Słabiutki film. "Cabin in the woods" to 90-minutowy zbiór klisz gatunkowych, który nie daje widzowi żadnych powodów do oglądania z zainteresowaniem. Ani to oryginalne, ani specjalnie potrzebne kino. A można było pójść stronę "Evil Dead", tj. zrobić tak, żeby sceny komediowe były zabawne, ale te dramatyczne naprawdę mroziły krew w żyłach.
Zamiast tego dostałem film nijaki. Nijacy bohaterowie, nijaka historia, nijaki pomysł. Tak, wiem - to miało być schematyczne z założenia. Whedon powinien się zakumplować z twórcą "Rubbera", bo to podobny poziom pretensjonalności.
Kolejny film po "Scream", który wpisuje się w gatunek "cool" horrorów, którego szczerze nie cierpię. "Ojej, pokażmy jacy jesteśmy zdystansowani i "meta", żeby nasz film nie był prymitywnym, głupim slasherem dla gawiedzi".
Zamiast tego dostałem film nijaki. Nijacy bohaterowie, nijaka historia, nijaki pomysł. Tak, wiem - to miało być schematyczne z założenia. Whedon powinien się zakumplować z twórcą "Rubbera", bo to podobny poziom pretensjonalności.
Kolejny film po "Scream", który wpisuje się w gatunek "cool" horrorów, którego szczerze nie cierpię. "Ojej, pokażmy jacy jesteśmy zdystansowani i "meta", żeby nasz film nie był prymitywnym, głupim slasherem dla gawiedzi".
01-10-2012, 00:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-10-2012, 00:22 przez Strummer.)





