Bardzo dobre, inteligentne kino. Jednak nie bez "ale":
1) Krzywdę robią mu krytycy, bo określają go czymś, czym nie jest. Słowa typu "game changer" jasno świadczą o tym, że ktoś chyba często wychodził w trakcie seansu albo po prostu zasnął. Cabin in the Woods, jakkolwiek zrobione i napisane z jajem i dystansem, będące nawet meta (mniej lub bardziej, w zależności od tego jak zinterpretujemy całość), wciąż pozostaje horrorem, a że odmiennym od tego, co najczęściej serwuje nam gatunek? Nie pierwszym i nie ostatnim.
Porównania do Krzyku też na wyrost, nie tylko dlatego, że Cabin filmem kultowym nigdy nie będzie, ale też dlatego, że w kwestii bycia komentarzem do gatunku nie ma tak naprawdę nic nowego do powiedzenia.
2) Jak na coś co jest (a przynajmniej sprawia wrażenie) dekonstrukcji horroru i rządzącymi nim praw, za mało tu jednak tego wyjścia poza szablon. Bohaterowie, nawet wyposażeni w wiedzę o tym, co się wokół nich dzieje, w dalszym ciągu pozostają tymi samymi płaskimi postaciami, które nawet o krok nie wychodzą poza scenariusz i nawet świetna końcówka nie jest w stanie tego zmienić. Wreszcie co to za zasada, że każdy ma zginąć? Przecież jednym z żelaznych schematów jest to, że na końcu zazwyczaj przeżywa jedna osoba :)
Poza tym to świetna zabawa, największe brawa za to, że dzięki całemu konceptowi te wszystkie oklepane sceny z początkowej części filmu nie ogląda się myśląc "No nie, kolejny film w którym...", tylko z autentycznym zainteresowaniem, bo wiadomo, że prowadzą do czegoś znacznie ciekawszego. I w istocie tak jest, za to najlepsze zaczyna się w momencie wejścia do windy.
Najlepsze motywy?
1) Krzywdę robią mu krytycy, bo określają go czymś, czym nie jest. Słowa typu "game changer" jasno świadczą o tym, że ktoś chyba często wychodził w trakcie seansu albo po prostu zasnął. Cabin in the Woods, jakkolwiek zrobione i napisane z jajem i dystansem, będące nawet meta (mniej lub bardziej, w zależności od tego jak zinterpretujemy całość), wciąż pozostaje horrorem, a że odmiennym od tego, co najczęściej serwuje nam gatunek? Nie pierwszym i nie ostatnim.
Porównania do Krzyku też na wyrost, nie tylko dlatego, że Cabin filmem kultowym nigdy nie będzie, ale też dlatego, że w kwestii bycia komentarzem do gatunku nie ma tak naprawdę nic nowego do powiedzenia.
2) Jak na coś co jest (a przynajmniej sprawia wrażenie) dekonstrukcji horroru i rządzącymi nim praw, za mało tu jednak tego wyjścia poza szablon. Bohaterowie, nawet wyposażeni w wiedzę o tym, co się wokół nich dzieje, w dalszym ciągu pozostają tymi samymi płaskimi postaciami, które nawet o krok nie wychodzą poza scenariusz i nawet świetna końcówka nie jest w stanie tego zmienić. Wreszcie co to za zasada, że każdy ma zginąć? Przecież jednym z żelaznych schematów jest to, że na końcu zazwyczaj przeżywa jedna osoba :)
Poza tym to świetna zabawa, największe brawa za to, że dzięki całemu konceptowi te wszystkie oklepane sceny z początkowej części filmu nie ogląda się myśląc "No nie, kolejny film w którym...", tylko z autentycznym zainteresowaniem, bo wiadomo, że prowadzą do czegoś znacznie ciekawszego. I w istocie tak jest, za to najlepsze zaczyna się w momencie wejścia do windy.
Najlepsze motywy?
30-04-2012, 16:51
Spoiler




