wg tego, co ukazuje film i mówi bohater "to ma swoje zasady". Można założyć, że przez swoją twardość i doświadczenia potrafił zostać rekinem rynku (Gray Enterprises, czym to się zajmuje, chgw), ale skoro byle dziewczyna kładzie gościa na kolana, to co najwyżej powinien siedzieć pod mostem w Brooklynie o prosić o centy. Gość w filmie jest taką pizdą, że głowa boli - tak bezcharakterny, miętki wafel, a próbują (bezskutecznie) uczynić z jego postaci jakiegoś hardcorowego pieprzyciela. Zresztą, sam dialog przy stole, kiedy odpowiada "I don't do love, I fuck. Hard" w ogóle nie pasuje ani do jego postaci, ani do tego co czyni, gdyż później widzimy, że całkiem namiętnie kocha się z panienką aż 3 razy, czwarty to akurat ją chłoszcze, ale też nie ma tam żadnego fuck harda... Bosh, ależ to tandetne kino...
loading podpis...
06-03-2015, 12:43





