie zakłócały hippisowskie, poprawno-polityczne banały padające z ust żandarma ethana hawke'a. mógłbym się jeszcze poznęcać nad zupełnie niepotrzebną sekwencją oniryczną, wyjaśniającą jak krowa na rowie niedorozwiniętej widowni, że "w Afryce źle się żyje i AIDS panuje", ale w sumie walić to.
'Lord of War' zawiera dwie najgenialniejsze patenty, jakie ostatnio widziałem - rozbiórkę samolotu przez ludność tubylczą (i znowu: opatrzoną całkowicie zbędnym łopatologicznym komentarzem z offu) oraz dźwięk wypluwanych z karabinu łusek przerobiony na odgłos szczęku kasy fiskalnej. bardzo zmyślne, bardzo fajne. nie będzie zapewne wielkim szokiem dla czytelnika, jeśli napiszę, iż anonsowane tu dzieło uważam za nadspodziewanie odważny i gruntownie przemyślany film. pan reżyser bez ogródek ukazuje obłudę organizacji typu ONZ i innych mafijnych molochów. ostro piętnuje również politykę mędrkowatego zachodu, który oddał kontynent afrykański w ręce murzynów, popełniając przy tym aż trzy błędy za jednym zamachem, co się rzadko w historii zdarzało: kartograficzny, ustrojowy i rasowy. super motywem jest to, że cage twardo stąpa po ziemi i nie daje się złapać na naiwne, pacyfistyczne blubranie "obrońcy praw człowieka" w osobie wspomnianego hawke'a. no ok, może pod koniec trochę się zmienia mentalnie (tragedie osobiste), ale bez jaj - wszystko w ramach wiarygodności psychologicznej.
kto nie widział, polecam serdecznie, a kto widział i się nie spodobało - polecam obejrzeć raz jeszcze.
25-10-2009, 12:22






