OK, byłem na tym w kinie... Tylko pozwólcie mi najpierw wyjaśnić okoliczności.
Jak co roku pracowałem na Berlinale i właśnie ten film miał tam swoją premierę. Miałem nawet okazję rozmawiać z paroma oficjelami festiwalowymi, którzy byli trochę zażenowani całą sytuację. Nie dość, że był to najpopularniejszy film na Festiwalu, mimo że poza konkursem i mimo, że wchodził do kina dwa dni później. To jeszcze bilety na pierwszy pokaz wyprzedały się błyskawicznie, a w punkcie akredytacyjnym po siedmiu minutach wyprzedały się wszystkie wejściówki - koneserzy kina :/
Tak też ja miałem okazję za darmo obejrzeć ten film, to postanowiłem z niego skorzystać i...
... i to jest zły film, ale nie tragiczny. Tak naprawdę to taki film o niczym. Jakiejś fabuły w tym za bardzo nie ma. W sumie to trochę takie fantazje gospodyni domowej o "ostrym seksie" z młodym przystojnym bogaczem.
Oczywiście po części ma to chyba też być próba poskromienia miłośnika s&m w romantycznego faceta.
I może to nawet by jeszcze jakoś przeszło, gdyby nie fakt, że najgorszą częścią tego filmu jest właśnie SEKS! Niby ma to być prowokacyjne itd. ale tak naprawdę wychodzi z tego trochę taki erotyk dla wspomnianych gospodyń domowych, czy porno dla kółka różańcowego.
Główna aktorka nawet chyba dobra jest. Tu nawet nie chodzi o urodę, ale jakoś można tę postać polubić. Przy czym w jej zachowaniu i sposobie bycia trochę niestety za bardzo kojarzyła się z wczesnymi kreacjami Anne Hathaway w Pamiętnikach Księżniczki, czy Diabeł Ubiera się u Prady. Ten typ nieśmiałości i roztrzepania, ale potem jak dochodziły te sceny seksu, to to porównanie mi już nie pasowało i nie czułem się z nim dobrze. :/
A sam Grey moim zdaniem może być, ale niech lepiej się panie wypowiadają.
I nawet jakaś tam chemia między postaciami jest.
Najlepsze to są chyba momenty, kiedy Grey stara się być normalnym zakochanym facetem. I wtedy też film jest najbardziej znośny, ale kiedy przechodzimy do seksu to już niestety poziom siada.
W sumie film na nawet miejscami niezły humor, parę dobrych zdjęć i naprawdę dobry score Danny'ego Elfmana. Hm może aż za dobry na taki film.
Jednak tak jak wspomniałem na początku w dużej mierze to film o niczym. Do tego widać, że twórcy myślą o trylogii. Wiele wątków nie jest wytłumaczonych. Wspominana jest jakaś postać, która nigdy się nie pojawia, podobnie jak wątek rodziny Grey'ów.
Do tego film nagle się kończy. Ot tak po prostu nagle mamy koniec i poczucie, że oglądnęło się pilotażowy odcinek jakiegoś serialu, a nie film.
Tak też ma ocena nie będzie wysoka, ale chyba jednak lepsze to od Zmierzchu.
Między 5/10 a 4/10
Jak co roku pracowałem na Berlinale i właśnie ten film miał tam swoją premierę. Miałem nawet okazję rozmawiać z paroma oficjelami festiwalowymi, którzy byli trochę zażenowani całą sytuację. Nie dość, że był to najpopularniejszy film na Festiwalu, mimo że poza konkursem i mimo, że wchodził do kina dwa dni później. To jeszcze bilety na pierwszy pokaz wyprzedały się błyskawicznie, a w punkcie akredytacyjnym po siedmiu minutach wyprzedały się wszystkie wejściówki - koneserzy kina :/
Tak też ja miałem okazję za darmo obejrzeć ten film, to postanowiłem z niego skorzystać i...
... i to jest zły film, ale nie tragiczny. Tak naprawdę to taki film o niczym. Jakiejś fabuły w tym za bardzo nie ma. W sumie to trochę takie fantazje gospodyni domowej o "ostrym seksie" z młodym przystojnym bogaczem.
Oczywiście po części ma to chyba też być próba poskromienia miłośnika s&m w romantycznego faceta.
I może to nawet by jeszcze jakoś przeszło, gdyby nie fakt, że najgorszą częścią tego filmu jest właśnie SEKS! Niby ma to być prowokacyjne itd. ale tak naprawdę wychodzi z tego trochę taki erotyk dla wspomnianych gospodyń domowych, czy porno dla kółka różańcowego.
Główna aktorka nawet chyba dobra jest. Tu nawet nie chodzi o urodę, ale jakoś można tę postać polubić. Przy czym w jej zachowaniu i sposobie bycia trochę niestety za bardzo kojarzyła się z wczesnymi kreacjami Anne Hathaway w Pamiętnikach Księżniczki, czy Diabeł Ubiera się u Prady. Ten typ nieśmiałości i roztrzepania, ale potem jak dochodziły te sceny seksu, to to porównanie mi już nie pasowało i nie czułem się z nim dobrze. :/
A sam Grey moim zdaniem może być, ale niech lepiej się panie wypowiadają.
I nawet jakaś tam chemia między postaciami jest.
Najlepsze to są chyba momenty, kiedy Grey stara się być normalnym zakochanym facetem. I wtedy też film jest najbardziej znośny, ale kiedy przechodzimy do seksu to już niestety poziom siada.
W sumie film na nawet miejscami niezły humor, parę dobrych zdjęć i naprawdę dobry score Danny'ego Elfmana. Hm może aż za dobry na taki film.
Jednak tak jak wspomniałem na początku w dużej mierze to film o niczym. Do tego widać, że twórcy myślą o trylogii. Wiele wątków nie jest wytłumaczonych. Wspominana jest jakaś postać, która nigdy się nie pojawia, podobnie jak wątek rodziny Grey'ów.
Do tego film nagle się kończy. Ot tak po prostu nagle mamy koniec i poczucie, że oglądnęło się pilotażowy odcinek jakiegoś serialu, a nie film.
Tak też ma ocena nie będzie wysoka, ale chyba jednak lepsze to od Zmierzchu.
Między 5/10 a 4/10
20-02-2015, 01:26





