Duński reżyser, odpowiedzialny za szwedzką wersję „Dziewczyny z tatuażem”, zrobił swój pierwszy angielskojęzyczny film, napisany przez amerykańskiego scenarzystę, z Irlandczykiem w głównej roli wcielającego się w Węgra. Kosmopolityzm, dziwko.
Nieco dziwny film, mieszający widzowi w głowie. Zaczyna się od sceny akcji, takiej współczesnej, odrobinę efekciarskiej, może nie w stylu hollywoodzkich strzelanek, ale jednak efekciarskiej, z wpadającym w ucho kawałkiem w tle i ogólnie dość relaksującym klimatem. Myślę sobie: „ah, więc to będzie takiego rodzaju sensacja, no dobrze, może być”. A tu nagle gatunkowy twist. Przez następną godzinę z hakiem można zapomnieć o strzelaninach. Zamiast tego mamy przyzwoite kino zemsty, a raczej rzecz o dążeniu do tej zemsty, połączone z fajnie poprowadzonym wątkiem uczuciowym, śledztwem prowadzonym przez jednego z bohaterów szukającego ukrywającego się w ich szeregach wroga, oraz kilka pomniejszych wątków. Brzmi to może strasznie skomplikowanie, ale nie jest przekombinowane, napisane z głową, trzyma się kupy, a co najważniejsze, wciąga. A potem mamy finał i scenę rodem z typowego kina akcji - bohater wpada samotnie półciężarówką do chaty pełnej wrogów i robi im Johna McClane.
Nieprzystające do siebie nieco elementy, ale same w sobie bardzo dobre. Finałowa scena akcji zrealizowana jest zawodowo, z pazurem, energią, technicznie i emocjonalnie bez zarzutu. Ale gryzie się z tym, co było przez większość filmu. Klimatyczny thriller sensacyjny, którego bohater zdawał się powoli zmierzać do realistycznego finału, na ostatnim zakręcie przeskoczył na inny tor, finiszując jako John Rambo. Dramatu nie ma, oglądało się to z dużą przyjemnością, ale niespójność filmu źle świadczy o reżyserze.
Ale obejrzeć warto. Oprócz tego, że to przyzwoite kino sensacyjne, to do tego dobrze odegrane. Farrell co prawda leci na auto-pilocie, ale już Noomi Rapace stworzyła ciekawą, niejednoznaczną postać, której los nie jest nam obojętny. Świetny jest też Dominic Cooper, który jest u progu wielkiej roli, na razie wciąż nieco błądzi, ale potencjał ma gość duży, jak dotąd jednak lepiej mu wychodziły drugoplanowe postacie, tak też jest i w tym wypadku.
Podsumowując, warto rzucić okiem, bo wciąga fabularnie, cieszy wizualnie zdjęciami, przemycono do niego kilka interesujących pomysłów i obsadzono utalentowanymi aktorami, ale w gruncie rzeczy to jednak przeciętniak, o którym za jakiś czas będą pamiętać tylko miłośnicy gatunku.
Nieco dziwny film, mieszający widzowi w głowie. Zaczyna się od sceny akcji, takiej współczesnej, odrobinę efekciarskiej, może nie w stylu hollywoodzkich strzelanek, ale jednak efekciarskiej, z wpadającym w ucho kawałkiem w tle i ogólnie dość relaksującym klimatem. Myślę sobie: „ah, więc to będzie takiego rodzaju sensacja, no dobrze, może być”. A tu nagle gatunkowy twist. Przez następną godzinę z hakiem można zapomnieć o strzelaninach. Zamiast tego mamy przyzwoite kino zemsty, a raczej rzecz o dążeniu do tej zemsty, połączone z fajnie poprowadzonym wątkiem uczuciowym, śledztwem prowadzonym przez jednego z bohaterów szukającego ukrywającego się w ich szeregach wroga, oraz kilka pomniejszych wątków. Brzmi to może strasznie skomplikowanie, ale nie jest przekombinowane, napisane z głową, trzyma się kupy, a co najważniejsze, wciąga. A potem mamy finał i scenę rodem z typowego kina akcji - bohater wpada samotnie półciężarówką do chaty pełnej wrogów i robi im Johna McClane.
Nieprzystające do siebie nieco elementy, ale same w sobie bardzo dobre. Finałowa scena akcji zrealizowana jest zawodowo, z pazurem, energią, technicznie i emocjonalnie bez zarzutu. Ale gryzie się z tym, co było przez większość filmu. Klimatyczny thriller sensacyjny, którego bohater zdawał się powoli zmierzać do realistycznego finału, na ostatnim zakręcie przeskoczył na inny tor, finiszując jako John Rambo. Dramatu nie ma, oglądało się to z dużą przyjemnością, ale niespójność filmu źle świadczy o reżyserze.
Ale obejrzeć warto. Oprócz tego, że to przyzwoite kino sensacyjne, to do tego dobrze odegrane. Farrell co prawda leci na auto-pilocie, ale już Noomi Rapace stworzyła ciekawą, niejednoznaczną postać, której los nie jest nam obojętny. Świetny jest też Dominic Cooper, który jest u progu wielkiej roli, na razie wciąż nieco błądzi, ale potencjał ma gość duży, jak dotąd jednak lepiej mu wychodziły drugoplanowe postacie, tak też jest i w tym wypadku.
Podsumowując, warto rzucić okiem, bo wciąga fabularnie, cieszy wizualnie zdjęciami, przemycono do niego kilka interesujących pomysłów i obsadzono utalentowanymi aktorami, ale w gruncie rzeczy to jednak przeciętniak, o którym za jakiś czas będą pamiętać tylko miłośnicy gatunku.
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
04-05-2013, 22:18





